Blog
O zarządzaniu i nie tylko...
W tym krótkim wpisie chciałbym się trochę pochwalić. W tym roku ze względu na sprzyjającą pogodę i ogólne warunki klimatyczne już blisko miesiąc temu rozpoczęliśmy duże remonty w kilku wspólnotach. Zaczynamy od dachów, później będą docieplenia, podwórka, chodniki, itd.
W tym roku staram się szczególnie wykonać jak najwięcej dokumentacji fotograficznej z przebiegu tych remontów, by po ich zakończeniu wrzucić tutaj jakieś porównania i ciekawe tematy z tych remontów. Zwykle człowiek nie myśli o zdjęciach, zwłaszcza gdy podczas remontu wychodzą jakieś "kwiatki" i trzeba szybko reagować. Już mam kilka tematów do pokazania i omówienia. Mam nadzieję że spodobają się one i Wam. Do 'usłyszenia' już wkrótce
Dzisiaj kolejny materiał o remontach prowadzonych we wspólnotach mieszkaniowych. Tytuł nieco przewrotny, ale słyszałem o zarzutach wobec zarządców i wobec zarządów wspólnot, że remontują coś co jest jeszcze dobre i niepotrzebnie wydają pieniądze. Nie odniosę się do wszystkich takich zarzutów, gdyż sam znam przypadki przedwcześnie i niepotrzebnie przeprowadzonenych remontów. Np. remontu dachu, w którym zarządca wymienił starą ale dobrą dachówkę na pokrycie płytą typu onduline które po kilkunastu latach wymagało ponownej wymiany (a dachówki jakie znajdują się na strychu po porzednim pokryciu są mocno zabrudzone, ale ich stan jest powiedziałbym bardzo dobry). Ale nie można wszystkich mierzyć jedną miarą. Podam wam konkretny przykład.
Oto zdjęcie fragmentu rury będącej głównym pionem wodnym w jednej z kamienic w Opolu. Instalacja ma około 40-50lat. W tej rurze płynęła woda do mieszkań m.in. wykorzystywana do celów spożywczych. Po wielu latach osadzania się na ściankach rury różnego rodzaju osadów zmniejszył się przekrój wewnętrzny rury i zdecydowaliśmy się na remont generalny instalacji wodnej. Przy okazji wymieniliśmy też piony kanalizacyjne - stare żeliwne rury zastąpiły nowe szczelne rury PCV. Czy remont był konieczny? Tak, gdyż kanalizacja żeliwna była popękana i zaczynały się przecieki. Natomiast rura wodna z zewnątrz wyglądała na dobrą, nie wskazywała na przecieki, natomiast ciśnienie wody na wyższych kondygnacjach było już coraz niższe. Na zebraniu przed remontem, gdzie rozmawialiśmy z właścicielami o planowanych remontach i omawialiśmy potrzebę wymiany rur wodnych padło kilka razy pytanie czy musimy wymieniać te rury? Zawsze staram się odpowiadać zgodnie z posiadaną wiedzą i tutaj też tłumaczyłem uczciwie, że taka wymiana nie była konieczna "na już", ale trzeba było ją wpisać do planu remontowego na najbliższe lata. Te remonty instalacji muszą być zaplanowane w okresie kiedy poprzednia jest już nadwyrężona, ale spełnia jeszcze swoje zadanie. Jeżeli przekroczymy pewien trudny do uchwycenia czas eksploatacji to może się okazać, że dojdzie do poważnej awarii i wtedy remont trzeba robić bezzwłocznie, nie można go wcześniej zaplanować i uzgodnić harmonogramu z mieszkańcami. A zawsze jest tak, że remonty wcześniej zaplanowane przeprowadza się bardziej "gładko", są mniej uciążliwe dla mieszkańców i oczywiście tańsze w realizacji. Zatem zanim ocenicie zarządcę to sprawdźcie czy robi to co trzeba i to co jest zasadne. Ja sam najczęściej sygnalizuję właścicielom potrzebę wymiany instalacji już kilka lat wcześniej i najczęściej te remonty są skorelowane z innymi remontami w myśl zasady - jak robić bałagan to raz i wymienić co potrzebne i co się da.
Na koniec też krótka uwaga - patrzcie i sprawdzajcie czy zakres remontów jest uzasadniony. Od około 3 lat prowadzimy wspólnotę, która technicznie była prowadzona powiedziałbym słabo, ale są takie elementy o któych można śmiało powiedzieć że są mocno przesadzone. Przykłady: drzwi i okna antywłamaniowe ze wzmocnionymi okuciami i dodatkowymi uszczelkami, kominy z wkładami ze stali kwasoodpornej nawet w przewodach które nie były, nie są i zapewne nigdy nie będą używane, instalacja odgromowa na budynku który jest otoczony dużo wyższymi budynkami i który według przepisów nie wymaga takiej instalacji, itd.
A pamiętajcie, że każda taka dodatkowa usługa i dodatkowe wyposażenie to koszt dla całej wspólnoty
Dzisiaj spojrzenie na temat wspónot z nieco innej strony. Pisałem już wielokrotnie o złych zarządcach, o amatorach którzy zajmują się tym tematem licząc na szybkie i łatwe pieniądze. Pisałem też o zarządach wspólnot które realizują prywatne cele nie bacząc na dobro całej wspólnoty. Pisałem też o zarządach które bardzo często we współpracy z nieuczciwymi administratorami doprowadzają do strat materialnych we wspólnocie. Dzisiaj chciałbym żebyście spojrzeli na temat wspólnoty nieco z innej strony. Ten wpis jest efektem dwóch interwencji jakie mieliśmy w tym mijającym tygodniu.
Potocznie we wspólnocie uważa się, że za wszystko odpowiada zarząd i/lub zarządca (lub administrator). Tak jest bardzo często i to najczęsciej zaniedbania tych osób skutkują zaniedbanym budynkiem w którym mieszkacie. Te zaniedbania lub nawet nadużycia i malwersacje bardzo często przenoszą się na złą kondycję finansową całej wspólnoty i brak środków na konieczne remonty. Ale jest jeszcze jeden czynnik o którym raczej się nie wspomina, a który może bardzo zaszkodzić wspólnocie. Oczywiście każdy z nas powie - to nie ja, ale czy tak jest na pewno?
Tym czynnikiem jesteśmy my wszyscy - mieszkańcy i goście odwiedzający daną nieruchomość. Bardzo mało jest wspólnot, które potrafią zadbać o swój budynek. Oczywiście jeżeli mamy przeciekający dach czy stare okna na klatce, to ciężko o to zadbać tak by było czysto, sucho i schludnie. Mówię jednak o przypadkach, gdy mamy wyremontowaną wspólnotę, zadbane otoczenie i wszystko prowadzone jest wzorcowo, a jednak nie potrafimy tego docenić. Zawsze znajdzie się jakiś pajac z markerem lub sprayem który będzie chciał "upiększyć" elewację lub ściany klatki schodowej. Zawsze znajdzie się też "miłośnik" zwierząt, którego zwierzę skutecznie będzie niszczyć elewację lub przez którego będą usychać rośliny. Zawsze znajdzie się też "złota rączka" która będzie chciała coś poprawić lub zmienić w częściach wspólnych niszcząc ściany czy instalacje wspólne. Znajdzie się też "roweromaniak" który dla swojej wygody swoim rowerem będzie obijał ściany na klatce bo przeceż schowanie roweru do garażu lub piwnicy to za duży problem. Znajdzie się też "oszczędny" który co tydzień odkurza swój samochód, ale prąd do tego zawsze ciągnie z tablicy na korytarzu bo swój lepiej oszczędzać.
Długo można tutaj jeszcze wymieniać. Ważne jest jednak to, że przez działania takich mieszkańców lub też ich gości bardzo często jest tak, że klatka rok po remoncie wymaga już malowania, nowe drzwi wstawione kilka miesięcy yemu już wymagają malowania i nowego samozamykacza, a po roślinach w naszym otoczeniu pozostaje tylko wspomnienie.
Co ciekawe zawsze jak zwracamy takim osobom uwagę, to bagatelizują oni swoje działania. Nigdy jeszcze nikt nie powiedział mi - przepraszam, nie wiedziałem/nie zauważyłem, postaram się nie niszczyć...
Poniedziałkowy wpis o kolejnych przygodach w urzędach przypomniał mi jeszcze inne niezbyt przyjemne sytuacje związane z naszymi urzędami i państwem. Rządzący nami coraz częściej zmuszają nas do korzystania z określonych portali i realizowaniu określonych czynności. Wprowadzają rozwiązania które rzekomo mają ułatwić nam przedsiębiorcom naszą codzienną pracę i przynieść jakieś zyski. Jakie? Nie mam pojęcia, ale marketing z wszystkiego może zrobić zysk. Ale przejdźmy do przykładów.
Jakiś czas temu musieliśmy dla nowej wspólnoty złożyć odpowiednie deklaracje w jednym z urzędów. Aby to zrobić trzba mieć w tym urzędzie założony profil (mamy to ponieważ prowadzimy też inne wspólnoty w tym regionie), ale trzeba też "przypisać" do nowego zarządcy nową wspólnotę. Czynność banalna dla księgowej która się tym zajmuje, ale możliwa do zrealizowania tylko drogą elektroniczną. Zatem księgowa składa formularz przypisania nowej wspólnoty, otrzymuje drogą elektroniczną potwierdzenie że taki formularz został poprawnie złożony i tutaj wydawałoby się, że sprawa jest zakończona i można normalnie prowadzić kolejną wspólnotę. Tak może pomyśli tylko ten, kto nie ma doczynienia z urzędami i ich programami, aplikacjami, platformami, itd.
Kilka dni później trzeba złożyć dla danej wspólnoty deklarację (oczywiście tylko w formie cyfrowej - inaczej się nie da) i księgowa taką składa, ale po 3 dniach telefon z urzędu, że nie złożyliśmy dokumentów. Księgowa wisi na telefonie blisko godzinę, wyjaśnia wszystko z jedną a później także i drugą panią i okazuje się, że system nie zarejestrował nas jako podmiotu upoważnionego do składania odpowiednich deklaracji. Mamy poświadczenie elektroniczne że tak było, ale panie w systemie tego nie widzą i "system nie przepuści". Koniec i kropka. Zrobiliśmy wszystko poprawnie, zmieściliśmy się we wszystkich wymaganych terminach, mamy nawet potwierdzene że jest OK, a tak naprawdę nie jest OK. Następnego dnia wizyta w urzędzie, odkręcanie całej sytuacji, ponowne nadawanie uprawnień, ponowne składanie deklaracji i po zaledwie dwóch godzinach sprawa naprawiona.
I tak wygląda codzienność w kontacie z różnymi platformami rządowymi, rzekome ułatwienia generują więcej pracy z naszej strony niż wcześniejsze wydrukowanie i złożenie w urzędzie papierowego kwitka, a o błędach i problemach z cyfrowym obiegiem dokumentów polecam zainteresowanym poczytać na forach dla księgowych. Tak. Księgowe założyły specjalne fora gdzie edukują się wzajemnie co zrobić w przypadku problemów z platformali rządowymi, z e-doręczeniami, itd. Księgowe niejednokrotnie są w tym zakresie lepiej wykształcone niż infolinie na które się powinno dzwonić w przypadku wystąpienia problemów. Paranoja
Prosiłem już wielokrotnie swoją żonę by poświęciła trochę czasu i opisała tutaj przynajmniej część swoich perypetii z urzędami, z ich stronami internetowymi, z ich aplikacjami za grube miliony które nie działają i bardzo często się zawieszają. Na razie nie daje się przekonać, ale mam nadzieję że kiedyś poświęci trochę czasu i zobaczycie jakie problemy może stworzyć urząd w błahych sprawach.
Piszę o tym z jeszcze jednego powodu. Osoby postronne, które z urzędami nie mają nic wspólnego (lub składają np. raz w roku rozliczenie i to wszystko) nie mają pojęcia o codziennej pracy księgowych. Nie wiedzą ile przeciętny księgowy musi poświęcić czasu na coś, co teoretycznie powinno być załatwione "od ręki". Nie wiedzą ile czasu przeznaczamy na walkę z papierologią i wymogami urzędów które nic nie wnoszą. Nie wiecie też, że coraz częściej za niedopilnowanie terminów czy określonych obowiązków przepisy nakładają na zarządców coraz wyższe kary finansowe i to liczone w tysiącach złotych.
Miejcie to na uwadze zanim kolejny raz powiecie że wasz zarządca nic nie robi. Być może mógłby robić więcej, ale nie wrzucajcie wszystkich do jednego worka. Bądźcie sprawiedliwi...
Na profilu facebookowym obiecałem dzisiaj dwa tematy, więc pojawia się też drugi temat z ubiegłego tygodnia. Temat dobrze wykonanych prac. Temat przemyślanych i dopasowanych do potrzeb ludzi modernizacji. Temat odpowiedzialności za realizowane inwestycje. O tej sprawie już dawno zapomniałem i gdyby nie wizyta w tym budynku i potrzeba zajrzenia do rozdzielni elektrycznej to pewnie nie pamiętałbym o tej sprawie. Ale ponieważ musiałem tam być i zajrzeć to nasunęły mi się pewne wnioski
Jakieś 12-13 lat temu w jednej ze wspólnot mieliśmy problemy ze starą instalacją elektryczną i z lokatorem, który nielegalnie podpinał się do tej instalacji. Lokator nie był właścicielem (lokal komunalny) ponadto nadużywał alkoholu więc tematu nie dało się załatwić 'po dobroci'. W związku z remontem całej klatki i potrzebą wymiany WLZ'ów przeprowadziliśmy także kompleksowy remont całęj instalacji elektrycznej w budynku. Po zakończeniu prac okazało się, że problematyczny lokator ne podpina się już do instalacji "na lewo", gdyż fizycznie nie ma takiej możliwości (od tego czasu przestał ze mną rozmawiać i często pomawiał mnie i oskarżał wśród sąsiadów o różne dziwne rzeczy - na szczęście sąsiedzi poznali i jego i mnie i nikt się nie dał nabrać na te plotki). Jednak po modernizacji instalaccji okazało się, że ten starszy pan "watuje" swoje bezpieczniki, czyli obciąża przewody wyższym prądem niż to dopuszczalne. Skutkowało to tym, że izolacja na przewodach zasilających dane mieszkanie zaczynała się topić. Na szczęście zauważyliśmy to w porę, rozdzielnia z licznkiem do tego lokalu (do innych też żeby było sprawiedliwie) została zamknięta na klucz, a klucz mamy tylko my i zarząd. Oczywiście zarząd został szczegółowo poinformowany co się działo i pouczony, że jeżeli dojdzie do awarii lub 'wywalenie' bezpieczników to ma wzywać nas. Gmina również otrzymała stosowne wyjaśnienia, na początku próbowali nas zastraszyć i zmusić do wydania kluczy lokatorowi, jednak ze względów bezpieczeństwa pożarowego odmówiliśmy i byliśmy gotowi bronić swojej decyzji w sądzie. Mimo straszenia minęło już ponad 10lat i gmina nie wystąpiła do sądu, więc chyba uznali ostatecznie nasze racje.
Z tym tematem mieliśmy na początku pewne problemy, lokator próbował niszczyć kamery które nagrywały co się dziej przy rozdzielniach, ale wystarczyła jedna sprawa o niszczenie mienia i pan usiadł na tyłku. Od tego czasu wspólnota ma nową i bezpieczną instalację, nic się w niej nie pali i nie topi. Co ciekawe w ciągu tych ostatnich 10 lat bezpieczniki były wymieniane może z pięć razy i to w różnych lokalach z różnych powodów. To co wcześniej było nagminne w lokalu komunalnym uspokoiło się i teraz wszyscy są zadowoleni. No może poza tym jednym lokatorem, ale jak już wielokrotnie pisałem Zarządca nie jest od tego by go wszyscy kochali. Takie uroki tej pracy. Musimy dbać o budynki, ich stan techniczny, funkcjonalność i finanse wspólnoty. Czasami nie da się pogodzić interesów wszystkich mieszkańców...
Dzisiaj wpis, który postanowiłem wykonać po pewnych perypetiach z ubiegłego tygodnia. Jak zwykle piszę o rzeczywistych przypadkach - tym razem ponownie miałem ten "zaszczyt" że dotknęły mnie osobiście.
Przypadek pierwszy - pilna sprawa do załatwienia w urzędzie skarbowym. Nie można tego zrobić elektronicznie, trzeba się pofatygować do urzędu osobiście. Idę zatem do nich zabezpieczony wszystkimi możliwymi dokumentami. Na dzień dobry jak pani urzędniczka usłyszała że chodzi o wspólnotę mieszkaniową to poprosiła koleżankę z biurka obok o pomoc. Koleżanka zapoznaje się z tematem i wydaje jej się... ale pewna nie jest. Poleca zadzwonić do kierowniczki. Zatem telefon do kogoś na górze i informacja 'za chwilę kierowniczka zejdzie'. Czekamy na kierowniczkę, w międzyczasie tłumaczę jaki jest temat i jak to powinno wyglądać, obe panie ze szczerym uśmiechem stwierdzają że na wspólnotach się nie znają i wolą poczekać. Po kilku minutach przychodzi kierowniczka, zapoznaje się z tematem, siada do komputera i coś szuka. Próbuję wytłumaczyć o co chodzi (dla naszej księgowości to chleb powszedni i sprawa do załatwienia w 15sekund), ale kierowniczka musi sprawdzić. Po kolejnych kilku minutach wszystkie trzy panie odchodzą na stronę, naradzają się, po czym wraca ta która mnie przyjęła i oświadcza że zrobią 'tak i tak'. Super. O to właśnie chodziło i tak paniom tłumaczyłem. Tylko że całość zajęła im dobre kilkanaście minut. A miałem tylko wejść i wyjść jak mówi klasyk kabaretowy.
Druga sytuacja - urząd z branży budowlanej. Prowadzimy inwestycję we wspólnocie i potrzebujemy nowy dokument. Stary mamy ale już wygasł i chcemy najnowszą wersję i najbardziej aktualną. Pani która obsługiwała nasz region nie ma, więc dzwonimy do drugiej pani, któa obsługuje inny region i zastępuje koleżankę. Robi to samo ale dla innego regionu. Po rozmowie telefonicznej wiemy że da się, ale trzeba czekać 30dni. Nie możemy tyle czekać, więc dzwonimy do kierownika. Kierownik do tej pani i jest informacja: jak będziemy osobiście to da się od ręki. Zatem dokumenty w samochód i jadę do urzędu. Na miejscu mała kolejka, ale to nie problem. Przychodzi nasza kolej, przedstawiam pani sytuację i pani pyta o zarząd. Informuję, że jesteśmy zarządcą powierzonym z art. 18 uowl i nie ma zarządu. Pani nie wierzy i szuka ustawy o własności lokali i jej art 18. Po kilku minutach i małej pomocy w zrozumieniu treści do pani dociera, że może nam wydać dokument. Ale najpierw upiera się, że muszę okazać szereg innych dokumentów. Nie muszę, ale byłem na to przygotowany więc wyciągam z teczki dokument za dokumentem. Pani je z wielką uwagą sprawdza i postanawia ostatecznie dwa z nich skserować i dołączyć do wniosku z jakim przyjechałem. W międzyczasie pani robi się bardziej uprzejma i rozgadana, przyznaje nawet że nie cierpi wspólnot bo "z nimi zawsze jest coś nie tak". Dostaję kwitek do opłacenia w kasie i po opłaceniu opłaty otrzymuję upragniony dokument. Zajęło mi to 50minut (wiem dokładnie bo miałem opłacony pilet parkingowy), a mogło zająć max 5minut. I ponad dwie godziny dojazdu, ale cóż zrobić - ważne że się udało.
Na koniec nieco inna sytuacja. W jednej ze wspólnot prowadzimy, że się tak wyrażę, interesy z gminą. I tutaj sytuacje nie tylko odwrotna, ale powiedziałbym wręcz wzorowa. Pani urzędniczka bardzo dobrze znająca się na tym co robi, jak trzeba to sama podpowiada co i jak oraz kiedy trzeba zrobić lub przygotować. Wystarczy zadzwonić i z niczym nie ma problemu. Jak muszę podjechać to wszystko czeka przygotowane na umówiony dzień. Dla mnie ideał urzędnika i człowieka, który pracuje z innymi ludźmi. Wszystkim życzę tylko takich "urzędników". Pozdrawiam
Dzisiak kilka zdań o fachowcach i ich usługach. Ten wspis jest efektem rozmów jakie ostatnio musiałem przeprowadzić w związku z planowanymi i realzowanyi remontami w naszych wspólnotach. Na początek zbieranie ofert.
Aby przeprowadzić jakiś remont musimy zebrać oferty wykonawców. Im więcej tym lepiej, ale nie chodzi tutaj tylko o ilość ofert, ważna jest też ich jakość. Pisałem już kiedyś o "lewych" ofertach więc zainteresowanych zapraszam do lektury. Zatem zbierając te oferty mam okazję rozmawiać z wykonawcami i przyznam szczerze, że coraz rzadziej są to wykonawcy którym powierzyłbym cokolwiek. Bardzo rzadko zdarza się że wykonawca wie o czym mówi, że potrafi porozmawiać o technologii wykonania, zna się na używanych materiałach i wie jak zachować procesy technologiczne. Mówię to z przykrością jako człowiek który sporo inwestycji przeprowadził, ale też jako integrator systemów i nadzór wykonawców na inwestycjach. Ponadto jako zarządca staram się przedstawić swoim wspólnotom rzetelne informacje o złożónych ofertach i o różnicach pomiędzy nimi (nie tylko o różnicach w cenie, a to właśnie samą cenę widzi przeciętny człowiek). Dwa przykłady z ostatiego tygodnia:
Wykonawca I - na oględziny przyjeżdża młody chłopak, przyznaje że on tylko obejrzeć, a wyceniać będzie jego kolega. Ok. Nie widzę w tym problemu, ale brak znajomości podstawowych pojęć zapala u mnie czerwoną lampkę. Druga lampka zapaliła się gdy wysłałem szczegółowe wytyczne co i jak ma być zrobione i otrzymałem wycenę na zupełnie inny zakres prac - "bo tak jak w zapytanu to się nie robi". Pytam czemu tak się nie robi i otrzymuję pokrętną odpowiedź a w zasadzie uniki odpowiedzi. Dla mnie firma już skreślona, ale z ciekawości pytam jeszcze o materiały, producentów, użyte systemy i proces technologiczny. Po tym zapytaniu zaczyna się unikanie kontaktu i brak odpowiedzi na maile. No cóż.
Wykonawca II - to przykład firmy która swoją pozycję buduje tylko na narzekaniu i oczernianiu konkurencji. Właściciel zaczyna spotkanie od standardowego "o panie, a kto panu to tak sp....ł" i zaraz zaczyna narzekać jak to będzie źle robić, jak to niewygodne, jak to normalnie się nie robi ale oni mogą zrobić, ale cena musi być wyższa, itd. Ponadto zauważyłem, że pan nie sprawdza rzeczywistych potrzeb klienta czyli wspólnoty, nie odnosi się do warunków panujących w budynku i z góry zakłada a wręcz próbuje mi wmówić, że jeżeli to ma być zrobione dobrze to tylko on i tylko w "najlepszej" technologii. Gdybym miał to do czegoś porównać, to tak, jakby chciał mnie przewieźć o 100km samolotem i to koniecznie wyczarterowanym dla jednej osoby Boeingiem, bo przecież przejechanie tej trasy samochodem (nawet luksusowym) to niewłaściwe i nieodpowiedzialne zachowanie, a oni dbają o mój komfort i jakość usług. Tylko czy takie są realne potrzeby klienta? Najbardziej rozbawiło mnie straszenie co się rzekomo stanie jeżeli nie zrobimy tego jak on to tłumaczy i jakie problemy będziemy mieli w przyszłości. Postanowiłem zagrać w tę grę, udawałem że się na niczym nie znam i polegam na jego wiedzy i doświadczeniu. Po kilku dniach otrzymałem wycenę (oczywiście zrobioną w specjalnym programie do kosztorysowania), ale kwota była zawyżona blisko 3-krotnie od oferty która prawdopodobnie będzie realizowana.
Na koniec krótka uwaga - jeżeli macie sprawdzonych i zaufanych fachowców to dobrze wiecie, że czasami warto zapłacić za dobrą jakość i fachowe wykonanie nawet więcej, a na termin warto poczekać kilka czy kilkanaście miesięcy. Po prostu można planować remonty z większym wyprzedzeniem. Ale pamiętajcie, że sama cena nie jest wyznacznikiem jakości i to zarówno usług jak i materiałów, Nie zawsze też ten który lepiej "gada" i opowiada jest lepszym fachowcem.
Jak wspomniałem w tytule - robienie rzeczy porządnie jest ginącą sztuką. Dziś coraz częściej wykonawcy stawiają na słabą jakość i szybki zarobek, albo szukają "jelenia" którego można skroić na dużo większą kasę tak naprawdę nie oferując mu nic czego by potrzebował.
Uważajcie i doceniajcie Fachowców bo wkrótce wyginą
Dzisiejszy wpis jest po części odpowiedzią na pytania i uwagi pani Sandry którą z tego miejsca pozdrawiam. Otóż w jednej ze wspólnot realizowaliśmy kompleksowy remont budynku, w tym m.in. docieplenie elewacji. Budynek spory, zapotrzebowanie na materiały spore, zatem cena materiałów i usług też niemała. I na zebraniu po zakończeniu inwestycji pani Sandra zainteresowała się zużyciem tynku, ponieważ jak sama określiła "jej facet jak robi remont mieszkania to potrafi farbę wylczyć co do litra". Pokusiłem się więc o porównanie które przedstawię poniżej. Zacznę od tego, że na omawianej inwestycji samego tynku zużyliśmy ponad 3tony!!! Tak. Ponad trzy tony samego tynku. Tynk w trzech odcieniach, specjalne ryzality w odcięciach innych kolorów, ale sumarycznie blisko 3,5 tony tynku silikonowego, czyli prawie 6 palet. Jeżeli porównamy to do pomalowania np. dwóch pokoi, kuchni i przedpokoju, gdzie zużyjemy łącznie około 20l farby (zakładam że malujemy dwie warstwy), to facet pani Sandry w swoich obliczeniach musiałby pomylić się zaledwie o 300ml farby, czyli po zakończeniu prac w wiadrze zostanie mu około szklanka farby. Jeżeli jednak mieszkanie ma inny metraż niż ja założyłem w wyliczeniach np. o 2, 5, 10 czy 15m2 mniej, to do pomalowania całego mieszkania potrzebowalibyśmy nie 20 litrów tylko 19, a może 18, a może nawet 17litrów farby. I co wtedy? Kupić 2 wiadra po 10l i zostawić 2-3litry? A może kupić 1 wiadro 10l i 6 puszek 1 litrowych? A jak braknie to dokupić jeszcze 1puszkę? Ale wtedy zapewne zapłacimy więcej. Co zatem wybrać? Marnowanie 2-3 litrów farby, czy przepłacanie za mniejsze opakowania? Decyzję zawsze musicie podjąć sami.
Jak już opisuję ten temat, to opiszę jak to wyglądało w przedmiotowej wspólnocie w której wykonywaliśmy docieplenie. Zakupiliśmy 5 całych palet tynku, co stanowiło około 90% spodziewanego/wyliczonego zapotrzebowania. W trakcie realizacji prac, gdy kończona była trzecia ściana i została tylko najmniejsza ściana szczytowa mogliśmy dokładnie wyliczyć ile tynku jeszce potrzeba do dokończenia prac i tyle zamówiliśmy. Przy okazji zamówiliśmy jeszcze materiały na inne prace, ale to już jest osobny temat nie dotyczący tego wpisu.
Tak na marginesie proszę zwrócić uwagę na to ile materiału potrzeba na samo ocieplenie budynku: 6 palet tynku, dwa tiry styropianu, 16 palet kleju do styropianu i do siatki zbrojącej, paleta siatki zbrojącej, paleta gruntu wzmacniającego i paleta gruntu pod tynk. Do tego łączniki, zaślepki, piana poliuretanowa, narożniki, parapety, masa uszczelniająca i folia kubełkowa do fundamentów. Łącznie 3 TIRy materiału. A to tylko samo docieplenie. Do tego dochodzi jeszcze cały szereg innych materiałów do prac które były wykonywane równolegle.
Chciałbym poruszyć jeszcze raz temat zatrudniania fachowców do wykonywania lub kontroli określonych zadań we wspólnotach, ale temat dotyczy praktycznie każdego z nas w mniejszej lub większej skali. Jak wiecie jestem praktykiem więc i w tym wpisie posłużę się przykładami z mojej pracy.
Przykład pierwszy dosłownie z wczoraj. Niecałe dwa lata temu przejęliśmy wspólnotę i planujemy remont schodów, poręczy i odświeżenie klatki schodowej. Wspólnota przez ostatnie kilka lat miała dwóch zarządców, ale praktycznie trzeba przyznać że była prowadzona przez trzy dość twarde i rzeczowe panie. Jeżeli były robone remonty, to właśnie te panie wszystko nadzorowały, wskazywały co i jak ma być zrobone, itd. Wynikało to głównie z niewiedzy i bierności samych zarządców. Na pierwszy rzut oka wspólnota wygląda na zadbaną, ale gdyby wszystko było super to nie byłoby tego tematu. Przy okazji remontu schodów będziemy zmieniać też posadzkę na klatce bo okazuje się że albo wykonawca zrobił coś nieudolnie, albo nie sprawdził podłoża, albo użył niewłaściwych materiałów i technologii - trudno teraz wskazać bezpośrednią przyczynę. Fakt jest taki, że pomimo szczerych chęci panie z zarządu zdały się na opinię "fachowca" i teraz wspólnota musi wydać kilkanaście - kilkadziesiąt tysięcy i poprawiać coś co było robione kilka lat temu. Przy okazji będziemy poprawiać też żle osadzone drzwi i inne zabudowy na klatce by poprafić funkcjonalność i estetykę. A wystarczyło zatrudnić kogoś, kto sprawdziłby wszystko, nadzorował wykonawcę, sprawdził czy materiały są odpowiednie. Koszt (strzelam) około 2000zł uchroniłby wspólnotę przed ponownym remontem tych samych elementów i wydatkiem około 20 000zł.
Drugi przykład - w jednej ze wspólnot przed świętami była mała awaria w instalacjach elektryczno-technicznych. Temat skomplikowany, więc oszczędzę wam szczegółów. Głównie chodzi o to, że technologia idzie do przodu i coś co było zamontowane 15-20lat temu nie ma już wsparcia producenta i części zamiennych. Kilku techników którzy byli na miejscu od razu powiedziało, że nie podejmują się naprawy, nawet bez zaglądania w techniczne skrzynki i proponują wymianę na nowe. Zobaczyli stare logo jednego z producentów sprzętu i na tej podstawie uznali że sprzęt jest nie do naprawy Jeden instalator zaproponował, że sprawdzi czy coś można zdziałać, ale też nic z tego nie wyszło. Dopiero ostatni Fachowiec (przez duuuże F) przyszedł, rozebrał wszystko, podrapał się po głowie, sapnął ze dwa razy i zabrał się do pracy. W międzyczasie Pan pojechał do firmy po części zamienne i jakiś sprzęt, ale na drugi dzień okazało się że wszystko działa, nic nie trzeba wymieniać na nowe. Cena usługi niecały 1000zł, a wcześniej inni fahofcy! proponowali że koszt samego sprzetu to około 12-15tysięcy zł plus oczywiście robocizna. Można zrobić jak się chce i ma wiedzę? W wielu przypadkach można!
Na koniec przestroga i rada dla wszystkich: jeżeli nie jesteście fachowcami w danej dziedzinie to nie bójcie się szukać fachowców i nie bójcie się prosić o pomoc. Albo zatrudnijcie kierownika/inspektora (ale dobrego a nie tylko takiego na papierze), albo wybierzcie Zarządcę który nadór przeprowadzi za Was. Pierwszy przykład pokazuje, że nawet panie z zarządu które działały bardzo sprawnie i w dobrej wierze zostały oszukane (nie wnikam czy celowo) przez wykonawcę. Już kiedyś pisałem też o zatrudnianiu inspektorów nadzoru którzy tak naprawdę współpracowali z wykonawcą i pilnowali ich intreresu, więc musicie być bardzo ostrożni.
Dzisiaj wpis o wydarzeniu sprzed dwóch dni. Jedna z mieszkanek poczuła w swoim mieszkaniu nieprzyjemny chemiczny zapach. Na klatce tego nie było więc zgłosiła się do zarządcy. W pierwszej kolejności poprosiliśmy by sprawdziła u sąsiadów czy też występują takie zapachy. Sprawdziła, okazało się że sąsiad z dołu coś malował, sąsiad obiecał że wyniesie farbę z mieszkania i dokończy na dworze. Super. Jak widać rozmowa z sąsiadami dużo może nam pomóc. Ale...
Nie byłbym sobą gdybym nie zainteresował się tematem. Sprawdziłem - Pani ma w mieszkaniu piec gazowy z otwartą komorą spalania, czyli powietrze do spalania pobierane jest z pomieszczenia. Przy temperaturach jakie mamy piec w ciągu godziny potrafi spalić kilkadziesiąt metrów sześciennych powietrza. Mówiąc bardziej obrazowo - w ciągu godziny potrafi spalić więcej powietrza niż znajduje się w całym mieszkaniu. Czy wtedy w mieszkaniu mamy próżnię? Oczywiście że nie. Powietrze do mieszkania jest zaciągane z zewnątrz i to różnymi sposobami. Prawidłowy sposób to nawiew z zewnątrz w pomieszczeniu w którym jest piec. Ta pani miała piec w kuchni, a w ścianie zewnętrznej pod oknem rurę z kratką z obu stron która stanowiła nawiew do pieca. Ale ponieważ z rury leciało zimne powietrze to pani postanowiła rurę zatkać szmatami. I teraz podczas pracy pieca powietrze dostaje się innymi możliwymi drogami. Okna w mieszkaniu bardzo szczelne, bez nawiewów, bez chociażby rozszczelnienia. Na klatce też nowe okna i drzwi. Zatem powietrze musi się do pomieszczenia dostać jakoś inaczej. I dostaje się np. wentylacją. Potrafi "zassać" powietrze nawet sponad dachu i jeżeli obok kanału wentylacyjnego tej pani jest kanał wentylacyjny sąsiada to pani do mieszkania zasysa to co sąsiad się pozbył z domu. Dla pieca to nie przeszkadza, ale pani ta nieświadomie oddycha zanieczyszczonym powietrzem.
Na tym samym przykładzie wiele osób skarży się że czasami w mieszkaniu czują spaliny czy wręcz dym. Jeżeli obok twojego komina wentylacyjnego jest komin dymowy to istnieje ryzyko, że do twojego mieszkania dostanie się dym sponad dachu. Czy to jest wina sąsiada? Nie! To twoja wina bo zatykasz nawiew do pomieszczenia. Bo robimy z naszych mieszkań coraz bardziej szczelne wręcz hermetyczne zabudowy i nie zastanawiamy się czym będziemy oddychać i co będzie spalał nasz kocioł.
Jeżeli chcesz mieć szczelne mieszkanie to zamontuj piec z zamkniętą komorą spalania lub zamontuj kocioł np. w komórce lub w piwnicy gdzie zapewnisz stały strumień świeżego powietrza z zewnątrz a jednocześnie nie wyziębisz pomieszczeń w których mieszkasz.
Celowo nie wspominam o przepisach, dobrych praktykach czy normach. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na fakt, że bardzo często to nasze czyny doprowadzają do nieprzyjemnych efektów, a my najczęsciej szukamy winy wśród innych i innych oskarżamy o zaniedbania czy złośliwości.
Przejrzałem protokoły kominiarza dotyczące mieszkania tej pani z mojego przykładu. Wcześniej przez wiele lat nie było tam nawiewu, po naszej kontroli i wizycie kominiarza nawiew został wykonany. Ale o tym, że nawiewu nie można zatykać kominiarz już nie napisał... :)
Dzisiaj chciałbym poświęcić kilka słów regulacji samozamykaczy jakie mamy najczęściej zamontowane w drzwiach wejściowych na klatkę schodową. Wiele osób zapomina o dbaniu o te urządzenia i właściwej ich regulacji. Niestety jeszcze więcej osób nie wie jak je właściciwie montować i regulować już podczas montażu. To właśnie montaż i regulacja mają ogromny wpływ na ich działanie, a prawidłowe działanie samozamykaczy to komfort, bezpieczeństwo ale także ochrona przed ucieczką ciepła z naszych mieszkań.
Zacznę od tego, że jest wiele typów samozamyaczy, zatem skupię się tutaj na tych najczęściej spotykanych i najchętniej montowanych. Ich zasada działania i budowa są podobne (nie takie same - dlatego możliwości regulacji są różne) i opierają się najczęściej na sprężynach i cieczach hamujących/spowalniających ruch. Należy zatem pamiętać o dwóch rzeczach, które po krótce opiszę.
Po pierwsze każdy samozamykacz należy odpowiednio dobierać do konstrukcji drzwi, ich wymiarów, wagi, miejsca montażu i funkcji jakie są nam potrzebne. Ponadto jak już mamy dobrane urządzenie to musimy je prawidłowo zamontować. Niewiele osób wie, że już samo miejsce montażu albo też sposób zamontowania ramienia, czy też kąt połączenia zamykacza z ramieniem już stanowią pierwszy etap regulacji i dopasowania. Przeglądajcie dokładnie instrukcje producenta w tym zakresie i trzymajcie się wytycznych. Często nawet instalatorzy popełniają tutaj błędy ("zawsze tak montowałem i nie ma problemów - znacie te tłumaczenia?"). Także same urządzenia mają często wstępne nastawy np. siły działania. Producent ustawia to na średnim poziomie, ale dopasujcie wszystko do waszych potrzeb.
Po drugie samozamykacze są najczęściej wrażliwe na różnice temperatur, zatem wymagają regulacji i "przestawienia" z okresu letniego na zimowy i odwrotnie. Wynika to z tego, że olej wykorzystywany do tłumienia zamykania drzwi czy innych funkcji zamykacza zmienia gęstość wraz ze zmianą temperatury otoczenia. Duży wpływ ma tutaj rodzaj drzwi (aluminiowe i stalowe łątwo przewodzą ciepło i zimą samozamykacze zamontowane na takich drzwiach osiągają niższe temperatury), ale też rodzaj zastosowanej przekładki termincznej (lub najczęściej jej brak), podstawa montażowa lub jej brak, oraz szczelność samej klatki schodowej.
Dopiero jak spojrzymy na samozamykacz jako na całość to możemy dobrze go dopasować i wyregulować. W niektórych modelach mamy aż 7-8 możłiwości regulacji, ale tylko 2-3 śruby regulacyjne. Reszta to właśnie miejsce montażu, przesunięcie zamykacza, przesunięcie/obrócenie ramienia, ukryta regulacja siły, czy zmiana ramienia. Często spotykam się we wspólnotach z samozamykaczami które mieszkańcy lub instalatorzy róbują regulować, ale często nawet nie wiedzą co i jak regulować by uzyskać porządany efekt. Często skutkiem tych nadmiernych i nieudanych regulacji jest potrzeba wymiany całego urządzenia. Niepotrzebna jeżeli wszystko od doboru, poprzez montaż a skończywszy na sezonowej regulacji zrobimy dobrze. Te urządzenia (jeżeli są dobrych firm) potrafią służyć przez wiele lat i pomimo setek tysięcy cykli otwórz-zamknij. Pamiętajmy o tym
Podsumowując jeżeli masz chęć i odrobinę wiedzy technicznej oraz podstawowe narzędzia, to możesz sam sprawnie wyregulować swój samozamykacz. Polecam poszukać instrukcji do danego modelu i trzymać się zaleceń i uwag producenta. Sprawdź też czy instalator zamontował urządzenie zgodnie z tymi uwagami. Jeżeli jednak nie chcesz lub jesteś laikiem i nie masz nawet śrubokręta to poproś zarządcę o pomoc.
Pamiętajcie, że na blogu opisuję najczęstsze przypadki i najczęściej spotykane urządzenia. I tak jest tym razem. Spotykam też urządzenia działąjące na innych zasadach i nie wymagające regulacji, ale w mojej pracy stanowią one mniej niż 1promil wszystkich urządzeń, zatem istnieje nikła szansa że spotkacie je w swoich drzwiach.
Na koniec jeszcze jedna uwaga praktyczna - otwarcie drzwi na dłuższy czas w okresie jesienno-zimowym może wychłodzić samozamykacz na tyle, że po zamknięciu drzwi będzie potrzebował kilka godzin by ponownie zagrzać olej w swoich mechanizmach i przywrócić poprawne działanie. Nie regulujcie ich codziennie.
Wszystke dzisiejsze wpisy są ze sobą powiązane gdyż dotyczą ogrzewania. Niniejszym wpisem chciałbym (przynajmniej na razie - do czasu kolenych doświadczeń lub Waszych pytań) zamknąć ten temat. Opisując temat parametryzacji i konkretnych oszczędności przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl i jeszcze jeden przykład.
Kilka tygodni temu przejęliśmy w zarządzanie wspólnotę która posiada własną kotłownię. Jak wiecie lubię wiedzieć co w naszych wspólnotach piszczy, więc wiele rzeczy (zwłaszcza na początku) staram się sprawdzać osobiście. W tym przypadku sprawdziłe też kotłownię, m.in. sterownik kotła i pompę obiegową. I w oczy rzuciły mi się dwie rzeczy. Pompa obiegowa top producent i top jakość ze sterowaniem elektronicznym, ale ustawiona na maksa i bez wykorzystania elektroniki. Czyli wspólnota zapłaciła kilkanaście tysięcy a mogła kupić pompę kilka tysięcy taniej lub wykorzystać automatykę w tej którą ma. I tak na dzień dobry wykorzystaliśmy kilka funkcji i zmieniłem kika parametrów samej pompy. Ponadto okazało się, że parametry w kontrolerze kotła też są ustawione na ustawieia fabryczne i nie uwzględniają charakterystyki budynku. Na początek zmieniłem te oczywiste. Kilka dni później kontrola poprawności i ponowna zmiana ustawień. Jutro jadę na kolejną kontrolę i dalsze parametryzowanie. Jeszcze to potrwa, ale zapewne uda się osiągnąć wymierne korzyści.
Na koniec chciałbym podzielić się z Wami pewnym doświadczeniem z ostatnich dni, którego efekt był zaskoczeniem także dla mnie. Potraktujcie to jako ciekawostkę. Postaram się opisać temat krótko. W jednym budynku (lokalu) był problem z kotłem CO w którym właściciel palił najczęsciej drewnem, ale czasem też czymś innym. Paliło się słabo, Interwencje kominiarza niewiele dały. Niby wszystko ok, ale palenie słabe, a na efekt ciepła trzeba długo czekać. Ze względu na to że lubię mieszkańców i już się trochę znamy postanowiłem im pomóc. Na miejscu wszystko posprawdzałem (na marginesie dodam, że w tym samym budunku robiłem kontrolę po przejęciu i wykryłem kilka nieprawidłowości których nawet kominiarz nie zauważył lub się pomylił) i wpadłem na dość nietypowy pomysł. Ponieważ komin był stalowy i jego struktura pozwalała na to zaproponowałem ciśnieniowe płukanie komina aż do pieca. Oczywiście wszystko przygotowaliśmy i zabezpieczyliśmy. Zużyliśmy około 80l wody i żałuję, że nie zrobiłem zdjęcia tego syfu jaki wypłukaliśmy (nie było czasu i warunków na robienie zdjęć). I efekt który wszystkich zaskoczył. Dzisiaj byłem na sprawdzeniu i ocenie efektów i jestem pod wrażeniem. W piecu pali się rewelacyjnie, rozpala bardzo szybko, nic się nie dymi. Opisuję to jako ciekawostkę, jako coś czego zapewne nikt nie przeprowadzał ale też nikt nie spodziewał się aż takich efektów
Sezon grzewczy w pełni więc i tematy dotyczące ogrzewania są na czasie i często przewijają się w naszej pracy. WIem że już o tym pisałem, ale chciałbym pokazać Wam jak prawidłowe ustawienie ogrzewania może przynieść wymierne korzyści. Niezależnie od tego czy jest to ogrzewanie elektryczne, gazowe, na olej opałowy, węglowe, pompą ciepła, czy jeszcze inne. Zwróćcie uwagę kto parametryzuje wasze piece. Inaczej zrobi to teoretyk, czyli np. handlowiec który zrobi to tak byście byli zadowoleni z komfortowej temperatury i zapewne przesadzi z parametrami w myśl zasady lepiej żeby klient miał za ciepło niż ma dzwonić jak przyjdą mrozy. Inaczej paramerty ustawi monter lub serwisant który robi to raz i najczęściej ustawia parametry według swojego dośwadczenia i zaleceń producenta. Takie ustawienie będzie lepsze niż pierwsze, ale też niezbyt ekonomczne i nie do końca dopasowane do waszych potrzeb. Optymalnie będzie, jeżeli osba ustawiająca wszystke urządzenia pozna mieszkańców i ich styl życia, pozna ich potrzeby i dobowy rytm życia, ale też pozna urządzenia jakie ustawia, ich zależności i powiązania oraz zna prawa fizyki i ma odpowiednie doświadczenie. Parametryzacja nie powinna wynikać tylko z instrukcji i zaleceń producenta.
Podam Wam przykład parametryzacji ogrzewania które trwało ponad rok i obejmowało kompleksowo całe żródło ciepła wraz z pompami, sterownikami oraz takimi urządzeniami jak zawory mieszające, itd. Dlaczego trwało to tak długo? Bo warto poznać reakcję układu na różne warunki pogodowe, niskie i długotrwałe temperatury które panują w polsce najczęściej w styczniu-lutym, zapotrebowanie na ciepło w miesiącach jesiennych i wiosennych też wymaga innej reakcji układu grzewczego. Przejdźmy zatem do efektów. Wyniki finansowe o których teraz powiem zawierają wszystko co dotyczy ogrzewania. Liczniki prądu zainstalowane też są i obejmują wszystkie urządzenia wspomagające, zatem koszty ogrzewania obejmują wszystko co składa się i ma wpływ na ogrzewanie. Przyjmujemy, że dwa lata temu przed przejęciem wspólnoty pod nasze skrzydła koszt ogrzewania wynosił 100% (nie będę podawał kwot bo to nikomu i tak nic nie powie). W ubiegłym roku - w trakcie parametryzacji, a właściwie na początku tego procesu - koszty spadły o kilka procent. Na koniec grudnia te koszty spadły o dalsze około 18% i to niezależnie od podwyżek jakie miały miejsce w dwóch ostatnich latach. Nasze zimy a więc i sezony grzewcze są w polsce różne, zatem porównywanie kosztów rok do roku nie jest w pełni zasadne, ale jeżeli pomimo wzrostu kosztów mamy oszczędności na poziomie 20-25%, to nawet jeżeli przyjmiemy że dwie ubiegłe zimy były cieplejsze i realne oszczędności wynoszą 10% to uważam, ze to jest bardzo dobry wynik. Biorąc pod uwagę bardzo niskie koszty jakie ponieśliśmy w związku z tą parametryzacją to według mnie wynik jest rewelacyjny. A pamiętać należy o tym, że te oszczędności będą także w kolejnych latach: za rok, za pięć, za dziesięć lat także będziemy płacić rachunki niższe o te 10-25%. I te przyjmijmy średnio 15% rocznie razy 20najbliższych lat to już mamy naprawdę ładne i niemałe oszczędności.
Ten przykład pokazuje, że warto pochylić się nad tym co już mamy i sprawdzić czy możemy coś poprawić.
W dawnych czasach nie mieliśmy gazu w domach, nie wiedzieliśmy że będzie coś takiego jak energia pozyskiwana ze słońca, budynki były nieocieplone, okna na zimę co najwyżej uszczelniało się jakimiś szmatami a i tak mróz malował na nich przepiękne krajobrazy. W piecach pliliśmy węglem albo drewnem bo tylko to było dostępne. A mimo to pleśnie i grzyby występowały sporadycznie (nie będę się tutaj na tym skupiał - jak kogoś interesuje ten temat to proszę o komentarze).
Nie mieliśmy problemów z pleśnią i wilgocią w kominie właśnie z powodu stanu naszych domów, nieszczelnych okien, oraz instalacji grzewczych które grzały i to grzały tak, że grzejnika nie można było dotknąć. Woda w kotłach zagotowała się nie raz bo nie było żadnej automatyki sterującej, a w kominie nie było wilgoci nawet jeżeli wrzuciliśmy mokre drewno bo komin nagrzewał się do takich temperatur, że jeżeli pojawiła się w nim wilgoć to bardzo szybko wyparowywała
Przejdźmy do czasów wspólczesnych. Mamy bardzo dobre i szczelne okna, z naszych domów i mieszkań robimy zamknięte i szczelne termosy, w piecu palimy dużo mniej niż dawniej i osiągamy niższe temperatury. Woda w grzejnikach nie ma już 80-90stopni, tylko 40-50, a czasami nawet tylko 30stopni. Komin też nie jest gorący tylko robi się lekko ciepły. Jeżeli nie palimy 24h na dobę, to komin często nie nagrzewa się nawet do temperatury sprzyjającej odparowaniu wilgoci. Zatem wilgoć obecna w spalinach skrapla się na ściankach komina (komin jest zimniejszy niż spaliny) i jeżeli nie ma bariery w postaci wkładu blaszanego to przenika w cegły z których zbudowany jest komin. I stąd bierze się problem zawilgoconych kominów, brązowych zacieków (najczęściej na nieogrzewanych poddaszach gdzie komin może mieć temperatury nawet bliskie zeru i efekt skraplania jest jeszcze szybszy i bardziej widoczny. Zatem nie można palić tak jak dawniej. Należy zwrócić uwagę na to co wrzucamy do kotła. Wielu hydraulików i projektantów zwraca uwagę, że do kotła powinien być dołączony odpowiednio duży bufor, który sprawi, że kocioł pracuje dłuższy czas, zwiększa się jego sprawność, rośnie także wytrzymałość samej konstrukcji kotła, a komin osiąga lepsze parametry i nie ulega korozji.
Także drewno używane do palenia powinno być odpowiedni wysuszone, wysezonowane. Niektórzy mówią o tum, że drewno używane do palenia powinno być suszone przez 3 lata w suchym przewiewnym miejscu. Nie wystarczy nazbierać palet, które często stały miesiącami w wodzie, póżniej je pociąć, złożyć w piwnicy na miesiąc czy dwa i powiedzieć, że palimy suchym drewnem. Mój dziadek miał na podwórku 3 duże stosy pociętego i porąbanego drewna. Każda była zadaszona i drewno schło około 3 lat. Jeżeli z jednej pryzmy było zabierane drewno do palenia, to dwie pozostałe schły. Jak drewno z tej jednej się skończyło, to dziadek jechał do lasu, przywoził nowe drewno i układał nowy stos który zdążył wyschnąć zanim przyszła jego kolej. I tak w kółko.
Jeszcze raz proszę - zwracajcie uwagę czym palicie. Ostatnio przejęliśmy nową wspólnotę i tam już po pierwszej wizyce (jeszcze przed sezonem grzewczym) na strychach już wiedziałem że wspólnota ma problemy z wilgocią w kominach i trzeba edukować mieszkańców.
WItajcie po dłuższej przerwie. Dzisiaj poruszę temat zgłoszony przez Adama w Q&A. Pytanie długo czekało na odpowiedź, gdyż planowałem do tego przygotować grafikę i wykres, ale nadarzyła się inna okazja. Spotkałem znajomego z którym rozmawiałem na podobny temat i okazało się, że na jednej z uczelni wyższych będziemy mogli przeprowadzić bardzo interesujący eksperyment który opiszę za chwilę. Powodem przeprowadzenia tego badania była wilgoć pojawiająca się w kominach w których spalane jest m.in. drewno. Zdjęcia zawilgoconych kominów pewnie niejednokrotnie widzieliście. To są kominy na których pojawiają się brązowe plamy i zacieki. Jeżeli nie kojarzycie jak to wygląda piszcie w komentarzach.
Przejdźmy jednak do sedna, czyli samego eksperymentu/badania. Polegał on na spaleniu około 15litrów (dużego wiadra) drewna które było suche w dotyku, ale jak wykazała próba tak się nam tylko wydawało, w warunkach cieplno-wilgotnościowych zbliżonych do naturalnych występujących np. w piwnicach gdzie często stoją piece centralnego ogrzewania. Ponadto spaliny z procesu spalania były odprowadzane stalową nieocieploną rurą co miało imitować wychłodzony komin. Podczas tego spalania wilgoć znajdująca się w drewnie i w pomieszczeniu (skąd piec pobierał powietrze potrzebne do spalania drewna) skraplała się na ścianach zimnego komina i spływała do pojemnika gdzie cały kondensat był zbierany. Po spaleniu wskazanej porcji drewna okazało się, że tego kondensatu uznierało się około 350ml !!! Z tak małej ilości drewna. Wszyscy obecni podczas tej próby byli zdziwieni ilością zebranego kondensatu.
Wklejam Wam zdjęcie słoika z tym zebranym kondensatem

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ większość osób mających kotły CO na paliwa stałe i palące w nich drewnem nie zdają sobie sprawy jak prawidłowo w nich palić i jak sezonować drewno by nie niszczyć sobie pieca i komina. Można zdzierać sobie gardło, kominiarze w protokołach mogą pisać co roku to samo, ale wielu ludzi i tak nie uwierzy - oczywiście do czasu jak pojawią się zacieki na kominie lub piec przerdzewieje od środka. A i wtedy trudno im uwierzyć, że przyczyną było mokre drewno. O suszeniu drewna i sposobach palenia napiszę co nieco w kolejnym wątku żeby tutaj nie rzedłużać. Moim zdaniem palenie mokrym drewnem jest zmorą naszych kominów i ludzi którzy zatrzymali się jakieś dwadzieścia lat temu kiedy nasze budynki były nieocieplone, okna nieszczelne, a o wentylacji czy rekuperacji nikt jeszcze nie słyszał. Każdy miał w kotłowni kratkę wentylacyjną ale i to bardzo często zasłaniano by w domu było cieplej. Co również jest istotne - palenie mokrym drewnem jest obok niewłaściwego sposobu rozpalania i palenia (np. palenie 'od dołu') także przyczyną tego jaką mamy jakość powietrza w okresie zimowym. A trujemy nie tylko siebie ale też wszystkich dookoła.
Jeżeli zatem palisz w piecu drewnem lub czasami spalasz w nim stare deski czy palety to koniecznie przeczytaj kolejny wątek. Zachęcam
Polecam wszytskim regularne sprawdzanie swoich urządzeń i instalacji. Tak banalne rzeczy jak kapiące krany lub przeciekające spłuczki potrafią zmarnować ogromne ilości wody w skali roku. Dodatkowo wymieniając sprzęt zwracajmy uwagę na jego zużycie energii/wody/ciepła. Zwracajmy też uwagę na odpowiednie ustawienie tych sprzętów. Podam Wam prosty przykład.
Wymienialiśmy niedawno uszkodzoną spłuczkę. Została zakupiona nowa, która wg. zapewnień producenta jest bardziej oszczędna, ale uwaga - trzeba ją odpowiednio ustawić. Dopiero po montażu okazało się, że spłuczka ta (jak prawie 100% spłuczek na rynku) z fabryki wychodzi z ustawieniami maksymalnymi i zużycie wody jest mocno przesadzone i niepotrzebne. Instalatorzy najczęściej instalują te spłuczki bez parametryzacji - bo po co coś zmieniać i tracić swój czas, a płacone mają od zamontowania urządzenia, a nie od czasu spędzonego na zabawie w ustawianie. Po wymianie urządzenia sami przystąpiliśmy do jej ustawienia, czynność dość prosta, wymagająca minimum wiedzy technicznej i kilku spłukań w celu weryfikacji ustawień i dobrania optymalnych parametrów. Jeszcze nie porównywałem zużycia wody, ale już wiem, że będzie ono niższe niż w ubiegłym roku. A wszystko dzięki kilkunastu minutom i odrobinie chęci. Niby nie dużo, ale oszczędności zapewne będą. Ktoś może powiedzieć, że parę litrów wody to nie oszczędność - dziennie to nic, ale w skali roku wychodzą już spore oszczędności. Jak do tego dodamy niekapiący kran, wyłączanie nieużywanych urządzeń, segregację i utylizację odpadów, zmniejszenie niewykorzystywanych abonamentów - to może się okazać, że rocznie możemy zaoszcędzić niemałą kwotę.
