Blog
O zarządzaniu i nie tylko...
Zacznę od problemu jaki zauważyłem nie tylko u siebie, ale także w innych wspólnotach, a także (a może przede wszystkim) na różnych stronach internetowych. Tym problemem jest BRAK ZROZUMIENIA.
Wiem, że prowadzenie nieruchomości wymaga szerokiej wiedzy z różnych dziedzin. Nam zarządcom jest czasem ciężko przekazać mieszkańcom pewne potrzeby lub wytłumaczyć pewne zależności. Podam kilka przykładów byście lepiej to zrozumieli.
Przykład I: Wspólnota planuje przeprowadzić remonty (dach, docieplenie, itp.). W tym celu przygotowaliśmy audyt, znaleźliśmy dobrą ofertę kredytu z dopłatami, skompletowaliśmy wszystkie wyliczenia i zestawienia, zrobiliśmy zebranie. Co ważne zebranie było tylko w celu ustalenia szczegółów zakresu prac, podpisania uchwał o zaciągnięciu kredytu, itp. Na zebraniu przez 4 godziny cierpliwie tłumaczyłem co jest do wykonania, w jakich technologiach, jak to będzie finansowane, jakie będą składki na FR, itd. Bardzo szczegółowo była też wyjaśniana kwestia kredytu – jaka jest wartość wszystkich prac, jaki jest wkład własny wspólnoty, jaka będzie przyznana dotacja, ile ostatecznie wspólnota zaciągnie kredytu, jakie będą raty, ile wspólnota spłaci kredytu wraz z odsetkami, itd. Itp. Przypomnę – wszystko zajęło 4 godziny. Na koniec właściciele otrzymali uchwały by mogli się z nimi zapoznać i ewentualnie zagłosować. Część już podjęła decyzję i zagłosowała. Zebranie zakończyło się późno, a część mieszkańców chciała jeszcze wszystko omówić, więc następnego dnia spotkali się znowu. Po trzech dniach kolejne zebranie. I znowu powtórne omawianie tych samych kwestii. Ale zaskoczyło mnie to, że jeden z mieszkańców przyszedł na to zebranie z nastawieniem że ich okłamałem. Podobno zaniżyłem kwotę kredytu, a z uchwał wynikała kwota blisko dwukrotnie wyższa niż ja podawałem. Więc według tego Pana chciałem oszukać wspólnotę. I znowu dwie godziny omawiania, tłumaczenia. Znowu musiałem tłumaczyć czym są dotacje, czym jest wkład własny a czym jest kwota samego kredytu. Znów musiałem tłumaczyć jak liczony jest fundusz remontowy, jakie będą opłaty. Itd. Wydawało się, że wszyscy wszystko zrozumieli, nawet ten Pan który miał zarzuty o kłamstwie i próbie oszukania wspólnoty. Ale to nie koniec tego wątku. Wspólnota spotkała się jeszcze raz, tym razem ponownie bez Zarządcy by po raz kolejny omówić sprawy remontów i kredytu. I co? I kilka dni później odwiedza mnie ten sam Pan w biurze i twierdzi że ich okłamałem...
Ręce opadają. Przygotowanie dokumentacji. Audyt. Oferty kredytowe. Dziesiątki naszych godzin spędzonych nad wyliczeniami, zestawieniami i bilansami. Zebrania. Tłumaczenie wszystkiego po kilka razy. Stawanie na głowie by wszystko spiąć i nie podnosić nadmiernie funduszu remontowego. Organizowanie wszystkiego w taki sposób by wspólnota miała różne możliwości i różne wybory (także możliwość nadpłaty kredytu i obniżenia rat a jednocześnie obniżenia składek na FR). I efekt jest taki, że jeden czy dwóch mieszkańców nie potrafi zrozumieć pewnych zagadnień i próbuje przekonać resztę sąsiadów że to jest kłamstwo i że nie powinni tego akceptować.
Przykład II: Wspólnota po ogromnym remoncie. Remont przeprowadzony dwa lata temu. Kredyt będzie spłacany jeszcze kilkanaście lat. Za nami jedno i drugie zebranie na którym tłumaczyliśmy ile jeszcze kredytu zostało do spłaty. Tłumaczyliśmy i rozdaliśmy rozliczenia jasno wskazujące jaka jest miesięczna rata kredytu, ile w tym miesięcznie wspólnota spłaca samego kapitału, a ile jest tam odsetek. I na koniec ostatniego zebrania jedna z Pań oznajmia pytająco – "po tych dwóch latach to już chyba z połowę kredytu mamy spłaconego bo tak mi wychodzi z obliczeń".
I wyobraźcie sobie moją konsternację, gdyż kilka minut wcześniej po raz chyba dziesiąty tłumaczyłem ile spłacamy kapitału a ile odsetek. Tłumaczyłem i pokazywałem na rozdanych rozliczeniach ile kredytu wspólnota zaciągnęła i ile do tej pory spłaciła. Tłumaczyłem jaki jest fundusz remontowy i jaka jego część jest przeznaczana na spłatę kredytu. Tłumaczyłem, objaśniałem, pokazywałem. A na koniec i tak niezrozumienie i rozczarowanie „bo mi z wyliczeń wyszło inaczej". Już nawet myślałem, że to moja wina bo nie potrafię takich rzeczy wytłumaczyć, ale rozmawiałem z innymi zarządcami i poczytałem na ten temat w internecie i okazuje się, że inni zarządcy też tak mają
...
