Blog
O zarządzaniu i nie tylko...
Poniedziałek, Styczeń 13, 2025, 16:00
Poprzedni wpis opierał się na wydarzeiach z ostatnich miesięcy i odnosił się do realnych osób i realnych zdarzeń. Mamy nowy rok i we wspólnotach jest to czas rozliczeń, czas planowania wydatków na kolejny rok, czas podejmowaia decyzji. Chciałbym przedstawić Wam kilka rzeczy na które być może część z Was nigdy nie zwracała i nie zwraca uwagi, a które mogą być bardzo istotne z punktu widzenia całej wspólnoty, jej wydatków i codziennego finansowania.
Zaufanie
Pisałem już o tym, że rozpoczynając współpracę z nowym Zarządcą musimy obdarzyć zaufaniem kogoś kogo nie znamy i komu powierzamy nasz majątek. Tak samo Zarządca obdarza zaufaniem Wspólnotę z którą rozpoczyna współpracę i jeszcze nie wie jak ta współpraca się ułoży. Bardzo często łatwiej jest nam zaufać sąsiadowi którego znamy od 30lat, niż nowej osobie nawet mającej szczere i uczciwe intencje. Rozumiem to, ale nie zawsze akceptuję. Nie dalej jak miesiąc temu miałem sytuację, w której Pani z Zarządu wspólnoty oszukiwała wspólnotę i na zebraniu jak próbowałem to sprostować to ja zostałem posądzony o kłamstwa, bo jak stwierdził sąsiad tej pani: "nie mam podstwa by jej nie wierzyć". A podstawy były i to w postaci realnych dokumentów o których rozmawialiśmy. Niestety nikt z obecnych nie chciał nawet spojrzeć na te dokumenty i nikogo nie obchodziła prawda. Zaufanie było większe niż dowody obciążające wiarygodność. Rozumiem zachowanie tych ludzi, ale nie akceptuję. Rozumiem, że mogą kierować nami różne pobudki, możemy mieć różne nieznane innym cele, możemy mieć wspólne powody (interesy) razem z tymi co kłamią i w końcu możemy mieć wspólnych wrogów dla pozbycia się których jesteśmy w stanie wiele znieść i odpuścić. Potrafię to zrozumieć. W swoim życiu już wiele widziałem i przeżyłem. Byłem świadkiem zachowań delikatnie mówiąc chamskich i cynicznych. Widziałem jak dla kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy ludzie potrafią oczernić innych i zakopać ich (i swoją) godność i uczciwość. Rozumiem, ale nie toleruję
Podążanie za innymi (jak barany na rzeź)
Drugim zachowaniem jakie chciałbym opisać jest bezkrytyczne podążanie za innymi. Podpisywanie wszystkiego co się im podsunie. Głosowanie tak jak sąsiedzi nawet bez zastanowienia się co jest dla mnie dobre. Powtarzanie tego co się usłyszało bez sprawdzenia u źródeł. Wiem, że nie zawsze potrafimy zrozumieć co jest nam przedstawiane. Sam nie jestem omnibusem i mam dziedzinyw których nieco słabiej się poruszam. Jednak staram się wtedy dopytywać, sprawdzać, weryfikować i nie wydawać wyroków bez zastanowienia. Kilka lat temu miałem sytuację w której mieszkańcy podjęli bardzo niekorzystną dla siebie decyzję. Zyskały na niej tylko dwie osoby które były wtedy w zarządzie i które zbierały podpisy pod uchwałą. Po podjęciu uchwały miałem okazję rozmawiać z kilkoma osobami które wiedziały już że ta decyzja jest dla nich wybitnie niekorzystna i ich tłumaczenia rozłożyły mnie na łopatki: bo sąsiad tak podpisał, bo bałem się postawić Bożence która zbierała podpisy (a Bożenka jest bardzo nieprzyjemna jak ktoś jej się stawia i oponuje), bo większość i tak by podpisała, bo co ja jedna mogę, itd. Zatem proszę wszystkich by włączyli swoje myślenie. Nie obrażam nikogo, ale mam czasami wrażenie, że w sprawach w którcy podejmujemy decyzje wspólnie z innymi potrafimy wyłączyć myślenie i idziemy za stadem. Nawet nie zastanawiamy się dlaczego. A na końcu pojawiają się pretensje - do innych, do Zarządcy, do wszystkich tylko nie do siebie. A czasami wystarczyłoby się chwilę zastanowić