Podobnie jest w przypadku całej wspólnoty. Już kiedyś pisałem o tym, że prawidłowe ustawienie np. pieca grzewczego i dopasowanie jego parametrów do potrzeb budynku i jego mieszkańców może przynieść konkretne i wymierne korzyści. Kilka miesięcy temu przejęliśmy od Spółdzielni Mieszkaniowej blok z własną kotłownią i po pierwszej połowie roku już wiemy, że zaoszczędziliśmy kilkanaście tysięcy złotych i to bez żadnych nakładów na remont czy wymianę czegokolwiek. W tej chwili planujemy termomodernizację i już wiemy, że otrzymamy dalsze oszczędności na ogrzewaniu na poziomie około 50%. Łacznie rachunki za ogrzewanie w porównaniu do tych płaconych w Spółdzielni będą niższe o około 70% - czyli jeżeli ktoś w Spóldzielni płacił 100zł za ogrzewanie, to u nas będzie płacił około 30zł. Wystarczy tylko chcieć i trochę się postarać
Przykład 3. Mała wspólnota (nie w świetle ustawy, ale w potocznym znaczeniu) ma jedną Panią, która prowadzi jej sprawy. Wspólnota składa się z kilku lokali i dwóch klatek schodowych. I pewnego razu postanawiają wymienić stare drewniane drzwi wejściowe na nowe. Zbierają oferty, przeglądają katalogi i wspólnie wybierają nowy model drzwi do montażu w obu klatkach, jednakowe i za taką samą cenę. W dniu kiedy przyjeżdża monter pojawiają się pierwsze zgrzyty - jedna klatka chce nagle drzwi z szybą, czyli inne niż wcześniej wybrali. Jest to doskonały pretekst dla mieszkańców tej klatki by oskarżać panią administrator o wszyskie niepowodzenia (chociaż wcześniej razem wybierali te drzwi). Teraz już byle powód jest pretekstem do oskarżeń o stronniczość, faworyzowanie przez tą Panią swojej klatki, przekręty finansowe, itd...
Przykład 4. Starszy Pan prowadzi jako administrator własną wspólnotę już od kilku lat. Wszystko przez lata było w porządku, porządek na klatkach, naprawy na czas, prawie wzorowe prowadzenie. Niestety pojawia się potrzeba remontu, a właściwie wymiany nstalacji wodnej. I tutaj wychodzi natura dwóch pań - jedna nie zgadza się na remont bo niedawno położyła nowe płytki w łazience i nie chce ich zmieniać, a druga została nastraszona przez wnuczka, że to jest tylko pretekst by sąsiad mógł "wyciągnąć kasę" ze wspólnoty. Nie będę opisywał kwestii technicznych i realnych potrzeb remontowych. Skupię się tylko na zachowaniu tych dwóch pań. Za punkt honoru przybrały sobie publiczne upokorzenie tego Pana - sąsiada z którym zgodnie żyły przez wiele lat. Zaczęły rozpuszczać plotki o rzekomych kradzieżach z konta wspólnoty, o nierozliczonych remontach, o zawyżaniu wypłat dla firmy sprzątającej "bo to podobno zięcia firma", itd.
Przykład 5. Duża wspólnota z własną kotłownią węglową, wspólnotę przez lata prowadził Pan, który jednocześnie miał uprawnienia palacza i palił w tej kotłowni. Stawki miał niższe niż inni palacze, a dodatkowo z rana jak dokładał do pieca to i wyjazd odśnieżył jak trzeba było, latem trawę wykosił własną kosiarką i nawet za paliwo nie chciał. Sielanka trwała kilka, może nawet kilkanaście lat. Do czasu aż jeden z mieszkańców chciał przejąć garaż innego mieszkańca. Nieużywany, ale przynależny do lokalu, wpisany w księgi wieczyste. Pan Zarządca słusznie stanął w obronie prawowitego właściciela i wtedy się zaczęła nagonka: zły Zarządca, złodziej, dorobił się na paleniu i na sprzedawaniu węgla "na lewo", itd. Kilka osób dołączyło do tej nagonki bo rzeczywiście Pan Zarządca w ostatnim roku kupił lepsze auto więc to pewnie na nich się dorobił. Zaczęło się przebijanie opon, wylewanie jakiejś śmierdzącej chemii na auto, itp.
I teraz odpowiedzcie sobie sami na pytanie czy warto być Zarządcą swojej własnej wspólnoty? Czy sąsiedzi wykażą się zrozumieniem dla potrzeb wspólnoty i czy będą potrafili oddzielić potrzeby wspólnoty od widzimisie Zarządcy? Czy tak samo oceniany będzie sąsiad lub ktoś kogo dobrze znamy jak osoba obca, postronna? Czy nawet gdy bardzo się postaramy, to czy można być zawsze bezstronnym i bezkonflitowym pełniąc funkcje Zarządcy?
Na koniec powiem Wam, że dwe spośród tych 5 osób które prowadziły swoje wspólnoty wyprowadziły się mając dość tych złośliwości i plotek, a jeden z Panów zmarł i prawdopodobnie bezpośrednią przyzyną było to zaszczucie przez garstkę sąsiadów (większość była po jego stronie).
Czy zatem warto być zarządcą we własnej wspólnocie? Już chyba kiedyś pisałem o tym, że ciężko prowadzić własną wspólnotę. Jak mówi stare przysłowie - ciężko być prorokiem we własnym kraju. Nie będę się tutaj rozpisywał o swoich uwagach i przemyśleniach, tylko podam kilka przykładów a Wy sami oceńcie i odpowiedzcie na zadane pytanie
Przykład 1. Mamy zarządcę który zrobil uprawnienia i może prowadzić wspólnoty. PIerwszą wspólnotą jaką przejął w zarządzanie jest ta, w której sam mieszka. ZNa nieruchoość od lat, więc wie co trzeba zrobić, wie co przeszkadza mieszkańcom, wie jakie problemy występują najczęściej. Na początku wszyscy są zachwyceni, jednak po pewnym czasie wśród mieszkańców pojawiają się pierwsze głosy niezadowolenia. Kością niezgody jest brama, jaka została zamontowana by odgrodzić prywatny teren wspólnoty i ograniczyć parkowanie obcych osób, ale też by ograniczyć gromadzenie się osiedlowych pijaczków (niedaleko jest sklep z napojami alkoholowymi). Oczywiście została podjęta stosowna uchwała, wszyscy mają klucze do bramy, ale ... no właśnie - małe grono mieszkańców jest niezadowolone, bo musi otwierać bramę wchodząc lub wychodząc z terenu wspólnoty. Z tego powodu zarządca ma niszczone auto, spuszczane powietrze z kół, itp...
Przykład 2. Wspólnota do prowadzenia swoich spraw wybiera Panią, która do tej pory była w Zarządzie i spisywała się dobrze, często wręcz przejmowała obowiązki administratora. Pani ta organizuje dla wspólnoty kredyt na spory remont instalacji grzewczej, wymianę grzejników i źródła ciepła. Spora inwestycja więc kredyt wręcz konieczny. Wspólnota wyraża zgodę, zaciąga kredyt, realizuje plany. Niby wszystko idzie zgodnie z planem, ale jeden z mieszkańców który nie lubi tej Pani oskarża ją o to, że dostałą od banku prowizję za zaciągnięcie przez Wspólnotę kredytu. Nikt tego nie weryfikuje, nikt nie pyta jaka jest prawda, ale nagle z dnia na dzień spora część mieszkańców uważa tą Panią za złodzieja, który dorobił się na kredycie wspólnotowym. Oczywiście banki nie wypłacają takich prowizji ani zarządcy, ani zarządowi, ani nikomu innemu, ale złe słowo zostało rzucone i znalazło podatny grunt...
cd w kolejnym wpisie
Pytanie to powiązałbym z tym o sposobach na „fajne wspólnoty". Każda wspólnota jest inna, do każdej trzeba podejść indywidualnie, a kwestia oszczędności, czy może bardziej poprawnie powinienem napisać optymalizacji kosztów jest sprawą bardzo indywidualną. Każda wspólnota ma inne proporcje kosztów i w każdej oszczędności w różnych dziedzinach mogą przynosić różny efekt. Zarządca powinien przeanalizować dokumentację, faktury, koszty stałe, dochody wspólnoty i zastanowić się czy te ponoszone koszty są optymalne. Dodatkowo (o czym wielu zarządców zapomina lub wręcz nie wie, że powinno się to sprawdzić) zalecam sprawdzenie poprawności rozliczeń. Przykładowo zdarza się, że wspólnoty są niewłaściwie rozliczane, udziały są nieprawidłowe, czasem mieszkańcy płacą swoje zobowiązania od niewłaściwych metraży. Stali czytelnicy bloga zapewne pamiętają jak opisywałem przykład mieszkańca, który zajął strych i za nic nie płacił. To nie jest tylko zajęcie strychu, to także strata konkretnych pieniędzy dla wspólnoty. Jednym z najwyższych kosztów we wspólnocie jest ogrzewanie. Polecam przyjrzeć się czy jeżeli jest zamawiany węgiel do kotłowni, to czy jego cena jest realna. Jeżeli mamy nowoczesną kotłownię to warto przeanalizować czy parametry kotła są ustawione prawidłowo i (co ważne) optymalnie. Opiszę w kolejnych wpisach różnice pomiędzy parametryzacją przez teoretyka a praktyka – naprawdę ciekawy temat i ciekawe wnioski.
Gdzie jeszcze można szukać oszczędności?:
- bezpłatne/tańsze konta bankowe
- optymalizacja ogrzewania
- uregulowanie udziałów
- pogotowie techniczne – czy ma sens
- korespondencja/powiadomienia elektroniczne lub na tablicach
- firmy sprzątające
- skuteczne ściąganie należności
- generalne remonty zamiast ciągłego naprawiania usterek
- przemyślana kolejność remontów
To już ostatnie z serii tegorocznych pytań. Jeszcze zostały trzy, ale na nie odpowiem w nieco innej formie. Postaram się przygotować jakieś grafiki lub tabele które pomogą lepiej zrozumieć istotę pytania i wynikające z niego wyjaśnienia.
Jeszcze raz dziękuję wszyskim - zarówno tym zadającym pytania, jak i wszystkim którzy czytają nasze wpisy. Mam nadzieję że coś z tego się Wam przyda. Jeżeli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego i jeżeli nadal będziecie mieli do mnie jakieś pytania to za rok znowu powtórzymy możliwość ich zadawania.
Znowu szeroki i trudny do omówienia w kilku zdaniach temat. Już wielokrotnie poruszałem zagadnienia związane z wykonawcami, kierownikami budowy, inspektorami nadzoru. Nie jest łatwo znaleźć dobrych i profesjonalnych fachowców. Jeżeli do tego jeszcze chcemy by ich ceny były przystępne, a terminy realne to już ocieramy się o coś niemalże niemożliwego. Ja jeżeli mam dobrych fachowców to terminy rezerwuję z dużym wyprzedzeniem. Wielu z nich mam z polecenia/przez znajomych, ale nawet wtedy ich kontroluję. Zdarza się bardzo często, że nawet ci najlepsi popełniają błędy jeżeli ich nie przypilnujemy. Nie mniej jednak warto zawsze jasno określać na czym nam zależy, na co trzeba zwrócić szczególną uwagę oraz jakiej jakości i efektu końcowego oczekujemy.
Nie potrafię w kilku słowach doradzić jak sprawdzać kontrahentów. U mnie w pierwszej kolejności do głosu dochodzi jakaś intuicja czy doświadczenie. Po kilku zdaniach z wykonawcą już wiem czy rozmawiam z fachowcem i wiem czy będziemy dalej współpracowali. Jeżeli później zmieniam zdanie to tylko z powodów oczywistych – jeżeli koszty lub terminy proponowane przez kontrahenta są nierealne, albo jeżeli kontakt z drugą stroną jest utrudniony (nie odbiera telefonów, nie odpowiada na maile, ciągle coś przekłada i odsuwa, nie dotrzymuje obiecanych terminów np. złożenia oferty).
Poza tym bardzo lubię sprawdzać efekty prac tych ludzi. Pisałem kiedyś już o tym jak jeździłem po obiektach by sprawdzić efekty końcowe i jakie były tego skutki.
Jeżeli współpracujemy z kimś po raz pierwszy to częściej pojawiam się na budowie i zaglądam we wszystkie kąty. Nie wiem jeszcze czy wszystko co ustaliliśmy na etapie oferty i umowy będzie w 100% zgodne z oczekiwaniami i staram się wszystko prostować na bieżąco. Jeżeli współpracujemy już dłuższy czas to raczej wiem czego po danym wykonawcy mogę się spodziewać, a mimo to i tak wizytuję budowę i sprawdzam całość.
Jedna rzecz jaką mogę spokojnie polecić wszystkim to ograniczyć zaufanie do minimum. Polecam nie ufać wykonawcom, nie ufać przedstawicielom handlowym, nie ufać inspektorowi, nie ufać projektantowi, nie ufać ludziom.
Wspomnę tutaj o jeszcze jednej rzeczy która ma związek nie tylko z wyborem wykonawcy, ale sposobem postrzegania opinii innych, czy też postrzeganiem różnych procesów. Jako praktyk (nie tylko teoretyk) mam dostęp do rzeczy i wiedzę które dla wielu ludzi są niedostępne. Planuję opisać to w kolejnych wpisach, gdyż wielu z Was zapewne będzie zdziwiona rozbieżnością między praktyką a teorią. Ja sam podczas wielu doświadczeń praktycznych czy przy okazji pomiarów byłem zaskakiwany określonymi efektami, ale ich skala zaskoczyła mnie jeszcze bardziej.
Koszty materialne bycia zarządcą to głównie koszty jakie musimy ponieść/ponosić w związku z naszą pracą. Nie będę ich opisywał dokładnie, gdyż wszystko zależy od tego gdzie i jak pracujesz, jakie masz wspólnoty, ile jest tych wspólnot, jakie masz zaplecze, czy pracujesz sam, a może musisz zatrudnić księgową/technika/zarządcę, jaką masz wiedzę, czy będziesz się wspomagał osobami z zewnątrz (kosztorysant, prawnik, administrator danych, itd.), czy masz biuro i miejsce do organizacji spotkań i zebrań, etc.
W dzisiejszych czasach bazą pracy zarządcy są komputer i różne programy. Jeżeli zatrudniasz księgową to jej zlecasz prowadzenie księgowości, ale program do obsługi wspólnot i tak jest na twojej głowie. Takie programy oprócz opłat „na start" która zależy od ilości wspólnot/mieszkań to również miesięczny abonament. Oprócz tego musisz składać różne deklaracje, CIT'y i inne papiery do urzędów do których potrzebujesz podpis kwalifikowany (niestety osobiście papierów w wielu urzędach już nie złożysz i nie wyślesz ich pocztą). Ten podpis też kupuje się na określony czas. Nie ma nic za darmo. Jeżeli chcesz robić/przeglądać rysunki techniczne czy kosztorysy to też przydadzą się odpowiednie programy. Tutaj można wspierać się wersjami bezpłatnymi ale nie zawsze i nie wszędzie. Oprócz komputera i programów również drukarka. I to dobra. Oraz duuużo papieru i zapasowych tuszy/tonerów. U nas drukarka jest najczęściej wymienianym urządzeniem biurowym. W ostatnich 10-15 latach mieliśmy ich już chyba kilkanaście. Ostatnio mieliśmy serwis gwarancyjny tej najnowszej i okazało się że w kilkanaście miesięcy wydrukowaliśmy ponad 20 000stron. Jeszcze działa. Biuro, segregatory i miejsce na segregatory oraz tony papieru to coś nierozerwalnie związanego z pracą zarządcy. Ja jeszcze mam sporo urządzeń technicznych które bardzo często wykorzystuję w swojej pracy: kamera termowizyjna, kamera inspekcyjna, dalmierze laserowe, wykrywacze różnego rodzaju, mierniki temperatury i wilgotności, anemometr, przepływomierze, itd. Nie są one niezbędne, ale bardzo przydają się w codziennym życiu i codziennej pracy zarządcy. Dzięki nim bardzo szybko można reagować na problemy i pilnować dobrego wykonania prac przez wykonawców. Nawet jeżeli zatrudnisz kierownika budowy czy inspektora nadzoru to i tak wiele rzeczy najlepiej sprawdzić samemu. Oczywiście samochód i koszt paliwa. Jeżeli prowadzisz jedną czy dwie wspólnoty to nie jest to niezbędny koszt, ale jeżeli masz więcej wspólnot i to w różnych miejscach, to bez samochodu ani rusz. Ja robię jeszcze uprawnienia wysokościowe i badania lekarskie które pozwalają na kontrolowanie prac bezpośrednio z rusztowania, a nie tylko przeglądanie rysunków z ziemi. Uwierzcie mi – co sprawdzicie i pokażecie wykonawcy na miejscu sami, tego nikt wam nie przekaże i nie poprawi. Dobrych inspektorów naprawdę ze świecą szukać (już kiedyś pisałem o deficycie dobrych fachowców). Kosztami i to nie małymi będą także ludzie z którymi będziesz pracować lub którymi będziesz się wspierać doraźnie. Technik, inkasent, prawnik, księgowa, administrator, informatyk, budowlaniec – to ci z którymi będziesz miał kontakt najczęściej. Jeżeli planujesz prowadzić duże biuro, to większość z nich zapewne zatrudnisz na stałe lub przynajmniej na umowę zlecenie. Jeżeli wspólnot będziesz mieć mniej, to zapewne skończy się tylko na zleceniach. Sam/sama nie będziesz w stanie wszystkiego ogarnąć, chociażby ze względu na różnorodność (od księgowości, poprzez prawo a skończywszy na rzeczach technicznych).
Nie jestem człowiekiem, który żyje według przysłów. Nie potrzebuję też dużej sentencji na ścianie którą musiałbym czytać każdego dnia i wprowadzać w życie. Niemniej jednak w swojej pracy bardzo często spotykałem się z sytuacjami, które można w bardzo łatwy sposób przypisać do konkretnych powiedzeń czy przysłów. Postaram się przytoczyć te które przyjdą mi teraz do głowy, część sytuacji opiszę skrótowo
a) Nie trać czasu na kłócenie się z głupcem i fanatykiem któremu nie zależy na prawdzie, żadne argumenty go nie przekonają
b) Nie oczekuj że będziesz lubiany, a ludzie będą się z tobą zgadzać
c) Są ludzie którzy jedyne czego chcą, to mieć rację, nawet jeżeli jej nie mają
d) Pomagaj tylko tym, którzy cię o to poproszą, nie uszczęśliwiaj na siłę
e) Najtrudniej jest być prorokiem we własnym kraju
f) Głupiemu nie wytłumaczysz, a mądremu nie trzeba tłumaczyć
g) Ludzie boją się tego, czego nie znają i czego nie rozumieją
h) Zło się szerzy gdy dobrzy ludzie odwracają głowę
i ostatnie, które gdzieś ostatnio przeczytałem, ale pasuje tutaj w 100%
Pomóż ludziom raz, a będą uważali że teraz to twój obowiązek
26.a. Jakie są koszty bycia zarządcą?
Podzieliłbym to pytanie na dwa: koszty materialne i niematerialne.
Koszty niematerialne to takie o których już wielokrotnie pisałem. Nie zawsze jesteśmy lubiani we wspólnotach. Nawet jeżeli robimy coś pozytywnego, to bardzo często ludzie po roku lub dwóch zapominają jak im się mieszkało kiedyś i oczekują, że cały czas będą mieli coraz lepiej. Też bym tak chciał, ale nie zawsze się tak da (przynajmniej w bardzo krótkim czasie). Jeżeli we wspólnotach prowadzimy działania to statystycznie na kilka zadowolonych osób zawsze trafi się jedna niezadowolona. Co więcej – te zadowolone się nie odzywają publicznie lub po cichu wyrażą swoje zadowolenie, natomiast ta jedna niezadowolona zrobi wszystko by jak najwięcej osób usłyszało jak to ona ma źle. Jeżeli jako zarządca będziesz walczył o dobro wspólnot w urzędach, to bardzo często w tych urzędach jesteś traktowany jak intruz lub nawet wróg. Trafiają się właściciele którzy chcą traktować swoich zarządców jak parobków – mamy być na każde zawołanie i spełniać każdą fanaberię (nawet te nie związane z nieruchomością i naszą pracą). Jeżeli zarządca prowadzi nieruchomość swoją lub w sąsiedztwie tej w której mieszka, to nagminne są przypadki zaczepiania o każdej porze dnia i nocy przez sąsiadów "bo ja mam tylko jedno pytanie". Ostatnią rzeczą o jakiej wspomnę (jest ich zdecydowanie więcej, ale nie chcę Ani zniechęcać) jest fakt, że zarządca jest buforem, pośrednikiem i posłańcem złych wiadomości. Jeżeli podrożeje ciepło (prąd, woda, ścieki, śmieci, podatek, ubezpieczenie, ... – dodaj co jeszcze chcesz), to wszyscy są źli na zarządcę bo rachunki są wyższe. Jeżeli trzeba coś wyremontować, to zarządca jest zły, bo to on informuje wszystkich o potrzebach remontowych. Jeżeli sąsiad nas zalewa to najczęściej mamy pretensje do zarządcy że nic z tym nie robi. Itd. Itp.
Odpowiedź będzie długa, więc dzielę ją na dwie. Reszta w kolejnym punkcie
Bardzo trudne pytanie. Trudne, ponieważ nie ma czegoś takiego, co na pierwszy rzut oka wyróżnia dobrego zarządcę i ułatwia rozpoznanie takiego spośród pozostałych. Co więcej – znam kilku naprawdę średnich a wręcz powiedziałbym słabych zarządców, których wiedza i doświadczenie zawodowe są na naprawdę niskim poziomie, ale „potrafią świetnie gadać". Te osoby po krótkiej rozmowie otaczają aurę zrozumienia, wydaje się nam, że zatrudnienie ich jako zarządcy rozwiąże nasze problemy, wydaje się że mówią dobrze bo powołują się na przepisy (błędnie je interpretują, ale to zauważy jedynie ktoś obyty w tych przepisach), często natura sangwinistyczna powoduje że dobrze się z tymi osobami rozmawia, potrafią opowiadać żarty, rozluźniają atmosferę, itd. Czy to sprawia, że te osoby są dobrymi zarządcami? Zdecydowanie NIE. Jako mieszkańcy wolimy zadzwonić do kogoś, z kim dobrze się nam będzie rozmawiało, kto nas uspokoi, czasem rozbawi. Ale to nie świadczy o profesjonalizmie i cechach dobrego zarządcy.
Co zatem wyróżnia dobrego zarządcę? Moim zdaniem wiedza i doświadczenie. Doświadczenie techniczne, umiejętność kontrolowania spraw technicznych sprawia, że zarządca wie czy wykonawca go nie okłamuje, czy nie próbuje naciągnąć wspólnoty na dodatkowe, zbędne prace. Wiedza i elastyczność dobrego zarządcy wpływają na jego otwartość i zdolność podejmowania trafnych decyzji. Czasami musimy dostrzegać rzeczy i możliwości, których inni (nawet sami mieszkańcy) nigdy nie dostrzegają nawet jeżeli mają je tuż przed oczami. Wysoko ceniona jest również zdolność planowania i przewidywania. Czasami wydaje się, że propozycje zarządcy są zbyt daleko idące, jednak dopiero po czasie potrafimy zauważyć plusy zastosowanych rozwiązań.
Podam przykład – jakieś 3 miesiące temu w jednej ze wspólnot remontowaliśmy klatkę schodową wraz z całą wymianą instalacji (elektryka, technika, domofony, światłowody, etc). Zaproponowałem wtedy pewne specyficzne rozwiązanie związane z instalacją elektryczną, które nie jest powszechnie wykonywane i którego raczej się nie spotyka. Większość mieszkańców się zgodziła, jednak jeden starszy pan miał swoje obawy i był przeciwny. Po zakończeniu prac spotkałem tego pana na klatce, podszedł do mnie i cicho (jakby się bał, że ktoś go usłyszy) powiedział: „nie spodziewałem się że to tak dobrze wyjdzie; przepraszam że byłem na nie" i uścisnął moją rękę. Było to dla mnie bardzo miłe i pozytywne, gdyż zrozumiałem, że te specyficzne rozwiązanie sprawdziło się i przekonało nawet opornego pana.
Na koniec dodam jeszcze jedną rzecz. Zdarzają się wspólnoty, które wręcz ograniczają swoich zarządców w działaniach. Niedawno opisywałem przykład 'robercika', który latami starał się dostać do zarządu wspólnoty i gdy wreszcie po kilkunastu latach udało mu się, to zaczął wymagać by zarządca robił tylko to, co „on każe". Taka postawa najczęściej nie jest korzystna dla ogółu wspólnoty, ale wspominam o tym, gdyż warto wiedzieć, że czasami nawet najlepszy zarządca może być zablokowany w swoich działaniach przez zarząd
Bardzo trudne pytanie. Trudne, ponieważ nie ma czegoś takiego, co na pierwszy rzut oka wyróżnia dobrego zarządcę i ułatwia rozpoznanie takiego spośród pozostałych. Co więcej – znam kilku naprawdę średnich a wręcz powiedziałbym słabych zarządców, których wiedza i doświadczenie zawodowe są na naprawdę niskim poziomie, ale „potrafią świetnie gadać". Te osoby po krótkiej rozmowie otaczają aurę zrozumienia, wydaje się nam, że zatrudnienie ich jako zarządcy rozwiąże nasze problemy, wydaje się że mówią dobrze bo powołują się na przepisy (błędnie je interpretują, ale to zauważy jedynie ktoś obyty w tych przepisach), często natura sangwinistyczna powoduje że dobrze się z tymi osobami rozmawia, potrafią opowiadać żarty, rozluźniają atmosferę, itd. Czy to sprawia, że te osoby są dobrymi zarządcami? Zdecydowanie NIE. Jako mieszkańcy wolimy zadzwonić do kogoś, z kim dobrze się nam będzie rozmawiało, kto nas uspokoi, czasem rozbawi. Ale to nie świadczy o profesjonalizmie i cechach dobrego zarządcy.
Co zatem wyróżnia dobrego zarządcę? Moim zdaniem wiedza i doświadczenie. Doświadczenie techniczne, umiejętność kontrolowania spraw technicznych sprawia, że zarządca wie czy wykonawca go nie okłamuje, czy nie próbuje naciągnąć wspólnoty na dodatkowe, zbędne prace. Wiedza i elastyczność dobrego zarządcy wpływają na jego otwartość i zdolność podejmowania trafnych decyzji. Czasami musimy dostrzegać rzeczy i możliwości, których inni (nawet sami mieszkańcy) nigdy nie dostrzegają nawet jeżeli mają je tuż przed oczami. Wysoko ceniona jest również zdolność planowania i przewidywania. Czasami wydaje się, że propozycje zarządcy są zbyt daleko idące, jednak dopiero po czasie potrafimy zauważyć plusy zastosowanych rozwiązań.
Podam przykład – jakieś 3 miesiące temu w jednej ze wspólnot remontowaliśmy klatkę schodową wraz z całą wymianą instalacji (elektryka, technika, domofony, światłowody, etc). Zaproponowałem wtedy pewne specyficzne rozwiązanie związane z instalacją elektryczną, które nie jest powszechnie wykonywane i którego raczej się nie spotyka. Większość mieszkańców się zgodziła, jednak jeden starszy pan miał swoje obawy i był przeciwny. Po zakończeniu prac spotkałem tego pana na klatce, podszedł do mnie i cicho (jakby się bał, że ktoś go usłyszy) powiedział: „nie spodziewałem się że to tak dobrze wyjdzie; przepraszam że byłem na nie" i uścisnął moją rękę. Było to dla mnie bardzo miłe i pozytywne, gdyż zrozumiałem, że te specyficzne rozwiązanie sprawdziło się i przekonało nawet opornego pana.
Na koniec dodam jeszcze jedną rzecz. Zdarzają się wspólnoty, które wręcz ograniczają swoich zarządców w działaniach. Niedawno opisywałem przykład 'robercika', który latami starał się dostać do zarządu wspólnoty i gdy wreszcie po kilkunastu latach udało mu się, to zaczął wymagać by zarządca robił tylko to, co „on każe". Taka postawa najczęściej nie jest korzystna dla ogółu wspólnoty, ale wspominam o tym, gdyż warto wiedzieć, że czasami nawet najlepszy zarządca może być zablokowany w swoich działaniach przez zarząd
Bardzo trudne pytanie. Trudne, ponieważ nie ma czegoś takiego, co na pierwszy rzut oka wyróżnia dobrego zarządcę i ułatwia rozpoznanie takiego spośród pozostałych. Co więcej – znam kilku naprawdę średnich a wręcz powiedziałbym słabych zarządców, których wiedza i doświadczenie zawodowe są na naprawdę niskim poziomie, ale „potrafią świetnie gadać". Te osoby po krótkiej rozmowie otaczają aurę zrozumienia, wydaje się nam, że zatrudnienie ich jako zarządcy rozwiąże nasze problemy, wydaje się że mówią dobrze bo powołują się na przepisy (błędnie je interpretują, ale to zauważy jedynie ktoś obyty w tych przepisach), często natura sangwinistyczna powoduje że dobrze się z tymi osobami rozmawia, potrafią opowiadać żarty, rozluźniają atmosferę, itd. Czy to sprawia, że te osoby są dobrymi zarządcami? Zdecydowanie NIE. Jako mieszkańcy wolimy zadzwonić do kogoś, z kim dobrze się nam będzie rozmawiało, kto nas uspokoi, czasem rozbawi. Ale to nie świadczy o profesjonalizmie i cechach dobrego zarządcy.
Co zatem wyróżnia dobrego zarządcę? Moim zdaniem wiedza i doświadczenie. Doświadczenie techniczne, umiejętność kontrolowania spraw technicznych sprawia, że zarządca wie czy wykonawca go nie okłamuje, czy nie próbuje naciągnąć wspólnoty na dodatkowe, zbędne prace. Wiedza i elastyczność dobrego zarządcy wpływają na jego otwartość i zdolność podejmowania trafnych decyzji. Czasami musimy dostrzegać rzeczy i możliwości, których inni (nawet sami mieszkańcy) nigdy nie dostrzegają nawet jeżeli mają je tuż przed oczami. Wysoko ceniona jest również zdolność planowania i przewidywania. Czasami wydaje się, że propozycje zarządcy są zbyt daleko idące, jednak dopiero po czasie potrafimy zauważyć plusy zastosowanych rozwiązań.
Podam przykład – jakieś 3 miesiące temu w jednej ze wspólnot remontowaliśmy klatkę schodową wraz z całą wymianą instalacji (elektryka, technika, domofony, światłowody, etc). Zaproponowałem wtedy pewne specyficzne rozwiązanie związane z instalacją elektryczną, które nie jest powszechnie wykonywane i którego raczej się nie spotyka. Większość mieszkańców się zgodziła, jednak jeden starszy pan miał swoje obawy i był przeciwny. Po zakończeniu prac spotkałem tego pana na klatce, podszedł do mnie i cicho (jakby się bał, że ktoś go usłyszy) powiedział: „nie spodziewałem się że to tak dobrze wyjdzie; przepraszam że byłem na nie" i uścisnął moją rękę. Było to dla mnie bardzo miłe i pozytywne, gdyż zrozumiałem, że te specyficzne rozwiązanie sprawdziło się i przekonało nawet opornego pana.
Na koniec dodam jeszcze jedną rzecz. Zdarzają się wspólnoty, które wręcz ograniczają swoich zarządców w działaniach. Niedawno opisywałem przykład 'robercika', który latami starał się dostać do zarządu wspólnoty i gdy wreszcie po kilkunastu latach udało mu się, to zaczął wymagać by zarządca robił tylko to, co „on każe". Taka postawa najczęściej nie jest korzystna dla ogółu wspólnoty, ale wspominam o tym, gdyż warto wiedzieć, że czasami nawet najlepszy zarządca może być zablokowany w swoich działaniach przez zarząd
Pani Ania (którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam) zasypała nas pytaniami jakie często pojawiają się u początkujących zarządców lub u osób które chcą rozpocząć przygodę z tym zawodem. Ania jeszcze studiuje, ale chce w przyszłości być zarządcą i to najlepszym. Życzymy powodzenia i przechodzimy do pytań.
Nie ma uniwersalnych rad dla zarządców. Nie ma uniwersalnych wskazówek lub pomysłów które sprawdzą się w każdej wspólnocie. Ja zawsze podchodzę do każdej wspólnoty indywidualnie. Nawet jeżeli na pierwszy rzut oka wygląda jak setki innych, to zawsze staram się poszukać czegoś wyjątkowego. Przykładowo jeżeli remontujemy klatkę schodową, to przed remontem sprawdzam jak wszystko funkcjonuje i próbuję wyobrazić sobie czy jest coś co można zmienić, poprawić, ulepszyć? Zastanawiam się co ja – gdybym mieszkał w tym budynku – chciałbym zmienić? Pytam mieszkańców czy mają jakieś oczekiwania. Czasami tak prosta sprawa jak kierunek otwierania drzwi lub ich rozmiar mogą dużo zmienić. Miałem wspólnotę w której drzwi do piwnicy otwierały się bardzo niepraktycznie. Jednak nikt z mieszkańców nie zwracał na to uwagi, gdyż te drzwi otwierały się w ten sposób od ponad 50lat i wszyscy się do tego przyzwyczaili. Pan który przyszedł na pomiary też na to nie zwracał uwagi, ponieważ on tylko miał wymienić drzwi. Zaproponowaliśmy inny sposób otwierania i dopiero jak ekipa zamontowała te drzwi to mieszkańcy dostrzegli że można żyć lepiej. Byli bardzo pozytywnie zaskoczeni bo nie tylko mają ładne drzwi, ale też ich codzienne używanie jest łatwiejsze i przyjemniejsze. A nikt nawet nie zauważył że można to poprawić przy okazji remontu i to bez dodatkowych kosztów.
Takich pozytywnych zmian, bardzo często bez różnicy w kosztach lub przy niewielkich różnicach może być więcej. Przy remoncie elewacji warto zastanowić się czy rury spustowe nie schować pod dociepleniem. Przy okazji remontu klatki lub wymiany instalacji elektrycznych warto zrobić ukryte w ścianach instalacje techniczne/światłowody. Może warto zrobić instalację antenową/techniczną zbiorczą? Może dobrze byłoby zmienić wymiary schodków zewnętrznych przy okazji remontu? A czy spadek chodnika/terenu wokół budynku nie powoduje że woda zamiast odpływać od budynku – zbiera się i stoi przy samej ścianie? Takich pytań w głowie dobrego zarządcy powinno pojawić się więcej. Przede wszystkim warto wyjść zza biurka i pojawić się na obiekcie jeszcze przed planowanym remontem. Warto wszystko obejrzeć, warto otworzyć każde drzwi i każde okno, warto wejść na drabinkę i wyjrzeć przez wyłaz dachowy. Tylko będąc na miejscu i wszystko dokładnie obserwując i słuchając mieszkańców możemy sprawić, że budynki po remontach czy modernizacjach będą bardziej funkcjonalne i przyjazne nam – użytkownikom.
Zapewne czytelnik pyta o odpłatne prace, gdyż to kwestia wynagrodzenia jest najczęstszym problemem i punktem spornym. Każdy z mieszkańców (nie tylko właścicieli) jeżeli ma tylko ochotę i czas może wykonywać nieodpłatnie prace na rzecz wspólnoty. Znam wiele przypadków mieszkańców, którzy w ten sposób dbają o rośliny wokół budynku, koszą trawniki, myją klatki schodowe, odśnieżają chodniki, itd. Jedna z naszych wspólnot nawet we własnym zakresie prowadzi różne prace – ostatnio była potrzeba wyrównania podwórka, my zorganizowaliśmy tłuczeń i zagęszczarkę, a mieszkańcy sami skrzyknęli się w sobotę i każdy jak mógł pomagał. Jeden przyniósł grabie, drugi łopatę, trzeci zorganizował taczkę i w kilka godzin całe podwórko wyglądało jak nowe. Jeżeli wspólnota jest zgrana to dużo można w ten sposób osiągnąć i oszczędzić.
Dla kontrastu podam też przykład wspólnoty która wszędzie widzi spisek i wyzysk. Jeżeli sąsiad wykosi trawę swoją kosiarką to jest nazywany frajerem bo robi to za darmo. Inny wymienił spaloną żarówkę i sąsiad go wyśmiał z tego powodu. Jeszcze inny sąsiad w zimie odśnieżył kawałek chodnika i inni dogadywali mu tylko dlatego, że zrobił to za darmo. Czyli wszyscy pracujący za darmo to frajerzy i de..le. Przykre to, ale to nie moje słowa. W tej samej wspólnocie jest duża kotłownia węglowa, która ogrzewa cały blok. W tej kotłowni jeden z sąsiadów palił przez cały sezon (miał uprawnienia, był na emeryturze więc chciał trochę dorobić do tej emerytury), za co miał odpowiednie wynagrodzenie zgodne z podpisaną umową. Warto zaznaczyć, że brał blisko o połowę mniej pieniędzy niż poprzedni palacze. Ale ludziom i tak się to nie podobało, bo „dorabia się ich kosztem". W pewnym momencie sąsiad wymienił auto na inne (nie nowe), to ktoś przebił mu wszystkie 4 opony. Po tym incydencie żona tego Pana zmusiła go do rezygnacji z funkcji palacza. I teraz wspólnota ma firmę zewnętrzną która bierze 2x więcej za palenie niż ten Pan.
Pracujesz za darmo - źle, bierzesz wynagdodzenie - jeszcze gorzej...
Ale wracając do pytania – czy mieszkaniec może wykonywać odpłatne prace na rzecz wspólnoty? Oczywiście że może. Jeżeli wynagrodzenie jest realne, czy takie jakie wzięłyby firmy zewnętrzne, jeżeli prace są wykonywane należycie, jeżeli do tych prac nie są wymagane specjalne uprawnienia (lub jeżeli mieszkaniec ma takie uprawnienia) to jak najbardziej może wykonywać takie prace. Polecam jednak zastanowić się czy warto i czy nie będziemy później pomawiani o „przekręty" i pobieranie nienależnego wynagrodzenia. Im większa wspólnota, tym większa szansa, że znajdzie się ktoś kto będzie niezadowolony lub ktoś kto będzie zazdrościł, że sąsiad jest obrotny i potrafi zarobić kilka złotych dodatkowo. Naprawdę znam wiele takich przypadków i od jakiegoś czasu polecam zastanowić się czy chcemy wchodzić w taki układ.
Pytanie zapewne dotyczy zarządu powierzonego, czyli zarządu powołanego na podstawie art. 18 Ustawy o własności lokali. Sprawdźmy zatem co mówi nam punkt 2a tego artykułu:
Zmiana ustalonego w trybie ust. 1 sposobu zarządu nieruchomością wspólną może nastąpić na podstawie uchwały właścicieli lokali zaprotokołowanej przez notariusza.
Jeżeli zatem mamy zarząd właścicielski (czyli ten najczęściej spotykany wybierany spośród właścicieli (ale niekoniecznie – zarządem może być każda osoba fizyczna) i chcemy go zamienić na zarząd powierzony to musimy to zrobić w obecności notariusza który musi zaprotokołować odpowiednią uchwałę.
Jeżeli chcemy się odłączyć od spółdzielni mieszkaniowej to na 99% też będziemy musieli zrobić to notarialnie.
Jeżeli mamy zarząd powierzony i chcemy go zmienić to również musimy zrobić to notarialnie. Tutaj zdarzają się odmienne wyroki sądów, ale w Polsce nie obowiązuje prawo precedensu więc najlepiej zaprosić na zebranie notariusza i nie biegać później po sądach.
Jeżeli mamy zarząd powierzony i chcemy zmienić go na zarząd właścicielski to notariusz także będzie niezbędny. I tyle.
Jeżeli jednak mamy zarząd właścicielski zwany potocznie zarządem i dodatkowo wybraliśmy administratora lub zarządcę, to zmiana jednego zarządcy na drugiego, lub zmiana administratora na zarządcę (lub odwrotnie) nie wymaga protokołowania notarialnego. Jest to trochę trudne do zrozumienia dla wszystkich, nawet dla części środowiska zarządców – niedawno miałem dość nieprzyjemną rozmowę z administratorem, który swojej wspólnocie wpierał wręcz, że zmiana zarządcy wymaga obecności notariusza na zebraniu. Przykre to ale prawdziwe.
Wysokość wynagrodzenia powinna być dostosowana do zakresu obowiązków i nakładu poniesionej pracy. Jak już kiedyś pisałem porównując funkcje administratora i zarządcy (także w jednym z pierwszych pytań tej serii się do tego odniosłem) administrator ma dużo mniej pracy i obowiązków, więc logiczne powinno być, że za swoją pracę dostaje niższe wynagrodzenie. Tak powinno być, ale moje wieloletnie doświadczenie w branży jasno wskazuje, że członkowie wspólnot nie rozróżniają tych funkcji, a co się z tym wiąże – oczekują że zarządca będzie pracował za taką samą stawkę jak administrator. I w drugą stronę też to działa – jeżeli zmieniają zarządcę na administratora z mniejszym zakresem obowiązków to wynagrodzenie najczęściej i tak pozostaje na tym samym poziomie (lub jest tylko nieznacznie korygowane. Z mojego punktu widzenia to nie jest fair wobec tych zarządców którzy przykładają się do swojej pracy a i tak oczekuje się że będą pracowali za zaniżone wynagrodzenie. Często podawane są dwa powody: „bo poprzednik tyle brał" lub „bo pan który zarządza mieszkaniem córki/koleżanki/znajomego tyle bierze". Niestety nikt nie porównuje zakresu obowiązków tylko patrzy się najczęściej na same stawki. A przy większej ilości obowiązków także odpowiedzialność jest wyższa...
Bardzo szerokie pytanie i bardzo na czasie. W dobie rosnących cen gazu, prądu i innych nośników ciepła każdy zastanawia się czy mógłby bardziej obniżyć swoje rachunki. Polecałbym zacząć od dopasowania temperatury w pomieszczeniach do naszych potrzeb. Jeżeli gdzieś można obniżyć temperaturę to warto to zrobić. Nawet stopień mniej w pomieszczeniu to znaczne oszczędności w skali całego sezonu grzewczego. Po drugie jeżeli chcemy pomieszczenie przewietrzyć to otwieramy okno na oścież, ale na krótki czas (podczas otwarcia najlepiej zakręcić całkowicie grzejniki). Nie uchylamy okna przy odkręconych grzejnikach, gdyż straty ciepła są wtedy ogromne. Po trzecie nie zasłaniamy grzejników. Wszelkiego rodzaju zasłony, firanki, obudowy (nawet ażurowe), ale też blisko postawione fotele czy wersalki powodują zaburzenie przepływu powietrza i odpowiednie wykorzystanie ciepła. Po czwarte – jeżeli mamy taką możliwość to polecam stosowanie automatyki sterującej ogrzewaniem (sterowanie dobowe, nocne obniżanie temperatury, sterowanie z podziałem na strefy, itp.). Odpowiednio dobrana i spersonalizowana automatyka to naprawdę spore oszczędności. Prostą formą takiej automatyki mogą być elektroniczne zawory na grzejnikach zamiast zwykłych zaworów lub głowic termostatycznych umożliwiające odpowiednie sterowanie. Kolejną rzeczą o jakiej warto pomyśleć, to zastąpienie wentylacji grawitacyjnej wentylacją mechaniczną z odzyskiem ciepła – tzw. rekuperacją, ale uwaga musi to być dobrze dobrana wentylacja i odpowiednio wykonana. Jeżeli rekuperację zrobimy źle to nasze rachunki mogą wzrosnąć więc trzeba to zrobić dobrze. Obecnie istnieją rozwiązania technologiczne dostosowane nawet do mieszkań w blokach. Kolejne oszczędności na ogrzewaniu to izolowanie rur w pomieszczeniach nieużywanych (piwnice, klatki schodowe, szachty techniczne, strychy, itd.). Jeszcze innym sposobem na oszczędności jest zastosowanie liczników ciepła - jeżeli wiemy, że płacimy za to co realnie zużyjemy i możemy sobie porównać zużycie w poszczególnych miesiącach lub latach to naprawdę sporo możemy oszczędzić. Ostatnim sposobem jaki opiszę tutaj, ale ten temat dotyczy już raczej całej wspólnoty, a nie tylko indywidualnego mieszkańca to ocieplenie budynku (nie tylko ścian zewnętrznych – pamiętajmy też o dachu, piwnicach, fundamentach), oraz modernizacja instalacji grzewczej (nowoczesne grzejniki, mniejsze średnice rur, regulacja poszczególnych pionów, zawory podpionowe, inteligentne pompy obiegowe, itd.).
19. Dlaczego muszę płacić za wodę utraconą z instalacji?
Zapewne chodzi tutaj o różnicę pomiędzy wodomierzem głównym z którego rozliczana jest wspólnota, a wodomierzami indywidualnymi. Zawsze powstaje różnica pomiędzy licznikiem głównym a sumą wszystkich liczników w mieszkaniach. Wynika to z wielu czynników – klasy wodomierzy, terminów odczytu, awarii, kapiących kranów, uszkodzonych spłuczek, itd. Różnica ta musi być rozliczona i zapłacona. Aby ją rozliczyć we wspólnotach przyjmuje się regulaminy rozliczania które w jasny sposób określają jak są rozliczane takie różnice. Regulaminy te powinny też zawierać sposoby rozwiązywania sytuacji spornych – przykładowo co się stanie gdy wodomierz się zepsuje, jak rozliczyć właściciela który uszkodził wodomierz, co zrobić gdy ktoś zerwie plomby, itp.
Jeżeli zatem taki regulamin został przyjęty odpowiednią uchwałą to każdy z mieszkańców (właścicieli) musi się do niego stosować, a tym samym m.in. płacić za wodę „utraconą" jak to pan Piotr nazwał w pytaniu.
Jeżeli we wspólnocie jest ujęcie wody wykorzystywanej do podlewania kwiatków lub np. do mycia samochodów to sposób rozliczania wody z tego ujęcia również powinien być określony w regulaminie. Jeżeli to o taką wodę utraconą pytał Piotr, to trzeba się zastanowić na jakie cele jest wykorzystywana ta woda, a tym samym jak będzie rozliczana. Jeżeli w całości idzie np. na podlewanie wspólnego trawnika to koszty ponoszą wszyscy. Jeżeli jednak wodę wykorzystują indywidualnie mieszkańcy np. myjąc swoje samochody, to tylko oni powinni płacić za zużycie – np. według wskazań podwodomierza lub ryczałtowo za każde mycie.
Bardzo często we wspólnotach mieszkaniowych mamy do czynienia z określeniem „zarząd wspólnoty". Jest to określenie zarządu wykonywanego najczęściej przez osoby wybrane spośród mieszkańców wspólnoty (niekoniecznie, ale tak jest najczęściej). W prawie taki zarząd określny jest jako „właścicielski" czyli wykonywany bezpośrednio przez przedstawicieli właścicieli. Jest to najczęstszy przypadek, ale nie jedyny możliwy. Jeżeli ktoś opisuje zarząd i nie dodaje żadnych dodatkowych określeń to zapewne ma na myśli ten właśnie sposób zarządu. Oprócz „zarządu właścicielskiego" istnieje również pojęcie „zarządu powierzonego" – jest to zarząd mający te same uprawnienia co zarząd właścicielski, ale wykonywany jest przez firmę zewnętrzną zajmującą się zarządzaniem nieruchomościami na podstawie odmiennych przepisów. W tym przypadku spośród właścicieli nie jest wybierany żaden zarząd, gdyż jego funkcje pełni właśnie zarząd powierzony. Gdy powołujemy się na zarząd powierzony, to powołujemy się na zarząd zgodnie z art. 18 pkt 1: Właściciele lokali mogą w umowie o ustanowieniu odrębnej własności lokali albo w umowie zawartej później w formie aktu notarialnego określić sposób zarządu nieruchomością wspólną, a w szczególności mogą powierzyć zarząd osobie fizycznej albo prawnej.
Bardzo charakterystyczne dla zarządu powierzonego jest to, że jest on powoływany na podstawie uchwały zaprotokołowanej notarialnie. Uchwała taka stanowi podstawę wpisu do księgi wieczystej. Z tego też powodu trudniej jest zmienić zarząd powierzony, gdyż podczas zebrania musi być obecny notariusz. Fakt ten wykorzystują deweloperzy, którzy wpisują siebie lub swojego wybranego zarządcę jako zarząd powierzony i tym samym utrudniają niezadowolonym właścicielom odejście i usamodzielnienie się.
Także spółdzielnie mieszkaniowe działają we wspólnotach na zasadzie zarządu powierzonego jeżeli nastąpiło wydzielenie wspólnoty z zasobów spółdzielni. Tutaj również odejście od spółdzielni wymaga podjęcia uchwały zaprotokołowanej notarialnie.
W temacie zarządu powierzonego przygotuję wkrótce tabelkę lub grafikę która to lepiej objaśni.
17. Czym jest „pasożytnictwo cieplne" we wspólnocie?
W ostatnim czasie w mediach bardzo często możemy się spotkać z tym określeniem. Mówi się o tym coraz więcej w kontekście coraz wyższych kosztów ogrzewania. W prostych słowach pasożytnictwo cieplne to ogrzewanie swojego mieszkania kosztem sąsiadów, czyli przykręcamy lub nawet całkowicie zakręcamy grzejniki w swoim mieszkaniu i korzystamy z ciepła jakim swoje mieszkania ogrzewają nasi sąsiedzi (po bokach, pod nami, nad nami). Ciepło to przenika przez ściany i ogrzewa nasze mieszkanie.
Pasożytnictwo cieplne możemy podzielić na dwa rodzaje:
- świadome – zakręcamy grzejniki wiedząc że ogrzejemy się kosztem sąsiadów, a nasze rachunki za ogrzewanie będą niższe;
- nieświadome/niecelowe – wyjeżdżamy do pracy na kilka miesięcy lub na dłuższe wakacje lub mamy mieszkanie w którym nikt nie mieszka, a i tak w mieszkaniu przez cały czas mamy dość wysoką temperaturę, instalacje nie zamarzają nawet przy dużych mrozach, ściany są nagrzane, itd.
Gdybyśmy nie mieli sąsiadów to po zakręceniu grzejników nasze mieszkanie wychłodziło by się, przy dużych mrozach woda zamarzłaby, a i zapach stęchlizny po pewnym czasie byłby niezaprzeczalnie wyczuwalny.
Czy pasożytnictwo powoduje oszczędzanie ciepła? Tylko pozornie. My zakręcając grzejniki oszczędzamy, ale nasi sąsiedzi zużywają więcej ciepła – muszą ogrzać swoje mieszkanie i część naszego. W bilansie całego budynku lepiej ogrzewać proporcjonalnie każde mieszkanie, a nie przegrzewać jedno i nie dogrzewać drugie
Zgodnie z Ustawą o własności lokali - art. 13 pkt 2. Na żądanie zarządu właściciel lokalu jest obowiązany zezwalać na wstęp do lokalu, ilekroć jest to niezbędne do przeprowadzenia konserwacji, remontu albo usunięcia awarii w nieruchomości wspólnej, a także w celu wyposażenia budynku, jego części lub innych lokali w dodatkowe instalacje.
Ponadto należy przypomnieć, że takie urządzenia jak wodomierze podlegają okresowej kontroli/legalizacji/wymianie i należy je montować w taki sposób, by można je wymieniać bez większych przeszkód. Jeżeli zabudujemy wodomierz w sposób uniemożliwiający jego wymianę, to na właścicielu spoczywa obowiązek wykonania dojścia lub wręcz wymiany wodomierza. Warto także przypomnieć, że Prawo budowlane i Warunki techniczne jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie określają, że dostęp do instalacji powinien zapewniać ich sprawne użytkowanie i konserwację. Przykładowo § 67 pkt 2 Warunków [...] mówi jasno - w instalacji wodociągowej należy zapewnić bezpośredni dostęp do urządzeń pozwalających na bezpośrednie włączenie lub wyłączenie poszczególnych odcinków instalacji w sytuacjach awaryjnych, polegających na uszkodzeniu lub zniszczeniu budynku.
Pisałem też kiedyś na blogu również o tym, że odczyt wodomierza to nie tylko samo spisanie stanu licznika. Inkasent powinien również wizualnie sprawdzić stan wodomierza i instalacji, stan zaworów, stan plomb, sprawdzić czy wszystko działa poprawnie, itd.
14. Jak blisko można zrobić parking przy budynku mieszkalnym?
Jeżeli chcemy przy budynku wybudować parking z wydzielonymi miejscami parkingowymi to musimy zachować odległości określone w Warunkach technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie - § 19
1. Odległość stanowisk postojowych, w tym również zadaszonych, oraz otwartych garaży wielopoziomowych od: placu zabaw dla dzieci, boiska dla dzieci i młodzieży, okien pomieszczeń przeznaczonych na stały pobyt ludzi w budynku opieki zdrowotnej, w budynku oświaty i wychowania, w budynku mieszkalnym, w budynku zamieszkania zbiorowego, z wyjątkiem: hotelu, motelu, pensjonatu, domu wypoczynkowego, domu wycieczkowego, schroniska młodzieżowego i schroniska, nie może być mniejsza niż:
1) dla samochodów osobowych:
a) 7 m – w przypadku parkingu do 10 stanowisk postojowych włącznie,
b) 10 m – w przypadku parkingu od 11 do 60 stanowisk postojowych włącznie,
c) 20 m – w przypadku parkingu powyżej 60 stanowisk postojowych.
Dla ciężarówek te odległości są jeszcze większe, ale zakładam, że pod oknami parkujemy najczęściej samochodami osobowymi.
15. Kto odpowiada przed wspólnotą - właściciel czy najemca mieszkania?
Przytaczałem już wcześniej art. 13 Ustawy o własności lokali, zgodnie z którym to właściciel odpowiada za stan lokalu, wnoszenie opłat, prawidłowe użytkowanie lokalu, itp. To właściciel jest zawsze stroną dla wspólnoty. Część swoich praw i obowiązków właścicel może przenieść na osoby trzecie, ale wówczas musiałaby być spisana odpowiednia umowa która jasno i precyzyjnie określałaby jakie prawa i obowiązki są "zbywane" przez właściciela.
Wspomnę tutaj jeszcze o jednym zagadnieniu. Nie było tego w pytaniu, ale może kogoś to też zainteresuje. Jeżeli wspólnota ma jakiekolwiek zobowiązania (wobec dostawców, wykonawców prac, właścicieli, itp) to za te zobowiązania odpowiada wspólnota bez ograniczeń, a każdy z właścicieli proporcjonalnie do posiadanego udziału. Wynika to bezpośrednio z art. 17 ustawy
Tutaj znowu powołam się bezpośrednio na przepisy Ustawy o własności lokali.
Art. 24. W razie braku zgody wymaganej większości właścicieli lokali zarząd może żądać rozstrzygnięcia przez sąd, który orzeknie mając na względzie cel zamierzonej czynności oraz interesy wszystkich właścicieli. Sprawę sąd rozpoznaje w postępowaniu nieprocesowym
Art. 26. 1. Jeżeli zarząd nie został powołany lub pomimo powołania nie wypełnia swoich obowiązków albo narusza zasady prawidłowej gospodarki, każdy właściciel lokalu może żądać ustanowienia zarządcy przymusowego przez sąd, który określi zakres jego uprawnień oraz należne mu wynagrodzenie. Sąd odwoła zarządcę, gdy ustaną przyczyny jego powołania.
