Blog
O zarządzaniu i nie tylko...
środa, Wrzesień 24, 2025, 09:04
ciąg dalszy poprzedniego tematu
Przykład 3. Mała wspólnota (nie w świetle ustawy, ale w potocznym znaczeniu) ma jedną Panią, która prowadzi jej sprawy. Wspólnota składa się z kilku lokali i dwóch klatek schodowych. I pewnego razu postanawiają wymienić stare drewniane drzwi wejściowe na nowe. Zbierają oferty, przeglądają katalogi i wspólnie wybierają nowy model drzwi do montażu w obu klatkach, jednakowe i za taką samą cenę. W dniu kiedy przyjeżdża monter pojawiają się pierwsze zgrzyty - jedna klatka chce nagle drzwi z szybą, czyli inne niż wcześniej wybrali. Jest to doskonały pretekst dla mieszkańców tej klatki by oskarżać panią administrator o wszyskie niepowodzenia (chociaż wcześniej razem wybierali te drzwi). Teraz już byle powód jest pretekstem do oskarżeń o stronniczość, faworyzowanie przez tą Panią swojej klatki, przekręty finansowe, itd...
Przykład 4. Starszy Pan prowadzi jako administrator własną wspólnotę już od kilku lat. Wszystko przez lata było w porządku, porządek na klatkach, naprawy na czas, prawie wzorowe prowadzenie. Niestety pojawia się potrzeba remontu, a właściwie wymiany nstalacji wodnej. I tutaj wychodzi natura dwóch pań - jedna nie zgadza się na remont bo niedawno położyła nowe płytki w łazience i nie chce ich zmieniać, a druga została nastraszona przez wnuczka, że to jest tylko pretekst by sąsiad mógł "wyciągnąć kasę" ze wspólnoty. Nie będę opisywał kwestii technicznych i realnych potrzeb remontowych. Skupię się tylko na zachowaniu tych dwóch pań. Za punkt honoru przybrały sobie publiczne upokorzenie tego Pana - sąsiada z którym zgodnie żyły przez wiele lat. Zaczęły rozpuszczać plotki o rzekomych kradzieżach z konta wspólnoty, o nierozliczonych remontach, o zawyżaniu wypłat dla firmy sprzątającej "bo to podobno zięcia firma", itd.
Przykład 5. Duża wspólnota z własną kotłownią węglową, wspólnotę przez lata prowadził Pan, który jednocześnie miał uprawnienia palacza i palił w tej kotłowni. Stawki miał niższe niż inni palacze, a dodatkowo z rana jak dokładał do pieca to i wyjazd odśnieżył jak trzeba było, latem trawę wykosił własną kosiarką i nawet za paliwo nie chciał. Sielanka trwała kilka, może nawet kilkanaście lat. Do czasu aż jeden z mieszkańców chciał przejąć garaż innego mieszkańca. Nieużywany, ale przynależny do lokalu, wpisany w księgi wieczyste. Pan Zarządca słusznie stanął w obronie prawowitego właściciela i wtedy się zaczęła nagonka: zły Zarządca, złodziej, dorobił się na paleniu i na sprzedawaniu węgla "na lewo", itd. Kilka osób dołączyło do tej nagonki bo rzeczywiście Pan Zarządca w ostatnim roku kupił lepsze auto więc to pewnie na nich się dorobił. Zaczęło się przebijanie opon, wylewanie jakiejś śmierdzącej chemii na auto, itp.
I teraz odpowiedzcie sobie sami na pytanie czy warto być Zarządcą swojej własnej wspólnoty? Czy sąsiedzi wykażą się zrozumieniem dla potrzeb wspólnoty i czy będą potrafili oddzielić potrzeby wspólnoty od widzimisie Zarządcy? Czy tak samo oceniany będzie sąsiad lub ktoś kogo dobrze znamy jak osoba obca, postronna? Czy nawet gdy bardzo się postaramy, to czy można być zawsze bezstronnym i bezkonflitowym pełniąc funkcje Zarządcy?
Na koniec powiem Wam, że dwe spośród tych 5 osób które prowadziły swoje wspólnoty wyprowadziły się mając dość tych złośliwości i plotek, a jeden z Panów zmarł i prawdopodobnie bezpośrednią przyzyną było to zaszczucie przez garstkę sąsiadów (większość była po jego stronie).
