Blog
O zarządzaniu i nie tylko...
Niedziela, Kwiecień 21, 2024, 10:09
Dzisiaj będzie trochę autopochwał pod własnym adresem, ale radość jest tak wielka, ze muszę się tym z Wami podzielić. Jeżeli kogoś to nie interesuje niech pominie ten wpis.
W mijającym tygodniu odbyła się ostatnia rozprawa sądowa na której został odczytany wyrok Sądu. Wyrok ten otrzymałem już również w formie papierowej, więc mogę się cieszyć i chwalić. Sprawa dotyczyła wykonania usługi niezgodnie z umową, a wykonanie miało miejsce w 2018r. Ponad pięć lat czekania, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt rozpraw, trzy opinie biegłego i w końcu mamy wyrok. Oczywiście po raz kolejny wygraliśmy sprawę i z tego niezmiernie się cieszę, ale po raz kolejny ubolewam nad zacowaniem wielu ludzi. Brak spojrzenia perspektywicznego, brak analizowania faktów, jakaś niechęć do zastanowienia się co będzie dalej, zacietrzewienie się w swoim spojrzeniu na sytuację i brak zdrowego rozsądku. A może zwykła ludzka głupota? A może zwykła ludzka chciwość i wiara w to, że nikomu nie będzie się chciało iść do sądu za parę tysięcy?
Tak naprawdę opisuję swoje doświadczenia z sądami nie tylko po to by się pochwalić, ale przede wszystkim chciałbym zwrócić Wam uwagę na fakt, że warto walczyć o swoje i opłaca się poświęcić swoje siły i czas jeżeli wiemy że mamy rację. W tym przypadku sprawy sądowe trwały 5 lat. W tym czasie mieliśmy sporą inflację i pieniądze zasądzone przez Sąd nie pokrywają w całości poniesionych strat, jednak odzyskanie przynajmniej części utraconych pieniędzy to tylko połowa sukcesu. Druga połowa sukcesu jest taka, że nierzetelny wykonawca, inwestor, inspektor nadzoru, urzędnik, itd. - następnym razem zastanowią się dwa razy czy i tym razem nie zostaną pozwani i czy nie będą musieli z odsetkami płacić za swoje szkody.
Piszę o tym jeszcze z jednego powodu. Ostatnio miałem zebranie i jeden z mieszkańców był bardzo oburzony. Czym? Ano tym, że jego sąsiadka od lat nie płaci żadnych opłat, a my nic nie robimy. Ta sąsiadka nie płaci od wielu lat i poprzedni administrator rzeczywiście nic w tej kwestii nie robił. My po przejęciu wspólnoty złożyliśmy do sądu wniosek o nabycie spadku, postępowanie w tej sprawie już się zakończyło. Po otrzymaniu postanowienia w tej sprawie złożyliśmy wniosek o zasądzenie należności. I ta sprawa "leży" już w sądzie od ponad roku. I my musimy cierpliwie czekać. Czy zatem rzeczywiście nic nie robimy? Zrobiliśmy więcej niż poprzedni administrator przez dziesięć lat. Na opieszałość sądu nie mamy wpływu. Jak pokazuje jednak przykład jaki opisałem - nawet po 5 latach można doczekać się sprawiedliwości. Życzę Wam i sobie by te sprawy były jednak rozpatrywane duuuużo szybciej.
W mijającym tygodniu odbyła się ostatnia rozprawa sądowa na której został odczytany wyrok Sądu. Wyrok ten otrzymałem już również w formie papierowej, więc mogę się cieszyć i chwalić. Sprawa dotyczyła wykonania usługi niezgodnie z umową, a wykonanie miało miejsce w 2018r. Ponad pięć lat czekania, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt rozpraw, trzy opinie biegłego i w końcu mamy wyrok. Oczywiście po raz kolejny wygraliśmy sprawę i z tego niezmiernie się cieszę, ale po raz kolejny ubolewam nad zacowaniem wielu ludzi. Brak spojrzenia perspektywicznego, brak analizowania faktów, jakaś niechęć do zastanowienia się co będzie dalej, zacietrzewienie się w swoim spojrzeniu na sytuację i brak zdrowego rozsądku. A może zwykła ludzka głupota? A może zwykła ludzka chciwość i wiara w to, że nikomu nie będzie się chciało iść do sądu za parę tysięcy?
Tak naprawdę opisuję swoje doświadczenia z sądami nie tylko po to by się pochwalić, ale przede wszystkim chciałbym zwrócić Wam uwagę na fakt, że warto walczyć o swoje i opłaca się poświęcić swoje siły i czas jeżeli wiemy że mamy rację. W tym przypadku sprawy sądowe trwały 5 lat. W tym czasie mieliśmy sporą inflację i pieniądze zasądzone przez Sąd nie pokrywają w całości poniesionych strat, jednak odzyskanie przynajmniej części utraconych pieniędzy to tylko połowa sukcesu. Druga połowa sukcesu jest taka, że nierzetelny wykonawca, inwestor, inspektor nadzoru, urzędnik, itd. - następnym razem zastanowią się dwa razy czy i tym razem nie zostaną pozwani i czy nie będą musieli z odsetkami płacić za swoje szkody.
Piszę o tym jeszcze z jednego powodu. Ostatnio miałem zebranie i jeden z mieszkańców był bardzo oburzony. Czym? Ano tym, że jego sąsiadka od lat nie płaci żadnych opłat, a my nic nie robimy. Ta sąsiadka nie płaci od wielu lat i poprzedni administrator rzeczywiście nic w tej kwestii nie robił. My po przejęciu wspólnoty złożyliśmy do sądu wniosek o nabycie spadku, postępowanie w tej sprawie już się zakończyło. Po otrzymaniu postanowienia w tej sprawie złożyliśmy wniosek o zasądzenie należności. I ta sprawa "leży" już w sądzie od ponad roku. I my musimy cierpliwie czekać. Czy zatem rzeczywiście nic nie robimy? Zrobiliśmy więcej niż poprzedni administrator przez dziesięć lat. Na opieszałość sądu nie mamy wpływu. Jak pokazuje jednak przykład jaki opisałem - nawet po 5 latach można doczekać się sprawiedliwości. Życzę Wam i sobie by te sprawy były jednak rozpatrywane duuuużo szybciej.
Brak komentarzy.
...