Jeżeli zatem wspólnota ma dobre chęci, ale nie może się porozumieć i osiągnąć większości, to w oparciu o pierwszy przepis można się zwrócić do sądu o rozstrzygnięcie sprawy. Jeżeli jednak brak rozwiązania nie zależy od porozumienia się właścicieli a od braku dobrej woli zarządu, to wtedy należy zmienić zarząd lub nawet zażądać ustanowienia zarządcy przymusowego. Tyle mówią przepisy. Ja jednak polecam zastanowienie się dlaczego uchwała nie została przegłosowana. Najczęściej powodem jest niedoinformowanie właścicieli o potrzebie głosowania i o zamierzonych efektach. Jeżeli właścicielom wytłumaczymy całą uchwałę, to najczęściej każdy przyjmie odpowiednie dla niego stanowisko. Nie zawsze wszyscy głosują na TAK, ale zagłosowanie większości na NIE też daje nam informację zwrotną czego oczekują mieszkańcy
12. Czy wspólnota może sprzedać zadłużone mieszkanie?
Przytoczę Ustawę o własności lokali - Art. 16.
1. Jeżeli właściciel lokalu zalega długotrwale z zapłatą należnych od niego opłat lub wykracza w sposób rażący lub uporczywy przeciwko obowiązującemu porządkowi domowemu albo przez swoje niewłaściwe zachowanie czyni korzystanie z innych lokali lub nieruchomości wspólnej uciążliwym, wspólnota mieszkaniowa może w trybie procesu żądać sprzedaży lokalu w drodze licytacji na podstawie przepisów Kodeksu postępowania cywilnego o egzekucji z nieruchomości.
2. Właścicielowi, którego lokal został sprzedany, nie przysługuje prawo do lokalu zamiennego
Z powyższego przepisu wynika, że wspólnota nie może sprzedać mieszkania, gdyż nie jest jego właścicielem i nie ma uprawnień do takiej sprzedaży. Nie mniej jednak może się zwrócić do sądu z takim żądaniem i sądy mogą zasądzić taką sprzedaż. Warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy: po pierwsze można żądać sprzedaży nie tylko zadłużonych lokali, ale również tych, które są użytkowane niewłaściwie, uciążliwie dla innych mieszkańców, lub właściciel w inny sposób wykracza przeciwko porządkowi domowemu. Druga istotna uwaga jest taka, że właścicielowi nie trzeba zapewniać lokalu zamiennego. Wielu dłużników odmawia opłacania swoich należności i jest przekonana, że wspólnota nie może go zmusić do spłaty zadłużenia i musi mu zapewnić lokal zastępczy. Jak wynika wprost z przytoczonego przepisu – to nieprawda.
Jeżeli wspólnota chce zawrzeć umowę o zarządzanie z nową firmą to może to zrobić na kilka sposobów. Żeby nie zaciemniać obrazu skupmy się na dwóch najbardziej poprawnych i najczęściej spotykanych formach. Są jeszcze inne, ale biorąc pod uwagę fakt, że mogą one być zaskarżone do sądu (a jak wiemy sądy wydają różne często sprzeczne wyroki, poza tym w sądzie trzeba obronić swoją rację) i nie mamy pewności czy przyniosą upragnione skutki – skoncentrujmy się na tych dwóch poprawnych formach.
I. Wspólnota w formie uchwały może wybrać konkretną osobę/firmę jako swojego zarządcę. Wówczas każdy z właścicieli składając podpis pod uchwałą (oczywiście głosując na TAK) akceptuje wybraną firmę/osobę i jej warunki – także te finansowe. To ważne żeby uchwała była odpowiednio skonstruowana i żeby zawierała wszystkie wymagane zapisy. Umowa musi stanowić załącznik do uchwały (albo nawet być częścią zapisów uchwały) tak by każdy z właścicieli mógł się zapoznać z jej zapisami.
W ten sam sposób wspólnota może wypowiedzieć umowę o zarządzanie, ale tutaj również są określone warunki które trzeba spełnić by takie wypowiedzenie było ważne – chodzi tutaj głównie o terminy, sposób doręczenia, itp.
W tym przypadku zarząd nie musi już podpisywać samej umowy, ale oczywiście musi ją zrealizować.
II. Wspólnota może także w formie uchwały wybrać firmę/osobę zarządcy, ale już do samego podpisania umowy upoważnić zarząd. Wówczas po podjęciu uchwały zarząd w imieniu wspólnoty podpisuje umowę o zarządzanie i realizuje jej postanowienia. W tym przypadku umowa również powinna stanowić załącznik do uchwały, gdyż każdy z właścicieli powinien znać zapisy samej umowy i je akceptować (przynajmniej większość właścicieli). Jeżeli w ten sam sposób wspólnota chce rozwiązać umowę wówczas oprócz uchwały zarząd musi jeszcze przygotować i podpisać wypowiedzenie/rozwiązanie umowy. Takie wypowiedzenie wraz z uchwałą musi być doręczone zarządcy z zachowaniem odpowiednich terminów i form.
To tak po krótce. Czy zatem zarząd może sam bez zgody wspólnoty zmienić zarządcę? Niestety nie, ponieważ jest to czynność przekraczająca zakres zwykłego zarządu. Czy po podjęciu uchwały zarząd może zmieniać/negocjować warunki umowy? Również nie, chyba że są to nieznaczące zapisy, ale jak (i kto) uzna czy zmieniane zapisy są nieznaczące. Według mnie gdyby były nieznaczące to nikt by ich nie zapisywała w tak ważnym dokumencie jakim jest umowa. Poza tym wyroki sądu w takich sprawach są różne i zapewne nikt nie będzie się chciał narażać na przegraną sprawę w sądzie (i na pokrycie kosztów takich rozpraw). Jeżeli zatem zarząd negocjował nowe warunki w umowie, to najlepiej poddać ją pod głosowanie jeszcze raz.
O zwoływaniu zebrania mówi jasno art. 30. Ustawy o własności lokali:
1. Zarząd jest obowiązany:
1) dokonywać rozliczeń przez rachunek bankowy;
2) składać właścicielom lokali roczne sprawozdanie ze swojej działalności;
3) zwoływać zebranie ogółu właścicieli lokali co najmniej raz w roku, nie później niż w pierwszym kwartale każdego roku.
1a. W wypadku gdy zarząd nie zwoła zebrania ogółu właścicieli lokali w terminie, o którym mowa w ust. 1 pkt 3, zebranie coroczne może zwołać każdy z właścicieli
Zatem zebranie zwołuje Zarząd lub Zarządca działający w imieniu Zarządu. O zarządzie powierzonym napiszę innym razem bo dotyczy on specyficznej sytuacji która w większości przypadków nie ma znaczenia. Jeżeli Zarząd nie zwoła rocznego zebrania to może je zwołać każdy z właścicieli. Ponadto w ciągu roku jeżeli jest taka potrzeba można również zwoływać dodatkowe zebrania (poza tym jednym które jest obowiązkowe). Mówi o tym art. 31:
Zebrania ogółu właścicieli lokali:
a) mogą być także, w razie potrzeby, zwoływane przez zarząd,
b) zwoływane są na wniosek właścicieli lokali dysponujących co najmniej 1/10 udziałów w nieruchomości wspólnej przez zarząd
Czyli jeżeli 10% właścicieli chce zwołać zebranie i złoży taki wniosek, to zarząd ma obowiązek zwołać takie zebranie.
Podpisy pod uchwałami powinien zbierać zarząd – już kiedyś o tym pisałem. Jeżeli zarządca ma pełną wiedzę o tym jaka uchwała jest głosowana, będzie potrafił rzetelnie wytłumaczyć za i przeciw, prowadzi inne sprawy wspólnoty zgodnie z obowiązującą umową, to nic nie stoi na przeszkodzie by to zarządca zbierał podpisy pod uchwałą. Z pewnością podpisów nie powinna zbierać przypadkowa osoba, a już na pewno nie może tego robić ktoś kto nie wie co zawiera uchwała i jakie są konsekwencje jej podjęcia/niepodjęcia. To tak w skrócie o podpisach
9. Co w przypadku gdy Zarząd nie spełnia swoich obowiązków?
Zarząd pełni funkcję reprezentacyjną i wykonawczą. Czyli reprezentuje wspólnotę na zewnątrz (także w stosunkach pomiędzy właścicielami) i wykonuje wolę wspólnoty. Część obowiązków wykonuje samodzielnie (zwykły zarząd), a te przekraczające zakres zwykłego zarządu wykonuje po podjęciu uchwały przez większość właścicieli. Zarząd nie może zatem nie wykonać woli wspólnoty.
1. Zarząd nie może czegoś zrobić jeżeli nie ma stosownej uchwały a wymagają tego obowiązujące przepisy
2. Jeżeli wspólnota podjęła odpowiednią uchwałę, to Zarząd nie może jej nie zrealizować.
Znam przypadki, w których zarząd unika wykonania woli wspólnoty gdyż jest skorumpowany, albo wola wspólnoty jest niezgodna z oczekiwaniami zarządu. Jeżeli te przypadki dotyczą spraw powiedzmy błahych – przykładowo zarząd nie chce zwołać zebrania, wówczas każdy z mieszkańców może to zrobić i sądy uznają tak zwołane zebrania za zwołane prawidłowo. Oczywiście trzeba wszystkich poinformować w odpowiednim terminie itd.
Jeżeli natomiast zarząd działa na szkodę wspólnoty i nie realizuje postanowień większości właścicieli wówczas najlepszym rozwiązaniem jest zmiana zarządu. Zarząd może zrezygnować ze swoich funkcji, lub można go odwołać zgodnie z art. 20 pkt: zarząd lub poszczególni jego członkowie mogą być w każdej chwili na mocy uchwały właścicieli lokali zawieszeni w czynnościach lub odwołani.
Zatem wystarczy podjąć uchwałę w tym zakresie, a podpisy pod tą uchwałą nie musi zbierać obecny zarząd, gdyż istniał by tutaj konflikt interesów.
Nie opisuję skrajnych przypadków, w których Zarządowi za niewykonywanie lub niewłaściwe wykonywanie swoich obowiązków, lub za niedopełnienie swoich obowiązków grozi odpowiedzialność karna. To nie miejsce by straszyć zarządy w jakich zapewne wielu z naszych czytelników zasiada
Prawa i obowiązki właścicieli określają art. 12 i 13 Ustawy o własności lokali:
Art. 12.
1. Właściciel lokalu ma prawo do współkorzystania z nieruchomości wspólnej zgodnie z jej przeznaczeniem.
2. Pożytki i inne przychody z nieruchomości wspólnej służą pokrywaniu wydatków związanych z jej utrzymaniem, a w części przekraczającej te potrzeby przypadają właścicielom lokali w stosunku do ich udziałów. W takim samym stosunku właściciele lokali ponoszą wydatki i ciężary związane z utrzymaniem nieruchomości wspólnej w części nieznajdującej pokrycia w pożytkach i innych przychodach.
Art. 13.
1. Właściciel ponosi wydatki związane z utrzymaniem jego lokalu, jest obowiązany utrzymywać swój lokal w należytym stanie, przestrzegać porządku domowego, uczestniczyć w kosztach zarządu związanych z utrzymaniem nieruchomości wspólnej, korzystać z niej w sposób nieutrudniający korzystania przez innych współwłaścicieli oraz współdziałać z nimi w ochronie wspólnego dobra.
2. Na żądanie zarządu właściciel lokalu jest obowiązany zezwalać na wstęp do lokalu, ilekroć jest to niezbędne do przeprowadzenia konserwacji, remontu albo usunięcia awarii w nieruchomości wspólnej, a także w celu wyposażenia budynku, jego części lub innych lokali w dodatkowe instalacje.
W skrócie – masz prawo korzystać z mieszkania i części wspólnych (wszystkich), ale nie możesz utrudniać tego samego innym. Nie można zamknąć części strychu lub piwnicy tylko dla siebie, nie można prowadzić w mieszkaniu działalności lub mieszkać w sposób utrudniający mieszkanie innym, czyli nie można wydzielać nadmiernych hałasów, nieprzyjemnych zapachów, itd. Opłaty masz wnosić proporcjonalnie do udziału, ale jeżeli wspólnota ma korzyści (np. z reklamy) to zyski też muszą być podzielone według udziałów. O zezwalaniu na wstęp do mieszkania będzie nieco dalej, bo jedno z pytań tego dotyczyło.
Jeżeli podwyższenie opłat dla lokalu usługowego (sklepu, warsztatu, garażu, piekarni, punktu usługowego, itd.) jest uzasadnione to wspólnota może zróżnicować opłaty dla mieszkań i dla lokali usługowych. Mówi o tym art. 12 pkt 3 - uchwała właścicieli lokali może ustalić zwiększenie obciążenia z tego tytułu właścicieli lokali użytkowych, jeżeli uzasadnia to sposób korzystania z tych lokali.
Jeżeli zatem na parterze mamy sklep i z tego powodu musimy częściej sprzątać/odśnieżać teren wspólnoty, albo drzwi częściej się psują lub wymagają częstszego serwisowania – wówczas możemy dla lokalu usługowego określić inne stawki opłat. Warunek jest taki, że te zwiększone opłaty muszą być uzasadnione, a dodatkowo nie można nikogo faworyzować. Przykładowo jeżeli mamy 4 sklepy, to wyższa stawka powinna obowiązywać wszystkich właścicieli tych lokali usługowych.
Warto dodać, że podjęta o wyższych opłatach uchwała jest wiążąca, nawet jeżeli sami właściciele lokali usługowych nie podpisali się pod uchwałą. Uchwała jak każda inna podejmowana jest większością głosów
W oryginale pytanie to było połączone z poprzednim, ale chcąc przytoczyć przepisy obowiązującego prawa odpowiedź zrobiłaby się bardzo obszerna. Zdecydowałem zatem, że na każde pytanie odpowiem z osobna by wszystko było klarowne.
W dużym skrócie – zarządca lub administrator odpowiada za to, za co powinien odpowiadać zgodnie z zawartą umową o zarządzanie/administrowanie. Znam przypadki administratorów, którzy nie odpowiadają za nic. Umowa została tak skonstruowana, że administrator ma tylko określone czynności do wykonania, ale cały ciężar sprawdzenia dokumentacji (nawet tej przygotowanej przez administratora) i jej podpisania/zatwierdzenia spoczywa na zarządzie. Opisywałem Wam niedawno przypadek pani z zarządu (jednoosobowego), która w imieniu wspólnoty podpisywała i odpowiadała za wszystko – od protokołów z zebrań, poprzez umowy z wykonawcami, umowy kredytowe, protokoły odbioru prac, przelewy, itd. A wszystko dlatego, że podpisała z administratorem umowę, która była bardzo krótka, prosta i łaskawa dla administratora. Nasza umowa o zarządzanie w tej chwili zawiera się na około 8 stronach i dość jasno precyzuje obowiązki zarządcy, ale też obowiązki wspólnoty. Zgodnie z taką umową to my jako Zarządca przejmujemy znaczną część obowiązków zarządu i kierujemy sprawami wspólnoty. Oczywiście nadal podejmując określone czynności musimy kierować się wolą Wspólnoty Mieszkaniowej wyrażaną odpowiednimi uchwałami, ale sam zarząd ma zdjętych około 99% obowiązków ze swoich barków. Zatem zakres obowiązków zarządcy może być baaardzo zróżnicowany. Moja uwaga jest taka, że niestety nie zawsze przekłada się to na wynagrodzenie, ale o tym innym razem
Na zawiadomieniach najczęściej podawana jest taka informacja. I słusznie, ponieważ zgodnie z art. 15 pkt 1. na pokrycie kosztów zarządu właściciele lokali uiszczają zaliczki w formie bieżących opłat, płatne z góry do dnia 10 każdego miesiąca. Tak stanowią przepisy. Jednak większość zarządców rozumie, że nasze pensje, emerytury i inne wynagrodzenia z których opłacamy nasze mieszkania nie zawsze są wypłacane przed 10-tym. Tym samym jeżeli opłacamy nasze należności wobec wspólnoty w innym terminie, ale co ważne regularnie każdego miesiąca, wówczas zarządcy nie naliczają dodatkowych odsetek i nie robią z tak opóźnionych płatności problemów. Zatem polecam opłacać swoje należności regularnie nawet jeżeli termin płatności określimy na 20 czy nawet 25 każdego miesiąca. Nawet banki podczas badania zdolności kredytowej sprawdzają regularność wpłat i systematyczność, a mniejszą wagę przykładają do delikatnych opóźnień.
5. Co zrobić jeżeli na zebraniu jest większość, ale do podjęcia uchwały brakuje 1 głosu?
Każda uchwała musi być podjęta większością głosów. Oczywiście nie mówimy o małych wspólnotach (3 lokale lub mniej) gdzie obowiązują inne zasady i prawa – polecam grafikę jaką kiedyś przygotowałem dla porównania dużej i małej wspólnoty. Jeżeli zatem na zebraniu nie udaje się uchwały przegłosować, to pozostaje zbieranie podpisów w trybie indywidualnego zbierania podpisów. W tym przypadku wystarczy zebrać jeden dodatkowy podpis na TAK i nie trzeba więcej zbierać podpisów. Jedna istotna uwaga – jeżeli uchwała nawet częściowo jest głosowana w trybie indywidualnego zbierania podpisów, to o wyniku głosowania trzeba poinformować wszystkich. Nawet tych co głosowali na zebraniu. Nie dotyczy to przypadku gdy uchwała została przegłosowana już na zebraniu. Obiecałem podpierać się przepisami, więc podaję podstawę prawną: art. 23. 1. Uchwały właścicieli lokali są podejmowane bądź na zebraniu, bądź w drodze indywidualnego zbierania głosów przez zarząd; uchwała może być wynikiem głosów oddanych częściowo na zebraniu, częściowo w drodze indywidualnego ich zbierania.
Zgodnie z Ustawą o własności lokali to Zarząd odpowiada za całą wspólnotę, reprezentuje ją na zewnątrz i kieruje jej sprawami. Jeżeli robi to samodzielnie to wtedy odpowiada za wszystko co się we wspólnocie dzieje. Oczywiście sam sposób reprezentowania też jest jasno określony – przykładowo przepisy stanowią, że jeżeli mamy wybrany zarząd kilkuosobowy, to oświadczenie woli za wspólnotę składa minimum 2 członków zarządu. Nie można nawet uchwałą ograniczać tego obowiązku. Przepisy także określają co może wykonywać zarząd samodzielnie, a na co musi mieć zgodę wspólnoty w formie uchwały. Jasno określa to art. 22 Ustawy o własności lokali:
1. Czynności zwykłego zarządu podejmuje zarząd samodzielnie.
2. Do podjęcia przez zarząd czynności przekraczającej zakres zwykłego zarządu potrzebna jest uchwała właścicieli lokali wyrażająca zgodę na dokonanie tej czynności oraz udzielająca zarządowi pełnomocnictwa do zawierania umów stanowiących czynności przekraczające zakres zwykłego zarządu w formie prawem przewidzianej.
3. Czynnościami przekraczającymi zakres zwykłego zarządu są w szczególności:
1) ustalenie wynagrodzenia zarządu lub zarządcy nieruchomości wspólnej;
2) przyjęcie rocznego planu gospodarczego;
3) ustalenie wysokości opłat na pokrycie kosztów zarządu;
4) zmiana przeznaczenia części nieruchomości wspólnej;
5) udzielenie zgody na nadbudowę lub przebudowę nieruchomości wspólnej, na ustanowienie odrębnej własności lokalu powstałego w następstwie nadbudowy lub przebudowy i rozporządzenie tym lokalem oraz na zmianę wysokości udziałów w następstwie powstania odrębnej własności lokalu nadbudowanego lub przebudowanego;
5a) udzielenie zgody na zmianę wysokości udziałów we współwłasności nieruchomości wspólnej;
6) dokonanie podziału nieruchomości wspólnej;
6a) nabycie nieruchomości;
7) wytoczenie powództwa, o którym mowa w art. 16;
8) ustalenie, w wypadkach nieuregulowanych przepisami, części kosztów związanych z eksploatacją urządzeń lub części budynku służących zarówno do użytku poszczególnych właścicieli lokali, jak i do wspólnego użytku właścicieli co najmniej dwóch lokali, które zaliczane będą do kosztów zarządu nieruchomością wspólną;
9) udzielenie zgody na podział nieruchomości gruntowej zabudowanej więcej niż jednym budynkiem mieszkalnym i związane z tym zmiany udziałów w nieruchomości wspólnej oraz ustalenie wysokości udziałów w nowo powstałych, odrębnych nieruchomościach wspólnych;
10) określenie zakresu i sposobu prowadzenia przez zarząd lub zarządcę, któremu zarząd nieruchomością wspólną powierzono w sposób określony w art. 18 ust. 1, ewidencji pozaksięgowej kosztów zarządu nieruchomością wspólną, zaliczek uiszczanych na pokrycie tych kosztów, a także rozliczeń z innych tytułów na rzecz nieruchomości wspólnej.
4. Połączenie dwóch lokali stanowiących odrębne nieruchomości w jedną nieruchomość lub podział lokalu wymaga zgody właścicieli lokali wyrażonej w uchwale. W razie odmowy zainteresowany właściciel lokalu może żądać rozstrzygnięcia przez sąd
W cytowanej ustawie podkreśliłem słowo „w szczególności", gdyż świadczy ono o tym, że ustawodawca wymienił tylko przykładowe czynności przekraczające zakres zwykłego zarządu, co oznacza że istnieją także czynności niewymienione w ustawie. Wiem, że robi się to skomplikowane więc na tym zakończę.
Aha. Jeszcze jedna uwaga. Ponieważ zdarzyło mi się już wielokrotnie spierać nawet z administratorami o rzeczy wydawałoby się oczywiste (chodziło o podstawy prawne), zatem jak tylko będę pamiętał to odpowiadając na pytania będę starał się podpierać przepisami. Nie lubię tego robić, ponieważ przepisy nie są (niestety) jasne i zostawiają spore pole do manewru i różnych interpretacji, a ja prowadząc bloga zakładałem, że będę się starał opisywać wszystko językiem jak najbardziej prostym i przystępnym dla wszystkich. Niestety odejdę trochę od swoich zasad, ale mam nadzieję że za to osoby zadające pytania będą bardziej usatysfakcjonowane.
Zapraszam do lektury
1. Czym różni się zarząd wspólnoty od zarządcy?
Zarząd jest wybierany przez właścicieli i jest konieczny jeżeli wspólnota składa się z minimum 4 lokali. Tak nakazują przepisy, a w szczególności art. 20 ustawy o własności lokali:
1. Jeżeli liczba lokali wyodrębnionych i lokali niewyodrębnionych jest większa niż trzy, właściciele lokali są obowiązani podjąć uchwałę o wyborze jednoosobowego lub kilkuosobowego zarządu. Członkiem zarządu może być wyłącznie osoba fizyczna.
2. Zarząd lub poszczególni jego członkowie mogą być w każdej chwili na mocy uchwały właścicieli lokali zawieszeni w czynnościach lub odwołani.
Art. 21 opisuje jasno po co wybierany jest Zarząd:
1. Zarząd kieruje sprawami wspólnoty mieszkaniowej i reprezentuje ją na zewnątrz oraz w stosunkach między wspólnotą a poszczególnymi właścicielami lokali.
Bardzo często członkowie zarządu nie posiadają wystarczającej wiedzy by prowadzić wspólnotę samodzielnie (zwłaszcza w dzisiejszych czasach gdy wymagane są podpisy kwalifikowane, odpowiednie programy, subkonta w bankach, deklaracje, CIT'y, itd.), więc wybierają firmę, która będzie ich wspierała, a w wielu wypadkach wręcz wyręczała w działaniach. Zatem Zarządca jest wsparciem/uzupełnieniem dla Zarządu, ale aby opisać jakie są dokładne różnice to musielibyśmy się skupić na umowie zawartej pomiędzy Wspólnotą, a Zarządcą lub Administratorem. O tym opowiem w następnym pytaniu
Przykład 1. Duża znana niemiecka marka, która wchodzi w coraz to nowsze rynki i zaczyna handlować niemal wszystkim. Oczywiście ceny niemieckie, firma popiera wszystko dobrym marketingiem i wizerunkiem swojej marki która jest znana w europie od wielu lat. Niestety coraz częściej wychodzą na jaw takie informacje, że znaczna część ich produktów pochodzi z chin i jakość jest słaba. Z tego też powodu jeden z kontrahentów miał poważne problemy spowodowane złą jakością podzespołów. Informacja sprzed kilkunastu dni i to z pierwszej ręki - zbierane są dokumenty i sprawa ostatecznie trafi do sądu. Zapewne odszkodowania będą wielomilionowe. Szkoda że tak się dzieje. Ja sam zawsze wybierając cokolwiek starałem się stawiać na sprawdzone marki, ale teraz nawet w tych znanych produktach coraz częściej montowane są podzespoły słabe jakościowo.
Przykład 2. Wykonawcy usług we wspólnotach. Tutaj znaleźć dobrego wykonawcę w rozsądnych pieniądzach jest naprawdę trudno. Coraz częściej trafiają się partacze, którzy chcą szybko zarobić i liczą na naiwność zamawiającego. Na szczęście dla nas większość takich pseudo fachowców widząc że rozmawiają z profesjonalistą i nie udaje im się mówiąc potocznie "wciskać kitu" sama rezygnuje. W ostatnich czasach około 60-70% wykonawców po rozmowie z nami, po określeniu dokładnie czego oczekujemy, po omówieniu technologii w jakiej to ma być wykonane i jakiej jakości oczekujemy, nagle te 60-70% wykonawców rezygnuje z wykonania usługi. Widzą, że mają do czynienia z fachowcem który nie przepuści fuszerki i odpuszczają. Lepiej na tym etapie niż po podpisaniu umowy :)
Prosty przykład z ubiegłego roku: wykonywaliśmy dla jednej wspólnoty duży remont elewacji (docieplenia i pochodne sprawy). Otrzymaliśmy 12 zgłoszeń wstępnych z zapytaniem o zakres prac. Po przesłaniu zestawienia co ma być zrobione, na jakich materiałach ("nie gorsze niż..."), w jakiej technologii, jakiej gwarancji oczekujemy odezwało się do nas 7 firm. Z wszystkimi się spotkałem osobiście, omówiliśmy szczegóły, każdy otrzymał szczegółowe zestawienia do kosztorysu. Niektóre firmy pokonały nawet 100km by spotkać się na obiekcie i wszystko obejrzeć. Z tych 7 chętnych firm ostatecznie otrzymaliśmy tylko 1 ofertę. Oferta była rzeczowa, zawierała co chcieliśmy, koszt mieścił się w zakładanych widełkach i był adekwatny do zakresu prac. Co z 6 pozostałymi? Trzech przestało odpisywać na maile i odbierać nasze telefony, jeden wprost powiedział że to nie dla niego bo widzi że rozmawia z fachowcem i nie będzie robił poprawek, a jeden (ten z daleka) zaproponował żebyśmy się 'dogadali' i zaproponował kwotę blisko dwukrotnie większą niż ostatecznie zapisaliśmy na umowie z wybranym wykonawcą. Najciekawszy był ten ostatni, który chciał wykonać robotę, nawet przesłał kosztorys (nie był najtańszy, ale był tylko nieznacznie droższy od wybranej firmy), ale proponował takie zapisy w umowie, dzięki którym mógł praktycznie wybronić się przed wszystkimi nieprawidłowościami. Gdy dowiedział się, osobiście chodzę po rusztowaniach i sprawdzam postęp prac (i oczywiście jakość tych prac) to nagle pan zrezygnował i wycofał ofertę.
Tak na koniec - wybrany wykonawca nie był idealny, podczas wykonywania prac zwróciliśmy mu uwagę na kilka niedociągnięć, poprawił je i dalsze prace były już prowadzone prawidłowo. Do samego końca nie mieliśmy z nim problemów. Jeżeli zgłaszaliśmy np. potrzebę zastosowania przerwy technologicznej, to wykonawca grzecznie wykonywał w tym czasie inne prace i przerwy były zachowane. Ogólnie współpraca przebiegała bardzo dobrze, a efekry są imponujące.
Jak widać udaje się jeszcze znaleźć dobrych wykonawców, ale i tak polecam ich pilnować. Jak mówi przysłowie: "Pańskie oko konia tuczy". Święta prawda
W jednym z budynków "wywaliło" zabezpieczenie instalacji prądowej. Nie będę opisywał co szczególnie się stało, kiedy i dlaczego, bo to zupełnie nieistotne dla tematu jaki chcę poruszyć.
Otóż zadziałało zabezpieczenie i stało się to dokładnie o godzinie 13.15
Kilka minut później o godz. 13.21 zadzwonił do nas jeden z mieszkańców zgłaszając awarię.
Kilkadziesiąt minut po tym zgłoszeniu na miejscu był już technik i wymienił zabezpieczenia. O godz. 13.45 zasilanie już było, technik po wymianie zabezpieczenia sprawdzał jeszcze instalację, chciał skontrolować czy coś jeszcze nie zadziałało, wymieniał element którego uszkodzenie spowodowało zadziałanie zabezpieczeń.
W tym czasie - dokładnie o godz. 13.56 na miejscu pojawił się przedstawiciel miasta, który o awarii został powiadomiony przez najemcę lokalu komunalnego. Zobaczcie - 41minut pomiędzy zadziałaniem zabezpieczenia, a obecnością przedstawiciela miasta na miejscu. Super szybkie działanie. Tylko po pierwsze - po co? Jeżeli miasto zostało poinformowane o awarii to wystarczył telefon do nas. Obecność na miejscu zupełnie nie była potrzebna. A po drugie - czy taka błyskawiczna reakcja byłą adekwatna do zaistniałej sytuacji?
Piszę o tym w kontekscie innych spraw które przedstawiciele gminy powinni pilnować i nadzorować, a które bardzo często są załatwiane miesiącami. Piszę o tym nieco zawiedziony ich (miasta, gminy, urzędnika państwowego) działaniami. Jak oni ocś chcą od nas lub od wspólnoty to potrafią działać szybko. Ale jak my ich o coś prosimy, to zawsze mają czas, zawsze mają jakieś terminy na napisanie odpowiedzi (niekoniecznie na załatwienie sprawy), zawsze znajdą usprawiedliwienie dla swojej opieszałości. Nie zawsze tak jest, już iedyś pisałem, że zdarzają się "porządni" urzędnicy z którymi można załatwić wszystkie sprawy i to niemal "od ręki", ale sporo jest też bezdusznych biurokratów którzy swoją wygodę i chęć udowodnienia swojej wyższości stawiają ponad wszystko.
Jak już wspomniałem piszę o tym nieco rozgoryczony, gdyż często właśnie postawa urzędnika jest jedynym problemem do załatwienia i głównym hamulcem wielu działań.
Prosty przykład: mamy wspólnotę która ma wymieniony dach, od podwórka jest ocieplona, ale ściana frontowa jest brzydka, odrapana, są miejscowe ubytki tynku, ogólnie - przydałoby się docieplenie. I tutaj pojawia się konserwator zabytków który odmawia docieplenia i sugeruje tylko otynkowanie dziur i pomalowanie całości. Straty ciepła są dla niego nieważne. Utracona premia którą wspólnota mogłaby pozyskać na działania termomodernizacyjne również nikogo nie obchodzi. A wszystko to w sytuacji gdy sąsiednie wspólnoty są ocieplone pomimo tego, że posiadały więcej ozdób architektonicznych, ich kształt być ciekawszy, no i wartość historyczna zapewne o wiele większa.
Dlaczego zatem tamte mogły się docieplić? Bo kilka - kilkanaście lat temu na stanowisku konserwatora zabytków była inna osoba. I to jedyny powód. Jedyny hamulec działań. Prawdziwy powód dla którego nie możemy zadbać o wizualną stronę tej i kilku podobnych Wspólnot, A szkoda...
Jak już pisałem karty do głosowania powinny uwzględniać możliwość indywidualnego oddania głosu i to w każdej sprawie niezależnie. Musimy mieć pewność, że każdy z właścicieli świadomie i bez żadnego przymusu głosował nad podejmowanymi uchwałami. Nie można doprowadzać do sytuacji w której jeden z właścicieli mógłby powiedzieć po kilku latach, że zagłosował nad jakąś uchwałą bo tylko w ten sposób mógł oddać głos na pozostałe uchwały. A ludzie mają krótką pamięć i potrafią wymyślać różne rzeczy, ale o tym może innym razem.
Odpowiadając zatem na pytanie Pana Leszka - sugerowałbym przygotowanie każdej uchwały osobno z osobną listą do głosowania, lub tabelkę do głosowania z tyloma rubrykami ile jest uchwał. To jest najbezpieczniejsze i najpewniejsze. Dzięki temu i właściciele i zarządca unikają problemów. Jeżeli już ktoś koniecznie chce (lub z nieznanych mi powodów musi) zrobić jedną tabelę do głosowania w sposób "zbiorczy" to sugerowałbym, żeby w uchwale zawrzeć zapis o tym, że właściciele są świadomi swojego wyboru i są świadomi formy w jakiej odbywa się głosowanie i nie wnoszą wobec takiego sposobu głosowania sprzeciwu. Jeżeli głosowanie odbywa się nad tematami cyklicznymi lub powiedzmy ogólnie mniej ważnymi to taki sposób głosowania można zrozumieć i akceptować. Sugerowałbym jednak w sprawach istotnych nie łączyć tych spraw z pozostałymi. Uwierzcie mi. Z mojej wieloletniej praktyki mógłbym przytoczyć wiele przykładów jak ludzie głosują za jakąś uchwałą, a po kilku miesiącach lub latach potrafią nawet wyprzeć się że tak głosowali. Jeżeli coś się zmieni i już nie jest na korzyść tych ludzi to potrafią posunąć się nawet do tego, że będą oskarżać zarząd lub zarządcę o sfałszowanie listy podpisów pod uchwałą.
Lepiej więc przygotować te kilka list podpisów do każdej z uchwał osobno. Wiem, że jest to czasami uciążliwe. Sam mam przypadki, gdzie musimy przegłosować kilkanaście uchwał na jednym zebraniu i czasami zajmuje to sporo czasu, ludzie gubią się ile uchwał już podpisywali, nie pamiętają czy pod każdą złożyli swój podpis i często muszę to sam sprawdzać. Nie mniej jednak warto poświęcić ten czas na przygotowanie tych uchwał, a właścicielom polecam poświęcić ten czas na złożenie tych kilkunastu podpisów zamiast jednego. Polecam też czytać uchwały jakie podpisujecie żebyście sami później nie mówili, że nie wiedzieliście co podpisujecie. Naprawdę kilka lub kilkanaście minut to niewiele, a można w ten sposób uniknąć sporo stresu i nerwów w przyszłości.
Pani ta od samego początku jak tylko wspólnota zmieniła poprzedniego administratora i wybrała nas jako swojego obecnego zarządcę próbuje wprowadzać elementy konfliktogenne by skłócić wspólnotę z nami. Nie wiem, czy jest to chęć zemsty za odsunięcie od "władzy"? - teraz wspólnota ma wybrany inny zarząd i ta pani nie jest już w tym nowym zarządzie, czy też chęć udowodnienia że za jej czasów było lepiej? - kiedyś to ona podpisywała wszystkie uchwały, protokoły, odbiory, zlecenia, itd. Pewne jest to, że kiedyś wspólnota robiła remonty bez żadnej kontroli. Pani ta podpisywała odbiory prac (bo takie dokumenty podsuwał jej dawny administrator) bez sprawdzenia czy prace były wykonane zgodnie z kosztorysem i umową (którą de facto sama podpisywała). Pani zlecała też wypłacanie większego wynagrodzenia niż wynikało to z kosztorysów. Prosiliśmy jako nowy zarządca o wyjaśnienie tych kwestii, ale pani poczuła się urażona i zastraszana przez nasze pisma. Na żaden z zarzutów nie odpowiedziała. Nic nie wyjaśniła. Na najbliższym zebraniu omówimy te kwestie z mieszkańcami i podejmiemy dalsze działania.
Wróćmy jednak do zarzutów o uchwałach czy kartach do głosowania "z drukarki". Za czasów gdy ta pani była w zarządzie w ogóle nie sporządzano kart do głosowania. Administrator na zebraniu dawał do podpisania tylko listę obecności i na podstawie samej listy obecności sporządzał protokół z głosowania nad kilkoma uchwałami (w tym tak istotnymi jak remont dachu za kilkaset tysięcy), a w protokole zapisywał, że za uchwałami zagłosowało dokładnie tyle osób ile było na zebraniu. Co więcej z rozmów z ludźmi wynika, że na zebrania tego administratora przychodziła tylko garstka mieszkańców, zatem reszta podpisów na liście obecności musiała być zbierana w trybie indywidualnym. Jeżeli tak było to administrator powinien powiadomić wszystkich o podjętych uchwałach. Czego niestety brakuje.
Jak powinny być głosowane uchwały i jak to robimy my? Otóż każda uchwała niezależnie od jej zakresu czy wagi jest wydrukowana oddzielnie (niestety z drukarki a nie odręcznie:) ) i do każdej uchwały jest dołączona lista do głosowania. Jeżeli uchwał jest 10, to każda ma swoją listę do zagłosowania. Jeżeli uchwała zostaje podjęta, czyli większość zagłosuje ZA (lub PRZECIW) to obecni na zebraniu zostają o tym poinformowani i uchwała jest ważna. Jeżeli na zebraniu nie ma większości, to podpisy pod uchwałą są zbierana indywidualnie (najlepiej przez Zarząd, ale niekoniecznie - już o tym kiedyś pisałem) i po uzbieraniu podpisów w większości ZA lub PRZECIW uchwała jest podejmowana lub niepodejmowana. W tym przypadku właściciele są informowani o tym, że dana uchwała została przegłosowana (wszyscy - także ci obecni na zebraniu, bo składając podpis nie wiedzieli jeszcze jak zagłosowali inni w trybie zbierania podpisów).
Czy można głosować zbiorczo - tak, ale musi to być sposób, który umożliwia wypowiedzenie się w każdej sprawie osobno. Przykładowo jeżeli ktoś mieszka za granicą i głosuje korespondencyjnie, to dostaje od nas jedną tabelkę, ale z kilkoma miejscami do oddania głosu na TAK lub NIE - wtedy może za każdą uchwałą zagłosować oddzielnie, ale na jednej karcie. Zmniejsza to liczbę dokumentów ale nadal zachowana jest prawidłowa forma. Niedopuszczalne jest sporzadzanie tabelki "TAK za wszystkimi uchwałami" i "NIE dla wszystkich uchwał", gdyż ogranicza to możliwość wypowiedzenia się dla każdego tematu oddzielnie. Co w przypadku kiedy mamy wspomniane 10 uchwał i właściciel chce zagłosować 9xTAK i 1xNIE?
Nie możemy też domniemywać, że skoro właściciel był na zebraniu i podpisał listę obecności to jednocześnie zagłosował na TAK w przypadku wszystkich uchwał poddawanych pod głosowanie. Z samego głosowania musi być sporządzony dokument - najczęściej jest to właśnie tabelka (z drukarki :) ) w której każdy głosujący podpisuje się w osobnej rubryce. Spółdzielnie bardzo często stosują jeszcze karty do głosowania, zbierają głosy do urny, wybierają komisję liczącą głosy itd, ale jak dla mnie jest to przerost formy nad treścią. Takie podejście przedłuża i komplikuje tylko sam proces głosowania...
Jakiś czas temu zorganizowałem we wspólnocie w której mieszka robercik zebranie by omówić kilka kwestii. Po części zebranie to było efektem działań nowego Zarządu do którego (o zgrozo) został wybrany także robercik. Starał się on o taką funkcję już od wielu lat, ale zawsze jego kandydatura była odrzucana niemal jednogłośnie. Tym razem mu się udało. I co robi robercik? Po pierwsze na początku zebrania ma pretensje że zorganizowałem zebranie, a wystarczyłoby tylko zwykłe spotkanie z przedstawicielem Zarządu (czyli z nim). Po drugie dąży do przeprowadzenia szybkiego zebrania jeszcze przed wyznaczoną godziną i wmawia, że nikt na nie nie przyjdzie. Odmawiam i o ogłoszonej godzinie zjawiają się prawie wszyscy mieszkańcy. Nie podoba się to robercikowi, więc przystępuje do ataku - słownie próbuje oczerniać mnie jako Zarządcę i chce wyprowadzić mnie z równowagi. Może po to bym szybciej zakończył zebranie. Nie udaje mu się to, więc zarzuca mi, że konfliktuję wspólnotę, że nie załatwiam spraw polubownie, że nie przedstawiam spraw zarządowi tylko od razu ogółowi mieszkańców, że forsuję pewne tematy (jak się domyślacie głównie chodzi mu o strych!). Porusza też (po raz kolejny) kwestię dokumentów które rzekomo posiada, ale których nie ujawni bo to jeszcze bardziej skonfliktowałoby wspólnotę. Po tym jak robercik kończy swoją obszerną wypowiedź udaje mi się dojść do słowa i po kolei zaczynam punktować jego kłamstwa i oszczerstwa. Wszyscy obecni wiedzą doskonale, że temat strychu jest dla robercika drażliwy, ale między innymi dlatego zmienili zarządcę by ten temat ruszyć i ostatecznie zamknąć po około 15latach samowolnych działań robercika. Co więcej już na pierwszym naszym zebraniu informowałem wszystkich właścicieli, że będę się starał ten temat rozwiązać. Może wtedy robercik nie wierzył że działamy tak szybko i tak skutecznie? A może liczył że jak zawsze uda mu się zastraszyć sąsiadów. Z jego ust już wielokrotnie słyszałem, że "jak będę drążył ten temat" (strychu - dla przypomnienia) to poda mnie do sądu, zawiadomi prokuraturę o moich rzekomych nieprawidłowościach oraz "zrobi mi reklamę na wsi". Takie słowa niejednokrotnie padały podczas naszych rozmów. Wobec wspólnoty robercik był ostrożniejszy, ale zastraszanie mieszkańców rzekomymi ogromnymi odszkodowaniami które będą musieli mu zapłacić po przegranych sprawach sądowych to chleb powszedni. Straszenie, że w końcu ujawni dokumenty które posiada i z których wynika coś innego niż właściciele przedstawiają to również codzienność.
Ja już przywykłem do tego, że w mojej pracy mam styczność z takimi ludźmi jak robercik. Na nas nie robi to już żadnego wrażenia. Swoim wspólnotom tłumaczę, że oni również nie mają się czego bać. Z dokumentów wspólnoty jasno wynika kto jest właścicielem strychu i robercik nie ma do niego żadnych praw. Żadnych! Zatem nie należy poddawaś się nacisom i groźbom takich ludzi jak robercik. Oni tylko żerują na ludzkim strachu i niewiedzy. W przypadku robercika się to opłaca - do tej pory "oszczędził" dzięki tym swoim działanom ponad 150 000zł. Tyle musiałby zapłacić wspólnocie za wykupienie strychu i za opłaty miesięczne które powinien ponosić tak jak inni właściciele za swoje mieszkania. 150 tysięcy... jest o co się bić...
W jednej ze wspólnot znalazła się chętna osoba do zaadaptowania części strychu na lokal mieszkalny. Pierwszym krokiem jest określenie jaka część strychu zostanie zajęta pod adaptację, oraz jakie korzyści przyniesie to Wspólnocie. Pani Inwestor wyliczyła dokładną kwotę jaką jest w stanie zaproponować Wspólnocie w zamian za zajęty strych i na kartce narysowała jaką część strychu chce zająć. Moim zdaniem bardzo jasna sytuacja ponieważ mieszkańcy wiedzą co i za ile sprzedają. Oczywiście strychu na tym etapie nie można sprzedać, ale będę się posługiwał tym określeniem żeby nie odbiegać od sedna sprawy.
Pierwsza sprawa - na tym etapie zawsze pojawią się dyskusje i sprzeciwy różnych osób. Jedni nie będą chcieli sprzedać strychu który mają "nad głowami" bo ktoś tam będzie chodził i hałasował. Inni z kolei wykorzystują strych jako suszarnię i też nie wyrażą zgody na adaptację. Jeszcze inni będą przeciwni by cokolwiek robić "bo tak jest od lat i po co to zmieniać?". Ile osób tyle opinii i tyle stanowisk.
Druga sprawa - zawsze pojawiają się tutaj pytania o to czy zaproponowana kwota wykupu jest sprawiedliwa. Niestety czynników które moga wpływać na cenę wykupu jest wiele: nakład pracy do przekształcenia strychu w mieszkanie, lokalizacja strychu/budynku, techniczne aspekty adaptacji (wyposażenie i dostęp do instalacji wod-kan, elektrycznej, gazowej, sieci ciepłowniczej, itd), ceny mieszkań w danym regionie, ilość chętnych do wykonania takiej adaptacji, itd.
Trzecia sprawa to czysta opłacalność inwestycji. Inwestor zawsze będzie kalkulował ile ma zapłacić za strych, ile wyniesie go cała adaptacja i za ile mógłby kupić mieszkanie bez całej pracochłonnej i mozolnej adaptacji. A adaptacja to nie tylko remont, ściany, instalacje, ale też pozwolenia, projekt, zgłoszenia, przyłącza, itd.
Czwarta sprawa to korzyści wspólnoty. Oprócz wpłaconej zadeklarowanej kwoty (najczęściej trafia ona na fundusz remontowy) przez inwestora Wspólnota zyskuje jeszcze kilka innych spraw o których często się zapomina. Po pierwsze oprócz jednorazowej wpłaty środków na FR inwestor wybuduje mieszkanie od którego będzie co miesiąc płacił składki jak każdy inny właściciel. Dodatkowo strych staje się zamieszkały, a tym samym mieszkańcy którzy mieszkali do tej pory pod nieogrzewanym strychem będą teraz mieli nad sobą ogrzewane mieszkanie. W ten sposób koszty ogrzewania ich mieszkania będą niższe. Trzecia korzyść jest taka, że inwestor powinien zadbać o stan dachu przed dokonaniem adaptacji, bo jak dach zacznie przeciekać to właśnie inwestorowi w pierwszej kolejności zaleje mieszkanie.
Poruszam te kwestie ponieważ mieszkańcy nie zawsze patrzą na proces adaptacji jak na komplet pewnych działań i czynności. Warto wiedzieć co tracimy, co oddajemy ale też warto wiedzieć co zyskujemy. Oczywiście nie wszystkim będzie to pasować, ale decyzja podejmowana jest większością głosów i może zapać pomimo stanowczych sprzeciwów części właścicieli (nie dotyczy małych wspólnot do 3 lokali). Ja zawsze namawiam wspólnoty to prowadzenia rozmów w tym temacie. Jak zawsze warto rozmawiać :)
Moje zdanie jest takie, że warto wykonywać adaptacje strychów i nieużywanych powierzchni. Warto przekształcać je w mieszkania i warto mieć dodatkowe dochody z tego tytułu. Jakiś czas temu opisywałem przypadek samowolnego zajęcia strychu przez jednego z mieszkańców i wyliczyliśmy straty wspólnoty na około 150 000zł z tego tytułu. Czy warto żeby wspólnota miała 150tys więcej? Sam sobie odpowiedzcie.
Na koniec dodam tylko krótko, że cała adaptacja musi być przeprowadzona (jak każda większa inwestycja) "z głową" i pod odpowiednim nadzorem. Jest wiele spraw technicznych i prawnych na które należy zwrócić uwagę, które trzeba przypilnować by nie narobić inwestorowi lub wspólnocie problemów. Ale jeżeli zrobimy je poprawnie i w sposób przemyślany to z reguły korzyści są widoczne dla obu stron.
Nie namawiam, ale jak zawsze zachęcam do zainteresowania się tematyką sprzedaży strychu. Może się okazać, że taka sprzedaż poprafi kondycję finansową Wspólnoty, polepszy jej stronę wizualną a być może pozwoli przeprowadzić inne odkładane do tej pory prace.
Dzisiaj skupię się tylko na zużyciu energii w takich piwnicach. Jeżeli w piwnicy mamy kotłownię i pracującą tam np. pompkę obiegową przez 24h/dobę lub np. warsztat w którym używamy sprzętu i/lub ogrzewamy pomieszczenie - to może okazać się, że zużycie energii w części administracyjnej jest coraz większe. Podam tutaj tylko jeden przykład pana który w swojej piwnicy prowadził punkt serwisowy różnego sprzętu. Robił to nieoficjalnie, sam nie miał żadnej działalności, ale wśród swoich znajomych był znany z tego i często ludzie przynosili do naprawy lub odbierali z tego serwisu swój sprzęt. Pan chciał prowadzić swój punkt po najniższych możliwych kosztach, więc nic nigdzie nie zgłaszał, za prąd nie płacił, za dodatkowe generowane śieci również. A prądu z miesiąca na miesiąc zużywał coraz więcej: jakiś sprzęt warstatowy, lutownice, szlifierki, itp. Dodatkowo od jesieni do wiosny zaczął używać grzejników które często pracowały cały czas, nawet gdy nikogo w piwnicy nie było. Kwestię bezpieczeństwa p-poż pominę.
Poprzedni zarządca nie interesował się tym tematem, mieszkanie należało oficjalnie do miasta (pan był tylko najemcą), więc zarządca nie chciał się konfliktować z przedstawicielami miasta i pobłażał tej sprawie. Wtedy mieszkańcy zwrócili się do nas z prośbą o pomoc
Po przejęciu wspólnoty pierwszą rzeczą jaką zrobiliśmy był generalny remont instalacji elektrycznej na klatce (stara "nie przechodziła" pomiarów już od lat) i przy okazji wymieniliśmy instalacje w piwnicach oraz założyliśmy podliczniki. Teraz każdy może w swojej piwnicy korzystać z prądu do woli bo jego zużycie jest opomiarowane a instalacja bezpieczna i poprawnie zabezpieczona. Dzięki temu wspólnota zaczęła oszczędzać a cała instalacja elektryczna w piwnicach wraz z dodatkowymi podlicznikami zwróciła się w kilkanaście miesięcy. Teraz pan który prowadził w piwnicach swoje usługi chyba będzie zamykał warsztat, bo jak sam powiedział "teraz już mu się nie opłaca". A wcześniej żyjąc na koszt sąsiadów to się opłacało
Odpowiadając na pytanie z tytułu - przeanalizujcie zużycie w swoich piwnicach. W tym przypadku to się opłaciło i zwróciło bardzo szybko, ale nie zawsze tak będzie. Często to powtarzam, że nie ma rozwiązań uniwersalnych. Każda wspólnota jest inna, każdy przypadek wymaga rozważenia, nad wszystkim trzeba się bardzo zastanowić i niejednokrotnie porównać różne opcje. Jak sami sobie ne możecie poradzić to szukajce kogoś kto Wam pomoże
Dzisiaj chciałbym poruszyć kwestii remontów i napraw. Wspólnota bardzo często oczekuje natychmiastowych efektów. I to w każdej kwestii: rozliczenia, podania wymiaru opłat, usunięcia awarii, ale też większych remontów czy modernizacji. Część z tych rzeczy można zrealizować natychmiast, część powinna być zrobiona "na już" (np. awarie zagrażające życiu lub zdrowiu). Sa też kwestie które warto przemyśleć i realizować nieco wolniej ale za to w sposób roztropny i przemyślany. Dzisiaj podam konkretny przykład.
Jest sobie wspólnota A, która ma w piwnicy problem z wybijającymi ściekami. Regularnie dochodzi do podnoszenia poziomu ścieków i fekalia pojawiają się w piwnicy. Co robi administrator? Zleca podniesienie poziomu posadzki w piwnicach i wykonanie dodatkowych wylewek. Koszt niemały bo trzeba podnieść poziom wszystkich posadzek także tych w indywidualnych piwnicach. Sprawa załatwiona. Piwnice suche, nieczystości już się nie pojawiają. Do czasu...
Okazuje się, że od tego czasu ścieki zaczynają pojawiać się w sąsiednim budynku, we wspólnocie B. Inny administrator, ale działania te same: podnieść poziom posadzki. Działania szybkie, efekty natychmiastowe, koszt znaczny ale na szczęście obie wspólnoty miały środki na kontach. Jedyne wady to wysokie koszty i zmniejszenie wysokości piwnic w obu budynkach. Teraz żeby wejść do piwnicy trzeba się nieco pochylić i uważać na głowę by nie uderzyć w jakieś rury. Ale to jednak nie koniec...
Po kolejnych kilku miesiącach okazuje się, że w budynku A nie dochodzi do bezpośredniego zalewania piwnic, ale za to pojawiają się nieprzyjemne zapachy i ściany robią się mokre - ewidentnie pod posadzką pojawia się wilgoć, a nieprzyjemne zapachy wskazują że źródłem wilgoci są ścieki. Wilgoć na ścianach postępuje, tynki zaczynają odpadać, smród staje się uciążliwy (nie pomagają otwarte na oścież okna przez cały rok). Po około roku to samo dzieje się w budynku B. W tej chwili obie wspólnoty nie wiedzą co robić, każdy szuka szybkiego rozwiązania, mieszkańcy wydali na posadzki niemałe pieniądze a nadal sprawy nie są rozwiązane.
Jak widać szybkie rozwiązania nie zawsze są dobre. Gdyby jeszcze były tanie to nie żal by było tych pieniędzy na jakieś doraźne działania.
A teraz opiszę Wam sytuację w budynku C, czyli tym który my przejęliśmy w zarządzanie jakieś 3-4 lata temu, a który sąsiaduje z budynkiem B. Po przejęciu okazało się, że regularnie co 2-3 miesiące dochodzi do zalewania piwnic. Poprzedni administrator wzywał WUKO - czyli zlecał czyszczenie i udrażnianie kanalizacji oczywiście na koszt wspólnoty C. Warto dodać, że część kanalizacji była wspólna dla budynków A B i C, ale pozostałe wspólnoty nie chciały "dorzucać" się do czyszczenia kanalizacji. Coroczne koszty z tego tytułu dla wspólnoty C to kilka tysięcy PLN. Po przejęciu wspólnoty zrobiliśmy analizę przyczyn zalewania piwnic, porozmawialiśmy z pracownikami WUKO, porozmawialiśmy ze starszymi mieszkańcami którzy mieli wiedzę o tym jak wygląda instalacja kanalizacyjna w budynku, itd. Nie będę was zanudzał szczegółami, ale powiem, że w pierwszym roku prowadzenia tej wspólnoty zlikwidowaliśmy problem zalewania wymieniając i modernizując nieco instalację kanalizacyjną. Koszt był wyższy niż coroczne czyszczenie, ale zwrócił się już po 2 latach. Od tego czasu zaczęło zalewać sąsiednie budynki ponieważ one już nie czyściły kanalizacji (zawsze robiła to nasza wspólnota), a że były wyżej położone to nieczystości zawsze najpierw wybijały w budynku C. O tym co zrobiły pozostałe wspólnoty już pisałem na początku.
U nas (w budynku C) od 2-3 lat jest spokój, nie ma też potrzeby wzywania WUKO, nie ma potrzeby ponoszenia corocznych kosztów czyszczenia - a wszystko dzięki przemyślanym działaniom. Warto zastanowić się co chcemy zrobić i jakie efekty osiągnąć. Nie zawsze to co przynosi szybkie efekty jest najlepsze. Nie oczekujcie zatem tylko szybkich efektów. Oczekujcie dobrych efektów
A zadawać je można najlepiej przez adres mailowy: sm@lcn.opole.pl
Czekamy...