Przykład 3. Mała wspólnota (nie w świetle ustawy, ale w potocznym znaczeniu) ma jedną Panią, która prowadzi jej sprawy. Wspólnota składa się z kilku lokali i dwóch klatek schodowych. I pewnego razu postanawiają wymienić stare drewniane drzwi wejściowe na nowe. Zbierają oferty, przeglądają katalogi i wspólnie wybierają nowy model drzwi do montażu w obu klatkach, jednakowe i za taką samą cenę. W dniu kiedy przyjeżdża monter pojawiają się pierwsze zgrzyty - jedna klatka chce nagle drzwi z szybą, czyli inne niż wcześniej wybrali. Jest to doskonały pretekst dla mieszkańców tej klatki by oskarżać panią administrator o wszyskie niepowodzenia (chociaż wcześniej razem wybierali te drzwi). Teraz już byle powód jest pretekstem do oskarżeń o stronniczość, faworyzowanie przez tą Panią swojej klatki, przekręty finansowe, itd...
Przykład 4. Starszy Pan prowadzi jako administrator własną wspólnotę już od kilku lat. Wszystko przez lata było w porządku, porządek na klatkach, naprawy na czas, prawie wzorowe prowadzenie. Niestety pojawia się potrzeba remontu, a właściwie wymiany nstalacji wodnej. I tutaj wychodzi natura dwóch pań - jedna nie zgadza się na remont bo niedawno położyła nowe płytki w łazience i nie chce ich zmieniać, a druga została nastraszona przez wnuczka, że to jest tylko pretekst by sąsiad mógł "wyciągnąć kasę" ze wspólnoty. Nie będę opisywał kwestii technicznych i realnych potrzeb remontowych. Skupię się tylko na zachowaniu tych dwóch pań. Za punkt honoru przybrały sobie publiczne upokorzenie tego Pana - sąsiada z którym zgodnie żyły przez wiele lat. Zaczęły rozpuszczać plotki o rzekomych kradzieżach z konta wspólnoty, o nierozliczonych remontach, o zawyżaniu wypłat dla firmy sprzątającej "bo to podobno zięcia firma", itd.
Przykład 5. Duża wspólnota z własną kotłownią węglową, wspólnotę przez lata prowadził Pan, który jednocześnie miał uprawnienia palacza i palił w tej kotłowni. Stawki miał niższe niż inni palacze, a dodatkowo z rana jak dokładał do pieca to i wyjazd odśnieżył jak trzeba było, latem trawę wykosił własną kosiarką i nawet za paliwo nie chciał. Sielanka trwała kilka, może nawet kilkanaście lat. Do czasu aż jeden z mieszkańców chciał przejąć garaż innego mieszkańca. Nieużywany, ale przynależny do lokalu, wpisany w księgi wieczyste. Pan Zarządca słusznie stanął w obronie prawowitego właściciela i wtedy się zaczęła nagonka: zły Zarządca, złodziej, dorobił się na paleniu i na sprzedawaniu węgla "na lewo", itd. Kilka osób dołączyło do tej nagonki bo rzeczywiście Pan Zarządca w ostatnim roku kupił lepsze auto więc to pewnie na nich się dorobił. Zaczęło się przebijanie opon, wylewanie jakiejś śmierdzącej chemii na auto, itp.
I teraz odpowiedzcie sobie sami na pytanie czy warto być Zarządcą swojej własnej wspólnoty? Czy sąsiedzi wykażą się zrozumieniem dla potrzeb wspólnoty i czy będą potrafili oddzielić potrzeby wspólnoty od widzimisie Zarządcy? Czy tak samo oceniany będzie sąsiad lub ktoś kogo dobrze znamy jak osoba obca, postronna? Czy nawet gdy bardzo się postaramy, to czy można być zawsze bezstronnym i bezkonflitowym pełniąc funkcje Zarządcy?
Na koniec powiem Wam, że dwe spośród tych 5 osób które prowadziły swoje wspólnoty wyprowadziły się mając dość tych złośliwości i plotek, a jeden z Panów zmarł i prawdopodobnie bezpośrednią przyzyną było to zaszczucie przez garstkę sąsiadów (większość była po jego stronie).
Brak komentarzy.
...