Zaufanie
Pisałem już o tym, że rozpoczynając współpracę z nowym Zarządcą musimy obdarzyć zaufaniem kogoś kogo nie znamy i komu powierzamy nasz majątek. Tak samo Zarządca obdarza zaufaniem Wspólnotę z którą rozpoczyna współpracę i jeszcze nie wie jak ta współpraca się ułoży. Bardzo często łatwiej jest nam zaufać sąsiadowi którego znamy od 30lat, niż nowej osobie nawet mającej szczere i uczciwe intencje. Rozumiem to, ale nie zawsze akceptuję. Nie dalej jak miesiąc temu miałem sytuację, w której Pani z Zarządu wspólnoty oszukiwała wspólnotę i na zebraniu jak próbowałem to sprostować to ja zostałem posądzony o kłamstwa, bo jak stwierdził sąsiad tej pani: "nie mam podstwa by jej nie wierzyć". A podstawy były i to w postaci realnych dokumentów o których rozmawialiśmy. Niestety nikt z obecnych nie chciał nawet spojrzeć na te dokumenty i nikogo nie obchodziła prawda. Zaufanie było większe niż dowody obciążające wiarygodność. Rozumiem zachowanie tych ludzi, ale nie akceptuję. Rozumiem, że mogą kierować nami różne pobudki, możemy mieć różne nieznane innym cele, możemy mieć wspólne powody (interesy) razem z tymi co kłamią i w końcu możemy mieć wspólnych wrogów dla pozbycia się których jesteśmy w stanie wiele znieść i odpuścić. Potrafię to zrozumieć. W swoim życiu już wiele widziałem i przeżyłem. Byłem świadkiem zachowań delikatnie mówiąc chamskich i cynicznych. Widziałem jak dla kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy ludzie potrafią oczernić innych i zakopać ich (i swoją) godność i uczciwość. Rozumiem, ale nie toleruję
Podążanie za innymi (jak barany na rzeź)
Drugim zachowaniem jakie chciałbym opisać jest bezkrytyczne podążanie za innymi. Podpisywanie wszystkiego co się im podsunie. Głosowanie tak jak sąsiedzi nawet bez zastanowienia się co jest dla mnie dobre. Powtarzanie tego co się usłyszało bez sprawdzenia u źródeł. Wiem, że nie zawsze potrafimy zrozumieć co jest nam przedstawiane. Sam nie jestem omnibusem i mam dziedzinyw których nieco słabiej się poruszam. Jednak staram się wtedy dopytywać, sprawdzać, weryfikować i nie wydawać wyroków bez zastanowienia. Kilka lat temu miałem sytuację w której mieszkańcy podjęli bardzo niekorzystną dla siebie decyzję. Zyskały na niej tylko dwie osoby które były wtedy w zarządzie i które zbierały podpisy pod uchwałą. Po podjęciu uchwały miałem okazję rozmawiać z kilkoma osobami które wiedziały już że ta decyzja jest dla nich wybitnie niekorzystna i ich tłumaczenia rozłożyły mnie na łopatki: bo sąsiad tak podpisał, bo bałem się postawić Bożence która zbierała podpisy (a Bożenka jest bardzo nieprzyjemna jak ktoś jej się stawia i oponuje), bo większość i tak by podpisała, bo co ja jedna mogę, itd. Zatem proszę wszystkich by włączyli swoje myślenie. Nie obrażam nikogo, ale mam czasami wrażenie, że w sprawach w którcy podejmujemy decyzje wspólnie z innymi potrafimy wyłączyć myślenie i idziemy za stadem. Nawet nie zastanawiamy się dlaczego. A na końcu pojawiają się pretensje - do innych, do Zarządcy, do wszystkich tylko nie do siebie. A czasami wystarczyłoby się chwilę zastanowić
Brak komentarzy.
...