Narodził się u nas pomysł, by nieść pomoc tym najbardziej bezbronnym - starszym, samotnym, schorowanym. Bardzo często wśród nas mieszkają osoby które nie mają krewnych, nie mają rodzin, mieszkają same i nawet w święta które my kojarzymy raczej z radością i rodzinnym gronem najbliższych osób - te osoby jeszcze bardziej odczuwają swoją samotność. Bardzo często te osoby są zbyt dumne lub po prostu boją się, a może wstydzą się powiedzieć innym o swojej biedzie, o swojej samotności, o swoich potrzebach. Dlatego też ogłaszamy akcję pomocy takim osobom. Zamysł jest taki, żeby nie pomagać tylko na święta, ale przez cały rok. Nie tylko dać paczkę z potrzebnymi rzeczami, ale pochylić się nad tymi osobami, poznać ich codzienne potrzeby i troski, chociaż trochę ulżyć im w codziennym życiu i wnieść w nie chociaż odrobinę uśmiechu i radości. Nie tylko od święta.
Jeżeli więc w swoim otoczeniu macie takie osoby. Jeżeli wiecie, że są same, że nie mają żadnych krewnych, nie mają nikogo z kim mogłyby spędzać święta, nie mają nikogo by podzielić się swoimi troskami. Skontaktujcie się z nami. Będziemy starali się poznać te osoby i im pomóc adekwatnie do ich potrzeb. Oczywiście staramy się pomagać regionalnie by mieć stały kontakt z tymi ludźmi, ale wierzę też że w całej polsce znajdą się osoby czy instytucje gotowe nieść pomoc nie tylko jednorazową - świąteczną, ale też roztoczyć stałą opiekę nad tymi osobami. Jeżeli więc trafią do nas informacje o osobach z innych regionów polski to będziemy próbowali znaleźć im pomoc w ich pobliżu. Zaznaczę jeszcze raz, że chcielibyśmy się skupić na osobach starszych, które często wstydzą się prosić o pomoc, nie znają się na 'internetach' i nie wiedzą jak szukać wsparcia, nie mają rodziny i krewnych którzy mogliby im pomóc, być może mają zadłużone swoje mieszkania w których mieszkają od lat i nikt im nie chce pomóc w oddłużeniu czy choćby nawet w niepogłębianu zadłużenia.
Rozejrzyjmy się wokół i zastanówmy się czy możemy komuś takiemu pomóc. Nie proszę was o bezpośrednią pomoc czy wsparcie, ale o wskazanie takiej osoby. Bardzo często nawet opieka społeczna nie wie że w naszej wspólnocie może być taka osoba, co więcej często nawet sami możemy nie wiedzieć, że osoba którą codziennie mijamy na schodach potrzebuje wsparcia. Rozejrzyjmy się dookoła i działajmy.
Manipulacje
We wspólnotach bardzo często dochodzi do maniulacji. I to z różnych stron i na różnym poziomie. Sąsiad który chce zachować zajęty bezpodstawinie garaż potrafi manipulować innymi by ich skłócić i odwrócić ich głowy od tematu garażu. Sąsiadka która ma największe opłaty (bo ma największe mieszkanie w całym budynku) manipuluje rozliczeniami i próbuje udowodnić sąsiadom że to niesprawiedliwe by tylko oszczędzić kilka złotych na opłatach. Mieszkaniec który mieszka na parterze ignoruje potrzebę remontu przeciekającego dachu i manipulując emocjami stara się odwlec remont dachu w czasie. Pani która została odwołana z jednoosobowego zarządu i czuje się odsunięta od "władzy" unika rozliczenia jej z podjętych decyzji, podpisanych dokumentów i opłaconych faktur (straty wspólnoty na blisko 100 000zł) manipulując emocjami (skłóca sąsiadów z zarządcą) i unikając rozliczenia jej z podjętych decyzji poprzez robienie z siebie ofiary i szukanie poparcia u innych niezadowolonych z działań zarządcy. Niezadowolona mieszkanka która od kilkunasu lat nie płaci żadnych opłat za mieszkanie i która została pozwana z tego tytułu do sądu manipuluje faktami i próbuje przedstawiać się jako ofiarę działań zarządcy który w imieniu wspólnoty skierował pozew do sądu.
Są też inne wydawałoby się błahe manipulacje by osiągnąć jakieś mniejsze korzyści, np. wykonać drobne remonty czy naprawy na koszt wspólnoty, przeprowadzić serwis prywatnego kotła z funduszu remontowego, wymienić uszczelki w prywatnym oknie na koszt innych mieszkańców, podłączyć i ustawić nowy telewizor bezpłatnie przez serwisanta wspólnoty, itd.
Są też manipulacje spotykane bardzo często ze strony zarządu. Niektórzy uważają, że skoro są w zarządzie to mają większe prawa i mogą rządzić innymi, "zwykłymi" współwłaścicielami. Uważają że ich głos jest ważniejszy i priorytetowy. Satwiają swoje wymagania, wywyższają się w swojej wspólnocie, domagają się lepszego traktowania i wykonywania dla nich określonych czynności - oczywiście bezpłatnie 'bo ja jestem w zarządzie i mi się to po prostu należy'. W najbliższym czasie opiszę takie manipulacje jednej z pań bo było ich aż tyle w jej kadencji, że mógłbym je opisać na kilkunastu stronach a i tak nie wyczerpałbym tematu. Żeby was zaciekawić podam tyko jeden przykłąd - pani ta od dłuższego czasu nie chodziła na zebrania wspóloty bo wiedziała, że wspólnota oczekuje rozliczenia jej kadencji, ale doskonale manipulowała innymi i jak już nie miała argumentów to zawsze sugerowała że zarząca podmienił dokumenty bo ona nie pamięta żeby takie uchwały były głosowane (przypominam, że sama nie chodziła na zebrania więc jak mogła pamiętać głosowania w których nie uczestniczyła?) I część ludzi jej wierzyła.
Żeby być sprawiedliwym muszę też poruszyć temat manipulacji przez zarządców. Tutaj też zdarzają się czarne owce. Dawniej jak rozpoczynałem działalność w tej branży istniało coś takiego jak etyka zawodowa i komisja która badała wszystkie zgłaszane jej przpadki. Decyzją tej komisji można było nawet stracić uprawnienia do wykonywania zawodu zarządcy. Teraz nastąpiło "uwolnienie" zawodu i nie trzeba mieć żadnych uprawnień, predyspozycji, nie trzeba mieć nawet podstawowej wiedzy. Nikt nikogo nie sprawdza i nie weryfikuje. Pisałem już kiedyś o tym. Uważam, że Państwo powinno być jak najmniej zbiurokratyzowane. Popieram otwarcie zawodu na "świeżą krew" i uważam, że rynek weryfikuje najlepiej, ale sam spotykam się z działaniami administratorów którym sam dałbym czerwoną kartkę i dożywotni zakaz wykonywania zawodu. Chociażby za brak podstawowej wiedzy i manipulowanie ludźmi w celu osiągnięcia prywatnych korzyści. Jak będę miał więcej czasu to opiszę wam przykłady działań młodego chłopaka, który w celu przejęcia wspólnoty douszcza się kłamstw i to prostych do wykrycia w kilka minut nawet dla laika
Zaufanie
Pisałem już o tym, że rozpoczynając współpracę z nowym Zarządcą musimy obdarzyć zaufaniem kogoś kogo nie znamy i komu powierzamy nasz majątek. Tak samo Zarządca obdarza zaufaniem Wspólnotę z którą rozpoczyna współpracę i jeszcze nie wie jak ta współpraca się ułoży. Bardzo często łatwiej jest nam zaufać sąsiadowi którego znamy od 30lat, niż nowej osobie nawet mającej szczere i uczciwe intencje. Rozumiem to, ale nie zawsze akceptuję. Nie dalej jak miesiąc temu miałem sytuację, w której Pani z Zarządu wspólnoty oszukiwała wspólnotę i na zebraniu jak próbowałem to sprostować to ja zostałem posądzony o kłamstwa, bo jak stwierdził sąsiad tej pani: "nie mam podstwa by jej nie wierzyć". A podstawy były i to w postaci realnych dokumentów o których rozmawialiśmy. Niestety nikt z obecnych nie chciał nawet spojrzeć na te dokumenty i nikogo nie obchodziła prawda. Zaufanie było większe niż dowody obciążające wiarygodność. Rozumiem zachowanie tych ludzi, ale nie akceptuję. Rozumiem, że mogą kierować nami różne pobudki, możemy mieć różne nieznane innym cele, możemy mieć wspólne powody (interesy) razem z tymi co kłamią i w końcu możemy mieć wspólnych wrogów dla pozbycia się których jesteśmy w stanie wiele znieść i odpuścić. Potrafię to zrozumieć. W swoim życiu już wiele widziałem i przeżyłem. Byłem świadkiem zachowań delikatnie mówiąc chamskich i cynicznych. Widziałem jak dla kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy ludzie potrafią oczernić innych i zakopać ich (i swoją) godność i uczciwość. Rozumiem, ale nie toleruję
Podążanie za innymi (jak barany na rzeź)
Drugim zachowaniem jakie chciałbym opisać jest bezkrytyczne podążanie za innymi. Podpisywanie wszystkiego co się im podsunie. Głosowanie tak jak sąsiedzi nawet bez zastanowienia się co jest dla mnie dobre. Powtarzanie tego co się usłyszało bez sprawdzenia u źródeł. Wiem, że nie zawsze potrafimy zrozumieć co jest nam przedstawiane. Sam nie jestem omnibusem i mam dziedzinyw których nieco słabiej się poruszam. Jednak staram się wtedy dopytywać, sprawdzać, weryfikować i nie wydawać wyroków bez zastanowienia. Kilka lat temu miałem sytuację w której mieszkańcy podjęli bardzo niekorzystną dla siebie decyzję. Zyskały na niej tylko dwie osoby które były wtedy w zarządzie i które zbierały podpisy pod uchwałą. Po podjęciu uchwały miałem okazję rozmawiać z kilkoma osobami które wiedziały już że ta decyzja jest dla nich wybitnie niekorzystna i ich tłumaczenia rozłożyły mnie na łopatki: bo sąsiad tak podpisał, bo bałem się postawić Bożence która zbierała podpisy (a Bożenka jest bardzo nieprzyjemna jak ktoś jej się stawia i oponuje), bo większość i tak by podpisała, bo co ja jedna mogę, itd. Zatem proszę wszystkich by włączyli swoje myślenie. Nie obrażam nikogo, ale mam czasami wrażenie, że w sprawach w którcy podejmujemy decyzje wspólnie z innymi potrafimy wyłączyć myślenie i idziemy za stadem. Nawet nie zastanawiamy się dlaczego. A na końcu pojawiają się pretensje - do innych, do Zarządcy, do wszystkich tylko nie do siebie. A czasami wystarczyłoby się chwilę zastanowić
Otóż opisywałem już całą sytuację. Oczywiście nie wdaję się w nieistotne szczegóły i skupiam się tylko na tych najistotniejszych sprawach. Po ostatniej wizycie robercika w naszej siedzibie pojawiły się pewne plotki wśród mieszkańców przedmiotowej wspólnoty, ale także wśród mieszkańców wspólnoty w której mieszka pani z którą robercik ma dziecko. Jest to istotny wątek, ale o nim nieco później. Teraz skupmy się na tym, co robi robercik po tym, jak nie może nas zastraszyć i widzi, że groźby na nas nie działają.
Otóż robercik rozpowiada wszystkim wokół, że wyprowadzamy z konta wspólnoty pieniądze. I to olbrzymie kwoty rzędu 80 i więcej tysięcy złotych. Czy to prawda? Oczywiście nie, ale nie to jest ważne. Dla robercika ważne jest by podkopać naszą wiarygodność u innych. W tym celu robercik rozpowiada również, że nie okazaliśmy mu dokumentów o które prosił. To również możemy podważyć, ponieważ z każdego udostępnienia dokumentów wspólnoty sporządzany jest protokół. Na takim protokole robercik własnoręcznie wpisał o jakie dokumenty prosił i jakie otrzymał. Potwierdził to własnoręcznym podpisem. Ale twierdzi że ich nie otrzymał.
Co jeszcze robi robercik - ano rozpowiada wszem i wobec, że wspólnota nie ma żadnych dokumentów w sprawie strychu, a on ma je wszystkie (ale nie udostępni ich żeby wspólnoty nie skłócać - pokręcona logika przyznacie sami). Tutaj też robercik mija się z prawdą, ponieważ na ostatnim zebraniu przedstawiałem wspónocie kilka uchwał i protokołów z zebrań sprzed 5lat, na których mieszkańcy jasno i kategorycznie odmawiali sprzedaży strychu i domagali się przywrócenia stanu poprzedniego.
Działania robercika we wspólnocie nie przynoszą większych efektów, więc robercik zaczyna oczerniać Zarządcę gdzie tylko może - wśród znajomych, we wspólocie gdzie mieszka jego kochanka z dzieckiem, w miejscu pracy, itd. Jednocześnie robercik cały czas działa aktywnie we wspólnocie: najbardziej aktywne osoby zastrasza (grozi pozwami o pomówienia, straszy podaniem do sądu całej wspólnoty jeżeli sprawa strychu będzie kontynuowana, starszych mieszkańców straszy wysokimi odszkodowaniami jakie będą musieli płacić ze swoich niskich emerytur, jedego z sąsiadów przekupuje, a drugiemu wkupuje się w łaski popierając jego pomysły. I w ten sposób robercik przekonuje całą wspólnotę że trzeba zmienić zarządcę ponieważ obecny to "złodziej, oszust i cwaniak". Te stwierdzenia nakręca również nowy - zaproponowany przez robercika zarządca ale to opiszę w innych wpisach bo to ciekawy temat jak można nie znać podstawowych przepisów a mimo to być administratorem.
Wrócę jeszcz na chwilę do tematu innej wspólnoty w której mieszka pani z którą robercik ma dziecko. Pani ta nie płaci od wielu lat za mieszkanie i w chwili obecnej ma założoną sprawę sądową. Niedługo sprawa ta się zakończy i pani ta zostanie wyeksmitowana z zajmowanego lokalu co oczywiście nie pasuje robercikowi, ponieważ będzie musiał się zaopiekować swoim dzieckiem, a nie wiem czy jego żona zgodzi się przyjąć tą panią i dziecko pod wspólny dach. Tutaj również pojawia się robercik jako obrońca słąbych i uciśnonych. Utrzymuje panią w przekoaniu, że nie musi płacić ani złotówki, nie musi nic robić, a wspólnota nie ma prawa jej eksmitować. By dodatkowo zyskać przychylność mieszkańców tej wspólnoty robercik opowiada mieszkańcom, że z ich konta również znikają ogromne kwoty pieniędzy, a my pobieramy jakieś dodatkowe opłaty za usługi jakie nie były wykonywane. Ale to już temat na osobny wpis...
Jeżeli macie takich robercików w swoich wspólnotach dajcie znać. Imię bohatera oczywiście wymyślone i zbieżność z kimkolwiek przypadkowa
Po przejęciu przez nas wspólnoty zajęliśmy się w pierwszej kolejności ważniejszymi tematami, ale po kilku miesiącach przyszedł też czas na zajęcie się strychem. Tym bardziej, że wspólnota przygotowywała się do kapitalnego remontu dachu i potrzebowała środków. Należało też uregulować kwestię strychu by wiedzieć jaki zakres prac jest do realizacji, bowiem planowaliśmy razem z remontem dachu ocieplenie strychu, dachu i ścian. I teraz zaczyna się część właściwa tego wpisu.
Na zebranie wspólnoty na którym miały być omawiane sprawy remontu przygotowaliśmy również uchwały mające na celu uregulowanie spraw strychu. Nigdy do niczego wspólnot nie zmuszamy, więc przygotowaliśmy różne warianty uchwał. Dzięki temu mieszkańcy mogli zdecydować czy zachować strych, przekazać go mieszkańcowi który go od lat używa, czy może sprzedać osobie trzeciej. Kwota sprzedaży też wymagała uzupełnienia, ale zrobiliśmy wyliczenia jakie będą koszty docieplenia strychu i zreferowałem mieszkańcom te koszty. Niczego nie narzucałem, przedstawiłem tylko realne koszty i różne możliwości. Co ważne – pan zaproponował wykup strychu za kilka tysięcy, a koszt samego docieplenia części którą zajmowałby wyniósłby kilka razy więcej. Zaproponowałem Wspólnocie, że może sprzedać ten strych w tym stanie w jakim jest teraz za te kilka tysięcy jakie pan proponował lub zrobić generalny remont dachu, docieplić go, docieplić podłogę i położyć nowe płyty i wtedy cena powinna być wyższa o koszt tych prac. Moim zdaniem uczciwa propozycja i zwracająca tylko koszt remontu. Nic więcej. Mieszkańcy nie podjęli decyzji na zebraniu, ale uchwały zostawiłem do głosowania i do zastanowienia się.
Tydzień później do naszego biura przyjeżdża pan który zajmował strych. Przyjeżdża z pretensjami, że próbuję skonfliktować mieszkańców, że nie znam sytuacji, że on ma papiery na ten strych ale ich nie pokaże bo bym je wykorzystał do skłócenia mieszkańców, itd. Pan miał do mnie żal, że próbuję wyprostować dziwną sytuację i bezprawne zajęcie części wspólnych. Co więcej – na koniec próbował grozić mi, że jeżeli „nie załatwię tej sprawy polubownie" (czyli po jego myśli) to pozwie wspólnotę do Sądu i wygra bo był u prawnika i prawnik mu powiedział że „jest na prawie".
Jak widzę na mieszkańców takie groźby działały, ale my nie boimy się iść do Sądu. A ta sprawa jest jasna i klarowna: pan zajmuje i bezprawnie utrudnia korzystanie z części wspólnych dla innych właścicieli. Dodatkowo nie płaci za to ani złotówki nie mając żadnych dokumentów potwierdzających własność. Zapewne gdyby takowe miał to już dawno zmieniłby zapisy w Księgach Wieczystych. A te na dzień dzisiejszy jasno mówią, że strych jest częścią wspólną i nie jest przypisany do żadnego z lokali. Czy zatem na pewno jest „na prawie"? A może próbuje nas (wspólnotę) zastraszyć?
Przykład III: W jednej wspólnocie Pani „zgłaszała" nam problemy w swojej piwnicy. To "zgłoszenie" to opowiadanie sąsiadom o swoim „problemie", ale jednocześnie unikanie kontaktu z Zarządcą. W końcu jeden z sąsiadów tej Pani informuje nas o tym co ta Pani opowiada innym, my kontaktujemy się z Panią, chcemy sprawdzić co się dzieje w jej piwnicy. I co? I Pani twierdzi, że ma w swojej piwnicy pewien problem od lat, ale nie chce nam otworzyć pomieszczenia w celu weryfikacji. W międzyczasie sprawdzałem archiwalną dokumentację tej wspólnoty w innych celach, a przy okazji trafiłem na protokół sprzed kilku lat sporządzony przez poprzedniego Administratora, w którym Pani zgłasza problemy w swojej piwnicy, ale jednocześnie odmawia otwarcia tej piwnicy dla komisji która miała za zadnie sprawdzić te problemy. W związku z Pani reakcją proszę Zarząd tej wspólnoty o komisyjne odwiedzenie tej mieszkanki i sprawdzenie jej piwnicy. Wyznaczamy termin, pukamy do drzwi i....... Pani otwiera drzwi, ale oznajmia nam że musi wyjść na pociąg i nie może nas wpuścić. I tak w kółko – albo wymówka że właśnie wychodzi, albo nieotwieranie drzwi i udawanie że nikogo nie ma w domu (nawet jak widzimy że właśnie wróciła), albo krzyki i wyzwiska (najczęsciej jak spotykamy się w cztery oczy, bez świadków), albo wręcz uciekanie (dosłownie) przed Zarządcą. Na ostatnim zebraniu Pani poruszyła temat swoich „problemów z piwnicą", ale jednocześnie nie docierają do niej tłumaczenia że powinna udostępnić pomieszczenie by sprawdzić te problemy i jeżeli rzeczywiście one występują to je usunąć. Znowu zatem występuje problem ze zrozumieniem. Zrozumieniem, że Zarządca nie ma mocy nadprzyrodzonych i nie widzi przez ściany. Zrozumieniem, że jeżeli czegoś oczekujecie od Zarządcy to współpracujcie z nim. Chyba że nie chcecie nic naprawiać a może nawet nie macie żadnych problemów...
Przykład IV: Nieprzyjemne zapachy na klatce. Mamy zgłoszenia od jednej z mieszkanek, że w jej klatce brzydko pachnie (delikatnie mówiąc). Pani skarży się na pranie wystawiane przez sąsiadkę na korytarz, skarży się na sprzątaczkę że źle sprząta, używa starego śmierdzącego mopa i nie używa płynów do mycia. Skarży się nawet na „śmierdzących sąsiadów". Sprawdzamy wszystko, rozmawiamy ze sprzątaczką, rozmawiamy z właścicielką firmy sprzątającej, odwiedzamy nieruchomość, wszystko weryfikujemy i kontrolujemy. I co się okazuje? Prawda jest taka, że to pani która skarży się na brzydki zapach trzyma w mieszkaniu dwa duże psy i nie dba o ich higienę. Po otwarciu jej drzwi nieprzyjemny zapach w kilka chwil wypełnia całą latkę schodową, a po przejściu przez klatkę z psami zapach jest wręcz drażniący. I Panie nie widzi w tym nic złego. Uważa że jej psy nie smierdzą a śasiedzi są złośliwi. Nie rozumiem jednak jak można nie czuć zapachu własnych psów i winą obciążać sąsiadów. Jak można wykazać się taką ignorancją wobec własnego postępowania i nie dopuszczać do zrozumienia prawdy? Czyli przysłowiową drzazgę w oku sąsiada widzimy, ale belkę we własnym oku już nie...
Zacznę od problemu jaki zauważyłem nie tylko u siebie, ale także w innych wspólnotach, a także (a może przede wszystkim) na różnych stronach internetowych. Tym problemem jest BRAK ZROZUMIENIA.
Wiem, że prowadzenie nieruchomości wymaga szerokiej wiedzy z różnych dziedzin. Nam zarządcom jest czasem ciężko przekazać mieszkańcom pewne potrzeby lub wytłumaczyć pewne zależności. Podam kilka przykładów byście lepiej to zrozumieli.
Przykład I: Wspólnota planuje przeprowadzić remonty (dach, docieplenie, itp.). W tym celu przygotowaliśmy audyt, znaleźliśmy dobrą ofertę kredytu z dopłatami, skompletowaliśmy wszystkie wyliczenia i zestawienia, zrobiliśmy zebranie. Co ważne zebranie było tylko w celu ustalenia szczegółów zakresu prac, podpisania uchwał o zaciągnięciu kredytu, itp. Na zebraniu przez 4 godziny cierpliwie tłumaczyłem co jest do wykonania, w jakich technologiach, jak to będzie finansowane, jakie będą składki na FR, itd. Bardzo szczegółowo była też wyjaśniana kwestia kredytu – jaka jest wartość wszystkich prac, jaki jest wkład własny wspólnoty, jaka będzie przyznana dotacja, ile ostatecznie wspólnota zaciągnie kredytu, jakie będą raty, ile wspólnota spłaci kredytu wraz z odsetkami, itd. Itp. Przypomnę – wszystko zajęło 4 godziny. Na koniec właściciele otrzymali uchwały by mogli się z nimi zapoznać i ewentualnie zagłosować. Część już podjęła decyzję i zagłosowała. Zebranie zakończyło się późno, a część mieszkańców chciała jeszcze wszystko omówić, więc następnego dnia spotkali się znowu. Po trzech dniach kolejne zebranie. I znowu powtórne omawianie tych samych kwestii. Ale zaskoczyło mnie to, że jeden z mieszkańców przyszedł na to zebranie z nastawieniem że ich okłamałem. Podobno zaniżyłem kwotę kredytu, a z uchwał wynikała kwota blisko dwukrotnie wyższa niż ja podawałem. Więc według tego Pana chciałem oszukać wspólnotę. I znowu dwie godziny omawiania, tłumaczenia. Znowu musiałem tłumaczyć czym są dotacje, czym jest wkład własny a czym jest kwota samego kredytu. Znów musiałem tłumaczyć jak liczony jest fundusz remontowy, jakie będą opłaty. Itd. Wydawało się, że wszyscy wszystko zrozumieli, nawet ten Pan który miał zarzuty o kłamstwie i próbie oszukania wspólnoty. Ale to nie koniec tego wątku. Wspólnota spotkała się jeszcze raz, tym razem ponownie bez Zarządcy by po raz kolejny omówić sprawy remontów i kredytu. I co? I kilka dni później odwiedza mnie ten sam Pan w biurze i twierdzi że ich okłamałem...
Ręce opadają. Przygotowanie dokumentacji. Audyt. Oferty kredytowe. Dziesiątki naszych godzin spędzonych nad wyliczeniami, zestawieniami i bilansami. Zebrania. Tłumaczenie wszystkiego po kilka razy. Stawanie na głowie by wszystko spiąć i nie podnosić nadmiernie funduszu remontowego. Organizowanie wszystkiego w taki sposób by wspólnota miała różne możliwości i różne wybory (także możliwość nadpłaty kredytu i obniżenia rat a jednocześnie obniżenia składek na FR). I efekt jest taki, że jeden czy dwóch mieszkańców nie potrafi zrozumieć pewnych zagadnień i próbuje przekonać resztę sąsiadów że to jest kłamstwo i że nie powinni tego akceptować.
Przykład II: Wspólnota po ogromnym remoncie. Remont przeprowadzony dwa lata temu. Kredyt będzie spłacany jeszcze kilkanaście lat. Za nami jedno i drugie zebranie na którym tłumaczyliśmy ile jeszcze kredytu zostało do spłaty. Tłumaczyliśmy i rozdaliśmy rozliczenia jasno wskazujące jaka jest miesięczna rata kredytu, ile w tym miesięcznie wspólnota spłaca samego kapitału, a ile jest tam odsetek. I na koniec ostatniego zebrania jedna z Pań oznajmia pytająco – "po tych dwóch latach to już chyba z połowę kredytu mamy spłaconego bo tak mi wychodzi z obliczeń".
I wyobraźcie sobie moją konsternację, gdyż kilka minut wcześniej po raz chyba dziesiąty tłumaczyłem ile spłacamy kapitału a ile odsetek. Tłumaczyłem i pokazywałem na rozdanych rozliczeniach ile kredytu wspólnota zaciągnęła i ile do tej pory spłaciła. Tłumaczyłem jaki jest fundusz remontowy i jaka jego część jest przeznaczana na spłatę kredytu. Tłumaczyłem, objaśniałem, pokazywałem. A na koniec i tak niezrozumienie i rozczarowanie „bo mi z wyliczeń wyszło inaczej". Już nawet myślałem, że to moja wina bo nie potrafię takich rzeczy wytłumaczyć, ale rozmawiałem z innymi zarządcami i poczytałem na ten temat w internecie i okazuje się, że inni zarządcy też tak mają
Zacznę od tego, że najlepszą metodą jest ocieplanie budynków od zewnątrz. Jednak często mamy do czynienia z sytuacjami kiedy takie wykonanie jest utrudnione, kosztowne, lub niemożliwe do zrealizowania (np. zalecenia konserwatorskie, nietypowe warstwy wykończeniowe ścian jak szkło czy okładziny z kamienia, granica działki i posadowienie ocieplanego budynku, etc). Istotnymi trudnościami z którymi się spotkamy przy docieplaniu od środka będą:
- zapewnienie odpowiedniej izolacji ze szczególnym uwzględnieniem mostków termicznych (takimi mostkami będą przede wszystkim ściany wewnętrzne i stropy/podłogi),
- niebezpieczeństwo kondensacji wilgoci w ścianie i na jej powierzchni,
- głębokość przemarzania ścian.
To tylko trzy moim zdaniem najistotniejsze czynniki. Praktyka wskazuje, że bardzo często są one pomijane i nawet wykonawcy nie wiedzą jak do nich podejść więc je ignorują. A szkoda. Nawet rozmawiając z wykonawcami zauważyłem, że nie znają oni podstawowych pojęć jak kondensacja, czy ciśnienie pary nasyconej. Nie potrafią też czytać parametrów materiałów budowlanych. Wczoraj miałem spotkanie z projektantem i ze smutkiem stwierdził on, że w dzisiejszych czasach dobrych wykonawców znających się na swoim zawodzie jest coraz mniej. Z mojego doświadczenia mogę tylko potwierdzić te spostrzeżenia. Naprawdę bardzo ciężko jest dziasiaj znaleźć dobrych fachowców. Trudno jest również wytłumaczyć inwestorom że czasami (nie zawsze tak jest) warto dołożyć kilka złotych i mieć dobrego wykonawcę zamiast najtańszego.
Najgorszym efektem (skutkiem) złego doboru i wykonania wewnętrznej izolacji ścian będzie zawilgacanie ścian i pojawianie się pleśni oraz grzybów. Aby tego uniknąć trzeba przeanalizować warunki cieplno-wilgotnościowe panujące w poszczególnych pomieszczeniach i dobrać optymalne rozwiązania. Nie można tutaj bazować na „powtarzalności" wykonawców („zrobiłem tak setki pomieszczeń więc i u Pani/Pana się to sprawdzi"). Ocieplanie od środka jest zatem bardziej wymagające zarówno wobec wykonawców, ich wiedzy i doświadczenia ale też wobec użytych technologii i materiałów. Ponadto popełnione tutaj błędy bardzo szybko dają o sobie znać i ciężko jest je później naprawić.
Ja osobiście staram się unikać ocieplania od wewnątrz. Jak napisałem wcześniej zewnętrzne (dobrze wykonane) docieplenie jest optymalnym rozwiązaniem i jeżeli nie musicie to nie rezygnujcie z tego. Ponadto ocieplenie zewnętrzne jest okazją do poprawy stanu wizualnego naszych elewacji na długie lata.
Zwracam się do Was z prośbą. Bardzo często otrzymujemy telefony od czytelników tego bloga z przeróżnymi pytaniami i prośbami o poradę. Nie udzielamy takich porad telefonicznie. Proszę o tym pamiętać i szanować nasz czas. Zawsze powtarzam, że jeżeli tylko mogę to chętnie dzielę się swoją wiedzą. Robię to nie tylko dla własnej satysfakcji ale również w celu edukowania społeczeństwa. Jeżeli pomogę telefonicznie jednej osobie to pomogę tylko jednej osobie. Jeżeli zadacie swoje pytanie na specjalny adres o którym wspominałem: sm@lcn.opole.pl to zapewne uzyskacie na nie odpowiedź na tym blogu. A wtedy jestem w stanie pomóc nie jednej osobie, a być może dziesiątkom czy setkom osób które mają podobny problem i trafią na tego bloga. Dzięki temu wiedza którą się dzielę trafi do szerszego grona. Proszę o trzymanie się tej reguły. Poza tym co roku w lutym poświęcam czas by odpowiadać na Wasze pytania i zachęcam do zadawania ich szczególnie w tym okresie. Dziękuję za zrozumienie
Zwolennicy udostępniania wszystkiego, wszędzie i wszystkim powołują się na art. 29 ustawy o własności lokali, który mówi, że każdy członek wspólnoty ma prawo kontrolować zarząd. Ale czy nieuzasadniona chęć dowiedzenia się ile wody zużywa sąsiad którego nie lubimy jest kontrolą zarządu? Oczywiście istnieją uzasadnione przypadki kiedy nie tylko możemy, ale nawet powinniśmy się zainteresować sprawami wspólnoty, ale czy nasza ciekawość może być uznana za ważny powód? Nawet Sąd Apelacyjny stwierdził, że zakres udostępnianych informacji musi być adekwatny do celów uzasadniających ich udostępnienie (sygn. II SA/Wa 900/16). Jeżeli zatem we wspólnocie mamy dłużnika który nie płaci to mamy prawo do poznania jego zadłużenia i pełnych danych osobowych. Ale takie informacje nie powinny być udzielane „zawsze i wszędzie"
Drugim aspektem jest tzw. RODO. Wiem że wiele instytucji się chowa za tymi przepisami i odmawia wszystkiego. Czy słusznie? Przepisy tego rozporządzenia jasno precyzują, że możemy domagać się ujawnienia danych które nas dotyczą, lub mamy jasny interes prawny i potrafimy sprecyzować w jakim celu domagamy się ujawnienia danych innych osób. Jeżeli zatem mamy sąsiada który jest zadłużony to zgodnie z interpretacją Sądu na zebraniu możemy (my jako Zarządcy i Administratorzy) ujawnić jego pełne dane (imię, nazwisko, adres), ale już poza zebraniem możemy podać tylko numer zadłużonego lokalu. W kolejnym wpisie podam co mieszkańcy mogą robić z takimi informacjami.
Rozważmy jeszcze jeden przypadek. Jeżeli istnieje znaczna różnica pomiędzy sumą zużycia wody wskazywaną przez wodomierze indywidualne a wodomierz główny to każdy z właścicieli (jako członek wspólnoty który ponosi koszty tej różnicy) ma prawo sprawdzać skąd wynika taka różnica. Jeżeli zatem Zarządca nie jest w stanie wskazać jak powstała ta znacząca różnica to powinien udostępnić członkom wspólnoty na ich żądanie dane o zużyciu w poszczególnych lokalach. W ten sposób mieszkańcy mogą wykryć nieprawidłowości których nie wykrył Zarządca. Musimy jednak pamiętać, że różnice w odczytach wodomierzy zawsze będą istniały i różnica na jaką się powołujemy powinna być „znacząca".
I ostatni aspekt. Zarządca powinien chronić zarówno dane jak i interes wszystkich członków wspólnoty. Jeżeli zatem żądania są uzasadnione to może on udostępniać informacje o które wnioskuje członek wspólnoty,ale może to robić tylko wobec osób uprawnionych i tylko w minimalnym stopniu. Jeżeli to możliwe to niepotrzebne dane i informacje powinny być anonimizowane lub wręcz nieudostępniane jeżeli ich przekazywanie nie jest niezbędne.
Wiem, że wiele osób się ze mną nie zgodzi. Podaję tylko wykładnię prawa i swoje stanowisko w tej sprawie. Nawet stanowiska Sądów Powszechnych często są sprzeczne w tej sprawie więc nikt nie będzie miał 100% racji w tym przedmiocie. Takie mamy prawo :)
Już pisałem kiedyś o częściach wspólnych. Definicja jest taka, że to co nie służy tylko nam jest częścią wspólną. Ale są też takie elementy, jak np. balkony, które są użykowane tylko przez jednego właściciela, a za ich remont odpowiada wspólnota. Tutaj nawet sądy nie są jednomyślne, ale ogólna zasada jest taka, że konstrukcja balkonu (płyta, wsporniki, podpory, barierki, etc) stanowi część wspólną i ich remont lub wymiana finansowane są z funduszu remontowego.
Czy zatem można rozebrać nieużywany komin? Przecież nikt go nie używa? Kominy jak inne elementy wspólne stanowią własność wspólnoty. Oczywiście jeżeli nie są używane mogą być (jeżeli jest to wykonalne technicznie i nie wpływa negatywnie na budynek) zdemontowane, ale zawsze trzeba uzyskać zgodę zarządcy. Nawet jeżeli sami będziemy finansować te prace. Podobnie jest z instalacjami i wszystkimi elementami przechodzącymi przez nasze mieszkanie. W tym przypadku oprócz zwykłej zgody konieczna jest również analiza czy nasze zmiany które zamierzamy wprowadzić (np. wymienić rurę ogrzewania na nową miedzianą) nie wpłyną negatywnie na parametry całej instalacji (struktura materiałowa, przepływy, ciśnienie, parametry grzejne, etc).
Temat wstępu na dach jest jeszcze nieco inny. Normalnie dach nie służy temu by po nim chodzić czy się na nim opalać. Poza tym nawet płaskie dachy - z pozoru bezpieczne - nie są przysosowane do bezpiecznego poruszania się po nich. Zwyczajowo na dach wstęp mają osoby uprawnione i posiadające odpowiednie uprawnienia: kominiarz, instalator anten, konserwator, nadzór. Z tych też powodów nie powinniśmy sami wchodzić na dach. A już z pewnością nie powinniśmy robić tego bez zgody zarządcy. Na naszych dachach znajdują się elementy i instalacje o których często nie mamy pojęcia (anteny telewizyjne, wentylatory, odgromówka, anteny internetowe), a które mogą zostać uszkodzone. Warto wiedzieć też, że wejście na dach przez osoby, które nie są mieszkańcami budynku, może być traktowane jako bezprawne wejście na teren prywatny. Nie jest to dozwolone i może skończyć się poważnymi konsekwencjami. Sam niejednokrotnie spotykałem się z sytuacjami, że ktoś pozostawił otwarte okienko dachowe (wyłaz dachowy) i burza je uszkodziła. Winny oczywiście zapomniał że coś otworzył, a szkody musi naprawiać wspólnota.
Zatem mój apel do wszystkich: nie wchodźmy tam gdzie nie powinniśmy, a jak już musimy gdzieś wejść lub coś zrobić to spytajmy zarządcę. Jeżeli jest to uzasadnione i racjonalne to zarządca nie będzie się przeciwstawiał, a my będziemy mieli pewność że robimy wszystko zgodnie z przepisami i w sposób prawidłowy, bezpieczny.
Czy wspólnota musi mieć wybrany zarząd?
Przepisy jasno stanowią, że duża wspólnota wspólnota (o takich mówimy najczęściej) musi mieć wybrany zarząd. Może to być tylko jedna osoba, niekoniecznie musi "pochodzić" ze wspólnoty, może to być osoba "z zewnątrz". Tak stanowią przepisy. Ale z drugiej strony przepisy nie mówią jak zmusić wspólnotę do wyboru zarządu. Są takie przypadki, że właściciele z powodu natłoku obowiązków, braku predyspozycji lub innych przyczyn nie zgadzają się na swoje kandydatury i odmawiają wyboru ich do funkcji zarządu.
Czy mała wspólnota musi mieć wybrany zarząd?
Mała wspólnota to taka, która ma mniej niż 3 lokale. Takie wspólnoty nie wybierają zarządu, ponieważ rządzą się innymi przepisami. Kiedyś robiłem do tego grafikę porównawczą - dla zainteresowanych polecam odszukać
Ile trwa kadencja zarządu?
Przepisy nie określają czasu trwania kadencji zarządu. Pełni on swoją funkcję do odwołania lub do czasu rezygnacji z pełnionej funkcji
Jak odwołać członka zarządu?
Członków zarządu powołuje się i odwołuje uchwałą. Wystarczy zwykła większość głosów
Kto może być prezesem zarządu?
Z prawnego punktu widzenia nie ma takiej funkcji jak "prezes zarządu". Każdy członek zarządu ma takie same uprawnienia i takie same obowiązki. Można wybrać prezesa, ale to funkcja bardziej honorowa niż funkcyjna
Kto wybiera zarząd?
Właściciele w odpowiedniej uchwale. Większość właścicieli może odwołać/powołać cały zarząd lub odwołać/powołać jednego (dwóch, trzech, itd) członka zarządu.
Ile członków musi mieć zarząd?
Minimum jednego. Liczby maksymalnej nie ma. Jedna uwaga - jeżeli w zarządzie są więcej niż dwie osoby to wola zarządu jest wyrażana przez minimum dwie osoby, co oznacza, że wystarczy podpis dwóch członków zarządu jako reprezentantów.
Co zrobić jeżeli nikt nie chce być w zarządzie?
Wspólnota nie moze funkcjonować bez zarządu bez zarządu, którego powołanie jest wymogiem prawnym. Wyjściem z takiej sytuacji może być powołanie zarządu powierzonego (przez wspólnotę) lub zarządcy przymusowego (przez sąd na wniosek uprawnionych osób)
Protokół, sporządza się z reguły po zakończeniu zebrania na podstawie notatek, zapisków na projektach uchwał czy porządku obrad, a także na podstawie odtworzenia faktów z pamięci. Tworzy się go w celu udokumentowania przebiegu zebrania. Podaje się w nim czas i miejsce jego odbycia, listę obecności, porządek obrad, treść poszczególnych uchwał wraz z wynikiem głosowania nad nimi i inne istotne elementy zebrania. Ze względu na tempo i często burzliwy przebieg samych spotkań nie ma konieczności spisywania protokołu na miejscu. Znam osoby, które nic nie robią we wspólnotach, a na zebrania przychodzi garstka osób, więc mogą sobie pozwolić na spisanie protokołu już podczas zebrania. U nas często zebrania potrafią trwać 3godziny i omawianych jest tyle spraw, że gdybyśmy mieli jeszcze wybierać komisję skrutacyjną, protokolanta, wszystko zapisywać to takie zebrania trwałyby po 6-7godzin. A nie o to chodzi.
W celu sporządzenia protokołu z zebrania w czasie jego trwania sporządza się notatki, próbuje się przygotować jego wstępną wersję, dokonuje się zapisków na uchwałach lub inaczej utrwala się istotne zdarzenia, co ma umożliwić późniejsze sporządzenie dokumentu protokołu. W zależności od doświadczenia, wypracowanej metody pracy danej osoby, jej charakteru oraz możliwości jej pamięci, te notatki mają różną postać. Są to zapiski pozbawione chronologii, czasami pisane skrótowo i nieczytelnie dla osób trzecich. Bardzo często prawidłowe wnioski z tych materiałów może wyciągnąć tylko osoba, która je sporządziła. Jedynym ich celem jest sporządzenie protokołu, czyli dokumentu, który opisuje przebieg zebrania, a staje się dokumentem w chwili podpisania. W moim przypadku zdarza się po spisaniu protokołu zachować te notatki w dokumentacji – często zawierają one bardzo przydatne dla mnie informacje i umożliwiają odtworzenie pewnych sytuacji. Trzeba pamiętać jednak, że są to osobiste notatki, które nie mają cech oficjalnych dokumentów i nie muszą/nie powinny być obecne w oficjalnym obiegu. Na ich podstawie sporządza się protokół, który po podpisaniu nabiera cech oficjalnego dokumentu i jest dołączany do akt.
Sporządzanie zatem protokołu po zebraniu nie jest zatem błędem i taki dokument nie traci nic na swojej powadze i jest pełnoprawnym protokołem z zebrania. Powinna być do niego dołączona lista obecności i podjęte uchwały, jest też miejsce na zapisanie istotnych spraw, które nie były planowane, ale które zostały poruszone na zebraniu.
Kto zatem powinien sporządzić taki protokół? Najczęściej spisuje go zarządca lub administrator. Jest to ta sama osoba która koordynuje wszystkie działania, prowadzi całe zebranie, poddaje pod głosowanie wszelkie uchwały, podlicza głosy, itd.
Czy taki protokół musi być udostępniony wszystkim mieszkańcom? Nie. Jeżeli uchwały zapadły na zebraniu to obecni będą o tym wiedzieli, jeżeli jednak konieczne jest zbieranie podpisów w trybie indywidualnego zbierania głosów, to zarządca powinien poinformować wszystkich o podjętych uchwałach (nawet tych obecnych na zebraniu), ale nie ma obowiązku dostarczania kopii protokołu. Ten protokół znajduje się zawsze w dokumentacji wspólnotowej i tam jest jego miejsce
Dzisiaj wpis do którego zainspirowały mnie ostatnie zebrania i pytania zadawane przez osoby które nabyły mieszkania we wspólnotach w ubiegłym roku. Głównie dotyczyły one rozliczenia za cały rok i niedopłat (o dziwo z nadpłatami nikt nie miał problemów i nie zgłaszał nam takowych) które miałyby przypadać na poprzednich właścicieli tych mieszkań.
Jeżeli chodzi o rozliczenia podczas sprzedaży / nabycia mieszkania to musimy je rozdzielić na trzy kategorie:
1. długi związane z zaległościami z ubiegłych lat i te związane z niepłaceniem w terminie przypadających na dany lokal opłat zaliczkowych - za ich opłacenie i uregulowanie odpowiedzialny jest poprzedni właściciel, czyli osoba która dopuściła do powstania zaległości lub która nie opłaciła w terminie należnych zaliczek;
2. liczniki - tutaj sprawa wygląda w ten sposób, że obie strony powinny zadbać o spisanie wszystkich liczników (prąd, gaz, ciepłomierze, wodomierze, etc) i o odpowiednie dokonanie rozliczeń pomiędzy sprzedającym a kupującym. Część liczników można rozliczyć od razu (np. licznik prądu), ale część można rozliczyć dopiero na koniec roku wraz ze wszystkimi lokalami (np. podzielniki ciepła), ale to obie strony powinny się porozumieć jak takie rozliczenie będzie wyglądało i kiedy zostanie finansowo zamknięte - najlepiej zrobić odpowiedni zapis w umowie kupna/sprzedaży. Przykładowych podzielników ciepła nie da się rozliczyć w trakcie roku w sposób pełny i rzetelny, chyba że dokonamy pełnego bilansu w całym budynku, ale to są dodatkowe koszty odczytu i rozliczenia dla wspólnoty
3. rozliczenie związane z zamknięciem roku rozliczeniowego i dokonaniem pełnego podliczenia wspólnoty i poszczególnych lokali jest podstawą do dokonania rozliczenia wszystkich mieszkańców - nawet tych, którzy swoje mieszkanie nabyli np. w listopadzie. Zgodnie z kodeksem cywilnym - z chwilą wydania rzeczy sprzedanej to na kupującego przechodzą wszelkie obowiązki ale też korzyści związane z tą rzeczą. Od tego czasu kupujący musi opłacać ustalone przez wspólnotę zaliczki, ale też pokrywa powstałe niedopłaty lub otrzymuje zwrot z nadpłaty. Jak wiemy we wspólnotach właściciele uiszczają opłaty w formie miesięcznych zaliczek (w wysokościach ustalonych w formie uchwał), a po zakończeniu okresu rozliczeniowego (rok kalendarzowy) te zaliczki są rozliczane i w ten sposób powstaje nadpłata lub niedopłata przypadająca na poszczególne lokale. W świetle obowiązujących przepisów za rozliczenie roczne we wspólnocie odpowiada osoba, która jest właścicielem lokalu w dniu powstania rozliczenia - czyli 31 grudnia. Nawet jeżeli mieszkanie w ciągu roku zmieniło właścicieli np. trzykrotnie, to za rozliczenie odpowiada właściciel który posiadał mieszkanie na własność właśnie 31 grudnia. Jeżeli zatem nabyłeś meszkanie i odebrałeś klucze np. 30 grudnia to właśnie ty odpowiadasz przed wspólnotą za niedopłatę związaną z przejętym lokalem - za cały rok! Ale to działa też w drugą stronę - jeżeli sprzedałeś mieszkanie to nie możesz domagać się wpłaconych zaliczek - nawet jeżeli w tym lokalu nie mieszkałeś, lub np. planowany remont nie został przeprowadzony (a ty płaciłeś ustaloną stawkę na fundusz remontowy).
Wiem, że temat poruszyłem trochę pobieżnie i bez zagłębiania się w obowiązujące przepisy, ale chciałem by było to czytelne dla każdego i opisane w jak najprostszy sposób.
W mijającym tygodniu odbyła się ostatnia rozprawa sądowa na której został odczytany wyrok Sądu. Wyrok ten otrzymałem już również w formie papierowej, więc mogę się cieszyć i chwalić. Sprawa dotyczyła wykonania usługi niezgodnie z umową, a wykonanie miało miejsce w 2018r. Ponad pięć lat czekania, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt rozpraw, trzy opinie biegłego i w końcu mamy wyrok. Oczywiście po raz kolejny wygraliśmy sprawę i z tego niezmiernie się cieszę, ale po raz kolejny ubolewam nad zacowaniem wielu ludzi. Brak spojrzenia perspektywicznego, brak analizowania faktów, jakaś niechęć do zastanowienia się co będzie dalej, zacietrzewienie się w swoim spojrzeniu na sytuację i brak zdrowego rozsądku. A może zwykła ludzka głupota? A może zwykła ludzka chciwość i wiara w to, że nikomu nie będzie się chciało iść do sądu za parę tysięcy?
Tak naprawdę opisuję swoje doświadczenia z sądami nie tylko po to by się pochwalić, ale przede wszystkim chciałbym zwrócić Wam uwagę na fakt, że warto walczyć o swoje i opłaca się poświęcić swoje siły i czas jeżeli wiemy że mamy rację. W tym przypadku sprawy sądowe trwały 5 lat. W tym czasie mieliśmy sporą inflację i pieniądze zasądzone przez Sąd nie pokrywają w całości poniesionych strat, jednak odzyskanie przynajmniej części utraconych pieniędzy to tylko połowa sukcesu. Druga połowa sukcesu jest taka, że nierzetelny wykonawca, inwestor, inspektor nadzoru, urzędnik, itd. - następnym razem zastanowią się dwa razy czy i tym razem nie zostaną pozwani i czy nie będą musieli z odsetkami płacić za swoje szkody.
Piszę o tym jeszcze z jednego powodu. Ostatnio miałem zebranie i jeden z mieszkańców był bardzo oburzony. Czym? Ano tym, że jego sąsiadka od lat nie płaci żadnych opłat, a my nic nie robimy. Ta sąsiadka nie płaci od wielu lat i poprzedni administrator rzeczywiście nic w tej kwestii nie robił. My po przejęciu wspólnoty złożyliśmy do sądu wniosek o nabycie spadku, postępowanie w tej sprawie już się zakończyło. Po otrzymaniu postanowienia w tej sprawie złożyliśmy wniosek o zasądzenie należności. I ta sprawa "leży" już w sądzie od ponad roku. I my musimy cierpliwie czekać. Czy zatem rzeczywiście nic nie robimy? Zrobiliśmy więcej niż poprzedni administrator przez dziesięć lat. Na opieszałość sądu nie mamy wpływu. Jak pokazuje jednak przykład jaki opisałem - nawet po 5 latach można doczekać się sprawiedliwości. Życzę Wam i sobie by te sprawy były jednak rozpatrywane duuuużo szybciej.
Jeżeli właściciel udzieli stosownego pełnomocnictwa to oczywiście można go reprezentować na zebraniu/-ach, występować przed wspólnotą w jego imieniu, itd. Wszystko zależy od rodzaju pełnomocnictwa. Trzeba pamiętać o pełnomocnictwach szczególnych - przykładowo jeżeli ma być podjęta czynność notarialna, to pełnomocnictwo również musi być udzielone/poświadczone notarialnie.
27.Czy to możliwe że wodomierz główny wskazuje mniejsze zużycie niż suma wszystkich wodomierzy w mieszkaniach?
Tak. Wskazania wodomierza głównego i sumy wskazań wodomierzy indywidualnych nigdy nie są identyczne. Nawet jeżeli odczyt wykonywany jest w jednym czasie (np. radiowo) to ze względu na różne klasy wodomierzy i różne przepływy te wskazania zawsze będą się różnić. Jest to zjawisko normalne i jeżeli te różnice nie są niepokojące to nie trzeba się nimi przejmować.
28. W tym roku kominiarz robiąc przeglądy kominów wypytywał o rzeczy nie związane z piecem i kominami. Czy miał do tego prawo?
We wrześniu 2023r. weszły w życie pewne zmiany w przepisach i teraz kominiarz musi swój protokół wysyłać do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków w formie elektronicznej. Poza tym zakres danych jakie musi zebrać od mieszkańców ale i od zarządców jest dużo większy. Z tego też powodu kominiarze masowo renegocjują z zarządcami umowy i zwiększają stawki swojego wynagrodzenia za swoje usługi. Po raz kolejny wymuszane są rzekome ułatwienia, które generują tylko dodatkowe koszty dla nas mieszkańców.
Dziękuję wszystkim za pytania. Jak zawsze na kilka nietypowych (bodajże 3 takie w tym roku były) odpowiedziałem indywidualnie. Nie nadawały się one ze względu na treść i stopień skomplikowania do zamieszczania ich tutaj. Na kilka jeszcze nie odpowiedziałem, ale są one na tyle obszerne, że wymagają poświęcenia im osobnego wpisu, Jedno nawet podzielę na części bo było bardzo ciekawe i zapewne odpowiedź będzie interesowała wielu. Jeszcze raz dziękuję i zapraszam do lektury naszego bloga.
21. Czy myślałem o tym by 'wejść' w politykę?
Pytanie chyba z racji zbliżających się wyborów samorządowych. Odpowiadając - NIE nie myślałem. Uważam, że polityka bardzo psuje ludzi. Oczywiście nie wszystkich, ale w większości przypadków tak jest. Poza tym nie widzę siebie w czymś, co jest bardzo zbiurokratyzowane. Ja lubię działać, a nie grzać stołek. Ale przyznam, że już dwukrotnie miałem zapytania/prośby by działać w polityce. Zawsze odmawiam bo lubię działać tam gdzie działam
22. Czy mogę grilować na balkonie?
Niestety nie. Ze względu na przepisy pożarowe na balkonach nie można rozpalać grilla. Poza tym takie postępowanie można potraktować jako immisje i używanie części mieszkania niezgodnie z przeznaczeniem. Proszę też mieć na uwadze sytuację sąsiadów - ty rozpalisz grilla, a sąsiedzi będą musieli zamykać okna, a być może i tak będą mieli dym w mieszkaniu. Warto tak po ludzku pomyśleć o sąsiadach. Grilla przyjemniej rozpala się nad wodą, w parkach są też często wyznaczone do tego miejsca - warto z tego korzystać.
23. Wspólnota chce mi podnieść czynsz bo na parterze mam sklep. Czy tak można?
Tak. Wspólnota może zmieniać opłaty np. lokalom użytkowym jeżeli jest to uzasadnione. Bardzo powszechną praktyką jest zwiększanie opłat ze względu np. na wyższe zużycie ciepła, większy ruch klientów i potrzebę częstszego sprzątania, większy ruch samochodowy i potrzebę częstszych remontów drogi i iejsc postojowych, itd. Takie zwiększenie opłaty musi być uzasadnione i sprawiedliwe.
24. Na zebrania przychodzi garstka mieszkańców i nie możemy podjąć żadnych uchwał. Co robić?
Jeżeli na zebraniu nie ma większości zdolnej podjąć decyzję, to należy resztę podpisów do uzyskania koniecznej większości zebrać w drodze indywidualnego zbierania podpisów. Jeżeli i to jest niemożliwe (mieszkania są wynajmowane, właściciele wyjechali, nie ma z nimi kontaktu, itd) to można się zwrócić do sądu o rozstrzygnięciem, który na posiedzeniu niejawnym podejmie decyzję dla dobra Wspólnoty
25. Przez cały rok płacę czynsz w wysokości wskazanej przez administratora a na koniec roku i tak są różnice. Dlaczego tak się dzieje?
Po pierwsze słowo czynsz jest tutaj niewłaściwe. Właściciele opłacają zaliczki na utrzymanie nieruchomości. Co roku (albo po zmianach) każdy otrzymuje zawiadomienie o wysokości tejże zaliczki i opłaca je co miesiąc. Na koniec roku są podliczane wszystkie wydatki i bilansowane z tymi zaliczkami. Ponieważ część wydatków jest niestała i zależna np. od stylu życie mieszkańców i ich upodobań, lub np. od pogody - wówczas na koniec roku powstają różnice pomiędzy prognozowaną wysokością wydatków/kosztów, a rzeczywistą wysokością faktur. Tak jest m.in. z opłatami za wodę, ciepło, gaz do kotowni, prąd w częsciach wspólnych, itd. Ponadto część wydatków może być trudna do przewidzenia - ciężko prognozować ile żarówek nam się spali na klatce, czy może domofon się zepsuje, a może trzeba będzie wymienić samozamykacz. Jak sama nazwa wskazuje - opłacamy zaliczki na utrzymanie nieruchomości, a na koniec roku jesteśmy rozliczani z rzeczywiście poniesionych kosztów.
16. Co możemy zrobić z terenem wspólnoty?
Pytanie bardzo obszerne. Zakładam, że autorowi chodziło o to co można, a czego nie można robić na terenach należących do WM. Nie można robić rzeczy niezgodnych z prawem (np. urządzać tam śmietników czy punktów składowania odpadów niebezpiecznych) i niezgodnych np. z Miejscowym Planem Zagospodarowania Przestrzennego. Oznacza to mniej więcej tyle, że możemy działkę zabudować ale budynkami na jakie zezwala prawo miejscowe i oczywiście po zgromadzeniu niezbędnych dokumentów. Poza tym wspólnota może swobodnie gospodarować swoim terenem. Nie oznacza to jednak, że każdy z mieszkańców może robić na terenie WM co chce - o przeznaczeniu terenu decyduje wspólnota, czyli większość. Jeżeli ktoś więc chce zagospodarować w jakikolwiek sposób podwórko to musi mieć na to zgodę wspólnoty i nie może utrudniać innym korzystania ze wspólnego terenu. To tak po krótce.
17. Wspólnota chce założyć wspólną kotłownię i zrezygnować z piecy indywidualnych. Czy mogą mnie do tego zmusić jeżeli jest większość ZA?
Wspólnota większością głosów decyduje o większości spraw we WM. Jeżeli jest taka wola, to oczywiście może założyć wspólną kotłownię i podłączyć do niej chętnych mieszkańców. Natomiast nikogo nie można do niczego zmuszać. Jeżeli ktoś chce pozostać przy dotychczasowym sposobie ogrzewania to powinno się uszanować jego wybór. Oczywiście są przypadki kiedy można niejako 'zmusić' wszystkich do zmiany sposobu ogrzewania, ale to są nieliczne i specyficzne przypadki wynikające ze stanu zastanego i zmiany obowiązujących przepisów, więc nie będę tego tematu szerzej omawiał. Należy jednak pamiętać, że jeżeli wspólnota podejmuje decyzję o likwidacji starych piecy i przejścia na nowoczesne ogrzewanie, to może tym samym obciążyć właścicieli którzy chcą pozostać przy starym ogrzewaniu kosztami utrzymania starych instalacji (np. przeglądów kominów dymowych).
18. Dlaczego w spółdzielniach mieszkaniowych koszty ogrzewania są najczęsciej wyższe niż we wspólnotach? Przecież duża spółdzielnia organizując przetarg może uzyskać niższe ceny!.
Zacznę od końca - odsyłam do wcześniejszych wpisów, w których tłumaczyłem już kilkukrotnie że błędem jest myślenie że duża spółdzielnia lub duży zarządca z automatu będzie tańszy. To stereotyp bardzo często powtarzany jako argument przeciwko np. odłączeniu się od SM. Polecam lekturę moich wpisów które to tłumaczą. Przechodząc do sedna pytania - spółdzielnie mieszkaniowe i zarządcy którzy w wielu regionach polski są monopolistami stosują pewne narzuty na kotłowniach i ogrzewaniu które potrafią w skrajnych znanych mi przypadkach wynosić nawet ponad 30% kosztów całkowitych ogrzewania. Jest to powiedziłbym nawet stałe, ale ukryte pod inną nazwą wynagrodzenie spółdzielni. Temat dość obszerny i jeżeli dobrze pamiętam kiedyś podawałem jeden konkretny przykład takiej spółdzielni i wspólnoty która po przejściu do nas zaoszczędziła sporo pieniędzy na samej "obsłudze kotłowni". Wkrótce ponownie wrócę do tego tematu, bo mamy w tej chwili kolejną wspólnotę przejętą od innej spółdzielni, która w zaledwie 4miesiące sezonu grzewczego (i to przy mroźniejszym grudniu) zaoszczędziła ponad 10 000zł. Tylko dzięki zmianie spółdzielni na zarządcę. A to dopiero początek oszczędności.
19. Chcę założyć markizę zewnętrzną. Czy muszę mieć zgodę spółdzielni?
Tak. Jakiekolwiek prace na częściach wspólnych wymagają zgody spółdzielni/zarządcy, niezaeżnie od zakresu prac i tego jak mocno ingerujemy np. w ściany budynku.
20. Czy mogę prosić o wzór uchwały o wybór nowego zarządcy?
Wzór wysłałem mailowo. W związku z tym, że takich pytań otrzymujemy sporo zdecydowaliśmy sie na rozbudowę naszej strony internetowej i umieszczenie dodatkowej zakładki z różnymi plikami i przepisami do pobrania. Potrzebujemy tylko odrobiny czasu.
Pytanie trzeba rozważyć w kilku aspektach. Po pierwsze trzeba sprawdzić jaka jest instalacja i czy jest taka możliwość techniczna. My jak modernizujemy instalacje elektryczne to przygotowujemy je na taką ewentualność, ale nie każdy o to dba. Po drugie trzeba spytać u dostawcy prądu czy jest taka możliwość ze względu na moce i przkroje przewodów zasilających budynek. Po trzecie trzeba uzyskać zgodę zarządcy na prace na częściach wspólnych - jeżeli zmiana sposobu zasilania będzie się wiązała z koniecznością wykonania nowego przyłącza do lokalu. To tak po krótce
12. Co można zrobić jeżeli we wspólnocie nie możemy się dogadać i wszystko stoi?
Jeżeli wspólnota nie ma zdolności do podjęcia konkretnych czynności (mała 100% głosów a duża 50,01% minimum) to warto poprosić zarządcę o mediacje i rzeczowe przedstawienie tematu i konsekwencji wiążących się z brakiem decyzji. Jeżeli i to nie pomoże to można się zwrócić do sądu z wnioskiem o rozstrzygnięciem. Należy wskazać jakie są potrzeby wspólnoty i jakie będą skutki braku decyzji i wtedy sąd mając na uwadze dobro całej wspólnoty podejmuje wiążącą decyzję. Decyzja jest wydawana w konkretnej sprawie i zastępuje uchwałę wspólnoty
13. Czy wspólnota może zakazać wynajmowania lokalu na tzw. najem krótkoterminowy?
Nie. Wspólnota nie może ingerować w prywatne sprawy właściciela i nakazywać mu co ma robić z własnym mieszkaniem. Nie oznacza to jednak, że właściciel może robić w domu co mu się tylko podoba. Każdy właściciel musi korzystać z lokalu zgodnie z jego przeznaczeniem (np. lokal mieszkalny a nie warsztat usługowy) i w sposób nieutrudniający innym korzystanie z ich własności. Dodatkowo jeżeli jest to uzasadnione wspólnota może określić inne stawki zaliczek eksploatacyjnych, grzewczych i remontowych - podkreślę - jeżeli jest to uzasadnione. Przykładowo jeżeli ktoś na parterze prowadzi sklep i udostęnia dla klientów parking wspólnoty, to uzasadnine jest wzmożone zużycie i utrzymanie terenu parkingu i chodnika przed sklepem, co wiąże się z wyższymi opłatami eksploatacyjnymi i remontowymi.
14.Mamy we wspólnocie długoletniego dłużnika. Czy możemy go eksmitować?
Nie jest to łatwe ani szybkie rozwiązanie, ale jest taka możliwość. I to nie tylko w przypadku dłużników. Zgodnie z art. 16 ustawy o własności lokali jeżeli właściciel lokalu zalega długotrwale z zapłatą należnych od niego opłat lub wykracza w sposób rażący lub uporczywy przeciwko obowiązującemu porządkowi domowemu albo przez swoje niewłaściwe zachowanie czyni korzystanie z innych lokali lub nieruchomości wspólnej uciążliwym, wspólnota mieszkaniowa może w trybie procesu żądać sprzedaży lokalu w drodze licytacji na podstawie przepisów Kodeksu postępowania cywilnego o egzekucji z nieruchomości. W tym przypadku "eksmitowanemu" nie przysługuje lokal zastępczy.
15. Czy można "wypisać się" ze wspólnoty?
Prawo nie przewiduje takiej możliwości. W pewnych specyficznych warunkach wspólnota może przestać istnieć (np. gdy 1 właściciel wykupi wszystkie lokale, lub gdy budynek przestanie istnieć), jednak nie ma możliwości odłączenia się ze wszpólnoty. Każdy z właścicieli ma ściśle określone obowiązki wobec wspólnoty, ale również przysługują mu pewne prawa. Z doświadczenia wiem, że najlepiej rozwijają się te wspólnoty w których mieszkańcy tworzą zgrany kolektyw i wspólnie działają ku wspólnemu dobru. Czasmi jest to trudne i wiele zależy tutaj od ludzi, ale warto się starać.
Bardzo powszechne pytanie zwłaszcza w okresie rozliczania wspólnot. Każdy członek wspólnoty wpłaca comiesięczne zaliczki na poczet ponoszonych kosztów. Jak sama nazwa wskazuje są to zaliczki, które na koniec roku są rozliczane w porównaniu do rzeczywistych kosztów i wtedy dopiero można określić jakie były rzeczywiste roczne koszty i jaka część tych kosztów przypada na konkretny lokal. DLaczego wykonuje się to zaliczkowo? Odpowiedź jast prosta - zarządca nie jest w stanie określić jakie będą całkowite koszty w całym roku kalendarzowym. Część opłat zmienia się w trakcie roku, przykładowo opłaty za wodę mogą zmienić się w lipcu, ogrzewanie/gaz mogą zmienić się np. w czerwcu, a polisa ubezpieczeniowa np. kończy się w listopadzie. Jeżeli do tego dodamy np. różne zużycie prądu w części administracyjnej a co za tym idzie różne faktury za energię, różne zużycie ciepła/węgla/gazu/oleju opałowego, różne inne nieprzewidywalne wydatki, to otrzymujemy rzeczywiste roczne koszty utrzymania wspólnoty. Część tych kosztów jest znana wcześniej - np. wysokość stawek za wodę, prąd, gaz, ale już samo zużycie tych mediów będzie niewiadomą. W ten sposób zarządca przewiduje jakie będą koszty na podstawie poprzedniego roku i kosztów w tym minionym roku (oraz zużycia mediów w podobnym okresie), jeżeli zapowiadane są podwyżki to uwzględnia się je w zawiadomieniu o wysokości zaliczek miesięcznych.
Na rocznym zebraniu zarządca informuje jakie powinny być stawki zaliczek by pokryć ponoszone wydatki (wynikające z szacowanych kosztów i zużycia mediów), ale wspólnota może ustalić nieco wyższą stawkę by mieć pewność że na koniec nie będzie niedopłaty tylko wszyscy będą mieli nadpłatę.
7. Co roku mam niedopłatę, a siostra w bloku obok ma zawsze nadpłatę. Dlaczego tak jest?
Na to pytanie nie ma szybkiej odpowiedzi. Różnice w rozliczeniu wynikają z wielu czynników. Nawet w tym samym budynku - co więcej nawet sąsiedzi mogą mieć duże różnice w rozliczeniu. Wynika to m.in. z ustalonych stawek, rzeczywiście ponoszonych kosztów, liczby mieszkańców, stylu życia, zużycia ciepła i wody, itd. Zawsze żeby porównać jakiekolwiek rozliczenia trzeba znać historię rozliczeń i wiedzieć co rozliczamy. Nawet mając takie samo mieszkanie jak siostra i tą samą liczbę mieszkańców musimy uwzględnić styl życia, potrzeby mieszkańców, potrzeby remontowe budynku, podjęte działania przez zarządcę, ocieplene ścian, położenie lokalu w bryle budynku, itd, itp. Kiedyś przygotowałem pismo wyjaśniające dla mieszkańców w podobnym temacie. Po zakoczeniu odpowiedzi na pytania wkleję ja jako osobnego posta.
8. Czy można odłączyć się od Spółdzielni Mieszkaniowej?
Tak można, ale trzeba sprawdzić kilka kwestii. Polecam zapoznać się z moimi wcześniejszymi wpisami dotyczącymi tematyki SM właśnie. W niektórych przypadkach może być to trudne do zrealizowania. Wszystko zależy od stanu prawnego i zaangażowania a właściciwie determinacji mieszkańców.
9. Czy mogę powiesić reklamę swojej firmy na ścianie naszego bloku?
Wszystkie części wspólne - w tym ściany, dachy, kominy, balkony, drzwi - są częściami wspólnymi i wieszanie na nich reklam, szyldów, anten i czegokolwiek innego bez zgody zarządcy jest zabronione. Reklamę powieszoną bez zgody zarządca (i nie tylko on) może samodzielnie zdemontować i jeszcze obciążyć jej właściciela do poniesienia kosztów demontażu i naprawienia ściany np. po wywierconych otworach.
10. Co to są "części wspólne" we wspólnocie?
Ogólnie mówiąc są to wszystkie elementy konstrukcyjne (fundamenty, ściany, kominy, balkony, chodniki), oraz pomieszczenia przeznaczone do wspólnego użytkowania (podwórka, klatki schodowe, strychy, piwnice, korytarze), a także wszystkie instalacje służące wszystkim właścicielom (piony wodne i kanalizacyjne, instalacje gazowe i grzewcze, instalacja elektryczna w części administracyjnej i WLZ'ty, domofony i instalacje techniczne). Nie ma znaczenia gdzie przebiegają instalacje - nawet jak są wewnątrz mieszkania a służą innym lokatorom to tworzą części wspólne. Przykładowo pion wodny i instalacja do wodomierza w lokalu jest częścią wspólną, a to co za wodomierzem jest już prywatne
1. Czy odmawiamy przyjęcia wspólnot "złych", w złym stanie technicznym?
Nasi stali czytelicy wiedzą o tym, że nie tylko nie odmawiamy, ale bardzo chętnie zajmujemy się takimi budynkami bo można z nich najwięcej wyciągnąć i zrobić to w sposób najbardziej efektywny i ekonomiczny. Mogę tylko dodać, że zdarzyło nam się odmówić współpracy ze względu na "złych" ludzi - były to (na szczęście nieliczne przypadki) sytuacje w których wiedzieliśmy, że z powodu na postawę zarządu nie uda nam się nic dobrego zrobić dla tej konkretnej wspólnoty, albo wręcz mieliśmy jasny sygnał, że zarząd oczekuje od nas działań delikatnie mówiąc niezgodnych z naszymi standardami - już to kilka razy opisywałem i nie będę tego powielał.
2. Czy w mieszkaniu mogę hodować koty?
O tym co możemy robić w domu jasno stanowią przepisy. O tym jakie zwierzęta i gdzie możemy hodować mówią jasno uchwały podejmowane np. przez rady miejskie. Ogólnie mówąc najczęsciej w mieszkaniach można trzymać zwierzęta domowe (psy, koty, ptactwo ozdobne, etc), jednak najczęściej hodowle są zakazane. Ponadto wspólnoty często podejmują regulaminy porządkowe które uzupełniają przepisy miejscowe i dokładniej regulują takie kwestie więc polecam też sprawdzić taki regulamin we własnej wspólnocie - jeżeli został podjęty.
3. Czy pomożemy założyć wspólnotę?
Oczywiście. Przejmujemy wspólnoty od innych zarządców i administratorów, ale też pomagamy zakładać nowe wspólnoty, przejmujemy budynki od deweloperów i spółdzielni mieszkaniowych. Co więcej - zajmujemy się całym procesem założenia lub przejęcia wspólnoty, odciążając zarząd i mieszkańców. Nie ma dla nas rzeczy niemożliwych :)
4. Czym się różni decyzyjność mieszkańca w Spółdzielni Mieszkaniowej od decyzyjności we Wspólnocie?
To pytanie jest dość obszerne i postaram się zrobić jakąś grafikę lub tabelkę by zobrazować różnice w procesach głosowania i podejmowania decyzji w tych dwóch diametralnie różnych 'tworach' którymi rządzą zupełnie różne przepisy prawa i które mają zupełnie inne ścieżki decyzyjności. Jak się uda zrobię też krótkie porównanie plusów i minusów tych 'instytucji'. Proszę o odrobinę cierpliwości
5. Czy mieszkanie we wspólnocie podlega dziedziczeniu?
Tutaj pytanie raczej nie do mnie. To czy mieszkanie podlega dziedziczeniu zależy od tego kto jest właścicielem mieszkania i na jakich zasadach. Forma prowadzenia budynku (wspólnota - spółdzielnia - współwłasność) nie ma tutaj znaczenia. Powiem w dużym skrócie - jeżeli mieszkanie jest własnościowe to podlega dziedziczeniu niezależnie od tego czy jest założona wspólnota czy może budynek jest prowadzony przez np. spółdzielnię. Wiem, że niektóre spółdzielnie zastraszają swoich mieszkańców, że nie będą mogli dziedziczyć mieszkania jeżeli założą współnotę mieszkaniową - to nie jest prawdą jeżeli o to chodziło autorowi pytania. Musiałbym zrobić osobny i to bardzo obszerny wpis by przynajmniej zasygnalizować wszystkie aspekty tego pytania.
1. Pierwszy i chyba najbardziej widoczny i najczęściej spotykany przypadek. Wilgoć na oknie, na szybie, lub na parapecie pod oknem.
Na zdjęciu widoczny jest narożnik okna, fragment ściany (ościeżnicy) i parapetu. Jak widać już ze zdjęcia jest to okno o bardzo dobrych parametrach - pakiet szybowy jest prawdopodobnie trzyszybowy, nie widać dużego obniżenia temperatury przy ramce (na styku szyby i ramy okiennej). Z termogramów można wyczytać, że temperatura szyby i ścian/parapetu wynosi ponad 23stopnie, zatem w pomieszczeniu mamy około 24 lub nawet 25stopni. Wokół okna widać kolor ciemniejszy i kamera zmierzyła temperaturę 13,5 stopnia Celcjusza. W tym przypadku nie jest to wada osadzenia okna, gdyż okno zostało jedynie rozszczelnione. Takie rozszczelnienie już wpływa na temperaturę ramy okiennej i najbliższych okolic. Korzystając z tabelki w poprzednim wpisie możemy wywnioskować, że jeżeli temperatura w pomieszczeniu wynosi około 25stopni, a rama okienna ma 13,5stopnia, to przy wilgotności powyżej 55% wystąpi skroplenie pary wodnej z powietrza na tych chłodniejszych elementach. Ten przypadek jest zapewne chwilowy i okno można w każdej chwili zamknąć. Gdyby jednak nie można było tego zrobić, to dochodzić będzie do zawilgacania ścian i parapetu. 2. Kolejny przypadek to chłodniejsze powierzchnie w narożnikach spowodowane mniejszą cyrkulacją powietrza. Ściany zawsze są nieco chłodniejsze (mówimy o okresie grzewczym i nie poruszamy tematu ścian z ogrzewaniem płaszczyznowym) niż samo pomieszczenie z tego względu, że przepływ powietrza przy samych ścianach jest zaburzony. Na styku dwóch ścian te róznice temperatur są jeszcze bardziej widoczne, a na styku ścian i sufitu (lub ścian i podłogi) - czyli w narożniku zaburzenia przepływu powietrza są maksymalne.
Z tego powodu różnica pomiędzy temperaturą powietrza w mieszkaniu a temperaturą ścian i narożników mogą sięgać nawet kilkunastu stopni. Wpływa na to jeszcze kilka innych czynników, ale nie zagłębiajmy się aż tak w to zagadnienie. Wstawiam tutaj zdjęcie narożnika mieszkania, na którym widać, że ściany i sufit mają prawie jednolity kolor, co oznacza, że mają bardzo zbliżoną temperaturę, natomiest kolor narożników jest diametralnie inny. To konkretne zdjęcie obrazuje pomieszczenie, które zostało docieplone od wewnątrz i na zdjęciu widać miejsca w których zastosowano stalowe profile ścienne i sufitowe, które ze względu na istniejące mostki cieplne (zastosowane metalowe wieszaki i wsporniki) są widoczne na termogramach. Kamera uchwyciła na suficie najcieplejszy punkt który ma temperaturę 22,5stopnia (prawdopodobnie lampa która nie zdążyła ostygnąć po wyłączeniu). Całe pomieszczenie ma temp. około 20-21stopni, co oznacza, że przy najchłodniejszych miejscach na poziomie 17,6stopnia w pomieszczeniu musiałaby panować wilgotność na poziomie 80-90% by doszło do wykroplenia wilgoci z powietrza. Raczej nierealne3. Trzeci przypadek to analiza instalacji wodociągowej przepiegającej przez pomieszczenia piwniczne.
Jak się przyjrzymy to na zdjęciu widać nawet zawór i wodomierz :) Na termogramie widać, że rura z wodą ma zdecydowanie nższą temperaturę niż cała reszta pomieszczenia. Jeżeli temperatura powietrza w pomieszczeniu wynosi około 19-20stopni, a rura z wodą około 12stopni (a przy zwiększonym poborze chwilowym nawet poniżej 10stopni), to okaże się, że przy wilgotności powietrza 60-70% dojdzie do skraplania wody na rurach. Takie skraplanie i skapywanie wody powoduje zamakanie posadzki, ale także korozję rur (jeżeli są stalowe) i uchwytów. Dlatego też rury powinny być izolowane specjalnymi otulinami. Te z ciepłą wodą by nie tracić ciepła, a te z zimną by uniknąć korozji i wilgoci. Co ciekawe - niewiele osób zdaje sobie sprawę, że skraplanie wody na instalacjach wodociągowych występuje także w okresie letnim.Okres zimowy to czas w którym zamykamy szczelnie drzwi i okna żeby ciepło nam z mieszkań nie uciekało. Okna mamy coraz szczelniejsze, ściany też coraz częściej są ocieplone, zużycie ciepła nam spada i się cieszymy. Jednak czasami dochodzi do sytuacji w której w narożnikach ścian, na łączeniu ścian i sufitu, albo co jest najpopularniejsze w narośnikach przy oknie (najczęsciej na szybie) pojawia się wilgoć a z czasem także pleśń. Dzieje się tak z powodu wykraplania pary wodnej z powietrza na chłodniejszych powierzchniach. Ale zacznę od początku i postaram się opisać i zobrazować w czym jest problem i jak z nim walczyć. Posłużę się przy tym pewnymi uproszczeniami i proszę o wyrozumiałość, gdyż nie będę wspominał o mniej istotnych dla nas parametrach i cechach (jak chociażby ciśnienie które ma tutaj ogromne znaczenie, ale bardzo potrafi zagmatwać dzisiejszy temat). A więc do dzieła. Na początek definicja.
Punkt rosy, inaczej zwany także punktem nasycenia, wskazuje temperaturę, w której zgromadzona w powietrzu para wodna zamienia się w wodę w danym ciśnieniu. W tej temperaturze wilgotność względna powietrza sięga 100%, czyli wykrapla się. Do jej odczytu stosuje się odpowiednie wykresy, ale można też znaleźć uproszczone tabele. Ja też jedną przygotowałem z zakresem temperatur i wilgotności które nas dotyczą w życiu codziennym.

W swojej tabeli zaznaczyłem przykładowy punkt rosy dla powietrza o temperaturze 22stopni Celcjusza i wilgotności 70%. Wynosi on 16stopni Celcjusza. Co to oznacza? Jeżeli w mieszkaniu mamy powietrze nagrzane do 22stopni (można to sprawdzić termometrem) i o wilgotności 70% (ten parametr sprawdzamy wilgotnościomierzem zwanym też higrometrem) i jeżeli takie powietrze spotka się z elementami o temperaturze 16stopni Celcjusza lub mniejszej (niższej), to na tych chłodniejszych elementach dojdzie do skroplenia się pary wodnej zawartej w powietrzu. Jeżeli zatem takie ciepłe i wilgotne powietrze trafia np. na zimne okno, to na elementach tego okna (szyba, zimna rama okienna) pojawiają się krople wody. Jeżeli tym zimnym elementem jest ściana, to wilgoć wykrapla się na ścianie i jednocześnie zostaje wchłonięta przez taką ścianę (tynk, płytę kartonowo-gipsową, cegłę). Jeżeli jest to chwilowe, to po podniesieniu się temperatury ściany wigloć ta odparowuje. Gorzej jeżeli taka ściana jest narażona na wilgoć długotrwale - np. przez całą zimę. Wtedu dochodzi do rwałego zawilgocenia ściany i następnie pojawia się zapach stęchlizny, pleść, a nawet grzyb.
W następnym wpisie przedstawię termogramy, czyli zdjęcia z kamery termowizyjnej które bardzo dobrze obrazują jaką temperaturę a właściwie jaką różnicę temperatur mogą mieć ściany na styku z sufitem lub inną ścianą czy oknem.
Wiemy już jak powstaje zawilgocenie ścian. Teraz kwestia jak z tym walczyć i czy robimy to dobrze.
Odeślę was teraz jeszcze raz do tabeli. posłużymy się też zaznaczonym przykładowym punktem rosy. Jeżeli mamy np. fragment ściany który jest chłodniejszy od reszty (np, narożnik zewnętrzny ma poniżej 16stopni) to aby nie nastąpiło skroplenie wody należy:
a) obniżyć temperaturę w pomieszczeniu a tym samym przesunąć się w tabeli w lewo (dla 20 stopni punkt rosy wynosi już 14stopni) - niestety te rozwiązanie jest nieskuteczne z tego powodu, że obniżenie temperatury wewnątrz najprawdopodobniej obniży również temperaturę ściany (zwłaszcza jeżeli jest to ściana zewnętrzna)
lub/i
b) obniżyć wilgotność powietrza poprzez zastosowanie osuszaczy lub wietrzenie pomieszczeń (np. obniżenie wilgotności z 70 na 50% powoduje obniżenie punktu rosy do 10,5stopni) - przesuwamy się w tabeli w górę i jest to rozwiązanie bardzo skuteczne. Niestety wietrzenia bardzo często unikamy żeby nie wpuszczać do mieszkania zimnego powietrza. Chcemy w ten sposób oszczędzać ale narażamy się na pleśnie i grzyby, a ściany narażamy na zawilgocenie i zniszczenie
lub/i
c) podniesienie temperatury ściany poprzez zastosowanie odpowiedniego docieplenia (najlepiej zewnętrznego - ale o tym innym razem), jeżeli woda skrapla się na oknie to możemy wymienić okna na okna o lepszych parametrach i np. z ciepłą ramką
Optymalnym rozwiązaniem jest zastosowanie odpowiedniego docieplenia i zastosowanie rekuperacji - czyli wentylacji z odzyskiem ciepła. W ten sposób podnosimy temperaturę przegród (ścian, stropów) i jednocześnie obniżamy wilgotność. Duża wilgotność panuje w pomieszczeniach takich jak kuchnia (gotowanie), łazienka (kąpiele, pranie), oraz sypialnia (przez całą noc wydychamy powietrze które ma w sobie bardzo dużo wilgoci...
Zapraszam
W poprzednim wpisie skupiłem się na odpowiednim dobraniu parametrów pieca i "dopasowaniu" pieca do potrzeb budynku i mieszkańców. Dzisiaj temat powiązany, czyli o tym co obniża, a co podwyższa koszty ogrzewania. Jednak tym razem temat od drugiej strony. Od strony na którą największy wpływ mają przyzwyczajenia i nawyki mieszkańców.
Pierwsza część będzie dotyczyła otwierania drzwi i okien na klatce schodowej. W wielu wspólnotach stanowi to ogromny problem. Nie każdy rozumie, że pozostawione na wiele godzin otwarte drzwi wejściowe do budynku, lub uchylone okno powodują, że cała klatka się wychładza i w takim budynku zużycie energii do ogrzewania będzie wyższe. Nawet jeżeli na klatce nie ma grzejników, to wychłodzona klatka niejako "zaciąga" ciepło z mieszkań. Krótko mówiąc każde mieszkanie na takiej wychłodzonej klatce schodowej musi być bardziej ogrzewane, ponieważ część ciepła jest tracona właśnie przez ściany pomiędzy mieszkaniem a klatką schodową.
Staram się zawsze uczulać mieszkańców, że warto zamykać drzwi nawet jeżeli wychodzimy 'tylko do sklepu na parę minut'. Podobnie warto - jeżeli ktoś lubi zapalić przy otwartym oknie - wyjść przed budynek i tam zapalić i spędzić te kilka minut, zamiast stać przy otwartym oknie. Po pierwsze ciepło zostaje wewnątrz, a po drugie dym papierosowy pozostaje w 100% na zewnątrz, a nie w środku. Pamętam miałem kiedyś Panią, która wychodziła na dymka na zewnątrz, ale stawała nie dalej niż metr czy dwa od drzwi i to od otwartych drzwi i tam sobie spokojnie paliła. Nikt z mieszkańców nie potrafił jej przekonać, że dym wraz z zimnym powietrzem dostaje się do środka, a nie każdy lubi ten zapach. Postanowiliśmy kiedyś zrobić eksperyment: dokładnie 5m od drzwi wejściowych ustawiliśmy i odpaliliśmy świecę dymną która daje kolorowy dym. Otworzyliśmy drzwi wejściowe dokładnie na 3minuty. Po tym czasie zaknęliśmy drzwi i sprawdziliśmy całą klatkę schodową. Okazało się, że ten kolorowy dym był na całej klatce a nawet w mieszkaniach. Dopero to przekonało tą Panią, że dym potrafi wcisnąć się wszędzie.
Druga część dotyczy naszych mieszkań. Już wiele mówiło i mówi się o tym, że jedni grzeją ponad miarę, inni natomiast oszczędzają i "korzystają" z ciepła sąsiadów. Być może kiedyś opiszę dokładny przepływ ciepła przez przegrody (ściany, podłogę, sufit), ale dzisiaj chciałbym opisać jeden bardzo negatywny przypadek. Gmina przydzieliła lokal komunalny pewnej pani, która przejęła lokal, coś porobiła w mieszkaniu, pootwierała wszystkie okna (to było latem) i wyjechała - podobno za granicę. Nikt z sąsiadów nie ma z nią kontaktu. Gmina również nie reagowała na nasze wezwania i skargi mieszkańców. Okna nikt nie zamykał. Udało się w końcu przymusić gminę by wezwałą ślusarza, weszłą do lokalu i zamknęła okna. Ale teraz pozostaje problem nadmiarowego zużycia ciepła przez ten lokal. Okna były otwarte, więc zużycie ciepła w tym lokalu zapewne było dużo wyższe niż w podobnych lokalach w tym samym budynku. Dodatkowo wyższe zużycie ciepła wystąpiło także w mieszkaniach przyległych. Jak więc teraz rozliczyć te ponadnormatywne zużycie ciepła?
Proszę wszystkich by pilnowali takich rzeczy w swoich wspólnotach. Zwróćcie uwagę sąsiadowi by zamykał drzwi. Poproście palaczy by nie robili tego na klatce przy otwartym oknie. Niech wyjdą na balkon lub przed budynek. A najlepiej niech rzucą ten okropny nałóg. Mamy nowy rok, może to będzie powód by rozstać się z nałogiem? Mój dziadek palił przez lata fajkę i pewnego dnia rzucił palenie z dnia na dzień. I od tego czasu nie palił już przez ponad 30lat. A więc można!
Na początek kilka słów z moich praktycznych obserwacji i doświadczeń w dziedzinie CO. Wiele lat zajmowałem się integracją różnych systemów w budynkach, w tym także systemów grzewczych. Pomagałem w tworzeniu projektów, uruchamiałem automatykę, nadzorowałem prace nad prawidłowym wykonaniem instalacji. Jakie mam wnioski? Powiem krótko - nieciekawe i mało optymistyczne. Bardzo rzadko trafiają się fachowcy którzy nie tylko wiedzą co robią, ale wiedzą co z czego wynika i jakie są następstwa np. zmiany poszczególnych parametrów. W wielu przypadkach spotykałem się z tłumaczeniami że "tak się robi" i kropka. Niektórzy wręcz kopiowali ustawienia "bo tak się zawsze sprawdzało". Czy tak powinno być?
Każdy budynek, każda instalacja i każdy użytkownik (czyli mieszkańcy) są inne. Do każdego przypadku trzeba podejść indywidualnie. Oczywiście pewne schematy się powtarzają, ale nie można na ślepo kopiować ustawień. Jest jeszcze jeden "problem" - prawidłowa parametryzacja całej instalacji grzewczej to żmudny proces. Aby wszystko ustawić optymalnie potrzeba sporo czasu. Ustawiamy parametry i obserwujemy efekty. Następnie optymalizujemy je i znowu obserwujemy. Kolene poprawki i znowu obserwacje. I tak do momentu gdy wszystko będzie optymalnie dopasowane. Co się jednak stanie gdy nie poświęcimy czasu na te precyzyjne ustawianie parametrów? Najczęściej spotyka się dwa przypadki. Pierwszy z nich ma miejsce wtedy gdy instalacja ma za niskie parametry i w niektórych mieszkaniach lub w przypadku spadku temperatury na zewnątrz niektóre mieszkania (np. skrajne, położone najdalej od pieca, położone na poddaszu) będą niedogrzane. Drugi skrajny przypadek zupełnie odmienny od tego pierwszego to przesadzone parametry, a co za tym idzie przegrzane mieszkania i zbyt wysokie zużycie energii (węgla, peletu, gazu, itd). Ten drugi przypadek najczęsciej spotykałem w swojej karierze zarządcy. Serwisanci celowo ustawiają zbyt wysokie parametry w swoich instalacjach. Dzięki temu nikt do nich nie dzwoni z prośbą o zmianę, nikt nie marznie, nikt nie narzeka na źle wykonaną i ustawioną instalację CO. A że zużycie gazu lub węgla jest duże ... Jak to mawiają politycy - taki mamy klimat.
Warto zadbać o swoje instalacje. Warto poświęcić im trochę czasu i je odpowiednio ustawić. Warto także wydać parę złotych i wszystko dobrze zaizolować. Taka dobrze ustawiona instalacja odwdzięczy się nam nie tylko wysokim komfortem użytkowania, ale również w miarę niskimi kosztami eksploatacyjnymi. Mój rekordzista to kocioł gazowy w przejętej wspólnocie, który po kilku tygodniach parametryzacji poprawił komfort mieszkańców (już nikt nie dzwoni że ma za zimno), ale dodatkowo przyniósł roczne oszczędości rzędu 12tys w ubiegłym roku i prawie 10tys w tym roku. Naprawdę było warto poświęcić te kilka tygodni na dobranie ustawień.
Naruszenie prywatności, poczucie zagrożenia, stalking, naruszenie miru domowego, naruszenie dóbr osobistych, uporczywe nękanie, ograniczenie współposiadania czy też współkorzystania czy też inne wykroczenia i przestępstwa są ścigane na wniosek pokrzywdzonego. Jeżeli ktokolwiek w jakikolwiek sposób czuje się pokrzywdzony lub zagrożony z tego tytułu, powinien zgłosić to odpowiednim organom.
Na koniec przytoczę art. 16 ust. 1 wspomnianej ustawy o własności lokali: Jeżeli właściciel lokalu zalega długotrwale z zapłatą należnych od niego opłat lub wykracza w sposób rażący lub uporczywy przeciwko obowiązującemu porządkowi domowemu albo przez swoje niewłaściwe zachowanie czyni korzystanie z innych lokali lub nieruchomości wspólnej uciążliwym, wspólnota mieszkaniowa może w trybie procesu żądać sprzedaży lokalu w drodze licytacji na podstawie przepisów Kodeksu postępowania cywilnego o egzekucji z nieruchomości (bez prawa do lokalu zastępczego).
Niejednokrotnie zapadały już wyroki sądów nakazujące eksmisję osób które łamały postanowienia tego artykułu. Eksmisja jest zawsze krokiem ostatecznym i mam nadzieję, że w Waszych i Naszych Wspólnotach nie będzie konieczna. Czasami jednak nie ma inego wyjścia...
Nasze prawo do prywatności jest ściśle określone w przepisach, w tym. m.in.: ustawie z dnia 10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2019 r. poz. 1781), oraz ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny (Dz. U. z 2022 r. poz. 1138, 1726, 1855, 2339, 2600, z 2023 r. poz. 289, 403, 818, 852, 1234, 1834, 1860, 1963). Przepisy te zakazują praktyk naruszających dobro osobiste innych osób, jednocześnie określają czy wręcz narzucają pewne obowiązki i ograniczenia m.in. dla właścicieli systemów dozoru wizyjnego (kamer, rejestratorów, itp.). W częściach wspólnych należących do Wspólnot Mieszkaniowych nie można bez zgody Zarządcy instalować jakichkolwiek urządzeń, w tym również kamer, mikrofonów, rejestratorów, fotopułapek, itp. Takie urządzenia zgodnie z obowiązującymi przepisami mogą być instalowane tylko na terenach prywatnych i tylko w sposób uniemożliwiający rejestrowanie czy śledzenie osób i terenów wspólnych lub części prywatnych innych osób. Zatem kamery na częściach wspólnych lub obejmujące części wspólne mogą być zainstalowane wyłącznie za zgodą Zarządcy, natomiast kamery w obszarach prywatnych nie wymagają zgody Zarządcy ale nie mogą obejmować swym zakresem części wspólnych (klatek, podwórka, korytarzy, strychów, chodników, itp.) ani części prywatnych osób trzecich (okna, drzwi, garaże, komórki lokatorskie, itd.).
Warto też wspomnieć o Ustawie z dnia 23 kwietnia 1964 r. - Kodeks cywilny (Dz. U. z 2023 r. poz. 1610, 1615, 1890, 1933), a w szczególności o art. 5: Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony.
Z zapisu tego jasno wynika, że osoba która chcąc bronić swoich praw podejmuje czynności które są niezgodne z obowiązującymi przepisami lub zasadami współżycia społecznego nie podlega ochronie prawnej. Przykładowo chcąc chronić siebie i swoich najbliższych (przed atakami, kradzieżą, naruszeniem mienia, pomówieniami, itd.) instalujemy kamery monitoringu, ale montując je pomijamy prawo (nie mamy odpowiednich zgód, montujemy je niewłaściwie, nie umieszczamy wymaganych prawem informacji, itd.) – wówczas takie działanie jest niezgodne z prawem i nie możemy powołać się na zapis, że zrobiliśmy to w celu ochrony własnej i swoich bliskich. Krótko mówiąc przy łamaniu prawa nie można powołać się na to, że zrobiliśmy to w imię ochrony swoich praw.
Wspólnota może instalować systemy monitoringu w częściach wspólnych, na podwórkach, piwnicach czy strychach. Musi być jednak spełnionych kilka warunków. Najważniejszy z nich to uchwała wspólnoty o instalowaniu takiego systemu, drugi istotny warunek wynika ze wspomnianej ustawy o ochronie danych osobowych - znanej powszechnie jako RODO. Tutaj administrator musi jasno określić cel przetwarzania danych osobowych, wyznaczyć administratora tych danych, itp, itd. Trzeci warunek to zaistnienie przesłanek które "usprawiedliwiają" montaż kamer i sprawiedliwe lub też inaczej mówiąc bezstronne podejście do całego zagadnienia (montaż kamer w całym budynku jest ok, ale już montaż kamery tylko przy naszym samochodzie z pominięciem kilkunastu innych aut sąsiadów - już nie).
Zgodnie z ustawą z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali (Dz. U. z 2021 r. poz. 1048, z 2023 r. poz. 1688) właściciel lokalu ma prawo do współkorzystania z nieruchomości wspólnej ale to korzystanie winno być zgodnie z jej przeznaczeniem (art. 12 ust. 1). Ponadto właściciele (jak również mieszkańcy, najemcy i goście) są obowiązani utrzymywać lokal w należytym stanie, przestrzegać porządku domowego, uczestniczyć w kosztach zarządu związanych z utrzymaniem nieruchomości wspólnej, korzystać z niej w sposób nieutrudniający korzystania przez innych współwłaścicieli oraz współdziałać z nimi w ochronie wspólnego dobra (art. 13 ust. 1.).
W myśl obowiązujących przepisów nie można korzystać ze swojego lokalu i części wspólnych w sposób utrudniający normalne użytkowanie innych lokali lub uciążliwy dla innych właścicieli.
Przekroczeniem swoich uprawnień i utrudnieniem dla innych mieszkańców w zakresie własnego lokalu (mieszkania, piwnicy, garażu, komórki lokatorskiej, itp.) mogą być wszelkiego rodzaju immisje typu hałas, nieprzyjemne lub długotrwałe dźwięki, zapach, brud, robactwo, zasłanianie okien, zrzuty nieczystości, gromadzenie odpadów, drgania, gromadzenie materiałów niebezpiecznych lub uciążliwych, itd.
Także korzystanie z części wspólnych powinno być zgodne z przepisami i przeznaczeniem danego obiektu lub jego części. Przykładowo: korytarze i klatki schodowe służą do komunikacji i swobodnego poruszania się i nie mogą być w jakikolwiek sposób zastawiane i przywłaszczane nawet jeżeli zwyczajowo korzysta z nich tylko jeden z mieszkańców; drogi dojazdowe i chodniki służą wszystkim mieszkańcom i nie można ich traktować jako prywatne miejsca postojowe; strychy i podwórka są również częścią wspólną i nie można ich w jakikolwiek sposób zamykać lub odgradzać i wydzielać części prywatnych; dachy i elewacje są częścią wspólną i umieszczanie na nich jakichkolwiek urządzeń, reklam, kwietników, markiz, rolet, malowanie ich, itd. bez zgody wspólnoty jest kategorycznie zabronione.
W związku z powyższym, naruszanie zasad poprzez zastawianie klatek schodowych jakimikolwiek urządzeniami (rowery, suszarki na pranie, szafki, etc.) jest niezgodne z obowiązującymi przepisami. Podobnie wygląda sprawa puszczania/słuchania głośnej muzyki w mieszkaniach i w otoczeniu całego budynku. Cisza nocna obowiązuje w godzinach nocnych i w tych godzinach obowiązuje całkowity zakaz hałasowania, natomiast w dzień nie można słuchać muzyki w sposób jaki utrudniałby korzystanie z mieszkania lub np. podwórka przez inne osoby. Rodzaj muzyki i jej głośność jest sprawą subiektywną. Zapewne impreza w okresie letnim urządzona jednorazowo i w określonych porach po uprzednim uprzedzeniu sąsiadów nie będzie im mocno przeszkadzała, natomiast codzienne wielogodzinne narzucanie wszystkim swojej ulubionej muzyki lub stacji radiowej bezsprzecznie jest traktowane jako immisje i zakazane.
Dzisiaj jeszcze jeden krótki wpis, nawiązujący do spotkania mieszkańców z prezesem spółdzielni. Na spotkaniu tym prezes wielokrotnie podkreślał, że rozliczenie finansowe spółdzielni było sprawdzane przez firmę zewnętrzną czyli tzw. Audytora i wszystko jest w porządku. Mieszkańcy nie muszą się zatem niczego obawiać.
Czy rzeczywiście nie ma się czego bać? Spróbuję to przybliżyć w kilku zdaniach. Biegły Rewident bada sprawozdanie finansowe spółdzielni i sporządza pisemną opinię wraz z raportem o tym, czy jest ono zgodne z zastosowanymi zasadami (polityką) rachunkowości oraz rzetelnie i jasno przedstawia sytuację majątkową i finansową, jak też wynik finansowy spółdzielni. Takiego audytora interesuje bardziej wynik finansowy i zgodność sprawozdania z dokumentacją, niż sama zasadność wydatków czy ich wysokość. Co ważne - audytor ocenia informacje, przedstawione dokumenty, ich kompletność i zrozumiałość. Nie jest to osoba wszechstronna, która miałaby badać zastosowane technologie, wskazywać opłacalność i celowość wydatków, oraz oceniać wybór konkretnych wykonawców.
Już kiedyś pisałem o tym, że jeżeli spółdzielnia dobrze wszystko rozliczy i udokumentuje stosownymi papierami to może nawet wybudować willę z basenem dla prezesa i żadna jednostka audytorska tego nie podważy.
Na koniec jeszcze kilka przydatnych i ciekawych informacji: audytora wybiera spółdzielnia, opłaca również spółdzielnia, koszt corocznego badania sprawozdania to minimum 20 000zł. Czy mieszkańcy mogą narzucić swojego audytora jeżeli nie mają zaufania do tego wybranego przez spółdzielnie mieszkaniowe? Na to pytanie odpowiem także pytaniem: czy mieszkańcy mają prawo domagać się rzetelnego rozliczenia? Mają takie prawo. A czy jest ono respektowane i realizowane? Zakończę cytatem z filmu polskiego, który to cytat wypowiedział jeden z mieszkańców na ostatnim spotkaniu z prezesem spóldzielni mieszkaniowej i który idealnie wpasował się w narrację prowadzoną przez prezesa: "nie mamy Pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobi?!..."
Dzisiaj jeszcze jeden krótki wpis o spółdzielniach mieszkaniowych. Tym razem sytuacja dotyczy spółdzielni która działa na terenie śląska, ale to nie ma znaczenia.
Rozmawiałem wczoraj ze znajomym, który prowadzi firmę w branży budowlanej. Przez wiele lat mieszkał w bloku należącym do lokalnej spółdzielni. Nadal ma tam znajomych, odwiedza ich i zainteresował się tym, co ta spółdzielnia wyprawia. Spróbuję to opisać w kilku zdaniach.
Przez ostatnie około 20 lat ta spółdzielnia nie wykonywała żadnych większych remontów. Środki na fundusz remontowy były systematycznie wpłacane przez mieszkańców. W ostatnim czasie spółdzielnia postanowiła ocieplić w końcu trzy sąsiednie bloki. Aby to zrealizować, podniosła opłaty. Średnio opłaty za mieszkanie wzrosły z około 800zł do około 1100zł. Wzrost funduszu remontowego wyniósł zatem około 300zł/mieszkanie. Tłumaczenie prezesa zarządu było takie, że bez tych wyższych opłat nie dałoby się przeprowadzić termomodernizacji. Jednak mieszkańcy nie wiedzą co stało się z funduszem, który był wpłacany przez wiele lat. Może nie był on bardzo wysoki, ale liczba mieszkań i to, że nie było żadnych remontów przez wiele lat sugerują, że na koncie remontowym powinna być uzbierana znaczna kwota.
Przejdźmy jeszcze do drugiej ciekawej kwestii.
Jak wspomniałem znajomy, który mi to opowiadał prowadzi firmę w branży budowlanej. Jest naprawdę dobrym fachowcem i ma duże doświadczenie w tym, co robi. I teraz najlepsze. Powiedział, że nie pamięta dokładnej kwoty prac termomodernizacyjnych prowadzonych na tych trzech budynkach, ale kwoty te były oderwane od realnych cen. Powiedział, że za połowę tej ceny zrobiłby to samo i jeszcze prezesa całował po rękach za takie zlecenie.
I teraz nasuwa się klasyczne pytanie: "A kto za to zapłacił? Pan. Pani. My wszyscy..."
Na początek może wyjaśnię jak wygląda "rozliczenie", jakie właściciele otrzymali od spółdzielni. Jest to jednostronicowe pismo, które zawiera informację, że w związku z powstaniem wspólnoty i odejściu od spółdzielni właściciel danego lokalu został rozliczony i niedopłata na ogrzewaniu wynosi xxx zł, a stan funduszu remontowego w przeliczeniu na dany lokal wynosi yyy zł. Kwoty te zostały zbilansowane i właściel ma do dopłaty/zwrotu kwotę zzz zł. I tyle. Nic więcej. Żadnego rozliczenia. Żadnego zestawienia wpłat i kosztów. Żadnego bilansu aktywów i pasywów.
Żadnej nawet najmniejszej próby wyliczenia skąd te kwoty się wzięły.
Co robi zatem prezes spóldzielni w tej sytuacji? Tłumaczy ludziom, że otrzymali rozliczenie i zostało ono wykonane zgodnie z obowiązującym prawem spółdzielczym. Tłumaczy również, że księgowość spółdzielni jest ściśle kontrolowana i co kwartał powstają rozliczenia. Mieszkańcy proszą zatem o te kwartalne rozliczenia. Tym razem prezes odpowiada krótko - "a na co wam to?"....
Nie będę streszczał spotkania i opisywał całości. Zasłanianie się ustawą było nagminne, tak samo jak wmawianie ludziom, że nic więcej nie jest potrzebne. Tłumaczenie, że wszystko zostało rozliczone i sprawdzone i są na to dokumenty było wielokrotne, ale gdy mieszkańcy prosili o te dokumenty, to następował ciągły opór prezesa. Tłumaczenia przeróżne - od wspomnianych już słów "a po co wam to", poprzez "dzisiaj akurat nie ma w pracy osoby, która się tym zajmuje", a skończywszy na "trzeba się było umówić na spotkanie".
Ogólnie było bardzo ciekawie. Na spotkanie przybyła blisko połowa mieszkańców pomimo bardzo niedogodnej pory, ich zaangażowanie w swoje sprawy jest naprawdę godne podziwu. Determinacja tych osób może być wzorem dla wszystkich mieszkańców spółdzielni mieszkaniowych i nie tylko.
Na koniec prezes uległ mieszkańcom i obiecał, że na przyszły tydzień udostępni dokumenty o jakie prosili mieszkańcy. Ja obawiam się jedynie, że to nie będą rzetelne i szczegółowe rozliczenia, a jedynie namiastka takowych. Twierdzę tak, ponieważ widziałem na własne oczy "rozliczenia" kosztów ogrzewania, które bardziej przypominają opowiadanie pisane w szkole niż księgowy dokument. Ale poczekajmy - może tym razem prezes mnie pozytywnie zaskoczy.
Na spotkaniu poruszany był również temat przekazanej dokumentacji, ale temu poświęcę osobny wpis. Osobno opiszę też temat dużej inwestycji, jaką było wykonanie kotłowni gazowej i związane z tym zagadnienia (i problemy). Zapraszam do lektury.
Na początek dodam, że dane pochodzą z roku 2018 więc są już trochę nieaktualne. Próbowałem pozyskać szczegółowe dane o tej spółdzielni takie jak ilość i metraż prowadzonych budynków, ilość mieszkań i mieszkańców, zatrudnienie, itp. Niestety bezskutecznie. Spółdzielnie bardzo chronią takie dane i boją się ujawnienia. Czego się boją? Przeczytajcie to co ja ustaliłem a zrozumiecie sami...
Przejdźmy do konkretnych liczb, które udało mi się ustalić:
1. Wynagrodzenie zarządu z umowy o pracę - 261 150,31zł
2. Wynagrodzenie zarządu z umowy zlecenia - 18 580,65zł
3. Organizacja/przeprowadzenie Walnego Zgromadzenia - 47 559,49zł
4. Przeprowadzenie badania (tylko sprawdzenie, a nie sporządzenie) sprawozdania finansowego - 21 525zł
Przypominam, że dane pochodzą z 2018r. Sami oceńcie czy blisko 50 tysięcy za organizację zebrania to dużo czy mało. Czy wynagrodzenie zarządu w wysokości 280 tysięcy rocznie to mało? Czy w tym jest wynagrodzenie prezesa? - nie wiem. Nie udało mi się tego ustalić. Wiem tylko, że te dane nie obejmują wynagrodzenia pracowników spółdzielni. We wspomnianym 2018 r. w opisywanej spółdzielni zatrudnionych było 18 pracowników umysłowych (księgowe, sekretarki, kadrowa, itp), oraz 31 pracowników na "stanowiskach robotniczych" - jakich konkretnie tego już nie ustaliłem mimo szczerych chęci. Łącznie 49 osób. Nie ma informacji o wynagrodzeniu, ale załóżmy, że te osoby otrzymywały wynagrodzenie minimalne określone w rozporządzeniu - w 2018 r. było to 2100 zł brutto miesięcznie. 49 osób x 2100 zł/miesiąc x 12 miesięcy = 1 234 800 zł. Założenia pewnie mocno zaniżone, gdyż kierownictwo i księgowe (szczególnie główna księgowa) zapewnie miało wyższe wynagrodzenie. Niestety te dane jak również wynagrodzenie prezesa są ściśle chronione. A szkoda. Fajnie byłoby wiedzieć, ile zarabia preses i główna księgowa w spółdzielni mieszkaniowej.
Podsumowując - wynagrodzenie zarządu i pracowników spółdzielni mieszkaniowej to około 1,6 miliona zł rocznie. Mam informację ze sprawozdania finansowego, że spółdzielnia w tym okresie wydała na wynagrodzenia łącznie 2 631 201,14 zł czyli o milion więcej od wyliczonego. Kto zatem i za co otrzymał wynagrodzenie w wysokości blisko 1 miliona zł? Czy to jest wynagrodzenie prezesa, czy może jeszcze inne niewymienione w rozliczeniu? A może pracownicy spóldzielni mieszkniowych zarabiają dużo więcej niż założyliśmy? Tego już nie wiem...
Na koniec jeszcze jedna ciekawa kwota - opisywana spółdzielnia zamknęła rok 2018 stratą netto w wysokości 1 479 410,14 zł.
Przeanalizujcie te kwoty sami i powiedzcie: czy spóldzielnie mieszkaniowe są lepsze od wspólnot mieszkaniowych? Czy rzeczywiście w dużej spółdzielni jest lepiej bo stawki i wydatki są niższe? Czy warto wydawać 50 tysięcy zł na organizację zebrania jak można tę kwotę wydać np. na remonty?
W jednej z instytucji serwisują bardzo dużą centralę wentylacyjną, która wentyluje cały budynek i której zadaniem jest dostarczanie powietrza o odpowiednich parametrach (temperatura, wilgotność, czystość, itd). Budynek modernizowany kilka lat temu, firma wygrała przetarg na serwis pogwarancyjny i go realizuje zgodnie z wytycznymi osoby odpowiedzialnej za utrzymanie techniczne budynku. Ich zadanie polega na tym, że co jakiś czas wymieniają filtry, sprawdzają parametry i ich zgodność z projektem, jeżeli coś trzeba wymienić lub wyczyścić to to robią i tyle. Ale w czym problem zapytacie? Ano w tym, że projektant źle przewidział parametryzację całej centrali i pracuje ona pełną mocą 24h/dobę. Centrala mogłaby pracować pełną mocą tylko wtedy,gdy jest taka potrzeba, a w pozostałym czasie można by zmniejszyć jej moc do około 40%, natomiast nocą mogłaby być całkowicie wyłączona. Dlaczego więc firma tego nie zrobi i nie zmieni parametrów? Bo kierownik działu technicznego się na to nie zgadza. A kierownik się nie zgadza, bo projekt przewiduje coś innego. Ale ten sam kierownik nie zdaje sobe sprawy, że parametryzacja nie wymaga zmiany czy opinii projektanta. Po prostu boi się cokolwiek zmieniać. A boi się, bo został kierownikiem działu technicznego chociaż ma wykształcenie nietechniczne i wcześniej pracował w tym urzędzie jako szeregowy pracownik administracyjny. Nie ma więc odrobiny wiedzy o tym, co nadzoruje i za co odpowiada. A teraz przejdźmy do konkretów. Centrala ma założony podlicznik energii elektrycznej, czyli dokładnie wiadomo ile dziennie/miesięcznie/rocznie energii zużywa. I okazuje się, że miesięczny koszt samej energii elektrycznej do zasilania tego urządzenia to około 8000 zł w lecie i około 22000 zł zimą (dodatkowe nagrzewnice). Przyjmijmy, że w weekendy gdy budynek jest zamknięty, oraz w godzinach 17 - 5 centrala mogłaby być wyłączona. W budynku wtedy nie ma nikogo z pracowników. W pozostałym czasie zakładamy, że pracuje pełną mocą. Oszczędności miesięczne mogłyby wynosić około 5000-14000 zł. Jeżeli dobrze ustawimy sterownik, to możemy uzyskać dalsze oszczędności rzędu 2000-5000 zł. I to mówimy tylko o energii. Do tego można dołożyć oszczędności na materiałach serwisowych, wolniejsze zużywanie się filtrów, łożysk, nagrzewnic, itd. Czyli z pieniędzy podatników w powietrze wyrzucane jest nawet 20000 miesięcznie tylko dlatego, że kierownik działu technicznego nie ma odwagi, wiedzy ani umiejętności, by zgodzić się na prawidłową parametryzację sterownika wentylacji.
Wiem o czym mówię, bo sam kiedyś zajmowałem się m.in. integracją systemów budynkowych i miałem okazję ustawiać różne systemy automatyki budynkowej, wentylacji, ogrzewania, klimatyzacji, oświetlenia, automatyki basenowej, pomp ciepła, itp... Mogę potwierdzić, że źle ustawiony piec lub sterownik wentylacji mogą pogrążyć nasz domowy budżet i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.
W ubiegłym tygodniu załatwialiśmy sprawę w jednym z urzędów. Sprawa ciągnie się już chyba ze dwa lata. Zadzwoniła do nas pani z urzędu, że coś tam musimy załatwić by sprawę pchnąć dalej. Mówię, że wyślemy w tej sprawie oficjalne pismo, ale pani nalegała by podejść osobiście bo tak będzie łatwiej i przyśpieszy wszystko. Napisaliśmy na szybko krótkie pismo, siadam w samochód i po kilkunastu minutach wchodzę do urzędu. Temat dla mnie banalny, do załatwienia w max minutę. Ale nie tak szybko... Najpierw pani każe wyjść i poczekać na korytarzu. Zaczynam tłumaczyć o co chodzi, ale pani przerywa i mówi coś w stylu "tu każdy chce coś tylko złożyć". Ok. Wychodzę na korytarz i po chwili pani woła dwóch innych panów czekających na korytarzu. Drzwi są otwarte, więc chcąc nie chcąc, słyszę całą rozmowę tych panów z urzędniczką. Jeden z nich coś załatwia, a drugi tylko zajmuje czas rozmową z panią urzędniczką. Pominę szczegóły rozmowy i zachowania tych panów. Po 54 minutach (tak - zaglądałem na zegarek) panowie wychodzą i wchodzę ja. W niecałą minutę załatwiam sprawę i wychodzę. Sprawę załątwiłem w minutę, ale dojazd i czekanie w urzędzie to prawie 1,5 godziny.
Drugi przykład. Do załatwienia sprawa u dostawcy prądu w nowej wspólnocie. Możliwa do załatwienia tylko telefonicznie na ogólnej infolinii. Jeszcze pół roku temu można było wysłać maila i następnego dnia lub max 3-go dnia mieliśmy odpowiedź i pozytywne załatwienie sprawy. Teraz, jak się dowiedziałem, operator zmienił system i takie sprawy można załatwić tylko u konsultanta. Nie będę zanudzał jak to wygląda - każdy kto próbował się dodzwonić na jakąkolwiek infolinię wie jak to wygląda. Po dwóch dniach, wieeeelu minutach oczekiwania na połączenie z konsultantem, przekierowywaniu do kolejnego działu, szeregu połączeń z działami rozliczeniowymi, technicznymi itd, w końcu ... dostałem informację, że zgłoszenie jest przyjęte i w ciągu 14 dni mają dokonać zmian w systemie. Zostaję więc z informacją, by za dwa tygodnie zadzwonić ponownie i dowiedzieć się czy wszystko się udało. Żeby było jeszcze ciekawiej pierwszego dnia pani na infolinii (pomimo konsultacji z kimś z kierownictwa) odpowiedziała nam, że tego się nie da zrobić, natomiast następnego dnia pani z innego działu odesłała nas do tego wcześniejszego z informacją, że oni to powinni zrobić. Podsumowując - około godzina rozmów z konsultantami, blisko 2 godziny oczekiwania na dostępność konsultantów i połączenia pomiędzy nimi. A kiedyś wystarczył mail napisany w 5 minut...
Mamy tutaj przykłady traconego czasu na coś, co nie jest nam potrzebne do szczęścia i czego wspólnota nawet nie widzi, a z czym musimy się mierzyć w swojej codziennej pracy. Niby tylko godzina lub dwie stracone, ale tych urzędów i obowiązków z roku na rok jest coraz więcej, a korporacje likwidują punkty obsługi klienta na rzecz infolinii. I w ten sposób w miesiącu poświęcamy naprawdę sporą część naszego czasu na takie urzędnicze sprawy. Osobiście wolałbym poświęcić go bezpośrednio dla wspólnot - dla mnie to przyjemniejsze, a dla mieszkańców korzystniejsze. Ale czarną robotę też musimy wykonywać. Niestety
W jednej miejscowości przejęliśmy w prowadzenie dwie nieruchomości. Obie bardzo zaniedbane, obie wymagające wielu remontów, obie bez większych pieniędzy na koncie.
Jedna wspólnota zgodziła się na nasz plan działań, zaakceptowała kolejność prac, zgodziła się na zaciągnięcie kredytu, zaakceptowała wykonawcę, itd. Zrealizowaliśmy szereg prac które były wymagane w pierwszej kolejności, jeszcze sporo pracy przed nami, ale już teraz mieszkańcy są bardzo zadowoleni bo naprawdę sporo się dzieje i efekty też są fajne (chociażby docieplenie które znacznie obniżyło rachunki za ogrzewanie). Oczywiście przed wszystkim jak i teraz na każdym zebraniu wszystko jest burzliwie omawiane i komentowane, pojawiają się dziesiątki pytań, ale ostatecznie mamy zielone światło do działań.
Druga wspólnota podchodzi do naszych wszelkich propozycji bardzo sceptycznie (nie wszyscy - powiedziałbym nawet że kilka osób bojkotuje decyzyjność większości, ale ta większość się poddaje). Mimo, że niektóre działania nie powinny czekać (np. przeciekający dach) to wspólnota na wszystkie nasze działania reaguje bardzo zachowawczo i najczęściej wstrzymuje się z podjęciem decyzji. Odwlekają jak mogą podjęcie ostatecznych decyzji. Ja rozumiem strach przed trudną i niepewną sytuacją finansową, zawirowania na rynku kredytów też robią swoje, ale nie rozumiem całkowitego blokowania naszych działań. Z jednej strony wspólnota zmieniła zarządcę więc oczekuje nowych działań i innego podejścia, jednak ciągłe blokowanie naszych pomysłów powoduje że niewiele możemy zrobić. A szkoda bo czas upływa, budynek wraz z infrastrukturą niszczeje, a my stoimy w miejscu.
Moja krótka rada - sprawdzajcie kompetencje i zamiary firm i osób którym chcecie powierzyć swój budynek. Jeżeli pojawiają się propozycje remontów to również je weryfikujcie i porównujcie ceny. Jak możecie to proponujcie swoich wykonawców. Ale udzielcie też kredytu zaufania dla zarządcy. To że poprzedni administrator nic nie robił nie oznacza że nowy będzie taki sam
Na koniec krótkie podsumowane całej mojej działalności w zarządzaniu nieruchomościami. Jeszcze nigdy nie zarzyło się by wspólnota w której realizowaliśmy jakieś prace lub inwestycje wyszła na tym gorzej niż zakładaliśmy. Zawsze przeprowadzając analizy staramy się je robić z rezerwą i lepiej coś niedoszacować niż przeszacować - dzięki temu wspólnoty do tej pory zyskiwały więcej niż wskazywały nasze wyliczenia. Oczywiście kiedyś może zdarzyć się sytuacja że nawet nasze założenia są błędne i zysk będzie niejszy niż zakładaliśmy, ale to nadal będzie zysk...
Przykładów lekkiego czy lekkomyślnego podejścia do spraw remontów w swoim życiu zawodowym widziałem wiele. Zapewne jeszcze dużo zobaczę, wiem też że zdarzą się sytuacje które udowodnią że niejedno nas jeszcze zaskoczy. W przyszłości jak coś mnie znowu wkurzy w tej materii to opiszę kolejne przykłady. Teraz jeszcze jeden - ostatni.
Wspólnota wykonywała termomodernizację. Podczas tych prac wykonano malowanie barierek balkonowych, zamontowano nowe rury spustowe, nowe parapety blaszane - na pierwszy rzut oka wszystko ładnie i wszystko cacy. Ale gdyby tak było to nie pisałbym o tym. Mijają prawie 3 lata od realizacji prac. Mieszkańcy zauważają coraz więcej niedociągnięć: woda z balkonów nie spływa do rynien tylko tworzy zastoiny przy ścianach a jej nadmiar cieknie po ścianach tworząc zacieki, barierki coraz bardziej rdzewieją, zostały zamontowane rury spustowe o zbyt małej średnicy i nawet przy niewielkich deszczach woda przelewa się przez rynnę cieknąc po ścianach i zalewająć parapety, tynk na elewacji odbarwia się (przypominam, że minęły niecałe 3 lata), tworząc plamy, na elewacji pozostawiono starą instalację odgromową która jest już zardzewiała i na ścianach pojawiły się już rdzawe zacieki, woda która ścieka po przewodach antenowych także tworzy zacieki, itd ...
Czy naprawdę zarządca, kierownik budowy czy inspektor nadzoru nie byli w stanie przewidzieć konsekwencji złych decyzji? Czy może wiedzieli co się stanie ale nie za to im płacono? Zostawię to bez komentarza
I teraz druga część która również poruszy temat decyzyjności i konsekwencji złych decyzji. Osoby które miały doczynienia z przetargami i podobnymi postępowaniami wiedzą czym są kontroferty. Nie będę opisywał tego szczegółowo. Podam tylko przykład i powiem że nie pierwszy raz spotkałem się z takim podejściem - zarówno ze strony dewelopera jak i zarządu wspólnoty mieszkaniowej. Najczęściej wygląda to tak, że zgłasza się do nas osoba (jest to przedstawiciel dewelopera lub zarządu wspólnot), która prosi o ofertę na zarządzanie np. blokiem wybudowanym przez dewelopera, osiedlem mieszkaniowym lub inną nieruchomością. Taka osoba prosi o mniej lub bardziej szcegółową ofertę na zarządzanie, bardzo często mają jakieś specyficzne zapytanie lub wymagania, ale są one do spełnienia. I później .... nic. Nawet zdarzają się sytuacje że telefonów nikt nie odbiera po złożeniu ofert. A w czym polega problem?
Problem w tym, że taka osoba rzekomo w imieniu wszystkich mieszkańców i dla ich dobra ma zebrać oferty firm i przedstawić je np. na zebraniu wspólnoty. Taka osoba dostaje kilka lub kilkanaście ofert ale na zebraniu przedstawia tylko te atrakcyjne dla niej, lub chroniące jej interes. Bardzo często oferty są zbierane tylko po to by udowodnić że "długo szukaliśmy ale oferta firmy KOGUCIK jest najlepsza" i nikomu nie pokazuje się tych korzystniejszych ofert. Kiedyś z kolegami zarządcami zrobiliśmy taką powiedziałbym prowokację. Duże osiedle w opolu na którym znajduje się kilka dużych bloków szukało zarządcy. WIedząc jaka jest sytuacja złożyliśmy kilka ofert. Zakres obowiązków był dokładnie taki jaki oczekiwał zarząd, różniły się tylko cenami. I były to ceny zarówno średnie obowiązujące na rynku, jak również lekko powyżej tej średniej, jedna oferta dużo powyżej średniej, dwie poniżej średniej i jedna w cenie w której żaden zarządca płacący podatki i opłacający swoje utrzymanie nie byłby w stanie sam się utrzymać nie mówiąc już o zatrudnieniu pracowników. W sumie złożyliśmy 7 ofert. Na zebranie nikogo z potencjalnych zarządców nie zaproszono, ale jeden ze znajomych zarządców miał brata, który mieszkał na tym osiedlu i który był na zebraniu na którym wspólnota zdecydowała o wyborze zarządcy.
I teraz najlepsze. Na zebraniu ogłoszono, że wpłynęły tylko 3 oferty!!! (przypominam, że my złożyliśmy tych ofert 7) i że najkorzystniejsza cenowo jest oferta firmy XXX (o której kiedyś zapewne napiszę ze względu na koneksje i układy właściciela tej firmy), a na dowód przedstawiono oferty które wpłynęły. W tych udostępnionych ofertach była jedna z naszych - ta z najwyższą ceną. Okazało się, że 5 naszych ofert miało niższe ceny, a jednak nie wygrały.
Komentarz zostawiam Wam.
Sprawa dotyczy prac i remontów wykonywanych we wspólnotach. Remontów mniejszych i tych poważniejszych. Wydatkowania pieniędzy wspólnotowych w kwotach kilku tysięcznych i tych liczonych w setkach tysięcy. Podam kilka przykładów.
1. Przejęliśmy budynek po kapitalnym remoncie dachu około 5 lat temu. Trzeba jeszcze sporo zrobić, bo remontu wymagają instalacje, klatka też nie była malowana od około 30 lat, ściany przydałoby się docieplić, fundusz skromny ale wystarcza na bieżące prace i niewielkie remonty. Ale ... dach to totalna fuszerka, zastanawiam się właśnie czy go jakoś poprawiać czy wszystko zdjąć i ułożyć na nowo. Dachówka ok, poleży jeszcze ze 30lat, ale konstrukcja częściowo do wymiany, przecieki przy kominach, wstawione stare zdezelowane wyłazy i ławy kominiarskie, rynny nie mają zachowanych spadów i się zatykają, brak wróblówki i ptactwo robi gniazda na membranie. Jednym słowem misz-masz staroci i nowości. A cena remontu jakby dachówki były pokryte przynajmniej miedzią. I teraz dylemat zarządcy: robić kolejne remonty czy brać kredyt i ponownie poprawiać dach?
2. Kolejna wspólnota którą prowadzimy od ponad roku. Budynek wygląda fatalnie, instalacje szwankują co nawet w przeglądach technicznych jest wykazane, ale klatka odnowiona. I to nie tylko pomalowana, ale zrobione gładzie, ładna lamperia, itd. Po przeprowadzeniu gruntownej analizy i rozmowie z mieszkańcami zdecydowaliśmy na kompleksową wymianę wszystkich instalacji na klatce: począwszy od gazu (wraz z wyniesieniem gazomierzy na zewnątrz), poprzez inst. elektryczną która ma już około 60 lat i jest jeszcze wykonana z aluminium (często dochodzi do awarii), przy okazji schowamy światłowody położone w korytkach, domofony - tutaj wymienimy okablowanie na nowe i przystosowane do zamntowania w przyszłości cyfrowych domofonów lub videodomofonów, wyrzucamy też zbędne grzejniki nie używane od wielu lat na których tylko zbiera się kurz, instalacje antenowa i teletechniczna też będzie nowa. Szkoda tylko, że te prace spowodują, że większa część klatki wymaga rozkucia i ponownego położenia gładzi, itd. A wystarczyło to zrobić przed remontem / malowaniem klatki. Pieniądze na Funduszu Remontowym były ...
3. Kolejna wspólnota którą prowadzimy bodajże od dwóch lat. Mieszkańcy skarżą się na częste problemy z instalacją elektryczną. Sprawdzamy dokumenty po przejęciu - instalacja w całości była wymieniana prawie 10 lat temu, więc powinno być OK. Sprawdzamy protokoły które w przypadku takich instalacji powinny być wykonywane co 5lat - wszystko w porządku, nikt nie stwierdził żadnych nieprawidłowości (co ważne w tej sprawie - przeglądy okresowe wykonywała ta sama firma co robiła 'remont' instalacji). Udaję się więc na obiekt i sprawdzam co może być nie tak. Już samo umiejscowienie tablic rozdizelczych wydaje się dziwne - skrzynka z części administracyjnej jest na 2 piętrze, zabezpieczenia piwnic również na 2-gim, część tablic przy drzwiach poszczególnych mieszkań, część na półpiętrach. Zupełny brak logiki. Zaglądamy do tablic - wyglądają jak odnowione, powiedziałbym że mają więcej niż 10lat, ale nie to jest przecież najważniejsze. Opisy w tablicy poprawne, zabezpieczenia wyglądają OK, ściągamy zatem maskownice i zaglądamy głębiej. I tutaj rzekłbym tragedia. Nie chodzi o to że wykonawca nie miał zmysłu estetyki i brzydko wykonał swoją pracę. Chodzi o to że pomieszał różne przewody, zastosował różne średnice żył (lub zostawił stare), pod ładnie wyglądającymi maskownicami są kostki których nie produkuje się już od lat 90'tych, zbędne łączenia lub przymusowe przedłużanie przewodów, itd, itp. Żałuję że nie zrobiłem zdjęcia, ale jak będę na miejscu i nie zapomnę to zrobię kilka fotek i wrzucę do galerii byście mieli rozeznanie jak może wyglądać prawie 'nowa' instalacja. Żeby nie opierać się tylko na wyglądzie zrobiliśmy pomiary tej cudownej instalacji i okazuje się, że nie trzyma ona niemal żadnych parametrów. A ostatnie protokoły pięć lat wcześniej pokazały że jest rzekomo OK i nadaje się do dalszej eksploatacji...
Robi się długi wpis, pozwólcie zatem że inne przypadki opiszę w kolejnych wpisach. Uważajcie na takich 'fachowców'!
Pierwsze zagadnienie wynika z rozmowy jaką przeprowadziłem na urlopie z Panem Zbyszkiem który zauważył logo naszej firmy na aucie i podszedł by chwilę porozmawiać. Okazało się, że mieszka i pracuje na drugim końcu polski, zajmuje się tematami blisko związanymi z tematyką oisywaną na tym blogu i kilka razy zdarzyło mu się korzystać z naszych porad. Dziękuję za dobre słowa i miłą rozmowę. Przy okazji pozdrawiam serdecznie. Przejdźmy jednak do meritum naszej rozmowy.
Uwagi Pana Zbyszka dotyczyły postępowania urzędników i prób obejścia tych urzędniczych machin. Można odnieść wrażenie, że ja również nie lubię urzędów. Czy tak jest naprawdę? Urzędy rządzą się swoimi prawami. Moim zdaniem część urzędów jest zbędna i cała gospodarka o wiele sprawniej funkcjonowałaby bez nadmiernej biurokracji. Już kiedyś też o tym pisałem na blogu. Czy zatem uważam, że każdy urząd jest zły i zbędny? Oczywiście nie. Trzeba jeszcze odróżnić instytucję od ludzi - urzędników. Na swojej drodze spotykam często urzędników którzy są przychylni i pomagają rozwiązać problem. Niestety zdarzają się urzędnicy którzy są przekonani o swojej potędze i nieomylności którzy na każdym kroku próbują udowadniać swoją wyższość i potrzebę istnienia, a tym samym do granic (a nawet poza te granice) zdrowego rozsądku utrudniają życie petentom czyli nam wszystkim. Niestety trzeba mieć dużo czasu i samozaparcia by z tymi urzędniakmi walczyć. Przekonałem się o tym już wiele lat temu i mogę powiedzieć tylko tyle, że w każdym przypadku trzeba szukać rozwiązań pozwalających załatwić nasze sprawy jak najszybciej i jak najlepiej. Niestety metody działań nie są uniwersalne więc nie da się udzielić jednej prostej rady jak postępować z urzędnikami.
Na temat urzędników można stworzyć osobnego bloga który miałby tysiące wspisów i przykłady setek czy nawet tysięcy nielogicznych, a nawet sprzecznych z prawem postępowań urzędników.
Na koniec powiem tylko tyle, że z powodu postępowania urzędów wycofałem się całkowicie z działalności która podlegałą pod przetargi publiczne. Uważam, że szkoda czasu na postępowania przetargowe i realizację zadań z nich wynikających w przypadku kiedy wszystko zależy od decyzyjności jednej osoby, a osoba ta nie odpowiada w żaden sposób za swoje decyzje. W swojej historii miałem nawet sprawy sądowe które już opisywałem kilka lat temu, które wygrałem, a urzędnicy nie tylko nie ponieśli żadnej odpowiedzialności, ale jak się później okazało na koniec roku dostali premie pieniężne "za dobre wyniki". Szkoda nerwów...
78. napisał pracownik spółdzielni kilkadziesiąt złotych opłat na rzecz spółdzielni śmiechu warte no chyba że zajmujesz pomieszczenie po zsypie
79. tak to policz sobie za co tak naprawdę płacisz spółdzielni? za prąd na klatce i w piwnicy, mycie klatki, domofon etc, to kilkadziesiąt złotych miesięcznie, reszta to woda, CO, śmieci, podatek - to są opłaty miejskie, może i są przekręty w spółdzielniach ale we wspólnotach też a moja była wspólnota zajmowała 1 klatkę i cały blok (4 klatki to były 4 wspólnoty) do dziś śmietnik mają jak po wybuchu bomby atomowej, że bez kota obronnego i w gumofilcach nie podchodź, tak się mieszka na Starym Mieście
Moją uwagę przykuł jeden istotny szczegół w komentarzu „[...]samych kosztów spółdzielni oceniam na kilkadziesiąt zł miesięcznie [...]" To jest jedna z różnic pomiędzy wspólnotą a spółdzielnią. We wspólnocie wiesz za co płacisz, masz to rozpisane, a nawet jak czegoś nie rozumiesz to możesz spytać zarządcę i ten ci wszystko wyjaśni. W spółdzielni nie wiesz co jest w opłatach i jak sam czytelnik zauważył trzeba to oceniać. Czemu spółdzielnia nie robi dokładnych rozliczeń? Czemu dokumentacja jest nieczytelna? Czemu wykonawcy i oferty są wybierane cichaczem przez wąskie grono? Czemu nie ma jasnych informacji o planowanych inwestycjach i działaniach?
80. A zapytajcie Wspólnot które wyszły ze Spółdzielni ile z nich chciało by wrócić z powrotem do Spółdzielni ? Bo przekonali się że Wspólnota wcale nie jest lepsza. A powrót jest niestety niemożliwy ...
Nie znam ani jednej, a sporo znam wspólnot które się odłączyły od SM...
81. Ale to nie jest prawda kolego. Wspólnota zawsze może zgłosić się do SM aby powierzyć jej zarząd swoimi nieruchomościami. O ile SM prowadzi to w ramach swojej działalności gospodarczej. A są takie SM.
82. Warto też sprawdzić gdzie są mniejsze koszty w SM czy we wspólnocie ? macher szacher
83. Znam wiele wspólnot i wszystkie są zadowolone. Nic dziwnego; czynsze o 30 % niższe, nie muszą płacić wielotysięcznych pensji prezesowi, mają własne pieniądze i sami decydują na co je wydać. Mnie to przekonało.
Dokładnie takie samo jest moje zdanie. Wyjdźcie z domu i zapytajcie sąsiadów w budynkach które się odłączyły czy są zadowoleni. Zapytajcie kto ich prowadzi? Zapytajcie czy chcieliby wrócić do spółdzielni? Ja nigdy nie spotkałem nikogo kto żałowałby swojej decyzji...
Na koniec cytat z filmu Stanisława Barei 'Miś' z 1981r, który jak widać doskonale oddawał prawdę tamtych czasów i niektórych reliktów takich jak spółdzielnie mieszkaniowe spotykane w obecnych czasach:
„Warunki na zgrupowaniach miałyśmy bardzo dobre! Wszystko to zasługa naszego prezesa i nie jest prawdą, że nad łózkami dach przeciekał, szczególnie, że prawie nie padało! Prezes dba o nas jak ojciec najlepszy!"
65. przynajmniej członkowie wspólnoty mają realny wpływ bo jadą na jednym wózku i jest ich relatywnie mało, więc łatwo coś wspólnie ustalić - a spróbuj przeprowadzić jakąkolwiek inicjatywę w spółdzielni...
66. taaa jak jest mała wspólnota i jest jedna czarna owca to nic nie zrobisz bo nie ma wtedy większości tylko muszą być wszyscy za.
67. chłopie, co ty gadasz..... mieszkam w spólnocie 113 osób, żadna czarna owca nie psuje szyków, tu są udziały. Za to miałem lokal w spółdzielni na wzgórzu... nigdy więcej!
68. Tylko Wspólnota mieszkaniowa daje prawo głosu Spółdzielnia nie jest zainteresowana problemami danego budynku do czasu aż nie wezwie się policji lub telewizji. Wspólnota mieszkaniowa pozwala na wspólne decyzje co do wydatków. A liczniki też można wymieniać na koszt wspólnoty po przyjęciu odpowiedniej uchwały. Zarządcę budynku można zmienić w dowolnym momencie jak nie jest zainteresowany pomocą zarządowi wspólnoty i mieszkańcom i nie ma z tym problemów. Zarządca powinien dbać o interesy wspólnoty oraz pomagać jednostkom w sprawach techniczno administracyjnych, być dostępnym dla mieszkańców. Typowy administrator załatwia bieżące sprawy tego samego dnia. Trudniejsze w tydzień a sprawy związane z Urzędem Gminy niestety nie mają reguły. Ale tak czy owak zarządca powinien być dostępny 24/7 w przypadku awarii.
69. Gdyby w spółdzielni twój głos coś zmieniał, zakazaliby głosować.
70. Uciekać ze spółdzielni, uciekać z tego kraju :) Zanim wszystko rozkradnie dojna zmiana :)
Nic dodać, nic ująć
71. Moja spółdzielnia mieszkaniowa jest ok rok rocznie mamy zebrania walne sa i wszystkie koszta sa omawiane i jak do tej pory nie maja długów wszystko działa dobrze Sporo inwestycji w budynkach jest robionych np elektryka i nawet windy nowe ,i wiele wiele innych inwestycji .Drobne naprawy są robione szybko .Wiec nie myślą mieszkancy o wspólnotach bo wiedza że to wcale nie taniej jest i na wieksze prace beda musieli sie składać
72. powiedz co bierzesz
73. Jestem członkiem Spółdzielni ponad 40 lat. Moja Spółdzielnia przestrzega przepisów, dba o interes członków, a nasze mieszkania otacza zieleń. Mieszkam na pięknym czystym osiedlu. Nie mogę złego słowa powiedzieć o ludziach pracujacych w naszej Administracji.
74. Na panią prezesową zawsze mogliśmy liczyć - członkowie zarządu
75. wzruszyłam się, a wiesz ile płaciłabyś za to samo we wspólnocie? to Ci powiem, przynajmniej 100 zł mniej. Wiem, bo porównywałam moje opłaty za mieszkanie własnościowe w spółdzielni z opłatami znajomych ze wspólnot. Załatwić coś w spółdzielni... tylko pismo do siedziby głównej, bo inaczej nawet nie raczą odpowiedzieć
76. Jako żywo Miś: Wszystko to zasługa naszego prezesa i nie jest prawdą, że dach przeciekał, szczególnie, że prawie nie padało!
Ostatni komentarz mnie „rozwalił". Niech będzie podsumowaniem wszystkich komentarzy i opinii :)
Po aferach w Ujeścisku i na Morenie społeczeństwo jest podpuszczanie przeciwko spółdzielniom i uważam całkiem niesłusznie. Myślę, że mądrzy ludzie to dostrzegą i będą podejmować rozsądne decyzje.
Z mojego doświadczenia i obserwacji wynika jasno, że zakres świadczonych przez spółdzielnie usług ogranicza się do niezbędnego minimum, natomiast ich koszt jest zawsze wyższy niż we wspólnotach. Ilość osób zatrudnionych w spółdzielniach także przewyższa personel zarządców (także tych największych). Zgodzę się za to z jednym z autorem tej opinii – trzeba wiedzieć co się porównuje i robić to rozsądnie
59. Wstapilem do wspolnoty mieszkaniowej i teraz placze.Wspolnota to taka mini spoldzielni tylko gorsza
60. A to miałeś pecha...:) Zazwyczaj jest tak, że najgorsza wspólnota jest zawsze lepsza od najgorszej spółdzielni.
61. A co zrobiłeś w tej sprawie, poza jeczeniem
62. Próbowaliśmy i nie ma opcji. W klatce mieszka sporo starszych ludzi, do których przyszły panie z administracji i ostrzegały je że jak wystąpią ze spółdzielni to wnuki nie będą mogli odziedziczyć ich mieszkań.
No i koniec - jak próbowaliśmy im tłumaczyć to zadzwonili po policję.
Sprzedałem tamto mieszkanie i kupiłem sobie normalne, w nowym budownictwie, młodzi ludzie, normalna atmosfera a nie jacyś uwłaczeniu w PRLu.
63. Planuje to samo. Z betonem PRL nie wygrasz. Ci co próbowali już się wyprowadzili.
64. Spółdzielnie mieszkaniowe, pzw, pzł takie tam relikty PRL-u
Czasami rzeczywiście nie ma z kim rozmawiać o sprawach wspólnoty. Czasami strach bierze górę nad jasnymi wyliczeniami. Sam też znam przypadki zastraszania. Są one obecne nie tylko w spółdzielniach. Nieuczciwi zarządcy też się do tego posuwają. Czasami rzeczywiście trzeba sięgnąć dna by zauważyć swoją pozycję...
50. to podaj konkret jak tak twierdzisz. czemu ludzie ze wspólnoty płacą więcej i każdy remont większy to kredyt?
51. napisałeś bzdurę mam dwa mieszkania. Jedno zarządzane przez wspólnotę, drugie przez spółdzielnie. W mieszkaniu wspólnotowym dokładnie wiem za co płacę i jak wygląda stan funduszu remontowego. W spółdzielczym nie wiem kompletnie za co płacę. Np. nie można się dowiedzieć na jakiej podstawie jest naliczana opłata za ogrzewanie. Nie mówiąc o tym, że jest dwukrotnie wyższa niż koszt ogrzania gazem domu o 300 m2 powierzchni użytkowej.
52. Z tym ogrzewaniem to ma rację. Tam gdzie są tzw. podzielniki opłaty są średnio 30-50% większe.
Tutaj komentarz napisali sami czytelnicy. O różnicach w kosztach spółdzielni a zarządcy już kiedyś pisałem ale wkrótce ten temat jeszcze raz opiszę na konkretnych przykładach. Temat kredytów też osobno poruszę
53. Prawda, powszechna opinia to taka, że wspólnota OK, spółdzielnia samo zło. A jeszcze lepiej to mieć swój dom, najlepiej na odludziu :-)
I jak już się przeniesiemy na to swoje to nagle okazuje się, że wykonawcę trzeba zorganozować samemu (bo sam na komin nie wlezę i papierów kominiarskich nie mam) więc trzeba ściągnąć mistrza kominiarstwa za 300zl. I wtedy się przypomina, jak to trzeba było tylko być w domu w określonym terminie a wspólnota/spółdzielnia obciążyła za to 30zł.
I tak na każdym kroku. Wykonawca, to ściągasz sobie Pana Mundka "zaufanego". Jak, źle zrobi to udajesz, że nie widzisz albo popsocisz (pamiętasz fachowca Mateusza co ci zaliczkę zabrał i nic nie zrobił). A we wspólnocie to maile, telefony że źle, że znowu cieknie i że drogo i brudno.
54. paradoks własności prywatnej że wymaga kontroli, doglądania i pielęgnacji.A to wymaga czasu i nakładów... Więc szuka się rozwiązania w powierzeniu tej własności wyspecjalizowanemu podmiotowi (outsource)... A ten podmiot też wymaga kosztów, umiejętności nadzoru... No to się ludzie skrzykną i "sami zrobią"...
Tyle, że znowu to wymaga czasu, fachowości i też kosztów... To wynajmijmy "zawodowców", co będą to robić za nas... Ale ich też trzeba pilnować, sterować i kontrolować... Inaczej za pomocą sztuczek prawnych narzucą swoje zasady i za użytkowanie swojej własności będziesz płacił po uważaniu takiego "dyktatora do wynajęcia", co jak szarańcza oblepi cię ze znajomkami i będzie ssał...
To nie takie łatwe...
55. Paradoks w spółdzielni polega na płaceniu za wszystko co da się wcisnąć, a w zamian nie otrzymywanie niczego poza kwitem z należnościami do opłacenia
56. czyli ideał "niewidzialnej ręki rynku"... w naszej kieszeni.
57. Czytając, na początku miałem wątpliwości ale opinia trafiona w sedno.
Gdyby prowadzenie nieruchomości było proste nie powstałby ten blog. Z roku na rok obostrzenia i odpowiedzialność są coraz większe, także pracy jest coraz więcej. Nie zmienia to jednak faktu, że prowadzenie nieruchomości w formie wspólnoty ma znacznie więcej zalet niż spółdzielnia mieszkaniowa
37. Jak nie ma nadzoru?. Co roku masz biegłego rewidenta, który równo trzepie. Co roku masz bilans. Problem pojawia się, kiedy ci co mają sprawdzać przymykają oczy.
38. Do tego chciałbym wiedzieć, czy ciągłe podwyżki czynszu są uzasadnione, a nie wynikają np. z takiej czy nie innej niekonicznej decyzji.
39. Główną wadą spółdzielni są ich rozmiary 1 człowiek w takim molochu nie ma nic do powiedzenia, a zainicjowanie jakiejkolwiek zmiany wymaga ogromnej kampanii i mobilizacji - albo koneksji z zarządem...
40. Spółdzielnie to dobre rozwiązanie, problemem jest patologia. Należy zmienić prawo tak, aby łatwiej było rozliczyć prezesa i zarząd, łatwiej było ich wymienić. Teraz często są w praktyce nieusuwalni, a to prowadzi do ogromnych nadużyć.
41. tak jest dlatego że spółdzielnie są ogromne a ludzi z innych budynków g... obchodzi, że w twoim bloku coś trzeba zmienić albo zainwestować - bo oni na tym nie skorzystają, a mogą tylko stracić - więc wszystko gnije dopóki jest tak źle, że większość członków uda się zmobilizować
42. Fakt, że spółdzielnie są duże co powoduje problemy. Jednak ja jestem we wspólnocie, w której jest 20 mieszkań. To mała wspólnota (nie w myśl prawa oczywiście) ale na rocznych spotkaniach pojawiają dwie a może trzy osoby.
43. Chyba całe zło spowodowane jest tym, że wiele spółdzielni mieszkaniowych to molochy liczące po kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców
44. A po co wychodzić? Nie lepiej wyprosić z takiej spółdzielni kolesiostwo - prezesostwo?
45. Kosmos ŻYJĄ za naszą kasę i wciąż mało i mało najchętniej nie robili by nic a kasa-nagrody nagrody
Kolejny problem SM to nadzór który jest czysto iluzoryczny. Jeżeli spółdzielnia dopilnuje dokumentów, wszystko zrobi zgodnie z przepisami, księgowa odpowiednio wszystko wykaże i zaksięguje to można nawet basen dla prezesa wybudować za pieniądze członków a biegły rewident tego nie zakwestionuje. Rozmiary zasobów spółdzielni same w sobie też nie są niczym złym, ale brak podziału konkretnych decyzyjności i zbiorowa odpowiedzialność (a właściwie jej brak) to już duży problem...
46. Jest jeszcze inny problem. Co z majątkiem części wspólnych? Lokale do wynajęcia, parkingi etc. To powinno w odpowiedniej proporcji przechodzić na współwłasność nowo wydzielonej wspólnoty.
47. Coś mi się wydaje że wspólnoty wydzielone z ze spółdzielni to jednak nie chcą "części wspólnych" bo to koszty. Oczywiście chętnie by z nich korzystali
48. A za czyje pieniądze te "części wspólne" powstały? Przypadkiem nie za pieniądze członków tych wspólnot? Więc o co chodzi? Wspólnoty chętnie będą ponosiły koszty eksploatacji np. dróg wewnętrznych, placów zabaw itp. pod warunkiem, że będą to koszty wiarygodne i udokumentowane a nie wzięte z kapelusza. Przekonał się o tym pewien satrapa w Zielonej Górze, który zamierzał obrabować wspólnoty a nawet miasto Zielona Góra.:)
Spółdzielnie bardzo często traktują części wspólne osiedli jako swoją własność. Zapominają przy tym, że te drogi, parkingi, wiaty śmietnikowe, place zabaw, chodniki, kotłownie zostały wybudowane ze składek opłacanych w czynszach przez wszystkich mieszkańców. Oczywiście partycypacja w kosztach bieżącego utrzymania jest tutaj jak najbardziej zasadna. Jak jednak zauważył jeden z czytelników koszty te muszą być realne i zasadne a nie wyssane z palca
Dokładnie tak. Wkrótce opiszę na czym w spółdzielni zarabiają a z czego zapewne nikt nie zdaje sobie sprawy. O zawyżonych stawkach za usługi już pisałem...
26. Bzdura Piszesz bzdury....nie opłaca się bo koszty remontowe są olbrzymie a ludzie nie płacą czynszów . Myśl zanim coś nabazgrzesz
27. W każdej spółdzielni około 10 % mieszkańców ma dług wobec spodzieli, nie wiem czy we wspólnocie dacie radę płacić za kogoś, jeżeli chlelibyście pójść na drogę sądową to minimum 7 miesięcy, za ten okres płacicie za kogoś.
28. Dłużnicy Jeżeli spółdzielnia utrzymuje dłużników to napewno w większości z kasy swoich lokatorów niestety nie widzę dużej różnicy w tej kwesti w porównaniu z wspólnotą.
29. roznica jest zasadnicza. spółdzielnie są wielkie. na jednego nieplacacego składa się stu płacących, a nie dziesięciu jak jest w wspólnocie.
30. Ej matematyk ale wiesz że wtedy niepłacących jest 10 a nie 1
31. Fantazjujesz o temacie nie mając pojęcia. W naszej gościu jeden nie płacił. Został zlicytowany przez komornika i stracił lokal. 6 mieszkaniowa wspólnota. Wystarczy skierować sprawę do sądu.
32. jasne a niby jaka podstawa prawna?
33. U nas Wspólnota tez wystąpiła o licytację zadłużonego mieszkania z trzy miesięcznym opóźnieniem , obecnie wszedł komornik , w przypadku nie zapłacenia czynszów z odsetkami i innymi kosztami mieszkanie zostanie wystawione na licytację
34. Wspólnota jest fajna dopóki wszyscy płacą. Ktoś nie płaci zaczynają się długi wspólnoty. Spółdzielnia, przez to że jest molochem ma większe możliwości finansowe. Mój blok miał 150 000 tys. długu (właściciele 3 mieszkań nie płacili przez lata czynszu), gdybyśmy byli wspólnotą to bezpośrednio na nas by ciążyłby obowiązek zapłaty. I to nas odstraszyło od wspólnoty.
35. Dlaczego spółdzielnia podaje .że blok jest zadłużony,a nie podaje konkretnych zadłuzonych mieszkańców,dlaczego nie zajmue sie dłużnikami .Dlaczego nie ściąga długow od dłużnikow.
Zdaje się że piszący opinie zapomnieli o jednym istotnym fakcie. Pozostaje pytanie kto i dlaczego dopuścił do powstania zadłużeń? Dlaczego w bloku są 3 zadłużone lokale i to aż na 150 000zł i spółdzielnia nic z tym nie robi? Dlaczego składacie się na długi innych zamiast odzyskać długi a mieszkania w ostateczności zlicytować? Takie zadłużenie nie powstaje nagle tylko narasta latami...
9. Czy spółdzielnia robi coś za darmo? To oczywiście nieprawda. Koszty we wspólnotach są zwykle dużo niższe. Czy spółdzielnia wykonuje różne prace oraz wymienia liczniki za darmo? Nic z tych rzeczy. Koszty takich prac obciążają czynsze i to nierzadko w podwójnej wysokości. Nie są niższe, wiem, bo mam porównanie ze znajomymi ze wspólnot. oczywiście, że są niższe we wspólnocie.
10. Dowody. Bylam w wspólnocie kilka lat, dzisiaj usterka jutro usunięta i nie płaciłam za nic chociaż fundusz remontowy był dużo niższy jak w spółdzielni
11. Trzeba być nieźle naiwnym żeby myśleć, że nie płaci się za nic.
Czy naprawdę są jeszcze ludzie, którzy wierzą, że we wspólnocie za remonty płaci się z funduszu remontowego czyli zebranych od mieszkańców pieniędzy, a spółdzielnia to co innego bo pan prezes finansuje remonty z prywatnych pieniędzy? Dlaczego więc spółdzielnia zbiera od mieszkańców pieniądze na remonty i się z nich nie rozlicza?
12. Tylko o jakich korzyściach finansowych piszesz? z doświadczenia wiem że wspólnoty wcale nie są tańsze. Pamiętaj że spółdzielnie to ogromne molochy które zarabiają nie tylko na opłatach od mieszkańców ale też i na najmie (mają sporo innych nieruchomości). Administracja w przeliczeniu na jedno gospodarstwo wcale nie musi być bardziej kosztowna od tej we wspólnocie. Duży zawsze może więcej, a wspólnoty przeważnie są mikro.
O tym czy naprawdę duży może więcej już pisałem na swoim blogu. Pozwólcie że za komentarz do tych opinii posłużą opinie z wyliczeniami które pojawiły się później:
13. morena mieszkanie 72m koszty na rzecz spółdzielni140 zł fundusz remontowy 106, do tego koszty wody ogrzewania oświetlenia windy woda śmieci i robi się 670zł, moja siostra nowe mieszkanie 68m całkowity koszt za te same składniki 450zł do tego klatka czyściutka teren wysprzątany u nas na morenie syf na klatce bo sprzątaczka jak myje klatkę raz w miesiącu zużywa 2 wiaderka wody jedno starcza jej na 5 pięter bo właściwie nie myje podłóg tylko rozciera wodę i taka jest różnica miedzy wspólnotą a spółdfzielnią
14. Taniocha... Gdyńska Spółdzielnia im.Komuny Paryskiej, 63 M2, sam goły czynsz to 948 złotych ( w tym fundusz remontowy to 126 złotych czyli 2 x63 )..do tego doliczyć jeszcze co dwa miesiące wodę, co miesiąc energia elektryczna plus oczywiście media rtv, internet...
15. Ciekawostka tej spółdzielni, była księgowa zdefraudowała kupę kasy ( można poszukać w necie info) i... kopnęła w kalendarz, a wg.prezesa nie wpłynęło to na płynność finansową spółdzielni
16. Przyznam, w RSM jest 1000zl
17. Dom, 220m2, koszt realnego utrzymania zimą 700 zł (ze względu na koszt ogrzewania gazem). Garaż na 2 samochody. Duży ogród
18. Ja mam prawie 1500 zl za oplaty czynszowe i eksploatacyjne...
19. Gdynia ul. Węglowa jest jeszcze drożej ! Kupilismy z mezem mieszkanie i bardzo zalujemy. Gdybysmy mogli cofnac czasu, na pewno nie podjelibysmy takiej decyzji. Jednak sa to bardzo duze pieniadze. Zobaczymy jak to sie skonczy. Nie popuscimy...
20. Botanica - 2500 pln czynsz, nie latwo
21. Spółdzielnia GSM czynsz 800zl zima przy 45 m2, najbardziej bawi mnie ujęta nagroda dla zarządu
22. SM Stoczniowiec w Gdyni to złodziejstwo w biały dzień, za mieszkanie własnościowe z wielkiej płyty 60m za 2 os płacę 1000zł. O wszystko trzeba pytać, prosić , dopominać się.
23. Na szczęście należę do wspólnoty mieszkaniowej, aby nie było problemu podzielono nas etapami budowy bloków. Obecnie za mieszkanie 46,7m2 gdzie mieszkają 3 osoby płacimy 330 zł. Jak trzeba było wymienić liczniki to rozbili całą kwotę, poinformowali ile więcej będziemy płacić. Obecnie chcemy zwiększyć wszystkim mieszkańcom czynsz o 50 zł aby przygotować wkład własny pod panele słoneczne na dachu 2 bloków.
24. chcialem w bloku zrobic wspolnote...ale wszyscy mlodzi ,stazy - nie ma mowy bo spoldzielnia wszystko za darmo robi teraz ,a jak bedzie wspolnota to bedziemy placic za wszystko ... dalem sobie spokuj ,teraz chodza ze spoldzielnia czynsze podniosla i za 3pok placa 700 zl i czy mozna cosz tym zrobic? morena betonowa oczywiscie.
A podobno duży może więcej...
Jeżeli macie swoje komentarze które chcenie żebym tu umieścił i być może skomentował lub rozwinął to piszcie na adres: sm@lcn.opole.pl Jest to skrzynka utworzona do waszej dyspozycji w temacie spółdzielni i wydzielania z ich zasobów wspólnot mieszkaniowych. A teraz przejdźmy do komentarzy czytelników:
1. Spółdzielnie to po prostu cała masa ludzi na etatach. Rozrost administracji, którą trzeba utrzymywać. Niesprawiedliwa i powolna redystrybucja środków z funduszu remontowego. Skostniały moloch.
2. I żeby to jeszcze było porządnie wykonane ...
3. W większości Sp-nia jest tylko administratoem budynku. Pobiera opłaty, płaci za usługi. Planuje remonty itp. Zarząd to 3 osoby, kilka księgowych, prawników, sekretariat, członkowski dział itd. Osoby sprzątające, jakiś konserwator.
Musi być siedziba dla takiej gwardii.I te koszty ponoszą mieszkańcy.
4. psm przymorze to ponad 300 osób zatrudnionych na etatach. Stanowiska-wręcz dziedziczne. Koszt płac z narzutami to 76% stawki eksploatacyjnej. Rada Nadzorcza i Rady Osiedla z mega wysokimi wynagrodzeniami. A za to wszystko płaca mieszkańcy
Czy to trzeba komentować? Zgadzam się w 100%
5. nieprawda. Proszę porównać na Zaspie - osiedle "developerskie" i spółdzielcze jak są zarządzane i ile jest zrobione dla mieszkańców. Jak ci z developerskiego chcą zieleni, sportu czy zabaw dla dzieci - idą na spółdzielcze. Mieszkam sam w wieżowcu developerskim, połowa mieszkań na wynajem. Brud, obsr*ne trawniki i chodniki, brak remontów. Trudno uzyskać zgodę wspólnoty - bo właściciele lokali na wynajem blokują każdą inicjatywę i pomysł. Tęsknię za spóldzielnią gdzie jest jasny zarząd i administracja.
To co wyprawia współczesna patodeweloperka to temat na osobny blog a nie tylko krótki komentarz. Także kupno mieszkań na wynajem (ma być najtaniej – reszta jest nieważna) to spore utrudnienia w optymalnym zarządzaniu.
6. W pratyce wyglada to tak, ze prezes wpolnoty ma kilku swoich przydu*asow, ktorzy zawsze przychodza na zebrania i klepia mu kazda bzdure. Wiem, bo mieszkam we wspolnocie (26 mieszkan), gdzie prezes jest bylym pracownikiem spoldzielni na Morenie. Wyszlo tak, ze akurat musielismy zrobic po 10 latach remont elewacji i prezes na spotkanie przyniosl jedna oferte i powiedzial, ze jest najlepsza, a jak ktos nie wierzy to niech jedzie na Morene i zobaczy jak tam pieknie wyglada elewacja. Na zebranie przyszlo 16 osob z tego 10 to wierne przydu*asy prezesa, wiec wszystko klepneli.
Sposób głosowania w spółdzielniach to jedna z wad tego systemu. Ale nie jedyna. Znam przypadki, w których mieszkańcy skrzyknęli się i przyszli na zebranie bo chcieli coś zmienić, ale prezes przeciągnął zebranie do godziny 2.00 i wtedy gdy mieszkańcy wyszli to została garstka „wiernych członków" którzy zagłosowali jak było ustalone...
7. wychodzenie samemu ze spoldzielni nie ma sensu koszty eksploatacyjne są wyższe to raz, dwa za wszystkie prace dostaje sie fakture do zapłaty np. za wymiane liczników..... jaka z tego wiec korzysc?
Czytelnicy sami odpowiedzieli na pytanie o korzyści (patrz kolejne wpisy)
Przypominam, że utworzyliśmy specjalny adres mailowy: sm@lcn.opole.pl na który możecie wysyłać swoje pytania, uwagi, czy propozycje tematów jakie moglibyśmy rozwinąć i opisać.
Artykuł z serii ostatni, ale nie kończymy jeszcze tematyki zakładania wspólnot i odejścia od spółdzielni. Pojawią się jeszcze komentarze zaczerpnięte z forum wraz z naszym komentarzem, które w idealny sposób opisują całą problematykę SM. Uznałem, że te komentarze będą lepszym rozwiązaniem i bardziej autentycznym, a dodatkowo poznacie opinie nie jednej a wielu osób i to z różnym punktem widzenia.
Planuję też opisać kilka sytuacji związanych ze SM a dokładnie mówiąć z finansami i wydatkami takich spółdzielni. Kiedyś już takie porównanie kosztów w SM a u nas zrobiłem. Zainteresowanych odsyłam do wcześniejszych wpisów. Wiem, że te tematy które poruszę z pewnością Was zainteresują. Jako zarządca spotykałem i spotykam się wielokrotnie z niegospodarnością i marnotrawieniem pieniędzy wspónot. Spotykam się z wydawaniem pieniędzy z Funduszu Remontowego na niewytłumaczalne i nieuzasadnione rzeczy. Ale mimo wieloletniej praktyki i doświadczenia w tej branży nadal mam doczynienia z sytuacjami, w których środki mieszkańców są marnotrawione i lekką ręką wydawane - no właśnie nawet nie wiem jak to napisać? Na bzdury? Na układy? Dla znajomych? Opiszę kilka takich sytuacji to sami zobaczycie że to jest nieracjonalne i pozbawione sensu.
Dziękuję za lekturę naszych wpisów, zapraszam do zadawania pytań i podsyłania tematów i zapraszam już teraz do czytania kolejnych wpisów. Będzie ciekawie
Z powyższego komentarza jasno wynika, że głosy nie można zbierać tylko w trybie indywidualnym, ale w trybie mieszanym (częściowo na zebraniu, częściowo w trybie indywidualnym) już tak. Osobiście nie polecam indywidualnego zbierania głosów (w tej sprawie konkretnie), gdyż nawet sami notariusze mają z tym problem.
Jest jeszcze jeden 'problematyczny' temat dla niektórych notariuszy. Pojawiają się stanowiska, że uchwałę o zmianie zarządu (Spółdzielnia na nowego Zarządcę) powinni podpisać wszyscy właściciele, czyli jeżeli właścicielami mieszkania jest małżeństwo to uchwałę muszą podpisać oboje małżonkowie. Ich argumentacja jest taka, że w tym przypadku mówimy o czynności przekraczającej zakres zwykłego zarządu. Jak widać interpretacja przepisów nawet w tak prostych sprawach może być odmienna.
WNIOSKI:
Jeżeli jest taka możliwość trzeba zebrać wszystkie podpisy na zebraniu. Jeżeli ktoś nie może przyjść to warto zebrać pełnomocnictwa. Także od nieobecnych współmałżonków. Nic to nas nie kosztuje, a ewentualne problemy z interpretacją przepisów znikają i wybijamy z rąk argumenty dla przeciwników
Członkowie wspólnoty mieszkaniowej nie są członkami spółdzielni. Sami ponoszą wszelkie koszty związane z utrzymaniem nieruchomości wspólnej, jeżeli korzystają z mienia spółdzielni to powinni również partycypować w kosztach utrzymania tego mienia, które jest przeznaczone do wspólnego korzystania (chodzi tu m.in. o chodniki, miejsca składowania odpadów czy place zabaw). Jednak koszty wyznaczone (wyliczone) przez spółdzielnię powinny być realne i sprawiedliwe. W praktyce jednak spółdzielnie bardzo zawyżają takie koszty by zniechęcić wspólnoty do odłączania się z jej zasobów. Znam przypadki, w których wspólnotom opłacało się bardziej wybudować własny chodnik czy wiatę śmietnikową niż korzystać z chodnika lub wiaty wybudowanej na terenach spółdzielni. Pomijam fakt, że postawienie takiej wiaty czy wybudowanie chodnika/drogi zostało wcześniej sfinansowane ze składek wszystkich członków spółdzielni, także tych które po latach postanowiły się usamodzielnić.
Czy zatem warto odejść od spółdzielni?
Nie znam ani jednej wspólnoty (także w gronie zaprzyjaźnionych zarządców czy pośród znajomych którzy tworzą takie wspólnoty) która odłączyła się od spółdzielni i żałuje tego. Pomimo trudności bardzo często tworzonych przez spółdzielnię każda z nich jest zadowolona i każda wyszła na tym bardzo dobrze.
Czy wydatki wspólnoty są wyższe od wydatków spółdzielni?
Z reguły wydatki ponoszone we wspólnotach są dużo niższe. Dzieje się tak dlatego, że spółdzielnia podobnie jak wspólnota utrzymuje budynki ze składek mieszkańców, ale dodatkowo jeszcze utrzymuje siebie – czyli nadmiernie rozrośniętą biurokrację. Z czegoś trzeba opłacić pensje pana prezesa, członków zarządu, rady nadzorczej, wydatki statutowe, utrzymanie biura, itd. Opisywałem już kiedyś zbędne wydatki spółdzielni mieszkaniowych, a ponieważ mam nowe dane to w najbliższej przyszłości wrócę jeszcze do tego tematu.
W związku z dużym zainteresowaniem opisywaną problematyką przypominam, że utworzyliśmy specjalny adres mailowy pod który możecie wysyłać pytania i sugestie dotyczące założenia wspólnoty i odejścia od spółdzielni mieszkaniowej. Zamiast umieszczać komentarze pod postami (jeżeli ktoś już napisze to też dobrze) piszcie na adres: sm@lcn.opole.pl
WNIOSKI:
Nie trzeba się bać gróźb i kłód rzucanych pod nogi przez spółdzielnię. Wszystko trzeba na chłodno przeanalizować i znaleźć najbardziej odpowiednie rozwiązanie.
Konieczność udzielenia pełnomocnictwa potwierdzonego notarialnie była jeszcze niedawno (dla niektórych – zwłaszcza spółdzielni - nadal jest) sporną rzeczą. Sąd Najwyższy uznał, że uchwała dotycząca zmiany ustalonego w akcie notarialnym sposobu zarządu nieruchomością wspólną i określona w art. 18 ust. 2a uowl powinna być zaprotokołowana przez notariusza, a nie sporządzona w formie aktu notarialnego.
Pozwolę sobie zacytować istotne fragmenty wyroku SN z 15 stycznia 2016 r. o sygn.akt: I CSK 1047/14:
„Pełnomocnictwo do udziału w zebraniu wspólnoty mieszkaniowej i do podejmowania uchwał nie wymaga formy aktu notarialnego także wtedy, gdy podejmowana uchwała podlega zaprotokołowaniu przez notariusza."
Uzasadniając swe stanowisko wyrażone w owym wyroku, SN wskazał, iż należy odróżnić oddanie głosu na podstawie otrzymanego pełnomocnictwa od uchwały właścicieli, która zostaje podjęta jako rezultat głosowania. „Pełnomocnik, który głosuje w imieniu reprezentowanego przez siebie właściciela lokalu, nie dokonuje czynności w postaci uchwały. Czynność ta jest wynikiem głosowania. Pełnomocnik nie jest umocowany do podjęcia uchwały, lecz do oddania głosu w głosowaniu nad tą uchwałą. Jeśli więc ustawa wymaga, aby uchwałę właścicieli zaprotokołował notariusz (art. 18 ust. 2a uowl), a protokół taki przybiera postać aktu notarialnego (art. 104 § 4 PrNot), to nie oznacza to, że wymaganie dochowania tej formy odnosi się również do udzielenia pełnomocnictwa przez właściciela lokalu. Skoro bowiem czynnością, której dokonuje pełnomocnik, jest oddanie głosu, a szczególna forma zastrzeżona jest dla samej uchwały, która zostaje podjęta w następstwie głosowania, to nie zachodzi sytuacja, o której mowa w art. 99 § 1 KC w zw. z art. 1 ust. 2 uowl. Pełnomocnictwo do udziału w zebraniu właścicieli i głosowania na tym zebraniu nie wymaga zatem formy aktu notarialnego, chociażby głosowana uchwała podlegała zaprotokołowaniu przez notariusza."
WNIOSKI:
Do głosowania w naszym imieniu na zebraniu o założeniu wspólnoty i odłączeniu od spółdzielni wystarczy zwykłe pełnomocnictwo rodzajowe. Nie musi być ono poświadczone notarialnie ani spisane w obecności notariusza
Oczywiście. Jeszcze do niedawna zdania w tym temacie były bardzo podzielone. Nawet wyroki sądów były odmienne. Jednak od pewnego czasu sytuacja się poprawia i orzecznictwo sądów jest bardziej stabilne. Znacznie pomaga w tym wyrok Sądu Najwyższego, który omówię w kolejnym wpisie. Zacznijmy jednak od początku.
Ważne dla określenia rodzaju pełnomocnictwa jest to co będzie głosowane. W przypadku założenia wspólnoty i zmiany zarządu nieruchomością wspólną najlepszym rozwiązaniem jest udzielenie pełnomocnictwa rodzajowego (zwanego też gatunkowym). Jest to pełnomocnictwo do zastępowania mocodawcy przy określonej kategorii czynności prawnych. Określa ono rodzaj czynności które pełnomocnik może podejmować w imieniu swojego mocodawcy. Pełnomocnictwo takie może obejmować umocowanie do czynności zwykłego zarządu, jak i przekraczających ten zakres.
Co powinno zawierać pełnomocnictwo:
• Określenie mocodawcy oraz jego dane (imię, nazwisko, adres, numer PESEL)
• Wyraźne ustanowienie osoby pełnomocnika oraz jego dane (imię, nazwisko, adres, numer PESEL)
• Zakres umocowania czyli konkretnie na jakim zebraniu (zebraniach) i jakie konkretnie uchwały może głosować
• Własnoręczny podpis mocodawcy
• Datę i miejsce sporządzenia pełnomocnictwa
• Pełnomocnictwo może zawierać także wskazanie jego odwołalności oraz ustanowienie dalszych pełnomocników (tzw. pełnomocnictwo substytucyjne).
WNIOSKI:
Jeżeli udzielasz pełnomocnictwa na zebranie spółdzielni na którym będą podejmowane decyzje o założeniu wspólnoty i zmianie zarządu to w pełnomocnictwie należy wyraźnie zaznaczyć że pełnomocnik będzie mógł głosować w tych dwóch uchwałach. Wystarczy zatem jedno pełnomocnictwo.
Mamy zatem wyodrębniony z zasobów spółdzielni budynek i konieczność dokonania rozliczeń środków zgromadzonych na koncie. Jeszcze niedawno spółdzielnie nie dokonywały takich rozliczeń, a batalie sądowe ciągnęły się latami. Na szczęście w 2017 roku miała miejsce nowelizacja ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych i obecnie ustawodawca przewidział konieczność dokonywania takich rozliczeń. Oczywiście jak to zostanie zrealizowane to już osobny temat. Z doświadczeń zarządców i kancelarii które zajmują się tymi tematami wynika, że sposób dokonywania rozliczeń przez spółdzielnie nadal jest bardzo kontrowersyjny i nierzadko kończy się postępowaniem sądowym.
Co do samych środków – najczęściej wspólnoty mają zebrane środki które powinny im zostać zwrócone. Mogą się też zdarzyć sytuacje, że wspólnota w chwili wyodrębnienia ma bilans na minusie i musi zwrócić środki do spółdzielni. Osobiście nie spotkałem się jeszcze z takimi sytuacjami, ale mogą one wystąpić. Jest to sytuacja podobna do tej, w której wspólnota zaciągnęła kredyt na realizację jakiegoś zadania i musi w określonym terminie spłacać ten kredyt. Nie jest to nić strasznego z punktu widzenia wspólnoty i nie trzeba się bać takich sytuacji.
Wspomnę jeszcze o jednej ważnej rzeczy. Z chwilą wykupu lokalu na własność wygasa członkostwo w spółdzielni mieszkaniowej. Aby przystąpić do spółdzielni każdy z jej członków musiał wpłacić określone wpisowe i opłacić swoje udziały członkowskie. Po wygaśnięciu członkostwa można domagać się zwrotu wpłaconych udziałów (wpisowe najczęściej przepada). Warto zainteresować się także tym tematem
WNIOSKI:
Po założeniu wspólnoty spółdzielnia z mocy ustawy powinna dokonać rozliczenia środków zgromadzonych na funduszu remontowym. Należy jednak być w tej kwestii ostrożnym, gdyż spółdzielnie odmawiają dokonania takiego rozliczenia lub wykonują je bardzo pobieżnie i z niekorzyścią dla właścicieli. Nie należy obawiać się zatem skorzystania z pomocy prawnej w celu odzyskania należnych środków
Zdarza się, że przy przejęciu wspólnoty od zarządcy odmawia on uznania uchwały lub wyszukuje powody by nie przekazać wspólnoty swojemu następcy. Także w spółdzielniach zdarza się, że z różnych powodów nie uznaje ona podjętej uchwały. Bywa, że nie chce powiadomić mieszkańców o zmianie zarządzania i konieczności dokonywania wpłat nowemu zarządcy a przede wszystkim nie chce wydać dokumentacji. Zdarzają się też spółdzielnie które odmawiają zwołania zebrania na którym ma być głosowana uchwała o założeniu wspólnoty i zmianie spółdzielni na firmę zewnętrzną. W tym ostatnim przypadku możecie sami zwołać zebranie i przegłosować uchwały. Co jednak robić gdy spółdzielnia odmawia wydania dokumentów i mienia wspólnoty?
W grę wchodzą oczywiście powództwa cywilnoprawne, ale te sprawy trwają. Przejęcie nieruchomości przez nową wspólnotę jest protokołowane notarialnie, a zatem najlepszym i najskuteczniejszym sposobem jest skierowanie sprawy na policję. Bowiem spółdzielnia, która nie wyda dokumentacji wspólnoty mieszkaniowej może być pociągnięta do odpowiedzialności karnej za przestępstwo z Art. 276 Kodeksu karnego. Przejęcie zarządu przez nową wspólnotę potwierdzone jest dokumentem notarialnym, czyli poświadczone przez osobę wykonującą zawód zaufania publicznego. Tym samym członkowie zarządu spółdzielni nie wydając dokumentów narażają się na poważne ryzyko i odpowiedzialność karną.
Wcześniej wspominałem, że według orzecznictwa sądów (w tym Sądu Najwyższego) zmiana Zarządu nieruchomości nie wymaga formy notarialnej, ale dla celów dowodowych i mających zlikwidować lub przynajmniej znacząco ograniczyć pole spółdzielni do zaskarżania i nieuznawania uchwał - warto zaprosić notariusza na takie zebranie. Jak widać nie tylko sankcjonuje on podejmowane przez właścicieli decyzje, ale również ułatwia późniejsze egzekwowanie swoich praw.
WNIOSKI:
Zdarza się, że spółdzielnie odmawiają uznania uchwał lub przekazania dokumentów. Trzeba pamiętać, że w świetle prawa wspólnota jest już założona i działa poprawnie. Braki w dokumentach powodują, że Zarząd będzie miał trudności i opóźnienia w wyprowadzeniu pewnych dokumentów czy w przeprowadzeniu większych remontów (np. do czasu przekazania środków z Funduszu remontowego), ale wspólnota już może działać, planować remonty, przygotowywać uchwały, składać wnioski o dotacje, itd. To wszystko też trwa i te opóźnienia w tzw. okresie przejściowym mogą być wręcz niezauważalne. Co ważne – strach przed postawą spółdzielni nie może hamować Waszych działań.
Jak już wspominałem wcześniej nie zawsze można założyć wspólnotę mieszkaniową. Są to przypadki sporadyczne ale się zdarzają. Wtedy warto rozważyć podział spółdzielni i wyodrębnienie części jej zasobów w postaci nowej - mniejszej spółdzielni mieszkaniowej. Czasami taki podział ma też inne zalety, ale to temat na osobne rozważania.
Jednym z przypadków gdy warto sięgnąć po możliwość podziału spółdzielni jest właśnie skomplikowana sytuacja własności działek. Zdarza się to gdy spółdzielnia nie jest właścicielem lub użytkownikiem wieczystym działki/działek na których zbudowano budynki. Zdarzało się, że spółdzielnie budowały na działkach należących np. do Skarbu Państwa, gminy, osoby prawnej innej niż Skarb Państwa, gmina czy związek międzygminny, czy też osoby fizyczne. Takie sytuacje można wyprostować ale potrafi to ciągnąć się latami. Większość już została wyjaśniona i wyprostowana, ale wszystko zależy od stanu prawnego sytuacji i zaangażowania samej spółdzielni.
Aby nie tracić cennego czasu warto rozważyć wtedy podział spółdzielni. Po pierwsze możemy w swojej nowej mniejszej spółdzielni wybrać nowy Zarząd, Członków itd., ale co równie ważne spółdzielnia taka prowadzi i rozlicza konkretne budynki a nie cały zasób (gdzie wszystkie pieniądze mówiąc kolokwialnie trafiają do jednego wora).
Jak dokonać podziału spółdzielni?
Członkowie spółdzielni zainteresowani podziałem powinni podjąć uchwałę o podziale spółdzielni. Po podjęciu takiej uchwały sprawa podziału powinna zostać skierowana przez zarząd spółdzielni na walne zgromadzenie członków spółdzielni w terminie nie dłuższym niż trzy miesiące. Zarząd spółdzielni ma dwa miesiące na przygotowanie dokumentacji niezbędnej do dokonania podziału. Następnie podział spółdzielni musi zostać zatwierdzony przez walne zgromadzenie, przy czym do odmowy zatwierdzenia może dojść jedynie w przypadku naruszenia przez podział istotnych interesów gospodarczych spółdzielni. Dodatkowo ewentualna odmowa zatwierdzenia podziału może podlegać kontroli sądowej.
Po pomyślnym podziale spółdzielni i wyodrębnieniu z niej mniejszego organizmu, właściciele mogą zdecydować o pozostawieniu zarządu przy spółdzielni, lub też dokonać jej likwidacji i zastąpienia nowej spółdzielni wspólnotą mieszkaniową.
Co ważne prawo spółdzielcze mówi także, w razie niepodjęcia przez walne zgromadzenie dotychczasowej spółdzielni uchwały o podziale spółdzielni, lub w razie podjęcia uchwały odmawiającej podziału, można w terminie sześciu tygodni od dnia odbycia walnego zgromadzenia, wystąpić do sądu o wydanie orzeczenia zastępującego uchwałę walnego zgromadzenia. Czyli sąd może zdecydować o podziale.
WNIOSKI:
Nawet jeżeli nie można założyć wspólnoty mieszkaniowej z prawnego punktu widzenia, lub nie macie większości zdolnej do przegłosowania takiej uchwały to warto szukać innych rozwiązań pozwalających polepszyć sytuację właścicieli i mieszkańców. Czasami podział spółdzielni jest jedyną szansą w razie braku uregulowanych gruntów, kolizji rożnych praw spółdzielni do gruntów lub gdy z innych przyczyn nie można wyodrębnić lokali.
Wspólnotę zakłada się dla konkretnej nieruchomości lub zespołu nieruchomości. W potocznym znaczeniu nieruchomością nazywany jest budynek. Jednak jeżeli spojrzymy na ten temat z punktu widzenia prawa cywilnego (Kodeksu cywilnego) czy też wieczystoksięgowego (Ustawa o księgach wieczystych i hipotece), to okazuje się że nieruchomością jest grunt i ewentualne budynki trwale związane z gruntem.
Zatem Wspólnotę Mieszkaniową możemy założyć dla konkretnej działki/gruntu. Jeżeli ta działka zabudowana jest kilkoma budynkami to w skład tworzonej wspólnoty wchodzić będą wszystkie budynki.
Odpowiadając na pytanie – Tak, w tym przypadku też można założyć wspólnotę, jednak przez całą procedurę założenia wspólnoty i odłączenia od spółdzielni musicie przejść razem z innymi budynkami położonymi na tej samej działce. Podpisy pod wnioskiem musi złożyć minimum 10% wszystkich właścicieli, a uchwała jest głosowana bezwzględną większością wszystkich właścicieli we wszystkich budynkach. Jest to utrudnione ze względu na większą liczbę potrzebnych podpisów, ale wykonalne
Jeżeli nie można się porozumieć z sąsiadami i uzyskać wymaganej większości to istnieją jeszcze dwa rozwiązania które w konsekwencji mogą doprowadzić do powstania mniejszych wspólnot i odłączenia od spółdzielni.
Pierwsze rozwiązanie to podział nieruchomości, czyli w skrócie mówiąc podział działek na mniejsze. Można go dokonać na wniosek właścicieli lub użytkowników wieczystych nieruchomości. Po podziale każdy budynek wielorodzinny ma najczęściej swoją działkę i stanowi odrębną nieruchomość. Po takim podziale można już dokonać założenia wspólnoty i odłączenia z zasobów spółdzielni według opisanej procedury. Po takim podziale każdy blok/budynek może stanowić już o swoim losie. Może się zdarzyć, że działek nie da się podzielić na nazwijmy to jednobudynkowe, ale z pewnością można je będzie podzielić na mniejsze niż pierwotnie co znacznie ułatwi dalsze działania.
Innym rozwiązaniem jest podział spółdzielni, czyli utworzenie nowej spółdzielni i podzielenie zasobów pomiędzy starą a nową. Opiszę to szerzej w kolejnym punkcie
WNIOSKI:
Jeżeli nawet nieruchomość składa się z kilku budynków położonych na tej samej działce to istnieje możliwość oderwania się od spółdzielni. Osobiście znam przypadek, w którym mieszkańcy byli tak zdeterminowani i pewni tego że chcą założyć wspólnotę i odejść od spółdzielni, że rozmawiali z sąsiadami i tłumaczyli im wszystko, namawiali ich do przyjścia na zebranie, że podczas zebrania mieli większość i przegłosowali większy sąsiedni blok tylko dlatego, że przeciwnicy odłączenia od SM nie przyszli na zebranie i nic w tym temacie nie zrobili. Warto zatem walczyć o swoje
Podsumujmy co trzeba było zrobić do tej pory. Co Wy jako właściciele musieliście zrobić by założyć wspólnotę mieszkaniową i odłączyć się od spółdzielni mieszkaniowej?
1. Porozmawiać z sąsiadami czy jest taka wspólna wola
2. Sprawdzić jaki jest status nieruchomości/działki
3. Sprawdzić czy macie większość. Jeżeli nie to złożyć wnioski o utworzenie odrębnej własności, czyli wykupienie lokali na własność.
4. Złożyć wniosek o zwołanie zebrania na którym w obecności notariusza zagłosowaliście za utworzeniem wspólnoty i za zmianą Zarządu
Punkt 1 – jeden z najważniejszych - musicie wykonać sami. W punktach 2 - 4 pomóc Wam może nowy Zarządca. Nie bójcie się pytać i prosić o pomoc. Jeżeli Zarządca nie chce lub nie potrafi Wam pomóc to szukajcie innego który z pewnością pomoże. Punkt 4 a właściwie obecność na zebraniu i zagłosowanie za zmianami są równie ważne i bez tego nic się w waszych nieruchomościach nie zmieni.
Co dalej?
Teraz do pracy bierze się nowy zarządca:
a) dokonuje czynności mających na celu: uzyskanie nr NIP i REGON, założenie rachunku bankowego, podpisanie stosownych umów na dostawę mediów i świadczenie usług (dotychczasowe umowy są zawarte przez spółdzielnię mieszkaniową),
b) zwołuje zebranie wspólnoty w celu przyjęcia uchwał dotyczących regulaminów wspólnoty, wysokości zaliczek na utrzymanie nieruchomości wspólnej i planu gospodarczego,
c) dla skutecznego rozwiązania umowy o zarządzenie nieruchomością wspólną zawartej ze spółdzielnią składa oświadczenie o wypowiedzeniu umowy,
d) po okresie przejściowym przejmuje stosowną dokumentację od spółdzielni (dokumentacja finansowa, techniczna, protokolarne przekazanie budynku, itd.)
e) po dokonaniu rozliczenia przez spółdzielnię przejmuje środki pieniężne wspólnoty na utworzony rachunek bankowy wspólnoty mieszkaniowej,
f) przejmuje środki zgromadzone na Funduszu Remontowym
g) powiadamia wszystkich mieszkańców o nowych ustalonych zaliczkach, nowym numerze konta, w razie konieczności wystawia książeczki opłat, itd.
......
itd
WNIOSKI:
Założenie Wspólnoty i odłączenie od spółdzielni mieszkaniowej nie jest procesem łatwym i szybkim, ale jak już wypunktowałem dla samych właścicieli wiąże się z realizacją zaledwie kilku zadań i to powiedziałbym dość prostych zadań. Trudniejsze zadania ma do wykonania nowy zarządca, ale taka jest właśnie jego praca. Dużo większe znaczenie w tym całym procesie ma przełamanie strachu i obaw mieszkańców przed nową sytuacją!!!
Samo założenie wspólnoty to tylko początek. W związku z wyodrębnieniem wspólnoty mieszkaniowej ze spółdzielni – spółdzielnia nadal pozostaje zarządcą całej nieruchomości i jest to tzw. 'zarząd powierzony'. Najczęściej zakłada się wspólnotę po to, by uciec od spółdzielni, więc samo założenie wspólnoty jest mało efektywne i bezcelowe. Kolejnym krokiem musi być więc zmiana zarządcy.
W związku z tym, że mieszkańcy tworzą już Wspólnotę i są prowadzeni i rozliczani zgodnie z ustawą o własności lokali – muszą podjąć uchwałę o zmianie zarządu. Najlepiej jeżeli jest to uchwała podejmowana na zebraniu wspólnoty i protokołowana przez notariusza. Nie będę tutaj przeprowadzał polemiki nad potrzebą protokołowania takiej uchwały przez notariusza. Wyroki sądów są także różne w tej kwestii. Najbezpieczniej jest przyjąć, że taką uchwałę protokołuje notariusz. Ma to szereg zalet, jedną z nich jest niepodważalność i wytrącenie argumentu nieważności uchwały. O innych zaletach jeszcze wspomnę.
Oczywiście ta i każda kolejna uchwała musi być podjęta bezwzględną większością głosów czyli ponad 50% (licząc udziałami, głosują właściciele)
Zalecam by taką uchwałę podjąć na zebraniu zwołanym przez spółdzielnię w sposób który już opisałem. Wystarczy do składanego wniosku dopisać w porządku zebrania punkt odwołujący się do głosowania nad taką uchwałą i jej projekt dołączyć do wniosku. Obecność notariusza może przynieść także korzyści związane z uchwałą o zawiązaniu wspólnoty (wrócę do tego tematu dalej)
Podjęta uchwała stanowi podstawę wpisu do księgi wieczystej. Po jej podjęciu Spółdzielnia przestaje być reprezentantem Wspólnoty i już jej nie prowadzi
Przypominam, że utworzyliśmy specjalny adres mailowy pod który możecie wysyłać pytania i sugestie dotyczące problematyki założenia wspólnoty i odejścia od spółdzielni mieszkaniowej. Jest on przeznaczony tylko do tego tematu: sm@lcn.opole.pl
WNIOSKI:
Do zarządu spółdzielni najlepiej złożyć wniosek o zwołanie zebrania na którym będzie głosowana uchwała o 'założeniu wspólnoty' i uchwała 'o zmianie zarządu'. Uchwała musi być zaprotokołowana przez notariusza.
Jeżeli już ustaliliście, że chcecie założyć wspólnotę i odejść od spółdzielni, wszystko posprawdzaliście, wiecie że macie większość, jesteście pewni że lokale są waszą pełną własnością, to przed Wami zebranie na którym będziecie głosować nad uchwałą o 'założeniu wspólnoty'. Aby do niego doszło musicie złożyć w spółdzielni oficjalny wniosek o zwołanie takiego zebrania/walnego zgromadzenia pod którym musi się podpisać minimum 1/10 właścicieli (jednak nie mniej niż 3). Najlepiej jeżeli tych podpisów będzie ponad 50%, wtedy będzie wiadomo kto jest zdecydowany, a i dla spółdzielni jest to jasny sygnał że tworzycie zgrany zespół i wiecie czego chcecie.
Złożenie wniosku o zebranie musi być poprawne z prawnego punktu widzenia, a więc oprócz wymaganych podpisów (które muszą w jednoznaczny sposób określać kto się podpisał) musi zawierać także informację jaki jest cel zebrania (można tutaj powołać się na art. 241 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych), musi zawierać proponowany porządek obrad i projekt uchwały jaką będziecie chcieli uchwalić.
Po zebraniu podpisów i złożeniu takiego wniosku w spółdzielni mieszkaniowej zarząd spółdzielni ma 4 tygodnie na zwołanie tego zebrania licząc od dnia wniesienia żądania. Jeżeli to nie nastąpi, zwołuje je rada nadzorcza, związek rewizyjny, w którym spółdzielnia jest zrzeszona, lub Krajowa Rada Spółdzielcza, na koszt spółdzielni. W przypadku bezczynności spółdzielni, może ono zostać zwołane także przez każdego z właścicieli. Spółdzielnia ma też obowiązek zawiadomić właścicieli o zebraniu i o podejmowanych uchwałach co najmniej 7 dni przed terminem posiedzenia
Warto pamiętać, że według prawa spółdzielczego walne zgromadzenie może podejmować uchwały jedynie w sprawach objętych porządkiem obrad podanym do wiadomości członków w terminach i w sposób określony w ustawie.
W dniu w którym odbędzie się zebranie i w którym uchwała o 'założeniu wspólnoty' zostanie podjęta, czyli podpisze się pod nią ponad 50% właścicieli dany budynek przestaje podlegać pod ustawę o spółdzielniach mieszkaniowych i jest prowadzony według ustawy o własności lokali. Określenie 'założenie wspólnoty' jest tutaj potoczne, ponieważ tak naprawdę chodzi o to, ze dana wspólnota podejmuje decyzję w formie uchwały, że w zakresie ich praw i obowiązków oraz zarządu nieruchomością wspólną będą miały zastosowanie przepisy ustawy o własności lokali
WNIOSKI:
Do zarządu spółdzielni należy złożyć wniosek o zwołanie zebrania na którym będzie głosowana uchwała o 'założeniu wspólnoty' pod którym musi się podpisać minimum 10% właścicieli, a pod procedowaną uchwałą na zebraniu musi się podpisać minimum 50% właścicieli danej nieruchomości. Głosy liczymy udziałami a nie liczbą mieszkań.
I. Jeżeli w danym budynku (lub budynkach położonych na tej samej działce) zostały wykupione „na własność" wszystkie lokale, to z chwilą wykupienia ostatniego lokalu powstaje wspólnota mieszkaniowa z mocy ustawy (Art. 26 ustawy o sm). Spółdzielnia w terminie 14 dni od dnia wyodrębnienia własności ostatniego lokalu zawiadamia o tym na piśmie właścicieli lokali w tej nieruchomości.
II. Jeżeli nie wszystkie lokale stanowią odrębną własność, ale minimum jeden lokal został wykupiony, to właściciele mogą podjąć uchwałę o tym, że będą prowadzeni jako Wspólnota. Dokładnie mówi o tym art. 241 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, który pozwolę sobie tutaj przytoczyć:
„Większość właścicieli lokali w budynku lub budynkach położonych w obrębie danej nieruchomości, obliczana według wielkości udziałów w nieruchomości wspólnej, może podjąć uchwałę, że w zakresie ich praw i obowiązków oraz zarządu nieruchomością wspólną będą miały zastosowanie przepisy ustawy z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali. Do podjęcia uchwały stosuje się odpowiednio przepisy tej ustawy."
Bardzo istotny jest ostatni zapis, który jasno określa, że do podjęcia uchwały w sprawie 'założenia wspólnoty' stosuje się zapisy ustawy o własności lokali. Mówi on m.in. o tym jak liczyć głosy podczas podejmowania tej i kolejnych uchwał. W spółdzielniach i wspólnotach sposób głosowania i sposób liczenia głosów (a więc i wyniki głosowania) różnią się od siebie diametralnie. Największa różnica jest taka, że w spółdzielniach o istotnych sprawach decyduje walne zgromadzenie wszystkich członków spółdzielni, czyli o budynku X decydują członkowie/mieszkańcy wszystkich bloków. We wspólnocie o bloku X decydują tylko właściciele mieszkań z tego bloku. Chyba że na jednej działce jest wybudowanych kilka bloków – ale ten temat poruszę osobno.
Ważne w tej sprawie jest jeszcze jedno: uchwała jest podjęta jeżeli podpisze się pod nią większość, czyli ponad 50% wszystkich właścicieli (nie tylko tych obecnych na zebraniu), dlatego ważne jest by wcześniej ustalić czy większość właścicieli jest za powołaniem wspólnoty i ważne jest by ta większość przyszła na zebranie. Głosy liczymy udziałami w nieruchomości określonymi w Księgach Wieczystych, a nie ilością lokali czy ilością właścicieli.
WNIOSKI:
Jeszcze raz sprawdźcie czy większość jest za powołaniem wspólnoty - najlepiej sprawdzić to w Księgach Wieczystych i czy ta większość przyjdzie na zebranie które w tej sprawie będzie zwołane (ewentualnie udzieli pełnomocnictwa).
Aby możliwe było przekształcenie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu w prawo własności, trzeba złożyć pisemny wniosek skierowany do zarządu spółdzielni o zawarcie umowy o przekształcenie własnościowego spółdzielczego prawa do lokalu w odrębną własność.
Ile trwa wykupienie mieszkania?
Spółdzielnia ma ustawowo sześć miesięcy na zawarcie umowy przenoszącej własność od dnia złożenia wniosku, o ile zostały spełnione warunki do tego przeniesienia.
Ile kosztuje przekształcenie mieszkania spółdzielczego na własnościowe?
Sama taksa notarialna to obecnie wydatek ok. 1000 zł. Do tego należy doliczyć opłaty sądowe za założenie księgi wieczystej i wpis. Łącznie koszt przekształcenia spółdzielczego własnościowego w odrębną własność to około 1500 zł
Czy opłaty za wykup są stałe?
Część opłat jest stała i określona przez ustawodawcę. Są jednak opłaty które można negocjować, np. taksa notarialna. Jeżeli wykupujemy jedno mieszkanie to notariusz raczej weźmie standardową stawkę, jeżeli jednak wykupujemy kilka mieszkań w jednym czasie to możemy już wynegocjować niższą stawkę
Kto ustala notariusza który sporządzi umowę wykupu?
Notariusza wybiera najczęściej spółdzielnia która musi zebrać wszystkie dokumenty i zorganizować spotkanie. Najczęściej jest to osoba z którą spółdzielnia współpracuje. Jednak za jego usługę płacimy my więc możemy spytać w spółdzielni jaki notariusz będzie wybrany i jeżeli nam ta osoba nie odpowiada to możemy umówić innego notariusza (np. tego który zaproponował lepsze warunki)
Co po wykupieniu mieszkania na własność?
Samo wyodrębnienie lokalu w budynku spółdzielni nie powoduje wygaśnięcia zarządu nieruchomością wspólną przez spółdzielnię. Mamy lokal którego jesteśmy właścicielem, jesteśmy współwłaścicielem gruntu i części wspólnych (korytarzy, klatek schodowych, strychu, piwnic, kotłowni, podwórka, itd.), ale nadal zarządza nami spółdzielnia mieszkaniowa
WNIOSKI:
Wykupując mieszkania grupowo możemy zaoszczędzić na opłatach, dodatkowo możemy też zmniejszyć liczbę niezbędnych dokumentów i skrócić całą procedurę. Dla spółdzielni jest to też pierwszy sygnał że jesteście pewni swoich działań i nie odpuścicie.
Gdzie sprawdzić czy mam spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu?
W przypadku spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu dokumentem potwierdzającym własność może być umowa kupna-sprzedaży nieruchomości, lub umowa zawarta bezpośrednio między spółdzielnią a nabywcą o ustanowienie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu.
Osoba posiadająca spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu może założyć księgę wieczystą, ale nie jest to konieczne. W przypadku założenia księgi wieczystej w dziale II ujawnia się uprawnionego, a nie właściciela, gdyż właścicielem lokalu jak i budynku nadal pozostaje spółdzielnia, której przysługuje także prawo do gruntu, na którym stoi budynek.
Jeżeli spółdzielnia nie posiada prawa do gruntu (ani w postaci własności, ani w postaci użytkowania wieczystego) to dla takiego lokalu nie można założyć księgi wieczystej, a co za tym idzie nie będzie też możliwe obciążenie tego lokalu np. hipoteką, która wymaga wpisu w KW. Jest to istotna różnica między własnością a spółdzielczym własnościowym prawem do lokalu bez księgi wieczystej.
Wykupu lokalu można dokonać tylko pod warunkiem, że spółdzielnia jest właścicielem lub dzierżawcą wieczystym gruntu, na którym stoi budynek. Jeżeli sprawa gruntu jest nieuregulowana sprawa się bardziej komplikuje i założenie wspólnoty w takim budynku może być bardziej czasochłonne. Na szczęście są to marginalne przypadki
Co ważne, spółdzielnia nie może odmówić zawarcia umowy przenoszącej własność, o ile spełnione zostały ustawowe warunki. Nie może też wprowadzać dodatkowych utrudnień w składaniu takich wniosków. Wniosek nie musi spełniać żadnej szczególnej formy, wystarczy, że jest złożony do spółdzielni i wynika z niego wola zawarcia umowy przenoszącej własność oraz pochodzi od uprawnionej osoby.
Osoba składająca taki wniosek nie może zalegać z opłatami eksploatacyjnymi. Uregulowany powinien być również wkład mieszkaniowy przypadający na dany lokal. Kwestię wkładów mieszkaniowych i zadłużenia kredytowego spółdzielni można - zgodnie z polskim prawem - sprawdzić w spółdzielni w dowolnym momencie przed złożeniem wniosku.
WNIOSKI:
Jeżeli mieszkań własnościowych jest mniej niż spółdzielczych (licząc powierzchnie a nie liczbę) to musicie się zorientować, czy sąsiedzi będą chcieli „wykupić" swoje lokale by mieć jak najwięcej głosów. Potrzebujecie ponad 50% głosów
1. spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu,
2. spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu,
3. odrębną własność lokalu,
a) Spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnego, czyli potocznie tzw. mieszkanie lokatorskie oznacza, że właścicielem i zarządzającym mieszkaniem jest spółdzielnia. Osoby zamieszkujące w tego typu mieszkaniach nie posiadają do niego prawa własności. Tym samym nie mają prawa głosu. Decyzję za nich odnośnie lokalu i części wspólnych podejmuje zawsze spółdzielnia. Prawo lokatorskie jest niezbywalne, przez co nie można go sprzedać lub uczynić przedmiotem darowizny np. bliskiej osobie. Nie podlega też dziedziczeniu, nawet jeśli spadkobiercy mieszkają razem z uprawnionym w lokalu
b) Własnościowe spółdzielcze prawo do lokalu mieszkalnego jest ograniczonym prawem rzeczowym, które daje osobie go posiadającej prawo do użytkowania oraz swobodnego rozporządzania takim lokalem. Można więc w każdej chwili sprzedać takie mieszkanie lub je wynająć, a także zapisać bliskim w spadku. Nieruchomość formalnie nadal należy do spółdzielni mieszkaniowej, tak więc i w tym przypadku decyzję o założeniu Wspólnoty Mieszkaniowej i odłączeniu od spółdzielni podejmuje Spółdzielnia. W kolejnym wpisie opiszę jak to zmienić.
Co ważne - dla spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu istnieje możliwość założenia księgi wieczystej choć nie jest to obowiązkowe. Posiadacz prawa będzie tam figurować jedynie jako osoba uprawniona do lokalu, a nie jego właściciel, którym cały czas pozostawać będzie spółdzielnia mieszkaniowa. Jak widać założenie księgi wieczystej dla lokalu nie jest tożsame z pełnym prawem własności.
Krótko mówiąc – w przypadku spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu jest się właścicielem jedynie prawa do tego lokalu, a nie samego lokalu. Nie jest się też właścicielem działki i części wspólnych (właścicielem tych rzeczy jest nadal spółdzielnia)
c) Odrębna własność lokalu to najpełniejsze prawo własności, w którym stajemy się w pełni właścicielem lokalu mieszkalnego oraz mamy prawa do gruntu pod budynkiem oraz nieruchomości wspólnej, która nie jest przypisana do wyłącznego korzystania przez właścicieli innych lokali mieszkalnych. W tym przypadku jesteśmy pełnym właścicielem naszego lokalu, ale też współwłaścicielem części wspólnych, możemy decydować wraz z innymi o częściach wspólnych. W przypadku własnościowego prawa do mieszkania podstawą prawną jego ustanowienia jest Kodeks cywilny
WNIOSKI:
Rozmawiając z sąsiadami na temat założenia wspólnoty i odłączenia się od spółdzielni należy zorientować się ile osób ma odrębną własność lokalu a ile spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu. Najłatwiej sprawdzić to w indywidualnych umowach lub w Księgach Wieczystych które można sprawdzić na stronie ministerstwa sprawiedliwości: https://ekw.ms.gov.pl
I. ustawa z dnia 15 grudnia 2000 r. o spółdzielniach mieszkaniowych
(Dz. U. 2023 r. poz. 438 tekst jednolity)
II. ustawa z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali
(Dz. U. z 2021 r. poz. 1048 z późn. zm.)
Dodatkowo przydaje się znajomość Statutu Spółdzielni czy innych Regulaminów określonych przez konkretną Spółdzielnię. Bardzo często Spółdzielnie określają np. inne terminy dla poszczególnych czynności niż te wynikające z ustawy. Często też wymyślają różne powody by utrudnić Wspólnocie odłączenie się od nich. Żeby z tym walczyć trzeba sporo zacięcia i czasu. Nie można się poddawać i trzeba wierzyć, że postępuje się słusznie.
O korzyściach odłączenia od SM będę mówił w kolejnych wpisach. Już wiem też, że kilka wpisów poświęcę na obalenie krążących mitów w tym temacie.
Nie zdołam też opisać wszystkiego w uniwersalny sposób pasujący do każdej sytuacji. Pewne rzeczy upraszczam by były one zrozumiałe dla wszystkich. Pamiętam jak sam przygotowywałem się do przejęcia pierwszej Wspólnoty od SM. Dziesiątki czy nawet setki godzin spędzone nad dokumentami. Studiowanie całej ustawy o SM. Konsultacje z kancelarią prawną z powodu niejasnych lub niepełnych informacji. Konsultacje z Panią która jest emerytowaną pracowniczką działu prawnego jednej z większych spółdzielni w Polsce. I teraz po latach wiem, że jeszcze nie raz będę zaskoczony interpretacją czy postawą prezesa czy zarządu spółdzielni. Nawet stanowiska sądów i ich interpretacje bardzo często się różnią. O tym jeszcze nie raz wspomnę w kolejnych wpisach.
Ważna uwaga! Macie jakiekolwiek pytania w temacie wspólnot i spółdzielni, chcielibyście coś szerzej omówić, coś jest niezrozumiałe? Utworzyliśmy specjalny adres mailowy pod który możecie wysyłać pytania i sugestie. Jest on przeznaczony tylko do tego tematu: sm@lcn.opole.pl
WNIOSKI:
Jeżeli chcecie założyć Wspólnotę i odłączyć się od Spółdzielni to porozmawiajcie o tym z sąsiadami. To pierwszy i niezbędny do wykonania krok by sprawdzić czy jest szansa na usamodzielnienie.
Dzisiaj wpis o wykonawcach, o jakości ich usług i o tym jak i dlaczego ich pilnuję. Ten wpis dedykuję tym, którzy w ostatnim czasie pytali mnie o to i tym, którzy dziwili się że Zarządca sam wykonuje lub nadzoruje pewne prace. Jak już wielokrotnie pisałem na tym blogu - lubię swoją pracę, interesują mnie wszelkie zagadnienia związane nie tylko z nieruchomościami ale również z branżą budowlaną, instalacjami, mechaniką, itd, itp. Z tego też powodu staram się być na bieżąco z wszelkimi technologiami obecnymi w mojej pracy zawodowej, ale też sporą część prac wykonywanych na nieruchomościach znam z własnej praktyki. Na codzień bardzo się to przydaje, gdyż mająć odpowiednią wiedzę i doświadczenie mogę już na etapie rozmów z wykonawcą zweryfikować jego wiedzę i technologię wykonania danej usługi. Uwierzcie, że wielokrotnie zdarzało mi się odkładać oferty niektórych firm, gdyż to co chcieli zrobić, albo to w jaki sposób to chcieli zrobić było nie tylko nieestetyczne, ale przede wszystkim nie wiedzieli, dlaczego należy zachować kolejność poszczególnych prac, albo z czego wynikają pewne uwarunkowania środowiskowe. Krótko mówiąc, nie mieli odpowiedniej wiedzy i doświadczenia, by powierzyć im dane prace do wykonania. Takie nasze podejście (które bierze się nie tylko z potrzeby ochrony interesu Wspólnoty, ale również z potrzeby oszczędzenia sobie problemów z wykonawcami) jak do tej pory wychodziło nam i naszym Wspólnotom na dobre. Jest też druga strona takiego podejścia do weryfikacji i kontroli wykonawców - sporo firm po odbyciu z nami rozmowy rezygnuje z wykonania usługi, gdyż zdaje sobie sprawę, że wiemy co będzie robione, wiemy jak należy to zrobić i z pewnością będziemy pilnować, by było to zrobione poprawnie. Już kiedyś pisałem na blogu o tym, że firmy wykonawcze chętnie przyjmują zlecenia od zarządców, gdyż najczęściej nie są odpowiednio pilnowani i wmawiają swoim zleceniodawcom różne bajki (tak to się robi, inaczej nie da się, itp).
Teraz odpowiedź na zasadnicze pytanie: dlaczego tak pinuję wykonawców? Bo jak już wielokrotnie wspominałem staram się, by wszystko co robię, było zrobione tak, jakbym sam miał z tego korzystać, jakbym robił to dla siebie. Niektórzy mogą twierdzić, że czasami nawet przesadzam. Że nie trzeba robić aż tak dobrze i tak dokładnie. Ale moje pytanie brzmi - dlaczego nie? Czy Wspólnota nie może mieć dobrze wykonanej usługi? Czy to, że robimy np. dach na dużej wysokości, którego nie widać oznacza, że ma on być wykonany niechlujnie? Czy klatka ma być pomalowana gorzej niż nasze mieszkanie bo tam "tylko przechodzimy"? Dlaczego mamy się godzić na to, by usługi na częściach wspólnych robić byle jak?
Wiem, że wiele osób uważa, że część wspólna to część "niczyja", ale podchodząc w ten sposób do naszej własności nigdy niczego nie osiągniemy. Nigdy nie zmienimy naszego otoczenia, a warto zacząć od zmiany naszego najbliższego otoczenia. Jeżeli bowiem sami o to nie zadbamy, to czy mamy prawo wymagać by inni o nas i naszą własność dbali?
Jesteśmy Zarządcami którym nie przeszkadza brak współpracy. Sami staramy się prowadzić Wspólnotę i systematycznie polepszać co tylko możemy zarówno w jej wyglądzie jak i funkcjonowaniu. Dla nas brak Wspólpracy nie jest wadą czy problemem. Problemem jest jednak taka postawa Zarządu która uniemożliwia dobre prowadzenie Wspólnoty. Mam tutaj na myśli działania które uniemożliwiają a czasem wręcz paraliżują pracę Zarządcy. Jeżeli chodzi o drobne sprawy to możemy je ominąć i pracować dalej. Przytoczę tutaj przykład Zarządu opolskiej Wspólnoty, który sam chciał wybierać firmę sprzątającą, sam określił zakres współpracy, sam zaakceptował umowę przygotowaną przez tą firmę (pomimo naszych uwag i zastrzeżeń), a później miał pretenje że firma nie realizuje innych zadań i pretensje te kierował do nas. Wypierał się też swoich ustaleń i prowokował konflikt. Dopiero upublicznienie na zebraniu korespondencji mailowej sprzed kilku miesięcy zamknęło temat. Ale odbiegam od tematu :)
O ile mniejsze i mniej groźne dla Wspólnoty działania - nazwijmy je sabotażowe - można tolerować i starać się je poprawiać by Wspólnota nie cierpiała z tego tytułu (chociaż wymaga to od nas sporo więcej czasu i zaangażowania). Nie można jednak przymykać oka na poważne zagrożenia jakie niesie za sobą (świadoma lub nie) negatywna postawa Zarządu. Takie działania jednej lub kilku osób mogą sparaliżować poprawne działanie całej Wspólnoty. Miałem taki przypadek że jedna pani z zarządu potrafiła skutecznie blokować wszelkie potrzebne/konieczne do realizacji prace i skłóciła ze sobą całą Wspólnotę. Co więcej - domagała się podpisania umów z zaprzyjaźnionymi firmami na remonty po zawyżonych kwotach i w mniejszym zakresie prac.
Piszę o tym teraz ponieważ znowu trafił się nam przypadek Wspónoty w której musimy angażować swój czas i środki nie tylko na wyprowadzanie WM z marazmu, ale również a może przede wszystkim musimy na każdym kroku walczyć z Zarządem. A bierna postawa mieszkańców (nikt nie chce urazić Zarządu i każdy boi się jego zmiany) przedłuża tę agonię. I w ten sposób zamiast realizować to do czego jesteśmy powołani to marnujemy swój czas i energię na przysłowiowe kopanie się z koniem... A traci cała Wspólnota...
Te krótkie życzenia piszę w odniesieniu do naszej codziennej pracy w której zauważamy, że wspólnoty w których panuje życzliwa i miła atmosfera, a sąsiedzi potrafią zrozumieć się wzajemnie i dostrzegają potrzeby innych a nie tylko swoje - w takich wspónotach żyje się i pracuje zdecydowanie lepiej. Nie traci się czasu, nerwów i pieniędzy na niepotrzebne waśnie, realizuje się potrzeby wszystkich bez licytowania kto jest ważniejszy, bez kłótni o sprawy błache i małoistotne. Jak ostatnio pisałem największą wadą naszej pracy jest praca z ludźmi. Słowo wada nie jest tutaj najwłaściwsze ale tak to opiszę. Ta wada dotyczy także życia we wspólnotach. Życia i koegzystowania. Jeżeli zatem będziemy dla siebie mili i luddzcy to zapewne będzie nam się żyło lepiej.
Jeszcze raz życzę spokojnych Świąt i miłej atmosfery w tym szczególnym okresie ale również, a może przede wszystkim, w codziennym życiu.
Przejmowaliśmy dwie wspólnoty od jednego z największych administratorów w Opolu. Problemy zaczęły się od samego początku. Najpierw pan prezes szukał wymówek by nie oddać wspólnoty. Później przyszedł czas zastraszania i grożenia wobec mieszkańców. Ponieważ minąl wyznaczony termin przekazania dokumentacji i prezes dalej chciał cwaniakować i udawać bohatera wystąpiliśmy na drogę prawną. Nasza kancelaria wystosowała odpowienie pismo i wyznaczyła ostateczny termin przekazania dokumentacji. Przypomniała również jakie będą konsekwencje niedostosowania się do postawionych warunków. Pan prezes bardzo szybko zmienił postawę i w błyskawicznym tempie przekazano nam dokumentację. Ale to nie koniec tej przygody. Okazało się, że dokumentacja jest niepełna bo pani księgowa nie zdążyła rozliczyć wspólnoty. A miała na to 4 miesiące. Właśnie minęły kolejne 3 miesiące i jest - mamy informację że dokumentacja jest do odbioru. Koniec wyszarpywania dokumentów? Niekoniecznie. Okazuje się, że minęło już 7 miesięcy a księgowa nie zrobiła rozliczeń mieszkańców i nie dostali oni indywidualnych rozrachunków.
Piszę o tym w kontekscie tego, że ostatnio kilkukrotnie podczas rozmów z różnymi osobamia wysłuchiwałem wypowiedzi osób które twierdziły że duże spółdzielnie i firmy administrujące zatrudniają więcej ludzi i dzięki temu rzekomo zawsze szybciej rozliczają mieszkańców. Zawsze też rzekomo szybciej usuwają awarie, rzekomo szybciej realizują remonty, rzekomo taniej zamawiają ciepło, rzekomo taniej kupują wodę, rzekomo mniej płacą za wywóz śmieci, itd...
O tych rzekomych korzyściach już kiedyś pisałem, pisałem ile można przepłacać za remonty. Jeżeli 7 miesięcy na rozliczenie mieszkańców to też rzekomo mniej to muszę Was zawieść. Takie rozliczenie można zrobić w duuuużo krótszym czasie. Jak widać wielkość nie ma tutaj znaczenia.
Gdzie zatem te korzyści?
O korzyściach i przewagach spółdzielni i dużych administratorów nad mniejszymi firmami najczęściej mówią same spółdzielnie (ten temat jeszcze kiedyś rozwinę) jak również osoby które nie mają pojęcia jak wygląda rzeczywistość i realne prawa i procesy rządzące wspólnotami i firmami zajmującymi się zarządzaniem i administrowaniem nieruchomościami.
Dzisiaj znowu miałem wizytę dwóch Panów którzy mieszkają w budynku zarządzanym przez spółdzielnię i szukają alternatywy. Ponad godzinę rozmawialiśmy o ich problemach i próbowałem wyjaśnić kwestie które ich interesowały. Jeżeli duży może więcej to czemu ludzie szukają rozwiązań u mniejszych firm jak nasza? Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie
11. Jakie są minusy pracy jako Zarządca? Każda praca ma swoje plusy i minusy, ale jeżeli robimy to co lubimy, to tych minusów raczej nie widzimy. Gdybym miał wymienić jedną rzecz jako minus mojej pracy to powiedziałbym, że takim minusem jest praca z ludźmi. To na tym opiera się spora część tego zawodu, a jednocześnie ten 'czynnik ludzki' o wielu rzeczach decyduje. Czasami postawa ludzi czy ich podejście do jakiegoś tematu mogą sporo namieszać i czasami nawet zastopować np. proces modernizacji budynku. Niejednokrotnie mam wrażenie graniczące z przekonaniem, że gdyby nie ludzie to bylibyśmy w stanie zdziałać duuużo więcej i dużo szybciej. Na szczęscie ten negatywny czynnik mieszkańców którzy są hamulcowymi nie występuje zbyt często ale czasami naprawdę potrafią oni zniczewyć nie tylko dobry humor ale też najlepsze plany. Nawet do tego stopnia, że odechciewa się dalszej pracy z takimi ludźmi. Na szczęście na następny dzień siły i ochota zawsze wracają...
12. Na co zwracam uwagę w swojej pracy? Co jest priorytetem? Powinienem chyba napisać, że bezpieczeństwo mieszkańców, czy tak jak mówią przepisy troska o budynek i jego niepogorszony stan. Moje podejście do nieruchomości jest takie, że zawsze staram się skupiać na tym, by budynek prowadzić do coraz lepszego stanu - nie tylko wizualnie ale przede wszystkim funkcjonalnie i ekonomicznie, oraz staram się robić rzeczy z których (tak mi się zdaje) mieszkańcy będą zadowoleni. Oczywiście jest to powiązane z wieloma innymi rzeczami, np. finansami, ilością i wielkością prac do wykonania, pilnością poszczególnych przedsięwzięć, bezpieczeństwem, wymogami prawa, itd. Staram się podchodzić do każdej nieruchomości w taki sposób, jakbym sam tam mieszkał i patrzę na całość tak, by lepiej mi się mieszkało w danym miejscu. Patrzę na to przez pryzmat mieszkańców i ich oczekiwań i z tego wychodzi mi jakiś wypadkowy sposób prowadzenia danej nieruchomości.
To wszystkie odpowiedzi na Wasze pytania. Tak jak wspomniałem osobną serię wpisów poświęcę SM i tam także będzie kilka odpowiedzi na Wasze pytania. Niektórzy dostali odpowiedź na swoje pytanie mailowo - po prostu pytań o politykę i tematy bardzo prywatne dotyczące Waszych indywidualnych spraw nie chciałbym tutaj poruszać. Dziękuję za wszystkie pytania i pozytywne słowa jakie przy okazji pytań otrzymaliśmy. Życzę wszystkim powodzenia w ich sprawach wspólnotowych i do usłyszenia na blogu :)
9. Sąsiad podłączył się do mojego komina. Co robić? Po pierwsze nie ma takiego pojęcia jak "mój komin" we wspólnocie. Po drugie kominy są częściami wspólnymi i prowadzenie na nich jakichkolwiek prac wymaga zgody wspólnoty/zarządcy. Po trzecie nie można dowolnie podłączyć się do dowolnego przewodu kominowego czy zmieniać tych przewodów. Po czwarte jeżeli prowadzimy jakieś prace i np. montujemy nowy piec lub kozę w mieszkaniu to powinniśmy uzyskać opinię kominiarza który wyznaczy nam przewód do którego będziemy mogli się podłączyć. Rolą kominiarza jest nie tylko sprawdzić czy dany przewód kominowy jest wolny, ale powinien on zweryfikować czy jest on drożny, szczelny, czy posiada odpowiedni przekrój i czy może być użytkowany w danym celu. W starym budownictwie dawniej w prawie każdym pomieszczeniu był piec kaflowy. Większość z nich została zlikwodowana a kominy pozostały. Jeżeli teraz chcielibyśmy w tym samym miejscu podłączyć np. kozę to i tak musimy sprawdzić czy spełniamy powyższe warunki. W innym przypadku możemy stwożyć zagrożenie dla zdrowia i mienia (a nawet życia!) swojego i naszych sąsiadów.
10. Czy mogę wstawić piec w mieszkaniu? Poprzednie pytanie odpowiada po części na to, lub przynajmniej wskazuje co należy sprawdzić. Musimy też sprawdzić czy w danym budynku możemy taki piec zamontować. Czy będzie to zgodne z przepisami i przede wszystkim bezpieczne. Najlepiej zgłosić się do zarządcy i on podpowie co w tym konkretnym przypadku trzeba zrobić i jakie dokumenty będą potrzebne. Bardzo często zdarza się że zapominamy o najprostszych rzeczach. Nawet jeżeli kiedyż mieliśmy w mieszkaniach piece kaflowe to mieliśmy też stare, drewniane i nieszczelne okna. I wszystko działało prawidłowo. Teraz wstawiamy piec, okna mamy plastikowe bardzo szczelne i zamknięte by "ciepło nie uciekało" i okazuje się że możemy się w mieszkaniu zatruć lub udusić bo nie mamy nawiewu świeżego powietrza. Z piecami nie ma żartów i mówię tutaj zarówno o tych węglowych jak i tych gazowych...
5. Czy są wymagane inne regulaminy? Pojawiły się dwa podobne pytania więc odpowiem na oba. Tak - są pewne regulaminy które Wspólnota musi posiadać. Regulamin porządkowy jest dobrowolny, ale koniczne są tzw. regulaminy rozliczania mediów. Są to sposoby rozliczania np. ciepła, wody, odprowadzonych ścieków, prądu, itp. W bardzo precyzyjny sposób powinny uwzględniać charakterystykę danej Wspólnoty i określać w jaki sposób dany czynnik czy dane medium będą rozliczane. Powinny one nie tylko określać bieżące rozliczenia, ale także przewidywać jak rozliczymy dany czynnik w przypadkach awarii np. wodomierza lub w przypadkach powstania nadpłat/niedopłat. Określają także kto odpowiedzialny jest za naprawę zepsutego sprzętu, kto powinien dbać i płacić za legalizację urządzeń, kto i kiedy dokonuje wymian, na jakich zasadach zmieniamy stawki, etc.
6. Czy uchwałę można podać do publicznej wiadomości przez wywieszenie na tablicy ogłoszeń? To zależy od kilku czynników. Po pierwsze powinna być przegłosowana uchwała która zezwala na takie wywieszanie uchwał. Po drugie uchwała nie może zawierać żadnych drażliwych treści, np. nie możemy wywiesić uchwały która zawiera szczegółowe dane mieszkańców. Po trzecie powinno być określone miejsce w którym takie uchwały będą wywieszane (zawsze to samo i dostępne dla wszystkich właścicieli) by uniknąć pomówień o manipulację. Po czwarte należy mieć na uwadze, że część właścicieli może mieszkać w innym (odległym) miejscu i dlatego wraz z uchwałą zezwalającą na wywieszanie uchwał na tablicy powinno się podjąć uchwałę o innych alternatywnych formach powiadamiania tych właścicieli. Po piąte - warto na tablicy informować o tym czy dana uchwała zapadła czy nie, czyli czy większość była na "tak" czy na "nie". Nie polecam jednak udostępniać pełnej treści uchwały. Zamiast tego lepiej poinformować gdzie można przeczytać pełną treść jeżeli ktoś nie mógł się wcześniej zapoznać lub nie miał okazji głosować.
7. Czy można anulować uchwałę? Jeżeli uchwała została podjęta a następnie Wspólnota podjęła koejną uchwałę o zmianie lub nawet anulowaniu tej poprzedniej to oczywiście można. Żeby precyzyjniej odpowiedzieć na to pytanie trzeba się zastanowić do czego odnosi się anulowana uchwała i czy została ona wykonana? Co w takim razie z jej efektami/skutkami? Jeżeli anulujemy uchwałę o np. podwyżce składek na Fundusz Remontowy to wracają one do wcześniejszych poziomów o ile nie określimy tego inaczej. Ale co np. z remontem dachu który trwa lub został już zakończony? Jak przywrócić stan poprzedni, lub na jakim etapie zakończyć prace? A co z podpisanymi umowami? Pytanie jest bardzo ogólne. Proszę o kontakt to może uda się odpowiedzieć szczegółowo
1. Jakie powiny być uczciwe stawki za zarządzanie? Przyznam szczerze, że jest to pytanie bardzo trudne i nie sposób odpowiedzieć na nie jednoznacznie. Są wspólnoty małe 3,4,5 - lokalowe zaniedbane, z zawiłościami w dokumentacji, z dłużnikami, z budynkami wymagającymi natychmiastowych remontów i jednoczesną bardzo niską lub wręcz zerową stawką funduszu remontowego. Są też wspólnoty składające się z budynku lub budynków w których mieszka 100,200 czy nawet 300 rodzin z założoną dokumentacją, prowadzone od lat, bez większych zadłużeń, z remontami prostymi do przeprowadzenia, itd. I jak tutaj uczciwie ustalić stawki dla tych różnych wspólnot? Jakie przyjąć kryteria? Więcej papierkowej roboty będzie w tych dużych wspólnotach, rozliczeń też będzie więcej, ale nie będą to proporcjonalne zależności. Co więcej - sporo czynności ma dokładnie ten sam zakres i tyle samo czasu trzeba mu poświęcić. Przykładowo zrealizowanie przeglądu kominiarskiego zajmuje dla zarządcy tyle samo czasu niezależnie od ilości kominów czy mieszkań. Sam kominiarz ma więcej pracy, ale zarządca już niekoniecznie. Uczciwe stawki powinny być zatem takie by w pełni rekompensowały czas poświęcony Wspólnocie przez zarządcę i jego zespół. Chyba nikt z Was nie chciałby pracować gdyby wiedział, że pracodawca go nie docenia i płaci jakieś śmiesznie niskie pieniądze
2. Czy 0,8zł/m2 za zarządzanie to dużo czy mało? Jak zaczynałem przygodę z zarządzaniem to razem z wykładowcą wyliczaliśmy jakie powinny być stawki zarządców by ta praca była opłacalna i korzystna dla nas Zarządców. I wyszło nam, że już wtedy (a było to ponad 10lat temu) wynagrodzenie zarządcy powinno oscylować w granicach 2-3zł/m2. Teraz zapewne ta stawka powinna być bliżej 5zł/m2. I teraz spójrzcie na te stawki i na to jak działa Wasz Zarządca. Czy przykłada się do swojej pracy? Czy szuka innych źródeł finansowania swojej działalności? Czy zarządzanie nieruchomościami to jedyna działalność jaką prowadzi? Oceniając stawkę wynagrodzenia spójrzcie też na to czego sami oczekujecie od Zarządcy. Czy szukacie tylko księgowego który rozliczy Wspólnotę, czy może oczekujecie pełnego zaangażowania i wsparcia.
3. Skąd mamy wiedzieć czy wynagrodzenie Zarządcy jest odpowiednie? Ja polecam proste porównanie - zorientuj się co robi Twój Zarządca czy Administrator i za ile to robi, a później zastanów się czy Ty za te same pieniądze chciałbyś to robić. Musi to być jednak uczciwe porównanie oparte na wiedzy i faktach. Miałem przypadek jakieś 4 lata temu że jeden z mieszkańców Wspólnoty uznał, że za takie wynagrodzenie jakie bierze ich Admin to on sam poprowadzi sprawy swojej WM. Jednak po 2 miesiącach przyszedł do Nas i przyznał szczerze że nie spodziewał się że w tak małej Wspólnocie jest tyle spraw do ogarnięcia i wymaga to tyle pracy. Niestety coraz więcej rzeczy wymaga specjalistycznej wiedzy i zasobów (np. programów do rozliczeń z urzędami), co w coraz większy sposób utrudnia samodzielne prowadzenie Wspólnoty.
Dzisiaj rozpoczynam odpowiedzi na Wasze coroczne pytania. Zacznę od wpisu Pana Tadeusza, który mieszka w budyku, którym zarządzamy od prawie 3lat i który poprosił, by opisać ich przypadek. Pozdrawiam wszystkich mieszkańców tej Wspólnoty i opisuję :)
Zgłosiła się do nas Wspólnota (bedąca Wspólnotą już z formalnego punktu widzenia), prowadzona zgodnie z Ustawą o Własności Lokali, której zarządcą była Spółdzielnia Mieszkaniowa. Mieszkańcom nie odpowiadał sposób ich prowadzenia przez Spółdzielnię, a szczególnie sposób prowadzenia ich wydatków. Zwrócili się do nas o przejęcie w zarządzanie. Warto tutaj wspomnieć, że ich budynek leży w kompleksie kilkunastu budynków o podobnej kubaturze, liczbie mieszkańców, etc.
Po przejęciu zrewidowaliśmy wydatki, ustaliliśmy nowe, niższe opłaty - zrobiliśmy co mogliśmy, by Wspólnota płaciła niższe miesięczne opłaty. Standard. Teraz przejdę do historii właściwej, o której wspominał w mailu Pan Tadeusz.
Na parterze tej Wspólnoty mieszka starsza Pani, która od kilku lat porusza się na wózku. Wspólnota dużo wcześniej podjęła decyzję, że zrobi wejście do budynku przyjazne dla wózków inwalidzkich. W budynkach na tym osiedlu jest boczne wejście do każdego z nich, nie używane od lat i zamknięte na klucz. W sąsiednich budynkach Spółdzielnia, także na wniosek niepełnosprawnych lub starszych osób, zainstalowała windy przy tych bocznych wejściach. Super sprawa, mieszkańcy zadowoleni, nie trzeba było przebudowywać wejść głównych, robić ramp czy specjalnych podjazdów. Zawsze jednak pojawia się ale...
My postanowiliśmy ten temat rozwiązać nieco inaczej: przy tym bocznym wejściu usypaliśmy z ziemi podjazd i wyłożyliśmy go kostką. Do tego specjalna poręcz i temat załatwiony. A teraz przejdźmy do najlepszego, czyli porównania kosztów budowy i corocznych kosztów utrzymania całości.
Na windę i jej wykonanie, około 4m nowego chodnika i posianie trawy przy chodniku, Spółdzielnia wydała blisko 30 tysięcy złotych. Teraz corocznie winda musi przechodzić badania techniczne, do tego koszt energii i serwisowania - tutaj już nie mam informacji o dokładnych kosztach, ale szacuję, że będzie to około 2000 zł rocznie.
My zrobiliśmy podjazd około 14m (by zachować wymagane prawem pochylenie) wraz z barierkami i nasadzeniem krzewów i dodatkowym oświetleniem zewnętrznym z czujnikiem zmierzchowym i czujnikiem ruchu. Za całość zapłaciliśmy 2870zł i coroczne rachunki za oświetlenie na szacunkowym poziomie 10zł (mocno zawyżone ale na pewno nie większe).
Pan Tadeusz poprosił, by opisać ich sytuację ku przestrodze innych, gdyż ma znajomych w bloku obok i nie kryli oni zdenerwowania, gdy dowiedzieli się, ile na takie wejście dla wózków wydała Spółdzielnia, a ile my. I teraz najlepsze - niektórzy twierdzą, że Spółdzielnia Mieszkaniowa jest lepsza, gdyż jako duży gracz może negocjować stawki i wybrać tańszą ofertę. Tych wind w sąsiednich budynkach zamontowano 4sztuki.
Porównajcie sobie zatem sami, czy taka spółdzielnia dba o to, by pieniądze wydawać racjonalnie i w sposób najbardziej optymalny/ekonomiczny?
Osobnym tematem jest przypadek profesjonalisty, z którym miałem do czynienia w ostatnich dniach. Jest to żywy przykład Fachowca przez duże "F". Chodzi tutaj o kominiarza z - uwaga - 50 letnim stażem/doświadczeniem, który nadal jest czynny zawodowo i który do swojej pracy podchodzi z zaangażowaniem, ale też z dużym poczuciem humoru i przychylnością oraz wyrozumiałością wobec klientów. Miałem okazję uczestniczyć bezpośrednio w jego pracach i powiem szczerze, że był to czas, który przyniósł rozwiązanie problemów, jakie męczyły Wspólnotę od dłuższego czasu, ale również traktuję ten czas jako swojego rodzaju naukę. Przyglądając się jego pracy można było nie tylko zapoznać się z problemem i metodologią jego rozwiązania, ale również obserwować na żywo procesy myślowe poparte przepisami prawa i zasadami fizyki. Dla osób technicznych i branżowców niezwykłe doświadczenie i nauka. Niestety jest to stara szkoła Fachowców. Na studiach miałem kilku starszych profesorów, którzy byli świetnymi teoretykami ale również praktykami i w świetny sposób potrafili dzielić się swoją wiedzą. W szkole średniej też był jeden szczególny "profesor" który nie miał tytułu profesorskiego, ale za to miał ogromną wiedzę praktyczną i bardzo dobre podejście do życia. Osobiście uważam, że tydzień praktyki u takich Fachowców może więcej zdziałać niż rok nauki w szkole lub jakiegokolwiek stażu w jakiejkolwiek firmie.
Ten wpis i doświadzenia z takimi ludźmi dają mi wiarę, że jeszcze nie wszystko stracone i że należy poszukiwać takich firm - Fachowców.
Pamiętam czasy, kiedy wykonawców w danej dziedzinie było niewielu, działali oni lokalnie i wszyscy zapisywali się do nich z odpowiednim wyprzedzeniem, jeżeli chcieli coś u siebie zrobić. Tacy wykonawcy mieli swój sprzęt, może nie tak nowoczesny i nie zawsze pełny, ale nawet przy użyciu prostych narzędzi potrafili dużo dobrego zrobić. Szczególnie dlatego, że mieli wiedzę i kochali to co robili. Poza tym, gdyby zrobili coś źle, cała okolica by o tym wiedziała. Pośród takich Fachowców się "wychowywałem". Od młodych lat mogłem z bliska obserwować ich pracę i chłonąć wiedzę. Zarabiali oni dobrze, ale nigdy pieniądze nie były najważniejsze i nie przysłaniały najważniejszego - dobrze wykonanej roboty.
Niestety czasy się zmieniły i zmieniają się coraz bardziej - na gorsze. Firmy wykonują zlecenia byle jak. Technologia i sprzęt są dużo lepsze, dokładniejsze, precyzyjne a praca wykonywana niedbale, z błędami, byle jak najszybciej skończyć i zabrać się za kolejne zlecenia. Takie podejście wykonawców, ich brak podstawowej wiedzy, nieumiejętność posługiwania się narzędziami oraz ciche przyzwolenie inspektorów na bylejakość skutkuje tym, że wiele prac trzeba powtarzać, poprawiać lub wręcz wykonywać od nowa.
Piszę o tym dzisiaj, gdyż tylko w tym mijającym tygodniu miałem kilka przykładów źle wykonanych prac, które będziemy musieli poprawiać, a za które zapłaci Wspólota. I to prac z różnych dziedzin - różnych fachowców: dekarz, kominiarz, cieśla, budowlaniec, hydraulik. I to tylko w ostatnim tygodniu.
Przejmując budynki w zarządzanie zawsze liczę się z tym, że trzeba będzie sprawdzić całość i coś poprawić lub uzupełnić. Niemniej jednak sam czasami jestem zaskoczony stanem prac, za które Wspólnota zapłaciła niemałe pieniądze i co gorsza zapłaciła również za nadzór nad tymi pracami. Tu już nie mówimy o drobnych brakach czy niedociągnięciach. Nie mówimy o awariach występujących po wielu latach użytkowania. Nie mówimy o zmęczeniu materiałów czy wpływie niekorzystnych warunków pogodowych. Mówimy o niedbalstwie i partactwie oraz mniej lub bardziej udanych próbach maskowania tego partactwa. Tutaj nie ma mowy o niedociągnięciach lub brakach. Według mnie, wiele z tych przypadków to celowe działanie na szkodę wspólnoty. Jeden z przypadków z tego tygodnia dotyczy źle wykonanego pokrycia dachu - do tego stopnia, że całość trzeba będzie zdejmować i wykonywać jeszcze raz. Rozmawiałem nawet z kancelarią w sprawie powództwa przeciwko wykonawcy , ale ... okazuje się, że firma już nie istnieje. Działała przez trzy lata, zapewne wykonała kilkanaście inwestycji, zarobiła co miała zarobić i została zamknięta zanim ktokolwiek zgłosił się z jakimikolwiek roszczeniami. Teraz zapewnie działa pod innym adresem i dalej oszukuje klientów.
Bardzo ważne z punktu widzenia komfortu użytkowania obiektu, a także z powodów ekonomicznych jest prawidłowe ustawienie i użytkowanie wszelkich urządzeń w budynkach wspólnot takich jak pompy, wymienniki ciepła, kotły grzewcze, ciepłomierze, centrale wentylacyjne, rekuperatory, sterowniki oświetlenia, itp.
Jeżeli mamy źle ustawioną czujkę ruchu to lampa zapala się za często i/lub na zbyt długi czas (lub zbyt krótki i czujemy wtedy dyskomfort) i tracimy pieniądze na zbędne oświetlenie. W tym przypadku straty będą nieduże i raczej mało zauważalne w budżecie wspólnotowym - wszystko zależy od tego jak duża jest wspólnota i ile tych lamp mamy zamontowanych. Jeżeli źle dobierzemy wodomierze czy ciepłomierze, albo pompy obiegowe to te straty mogą być większe. Jeżeli te urządzenia są źle sparametryzowane (np. jeżeli są to urządzenia elektroniczne) i nie dopasowane do realnych warunków, to te "straty" mogą być jeszcze wyższe. Największe straty występują w przypadku urządzeń najbardziej 'energochłonnych' jakimi są np. kotły grzewcze czy centrale wentylacyjne/rekuperatory. Tutaj niewłaściwe ustawienie parametrów takiego urządzenia lub jego nienależyte serwisowanie/kontrolowanie może doprowadzić do tego, że Wspólnota Mieszkaniowa wydaje niepotrzebnie sporą część swoich pieniędzy. Na co zapytacie? Na ogrzewanie które pracuje chociaż jest ciepło i nie ma potrzeby się ogrzewać. Na dogrzewanie mieszkań grzejnikami elektrycznymi bo kocioł jest źle ustawiony i "nie potrafi" nagrzać mieszkań. Na długie godziny pracy centrali wentylacyjnej chociaż nie musi ona w tym czasie pracować. Na dogrzewanie powietrza wywianego przez rekuperator bo ma założone obejście letnie w okresie zimowym. Na prąd potrzebny do pracy potężnej pompy obiegowej źle dobranej i pracującej na ułamku swej mocy w miejscu gdzie wystarczyłaby mała, tańsza i mniejszej mocy pompka obiegowa. Na straty ciepła w wymiennikowni i na nieizolowanych (lub słabo izolowanych) rurach przesyłowych. Na ciągłym uzupełnianiu wody w obiegu centralnego ogrzewania z powodu błędnie założonego zaworu....
Tych strat w naszych budynkach może być naprawdę wiele. Piszę o nich dzisiaj, bo wczoraj sam miałem taki przypadek, że we wspólnocie którą właśnie przejmujemy skontrolowałem centralę wentylacyjną z odzyskiem ciepła i okazało się, że pracowała ona z by-passem, czyli nie odzyskiwała ona ciepła z powietrza wywiewanego. Była po prostu ustawiona na pracę w trybie letnim. W książce są zapisy o regularnych serwisach, ale albo są to puste wpisy, albo osoba serwisująca te urządzenie nie wiedziała co ma robić. Za błędy płaciła oczywiście cała wspólnota w swoich comiesięcznych rachunkach. Ciekawy jestem czy taki stan trwał tylko w tym sezonie, czy może od nowości tego urządzenia. Za rok dowiemy się, bo będziemy widzieli czy rachunki za ogrzewanie spadną czy będą się utrzymywały na podobnym poziomie.
Koszt wymiany wymiennika zgodnie z naszymi ustaleniami pokryłą spółka ciepłownicza, czyli Wspólnota nie dołożyła do tego nawet złotówki.
Musieliśmy rozdzielić natomiast wspólne instalacje CO w piwnicach i zamontować specjalne zawory podpionowe, które regulują całą instalację. Był to niemały koszt i wielu zastanawiało się czy to się nam opłaci. Otóż opłaciło się! Po tych kilku miesiącach nowego sezonu grzewczego już wiem, że do końca lutego całość nakładów poniesionych na modernizację instalacji zwróci się z pozyskanych oszczędności. Czyli na koniec tego sezonu grzewczego będziemy już na plusie.
Dzieje się tak dlatego, że wcześniej byliśmy rozliczani według pewnych przyjętych przez dostawcę ciepła współczynników. Na nasz wniosek po dociepleniu naszego budynku te współczynniki zostały zmienione, ale nadal były moim zdaniem niekorzystne. Zrobiłem więc pewne kalkulacje i przedstawiłem je wspólnocie na zebraniu. Mieszkańcy - z pewnymi obawami - ale zgodzili się na modernizacje węzła i instalacji. Teraz już są pewni że postąpili słusznie. Od marca zaczną sporo oszczędzać i już planujemy na co te oszczędności zostaną przeznaczone...
Tak więc jest to doskonały przykład tego, że dobrze prowadzona wspólnota nie tylko dobrze wygląda, ale też wymaga mniejszego wkładu finansów i jest bardziej przyjazna dla mieszkańców. Czasami te procesy modernizacyjne potrafią trwać kilka lat, ale prędzej czy później widać ich skutki.
Zatem szukajcie w swoich wspólnotach tych miejsc gdzie można zaoszczędzić i to bez zaciskania pasa. Czasami wystarczy sprawdzić instalacje, czasami trzeba zmienić umowę, jeszcze innym razem coś przerobić - ale jeżeli zrobicie to z głową to możecie sporo zaoszczędzić.
Temat jest skomplikowany, a proces zamiany SMi na Zarządcę zawiły, ale wszystko jest do zrealizowania. Dzisiaj tylko opiszę ten temak w dużym skrócie abyście mieli rozeznanie co można a co nie, a konkretne przypadki i sposoby postępowania podam w kolejnych wspisach które niebawem się pojawią. A pojawią z pewnością bo jak widzę temat przez wiele osób jest traktowany jak czarna magia :) Ale przejdźmy do rzeczy.
Czy można "wyjść" ze Spółdzielni Mieszkaniowej i przejść pod opiekę Zarządcy? Jeżeli przynajmniej jeden lokal jest wykupiony na własność to można. Jeżeli SM posiada mniej niż 50% udziałów to jest to realne, w innych przypadkach zapewne będzie utrudniać proces odejścia. Proces wyjścia jest nieco skomplikowany, gdyż taka Wspólnota którą prowadzi SM podlega nie pod ustawę o własności lokali tylko pod przepisy o spółdzielniach mieszkaniowych. Tematu procedur nie będę poruszał gdyż jest to szeroki i skomplikowany proces. Jeżeli chcecie odejść od SM która Was prowadzi to poproście dobrego zarządcę o pomoc. Samemu jest ciężko przejść przez wszystko, a tak zawsze macie wsparcie zawodowca.
Jaki jest warunek odejścia od Spółdzielni? Warunków jest kilka, ale te najważniejsze to porozumienie z sąsiadami (by mieć ponad 50% głosów zdecydowanych na odejście) i konsekwencja w działaniu. Bardzo często SM stosują różnego rodzaju perswazję czy wręcz straszenie mieszkańców - wysokimi rachunkami, nieporadnością zarządców, rzekomą przewagą SM nad Zarządcami, utrudnianiem przejścia, brakami w dokumentacji, niewydawaniem zgromadzonych funduszy, itd, itp. Na początek proponuję sprawdzić czy większość lokali jest własnościowa. Trzeba uważać i rozróżniać lokale własnościowe od lokali z spółdzielczym własnościowym prawem do lokalu. Informacja o prawie do lokalu powinna być zawarta w księgach wieczystych. Można je sprawdzić przez stronę internetową.
Ile trwa proces zmiany Spółdzielni na nowego Zarządcę? Najczęściej od kilku tygodni do kilku miesięcy. Jeżeli sprawy np. własności gruntów są skomplikowane, albo jeżeli na jednej działce mamy kilka bloków i tworzą one jedną wspólnotę (a nie wszystkie - licząc udziały procentowo - chcą się odłączyć od SM) to możemy dokonać podziału i wtedy trwa to nieco dłużej.
Czy warto zmieniać Spółdzielnie na Wspólnotę? Moim zdaniem i wielu innych fachowców zdecydowanie tak. Królują mity, że SM jako duży gracz może wynegocjować lepsze warunki opłat czy stawek za prace remontowe. To mit. Doświadczenie wskazuje, że takie PRL-owskie molochy jakimi bez wątpienia są SM mają zdecydowanie wyższe koszty działalności własnej, które oczywiście pokrywają mieszkańcy. Koszty remontów też zależą od działań ludzi, a nie od wielkości firmy. Sam zawierałem kontrakty z firmami wykonującymi również usługi dla dużych SM i wiem, że moje stawki były dużo niższe od tych w SM.
Co w przypadku kiedy sąsiad się nie zgadza na zmianę? Jeżeli większość jest zdecydowana na zmianę to nie ma to znaczenia. W każdej Wspólnocie większość decyduje o losach całości. Oczywiście od każdej decyzji można się odwoływać, jednak trzeba mieć na uwadze, że sąd podważy decyzję Wspólnoty tylko w przypadku gdy była ona niezgodna z prawem lub uderzała w interesy Wspólnoty.
Tak jak mówiłem na początku temat jest bardzo obszerny i nie sposób go opisać w jednym wpisie. Wkrótce wrócę do tematu i opiszę jeszcze kilka zagadnień z tej dziedziny...
Dzisiaj temat narażania ludzi na utratę zdrowia a nawet życia. Kilka miesięcy temu Polskę obiegła wiadomość o dziecku, które zostało przygniecione przez bramę wjazdową na prywatnej posesji. Temat przykry i smutny, ale jak przekonałem się osobiście - prawdziwy.
Przejęliśmy w Zarządzanie Wspólnotę Mieszkaniową, która ma spory teren zewnętrzny ogrodzony i na który prowadzą dwie bramy przesuwne . Podczas kontroli obiektu zauważyłem, że jedna z nich jest źle ustawiona i nie działają w niej fotokomórki. Są one odpowiedzialne za zatrzymanie bramy w momencie kiedy w przejeździe pojawi się samochód lub człowiek. Pierwsza moja myśl była taka, że to awaria. Rozebraliśmy obudowę napędu bramy i okazało się, że ktoś celowo tak ustawił bramę! Tak - celowo!
Jeżeli zatem przy zamykaniu bramy ktoś lub coś pojawiło by się na jej torze jazdy, to brama pracowała by dalej bez zatrzymania się. A powinna zatrzymać się lub otworzyć z powrotem. Jeżeli stałoby tam auto to mielibyśmy uszkodzenie samochodu. Ale co jeżeli przechodziłyby tam dzieci i nie zdążyły?
Przepytałem mieszkańców i nik nic nie zauważył. Mówią, że serwis był prowadzony przez panią administrator i nikt nie zgłaszał uwag. Kto i jak rzetelnie prowadził zatem ten serwis? Oczywiście natychmiast usunęliśmy błędy w ustawieniach napędu i brama działa jak powinna. Uważajcie jednak na siebie i dbajcie o bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich. Niestety nawet organy Państwowe które powinny dbać o nasze bezpieczeństwo nie robią tego często tak jak powinny. Musimy zatem sami dbać o siebie i swoje otoczenie
Jako Zarządca bardzo często spotykam się z takimi stwierdzeniami. Nawet jeden z "fachowców" od spraw technicznych w jednym z urzędów w Opolu próbował mnie przekonywać do tego, że stare budynki które mają mury o grubości 0,5m lub nawet więcej nie wymagają docieplenia. Jak widzę wiedza na ten temat jest ciągle niewielka, lub wręcz pojawiają się mity z tym związane. Przygotowałem zatem dwie tabele, które pozwolą przybliżyć ten temat i ostatecznie rozwiać wszelkie wątpliwości. W swoich wyliczeniach przyjęłem pewne uproszczenia, nie będę tutaj wspominał o mostkach cieplnych, czy sposobach przejmowania ciepła, pomijam obecność zapraw w ścianach, oraz kołków mocujących warstwę docieplenia. Chodzi mi tylko o proste przekazanie wpływu rodzaju materiału i jego grubości na izolacyjność cieplną ścian. Także nazewnictwo uprościłem i stosuję te powszechne a nie te podręcznikowe. Profesjonaliści mi mam nadzieję wybaczą :)
Rysunek pierwszy to porównanie współczynników styropianu zwykłego i najlepszego grafitowego, oraz cegły ceramicznej pełnej z której wymurowana jest większość starszych budynków. Już po samym parametrze widać, że styropian jest około 10x 'cieplejszy' od cegły. Cegła ma szeroki rozrzut współczynnika przenikalności cieplnej, gdyż skład i zawartość wilgoci jest różna. Słaba cegła o słabym składzie i wysokiej zawartości wilgoci jest kilkukrotnie gorsza pod względem izolacyjności niż dobra i sucha cegła.

Druga tabela przedstawia jakie grubości muszą mieć poszczególne materiały by spełnić wymagania stawiane nowym lub remontowanym budynkom. Odpowiednie parametry określone są w "Warunkach Technicznych jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie". Aby parametry były zgodne z obowiązującymi przepisami opór cieplny powinien być większy od 5m2K/W. Z obliczeń wynika, że parametr ten spełnia najcieplejszy grafitowy styropian już przy grubości 16cm, najgorszy biały styropian o grubości 23cm, suchy mur ceglany z cegły ceramicznej pełnej o grubości 1,7m, albo mur z najgorszej cegły i jeszcze dodatkowo zawilgocony o grubości 6m.

Najczęsicej spotykane ściany mają grubość 25, 38 lub 50cm. Jak widać nawet te najgrubsze (np. najgrubsza ściana z jaką miałem doczynienia w kościele i starym przykościelnym klasztorze to było około 100-120cm) nie spełniają nowoczesnych norm.
Pokusiłem się również o wyliczenie odpowiedników najcieplejszego styropianu 031 jaki jest dostępny powszechnie na rynku i otrzymałem, że 1cm grubości takiego styropianu możemy zastąpić: 1,5cm styropianu 045 lub 11cm cegły pełnej (o tej gorszej jakości nie wspominam). Czyli jeżeli mamy mur grubości 48cm (4 cegły o grubości 12cm) to taka ściana odpowiada styropianowi około 4-5cm.
Odbiegając od norm i dokumentów a skupiając się na rosnących cenach w tym także cenach opału i energii - Sami zastanówcie się czy warto ocieplać ściany które z pozoru nie wymagają docieplania...
Trzymajcie się ciepło :)
We wspólnotach, które prowadzimy od lat mieszkańcom może się wydawać że nic nie robimy, gdyż nas na obiekcie nie widać i nie widać żadnych ekip czy pogotowia technicznego. Nie jest to jednak żadne zaniedbanie z naszej strony ani brak zainteresowania. Świadczy to tylko o tym, że wszystko działa poprawnie i awarii nie ma wcale lub są usuwane odpowiednio wcześnie - często nawet prowadzimy działania prewencyjne by nie dopuścić do powstania usterek.
We wspólnotach nowych i nowoprzejętych rzeczywiście (patrząc tylko na zwykłe statystyki) konieczne są częstsze wizyty z powodu zaniedbań i braku staranności ze strony poprzednich zarządców. Niezbędne są też częstsze kontrole i sprawdzanie stanu technicznego budynku, jego wyposażenia i instalacji. Podam tylko jeden przykład, ale bardzo powszechny.
Najczęściej drzwi wejściowe do budynku są wyposażone w samozamykacz. Jest to urządzenie które zamyka łagodnie drzwi. Najczęściej stosowane są urządzenia, które w swojej zasadzie działania wykorzystują specjalny olej. I ten olej latem jest rzadki i powoduje trzaskanie drzwi, a zimą gęstnieje i drzwi nie zamykają się do końca. Dlatego też niezbędna jest regulacja tych mechanizmów minimum 2 razy w roku. Jeżeli drzwi są aluminiowe, to regulację powinno się przeprowadzać częściej.
Są jednak sposoby by znacznie ograniczyć konieczność regulacji, a w wielu przypadkach wyeliminować ją całkowicie. Wystarczy zastosować mechanizmy, które działają dwufazowo, a w przypadku "zimnych" drzwi i ościeżnic (czyli w przypadku drzwi aluminiowych) powinno się zastosować przekładki termiczne. Te dwie rzeczy powodują, że częstotliwość regulacji jest dużo niższa, a co za tym idzie koszty regulacji są niższe. Oczywiście sam mechanizm jest nieco droższy, przekładka też stanowi pewien koszt, ale oszczędności widać już po pierwszym roku.
Piszę o tym, gdyż niewielu zarządców zna tak proste zależności i nie stosuje ich w swoich budynkach. Oczywiście tych tematów jest więcej i można im poświęcić osobny temat czy nawet serię tematów, ale chodzi mi tylko o zasygnalizowanie tematu odpowiedniego doboru i montażu urządzeń. Jeżeli zarządca jest świadomy tego co robi, to może uniknąć w przyszłości wielu problemów i wielu wizyt w budynku. Ale tutaj potrzebna jest wiedza i doświadczenie o których już pisałem wielokrotnie
Jak widać nie zawsze ten zarzadca który dużo się kręci po nieruchomości jest lepszy. Trzeba jeszcze się przyjrzeć dlaczego tak często wraca na obiekt i czy czasem nie powtarza tych samych czynności, a może wymienia po raz kolejny te same elementy zamiast zastąpić je lepszymi?
Czy Zarządca może się zmienić? Czy zacznie lepiej pracować jeżeli poczuje zagrożenie? Czy zmieni swoje postępowanie jeżeli dostanie wypowiedzenie? Czy isnieje konkurencja pomiędzy zarządcami?
Moja praktyka mówi że nie można na to liczyć. Jeżeli ktoś ma określony i wypracowany sposób prowadzenia nieruchomości i organizowania pracy swojej i swojego zespołu, to raczej tego nie zmieni. Może będzie próbował ukryć swoją nieudolność lub brak wiedzy "ładnym gadaniem" i mydleniem oczu. Znam też takich co stosują zastraszanie w sytuacjach zagrożenia. Wielu ma osobowość sangwistyczną i roztaczają wizje wspaniałej przyszłośći a swoje 'niepowodzenia' tłumaczą na setki sposobów. Ja uważam, że dla chcącego nic trudnego. Oczywiście czasami na efekty trzeba czekać i to nawet kilka lat, ale generalnie widać czy ktoś pracuje czy też może gra na czas...
Jeżeli chodzi o konkurencję to na tym rynku ona nie istnieje. W środowisku zarządców spotykałem się wręcz ze stwierdzeniem, że nie należy konkurować z innymi. Nie wypada "zabierać" im budynków. Nie wypada działać lepiej i tym samym stawiać innych zarządców w gorszym świetle. Zdarzają się też przypadki, że obowiązuje 'rejonizacja' i dany region jest obsługiwany przez określonego zarządcę. Wtedy niewskazane jest wchodzenie na dany teren. Są to niepisane zasady. Miałem kiedyś przypadek, że przyjęliśmy Wspólnotę, lecz dane nam było poprowadzić ją tylko przez około dwa lata. Zaczęliśmy remonty, zrobiliśmy piwnice i instalacje, częściowo dociepliliśmy budynek, położyliśmy nowy chodnik i zadbaliśmy o roślinność, itp. Mieszkańcy byli bardzo wdzięczni i zadowoleni. Do czasu aż dwóch sąsiednich administratorów zaczęło 'urabiać' zarząd wspólnoty. Po kilku miesiącach i kilku kontrowersyjnych decyzjach zarządu wspólnota wróciła do poprzedniego zarządcy, a mieszkańcy z którymi rozmawiałem (nie wszyscy byli skłonni do rozmów) w rozmowach w cztery oczy przyznali, że "była presja" zarówno ze strony starego zarządcy i zarządu. Szczegółów nikt nie chciał podać. Jeżeli do tego dodamy strach przed apodyktyczną Panią z zarządu to mamy efekt w postaci powrotu do poprzedniego administratora i jego metod działania. Mieszkańcy nawet pytali, czy po zmianie zarządu będą mogli do mnie wrócić, ale sami przyznali, że zmiana nastąpi chyba dopiero po śmierci tej Pani, gdyż wcześniej nikt nie chce się jej narażać. O zależnościach między adminstratorami a zarządami już kiedyś pisałem i z pewnością jeszcze kiedyś napiszę. To bardzo ciekawy temat.
Podsumowując. Jeżeli oczekujecie działań to szukajcie zarządcy który działa. Jeżeli obecny nic nie robi to jest pewne że nic nie będzie robił. Może trochę 'poudaje że pracuje' ale tylko przez krótki czas. Jeżeli sposób działania Wam nie odpowiada, to nie liczcie że zacznie być zgodny z Waszymi oczekiwaniami.
Jest też garstka dobrych Zarządców. Oni jednak nie są cudotwórcami więc dajcie im czas. Pozwólcie im działać. Słuchajcie ich rad. Kierujcie się ich wskazówkami. Współpracujcie z nimi. Efekty pojawią się wcześniej lub później i będą zapewne bardzo dobre
Na początek może mały przykład z ostatnich dni. Kilka lat temu przejęliśmy Wspólnotę, w której od tego czasu sporo zrobiliśmy: od dachu, poprzez elewację i klatkę, po same piwnice i ściany fundamentowe. I to właśnie w piwnicach występuje problem. Jak przejmowaliśy budynek w piwnicach panowała straszna widgoć, ściany były zawilgocone, tynk odpadł już dawno, przy opadach deszczu na posadzce pojawiała się woda, drzwi i wszystko w piwnicach pleśniało, na ścianach wystepował grzyb. W budynku zrobiliśmy dach, rynny i rury spustowe, drenaż i izolację pionową ścian piwnicznych, termoizolację ścian zewnętrznych i piwnicznych - jednym słowem wszystko co należało by budynek doprowadzić do bardzo dobrego stanu. Piwnice powoli wysychały, wilgoć z posadzek i ze ścian powoli znikała, można było otynkować ściany. W końcu mamy suche i estetyczne piwnice i mieszkańcy są zadowoleni. Jest jednak małe ale...
Budynek jest położony w jednym ciągu z innymi. Ściany południowa i pólnocna są zewnętrzne, natomiast dwie pozostałe sąsiadują z dwoma innymi Wspólnotami. Każda ma innego administratora. Ich stan techniczny pozostawia sporo do życzenia.
Jedna Wspólnota jest prowadzona przez leniwego zarządcę, któremu nic się nie chce robić. Wszystko co jest tam zrobione to efekt pracy mieszkanców i Zarządu. Po kilku latach udało nam się ich przekonać by także założyli drenaż i zaizolowali piwnice. W sumie to nie nasz obowiązek, ale zależało nam na tym, bo wilgoć wchodziła do budynku od strony piwnic sąsiednich budynków. Udało się sfinalizować i zamknąć temat (z naszą sporą pomocą, ale warto było). Super.
Druga Wspólnota jest prowadzona przez bardzo cyniczną i trudną do współpracy panią, która ignoruje potrzeby budynku, ignoruje wnioski mieszkańców, a także ignoruje kwestie bezpieczenstwa (jej postępowanie z wyciekiem gazu w piwnicach będę musiał kiedyś opisać dla przestrogi innych). Od kilku lat nie możemy jej przekonać by pozbyła się wilgoci z piwnic. Te piwnice są zawilgocone tak jak nasze dawniej i ta wilgoć przez ściany przechodzi miejscowo do naszego budynku. Nieznacznie, lub może lepiej powiedzieć 'w dużo mniejszym stopniu niż kiedyś', ale jednak wychodzi.
Tyle przykładu z ostatniej mojej wizyty w tym budynku. I teraz odpowiedź na pytania: czy lepiej być u jednego zarządcy który poprowadzi kilka sąsiednich wspólnot nawet jeżeli wydaje się że są niezależne i nic ich nie łączy? Jeżeli zarządca jest dobry to zdecydowanie warto. Czy może administratory będą ze sobą konkurować jeżeli w każdym budynku jest inny? Moje doświadczenie mówi że tak nigdy nie jest. Znam zarządców, którzy czując zagrożenie (i widząc nowego konkurenta za miedzą, który zaczyna działać i widać efekty jego prac) zaczynają działać, ale są to działania puste i jałowe. Zaczynają snuć wizje i opowiadać co zrobią ale na tym się kończy. Może coś małego zrobią by udowodnić że nie warto iść do konkurencji, ale nic więcej. Jeżeli ktoś nie potrafi poprowadzić Wspólnoty jak należy to nie oczekujcie że nagle się zmieni i będzie wzorowym zarządcą
Dzisiaj jedno z zaległych pytań od czytelnika. Kto może / powinien zbierać podpisy pod uchwałami? Wokół tego pytania narosło wiele mitów. Nawet prawnicy przyjęłi swoje stanowiska bez głębszej analizy i mamy często mylny obraz tego zagadnienia. Postaram się zatem odpowiedzieć szczegółowo na to pytanie
Kto powinien zbierać podpisy?
Zarząd
Dlaczego Zarząd?
Ponieważ przynajmniej teoretycznie posiada on największą wiedzę z zakresu tego co dzieje się we Wspólnocie i np. w przypadku pytań szczegółowych odnośnie głosowanej uchwały może on natychmiast udzielić szczegółowych i wyczerpujących wyjaśnień w tym zakresie.
Czy ktoś inny może zbierać podpisy?
Sporo osób twierdzi że NIE. Ja uważam że TAK. Bardzo często sam zbieram podpisy jako zarządca. Uważam, że jeżeli podpisy zbiera odpowiednio dobrana osoba (a nie przypadkowy Pan dozorca ze spółdzielni mieszkaniowej który na codzień wymienia żarówki i przy okazji zbierze podpisy), to podjęta uchwała jest tak samo ważna i niepodważalna
Czy tak podjętą uchwałę można zaskarżyć?
Każdą uchwałę można zaskarżyć. Zawsze trzeba mieć jednak ku temu powód. Jeżeli jako powód chcemy wskazać że podpisy zbierała inna osoba niż zarząd, to musimy pamiętać, że w sądzie musimy wykazać, że taki sposób zbierania podpisów wpłynął lub mógł wpłynąć na treść podjętej uchwały.
Czy znam przypadki niewłaściwego zbierania podpisów?
I TO SPORO. Takie sytuacje najczęściej mają miejsce (przynajmniej z mojego doświadczenia) gdy właściciel większościowy lub administrator chce coś mówiąć brzydko "przepchać", np. gmina ma swojego wykonawcę i potrzebuje tylko jednego lub dwóch głosów do podjęcia uchwały. Wtedy wysyła albo przyszłego wykonawcę prac albo osobę nie znającą tematu pod adres osób najmniej udzielających się we wspólnocie. Takie niczego nie świadome osoby podpisują listę bo przecież podpis gminy już jest i nie ma się czego obawiać. Dlaczego podpisów nie zbiera osoba kompetentna? Poniewaź zawsze może powiedzieć zgodnie z prawdą że ją tylko tutaj przysłali po zebranie podpisów...
Kto zatem powinien zbierać podpisy?
Powinna byż to osoba znana dla mieszkańców i godna zaufania. Powinna ona móc udzielić informacji na temat procedowanej uchwały i odpowiedzieć na ewentualne pytania. Może to być zarząd, może to być Zarządca lub każdy inny członek wspólnoty zaangażowany w sprawy wspólnoty. Nie jest wskazane by była to osoba spoza Wspólnoty, ale znam przypadki, gdzie osoby spoza konkretnej Wspólnoty bardziej znają całą Wspólnotę i są bardziej zaangażowane w jej działalność niż cały zarząd razem wzięty.
Czy to zawsze musi być ta sama osoba?
Patrz punk wyżej. Jeżeli zna temat to może być to ta sama osoba. Jeżeli jednak wspólnota prowadzi różne tematy i są one realizowane/prowadzone przez różne osoby, to zbieraniem podpisów pod konkretnymi uchwałami mogą zajmować się różne osoby
Dzisiaj temat poruszany często w Waszych pytaniach indywidualnych, więc postaram się opisać kilka rzeczy i przybliżyć wszystkim temat części wspólnych.
Granice części wspólnych nie są do końca oznaczone. Nawet sądy wydające swoje opinie w tej sprawie mają często odmienne zdanie. Kto zatem za nie odpowiada? Kto ponosi koszty napraw i remontów? Kto ma prawo o nich decydować?
Są takie części wspólne które intuicyjnie i bezspornie wiemy że należą do wszystkich - należą do nich m.in.: drzwi wejściowe na klatkę, schody, klatki schodowe, windy, strychy, instalacje wspólne, itd. Ale co w przypadku gdy mieszkam na ostatnim piętrze i jeszcze dodatkowo na końcu korytarza którym nikt oprócz mnie już nie chodzi? Czy to jeszcze część wspólna, czy mogę ją uznać za 'tylko moją' i oddzielić zamykanymi drzwiami? Niestety NIE. Jeżeli nikt inny nie korzysta z korytarza (strychu, piwnicy, klatki schodowej, komórki, itd) to nadal jest to część wspólna. Nie można w żaden sposób utrudniać innym właścicielom korzystania z ich wspólnego mienia. Nie można zatem budować ścianek, wstawiać drzwi, zastawiać korytarzy meblami, traktować ich jako przechowalni rowerów itd. Każdy właściciel ma takie samo prawo do korzystania z całego strychu, wszystkich korytarzy, całej klatki schodowej, całego chodnika. Nie można nikomu tego prawa ograniczać.
A jak wygląda sprawa balkonów? Do kogo należą? Kto powinien płacić za remont i utrzymanie balkonów? Co w przypadku kiedy nie każde mieszkanie ma balkon? Ten temat często jest poruszany przez sądy, zwłaszcza w oststnim przypadku, kiedy tylko część lokali ma balkony a trzeba przeprowadzić ich remont. Otóż w tym przypadku część konstrukcyjna balkonów tak jak konstrukcja całego budynku to częśći wspólne. Za remont tego elementu powinniśmy zapłacić wszyscy (tak jak za remont schodów płacą wszyscy - nawet mieszkańcy parteru). Natomiast pozostałe elementy balkonów to już sprawa indywidualna. I tutaj Wspólnoty powinny podejmować decyzje w formie uchwał: kto i w jakim zakresie będzie ponosił koszty, czy też kto i o czym będzie decydował.
Temat instalacji również zasługuje na przybliżenie. Tutaj obowiązuje zasada komu służy dana instalacja czy dany fragment instalacji. Jeżeli jest to przyłącze wody, pion kanalizacyjny, instalacja dostarczająca prąd czy internet dla wszystkich mieszkańców (nawet jeżeli w danej chwili ktoś nie korzysta z internetu lub nie potrzebuje korzystać z oświetlenia klatki bo po zmroku nie wychodzi z mieszkania) to jest to część wspólna. Jeżeli natomiast dana instalacja lub jej konkretny fragment służą tylko jednemu mieszkańcowi/jednemu lokalowi to jest to część indywidualna (np. fragment instalacji od pionów kanalizacyjnych do przyłączenia konkretnej wanny czy umywalki, instalacja telefoniczna od złącza/tablicy rozdzielczej do konkretnego mieszkania, dzwonek przy naszych drzwiach, domofon/słuchawka w naszym mieszkaniu, etc).
Niezależnie od prawa własności czy położenia części wspólnych zawsze warto patrzeć na nie całościowo i zwłaszcza podczas remontów analizować budynek jako całość a nie zbiór wielu indywidualnych składników. Pozwala to lepiej zadbać o naszą własność a często również sporo zaoszczędzić. Na koniec dodam, że wspólnota może podjąć uchwały i np. finansować remonty w sposób odmienny niż tutaj opisuję i bardzo często to robi. Wszystko zależy od tego co chcemy uzyskać, jaki jest cel i czy między właścicielami jest zgodność do podjęcia takich decyzji.
Dzisiaj świeży temat. W jednej z kamienic szykujemy remont klatki schodowej. Jak zawsze zberamy oferty, staramy się zweryfikować wykonawców, często wspólnoty podsyłają swoich poleconych wykonawców. Wydawać by się mogło, że sprawa jest błacha. No może nie błacha ale przynajmniej prosta. Ale nie tak szybko...
Dzisiaj byłem na trzech obiektach. Miałem ocenić prace już wykonane przez wykonawców przymierzających się do remontu naszej klatki schodowej. Jadę więc na pierwszy obiekt. Klatka robiona 3 miesiące temu, na wejściu nie rzuca na kolana ale można powiedzieć że jest zrobiona dość dobrze. Powiedzmy na 3 z plusem. Dlaczego dość dobrze? Otóż widać niedociągnięcia, gładź nie jest jednolita i równa, elementy osadzone na ścianach były pominięte przy malowaniu, nikt niczego nie demontowal co niestety widać, Przy wszekjiego rodzaju skrzynkach problemy z wykończeniem. Skrzynka na listy od boku pomaziana farbą i nawet nie umyta. Cokoliki tylko pomalowane olejną, nawet nie uzupełnione. Kable i korytka będące już na ścianie nieudolnie obrobione gładzią. I jeszcze kilka innych kwiatków. Ogólnie ocena średnia, ale jestem pewien, że wystarczyłoby przypilnować ekipę i wskazać im błędy jakie popełnili a mogłaby być ocena na poziomie 4+. Jednym słowem brak nazdoru widoczny gołym okiem. Spędzam na klatce około 2 minuty i jadę dalej. W drugim budynku sytuacja moim zdaniem tragiczna. Widać że było malowane, ale gdybym nie miał namiarów od firmy, to pomyślałbym, że któryć z lokatorów to pomalował za przysłowiowego czteropaka. Naprawdę nie wchodziłem nawet głębiej. Zaraz za drzwiami zawróciłem i znowu do auta. W aucie myślałem jak można "chwalić się" tak wykonaną pracą? Na co liczył wykonawca? Trzecia nieruchomość była wykonana nieco lepiej od tej drugiej, ale tylko nieco. Może ściany pomalowane nieco lepiej, ale pomalowane też wszystko co było w środku: właczniki, rozdzielnie, lampy, tablice licznikowe, itd. Widać było, że przy malowaniu lamperii nikt nie zabezpieczał podłogi (albo zrobił to bardzo niestarannie) i teraz jest posadzka w plamy i smugi po farbie. Nawet nie wchodziłem na piętra, gdyż to co zobaczyłem wystarczyło do oceny.
Czas na wnioski. Firmy 'pochwaliły' się obiektami jakie ostatnio robiły by pokazać jakie są dobre i jak wygląda efekt ich prac. Pierwsza nadaje się do zatrudnienia pod warunkiem bacznego pilnowania i nadzorowania ich prac. Ogólnie jest z kim rozmawiać i pracować. Dwie pozostałe firmy albo remonty klatek robią na siłę, albo nie wiedzą jak to powinno wyglądać. Ja wiem, że dużo zależy od tego co wymaga klient. Wiem też że często ma być tanio i to tanio skąś musi się wziąść. Ale litości - ja nigdy nie wysłałbym klienta na taki budynek żeby pooglądał efekt mojej pracy. A obawiam się że musiały to być te lepiej wykonane klatki w wykonaniu tych firm. Szkoda tylko mojego czasu. Więcej go spędziłem w samochodzie i na zastanawianiu się co autorzy tych 'dzieł' mieli na myśli...
Na końcu wylądowałem na dachu kamienicy by sprawdzić szczelność pokrycia przed zimą i tutaj kolejne kwiatki po ostatnim wykonawcy prac. Nie będę się rozpisywał bo wyjdzie długi wpis, ale przypomnę już to o czym wielokrotnie pisałem - poszukajcie dobrych zarzadców którzy zadbają o Waszą nieruchomość, albo zróbcie to sami jeżeli podołacie i macie tyle sił i zaparcia. Jeżeli będziecie robić remonty byle jak i w przypadkowej kolejności to zapewne będziecie płacić za te remonty dwukrotnie...
Dzisiaj temat o który prosiła Pani Bożena. Kto może zaskarżyć uchwałę? Kiedy? Z jakich przyczyn? Czy można wstrzymać wykonanie podjętych uchwał? Postaram się bez zbędnego rozpisywania odpowiedzień na te pytania i przybliżyć temat zaskarżania uchwał podjętych przez Wspólnotę.
Kto może zaskarżyć uchwałę? Krótko mówiąc Właściciel. Zarządca, administrator czy najemca nie mają takich uprawnień.
Kiedy czyli w jakim terminie można zaskarżyć uchwałę? Jeżeli uchwała została podjęta na zebraniu to zaskarżyć ją można w terminie 6 tygodni od dnia zebrania. Jeżeli natomiast uchwała została podjęta w trybie indywidualnego zbierania głosów (lub w trybie mieszanym oczywiście) to zaskarżyć ją można w terminie 6 tygodni od dnia powiadomienia o treści takiej uchwały.
Co może być powodem zaskarżenia uchwały? Zgodnie z ustawą możemy zaskarżyć uchwałę gdy:
- jest niezgodna z prawem,
- jest niezgodna z umową właścicieli lokali,
- narusza zasady prawidłowego zarządzania nieruchomością wspólną,
- w inny sposób narusza interesy właściciela.
Czy można wstrzymać wykonanie uchwały? Zaskarżona uchwała podlega wykonaniu, chyba że sąd wstrzyma jej wykonanie. Sąd może to zrobić samodzielnie lub na wniosek skarżącego. Sąd rozpatruje wtedy jak silne są przesłanki w wadach zaskarżanej uchwały.
Tyle pytań Pani Bożeny. Na koniec kilka moich uwag.
Jeżeli uchwała była 'głosowana' na zebraniu i została podjęta, to mamy 6 tygodni na jej zaskarżenie od daty zebrania - nawet jeżeli na tym zebraniu nie byliśmy obecni. Ważne że byliśmy prawidłowo informowani o terminie zebrania. Jeżeli natomiast uchwała była głosowana na zebraniu, ale brakło głosów do uzyskania większości, to dalej zbiera się podpisy pod uchwałą w trybie indywidualnego zbierania podpisów. W tym przypadku całą uchwałę traktuje się jako uchwałę z podpisamy zbieranymi w trybie indywidualnego zbierania podpisów. Wtedy po zkończeniu zbierania podpisów i po podjęciu uchwały należy wszystkich właścicieli poinformować o podjęciu takiej uchwały (nawet tych którzy głosowali na zebraniu). Wynika to z tego, że osoby nieobecne na zebraniu mogły zagłosować odmiennie i obecni na zebraniu nie mogli mieć pewności czy uchwała zostanie podjęta czy odrzucona.
I jeszcze jedna uwaga. Mogą się zdarzyć sytuacje, gdy uchwała została podjęta rzez nieodpowiednie osoby (niebędące właścicielami i nieposiadające odpowiednich pełnomocnictw), lub nie uzyskała wymaganej większości głosów (ani na TAK, ani na NIE) ale i tak została 'wprowadzona do obiegu' jako podjęta. Wtedy nie zaskarżamy uchwały bo formalnie nie została podjęta, ale zwracamy się do sądu o ustalenie faktu nieistnienia (niepodjęcia) uchwały. Mamy na to 6 lat od daty wprowadzenia postanowień spornej uchwały w życie.
Tak wygląda plac Jana Pawła II dzisiaj:

A tak podwórko przez nas rewitalizowane:

Jak widać nie wystarczy tylko coś zrobić. Trzeba wiedzieć jak to zrobić i zadbać o to co się zrobiło. Dodatkowo proszę sobie wrócić do porównania kosztów. Okazuje się że jak się chce to za dużo niższe pieniądze można zrobić dużo lepiej i ładniej...
Dzisiejszy temat dotyczy pytań które do nas wpłynęły od kilku osób i ogólnie mówiąc dotyczyły spraw remontowych w budynkach zabytkowych lub budynkach położonych w strefie prawnej ochrony konserwatroskiej. Czy zatem takie budynki można remontować? Czy można nadbudować? Czy możńa zmieniać wygląd zewnętrzny? POstaram się na te i podobne pytania odpowiedzieć. W pewnych zagadnieniach będę używał skrótów myślowych, ale bardziej chodzi mi o przekazanie stanu prawnego i procesu postępowania, a nie będę skupiał się na szczegółach prawniczych czy szczegółowych procedurach.
Pierwszy i najtrudniejszy przypadek to budynek wpisany do rejestru zabytków. Takie rejestry są prowadzone przez wojewódzkich konserwatorów zabytków osobno dla zabytków nieruchomych, ruchomych i archeologicznych. Nas najczęściej dotyczy przypadek I, czyli nieruchomości. Tutaj sprawa jest bardzo trudna, ponieważ jakikolwiek remont, nawet wymiana okien czy malowanie ścian wymagają uzyskania zgody konserwatora zabytków. Opiniuje on nawet tak błache sprawy jak kolor ścian na klatce schodowej (często każe dokonać ekspertyzy jaki był kolor pierwotny), czy wygląd/rodzaj drzwi wewnętrznych. W takim budynku remont nie tylko części wspólnych ale nawet mieszkań potrafi być bardzo uciążliwy, pracochłonny i kosztowny. Często wspólnoty odstępują nawet od dokonania remontów, gdyż koszty są wysokie a korzyści niewielkie. Nieczęsto można liczyć na dotacje konserwatora na przeprowadzenie takich remontów.
Drugi przypadek to budynek położony w strefie ochrony konserwatorskiej. Tutaj sprawa remontów jest nieco prostsza, ale tylko nieco. W takich budynkach przy każdym remoncie trzeba uzyskać pozwolenie na budowę (nawet w przypadku gdy zwyczajowo wystarcza tylko zgłoszenie). Swoje zdanie o remoncie musi wyrazić także konserwator zabytków. Najczęściej nie obchodzi go co robimy wewnątrz nieruchomości, ale będzie bardzo zainteresowany co dzieje się na zewnątrz budynku: czy zmieni się jego kształt, kubatura, wygląd zewnętrzny, struktura, itd. Często zdarza się, że konserwator wydaje negatywną opinię w przypadku ocieplania budynków położonych w strefie nie tyle ze względu na sztukaterię czy kolor/strukturę tynku (tutaj można dokonać remontu w taki sposób, że nie można będzie odróżnić czy budynek jest ocieplony czy tylko otynkowany/odmalowany), ale np. na zwiększoną głębokość osadzenia okien po dociepleniu. Co ciekawe mam w swojej praktyce zawodowej przypadki, kiedy docieplaliśmy jeden budynek i dostaliśmy zgodę konserwatora na cały zakres proponowanych prac, natomiast rok później chcieliśmy docieplać sąsiedni budynek (z tego samego okresu, na tej samej ulicy, bardzo podobnie wyglądający, przy użyciu tej samej technologii i odtworzeniu całej sztukaterii) i zgody nie otrzymaliśmy. A wszystko dlatego, że zmieniła się obsada stanowiska Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Jak widać nawet opinie w tak ważnych kwestiach zależą od osób a nie od szczegółów czy faktów...
Dzisiejszy temat dotyczy pytania jednej z czytelniczek które było bardzo obszerne i musiłem je skrócić do jednego zdania by było bardziej czytelne.
Aby odpowiedzieć na to pytanie podzielę przypadki remontów czy awarii na dwie kategorie: te bardziej skomplikowane i/lub kosztowniejsze, oraz te prostsze i tańsze. Dlaczego taki podział? Wynika on z kompetencji zarządcy.
Jeżeli mamy duży poważny remont (np. docieplenie czy wymianę dachu) to przygotowujemy się do niego wcześniej. Określamy zakres prac, wybieramy materiały, poszukujemy wykonawców, organizujemy finansowanie, etc. Także członkowie wspólnoty mają czas by zapoznać się z tym wszystkim i na spokojnie wybrać wykonawcę czy ofertę kredytową. Na koniec podejmowana jest konkretna uchwała w tym przedmiocie i działamy: podpisujemy z wybranym wykonawcą umowę, wykonawca realizuje całą inwestycję, my bezpośrednio lub pośrednio (np. przez inspektora nadzoru inwestorskiego) kontrolujemy postęp prac i ich jakość, a na końcu odbieramy prace i wszystko rozliczamy.
Nie zawsze jednak na to wszystko jest czas. Jeżeli wystąpi poważna awaria to czasami rodzaj awarii wymusza na nas postępowanie natychmiastowe. Przykładowo jeżeli zepsuje się piec grzewczy w okresie zimowym, to nie możemy sobie pozwolić na to by przez miesiąc zbierać oferty, organizować zebranie wspólnoty (z ustawowym terminem zawiadomienia o zebraniu), szukać lepszych i tańszych materałów, itp. Wtedy z oczywistych względów liczy się przede wszystkim czas naprawy. Oczywiście kontrolujemy też inne czynniki, ale czasami jesteśmy zmuszeni np. do zaakceptowania nieco wyższej kwoty za usługę niż w przypadku zaplanowanych remontów. W takich przypadkach wspólnota jest informowana o kosztach takich remontów już po wykonaniu napraw.
Kolejna kategoria remontów czy awarii to te mniejsze, występujące z powodów codziennego użytkowania budynku i z powodu zużywania się pewnych elementów. Tych awarii najczęściej nie da się przewidzieć, a jeżeli już planuje się pewne remonty (np. samozamykacza w drzwiach gdyż po zachowaniu starego elementu widać już że jego koniec jest bliski i przestaje on spełniać swoją funkcję) to ich koszt jest niewielki i wspólnota ma na koncie zgromadzone środki na takie przypadki. Tutaj dodam, że jako Zarządca znam "swoje" budynki i wiem lub poprawniej: spodziewam się co w danym budynku może się wydarzyć. Oczywiście nie jestem w stanie przewidzieć kiedy przepali się żarówka, lub kiedy zepsuje elektromagnes, ale raczej nie są to remonty które mnie zaskakują. Ich przeprowadzenie (usunięcie awarii) najczęściej jest dość szybkie - na tyle, by nie utrudniać codziennego życia i funkcjonowania mieszkańców. Kiedyś już pisałem chyba o awariach czy aktach wandalizmu które usuwaliśmy zanim ktokolwiek z mieszkańców zdążył je zauważyć i zareagować.
Tak w skrócie wygląda przeprowadzanie remontów i usuwanie awarii. Temat jest bardziej złożony i bardziej pracochłonny (np. dobre przygotowanie i przeprowdzenie procedury remontu zajmuje dziesiątki jeżeli nie setki godzin) przynajmniej w naszym biurze (jeżeli chcemy coś zrobić dobrze i niedrogo to niestety trzeba się naszukać wykonawców czy dobrych ofert banków, a później jeszcze przypilnować wykonawcy), ale później nie musimy się wstydzić efektów, a wspólnota nie musi dublować prac i kosztów.
Na koniec dodam, że tak to wygląda u nas. A u innych zarządców czy administratorów może to wyglądać zupełnie inaczej...
Ten wpis po części nawiązuje do poprzedniego.Już kilka razy przejmowaliśmy nieruchomość i podczas pierwszej wizyty na obiekcie słyszałem słowa w stylu "przepraszam że to tak u nas wygląda" albo "nie wiem czy Pan zechce przyjąć taką nieruchomość". Moja odpowiedź: 'im gorzej tym lepiej'. Poniżej wyjaśnię dlaczego.
Jeżeli przejmujemy nieruchomość w złym lub bardzo złym stanie technicznym gdzie wszystko wymaga remontu to możemy zaplanować wszystkie prace w odpowiedniej kolejności. Dzięki temu prace są realizowane po kolei a my wiemy co i jak było robione i wiemy co będzie robione w dalszej kolejności. Możemy przypilnować zarówno wykonawców jak i mamy kontrolę nad jakością zastosowanych materiałów. To jest najbardziej optymalny dla nas i dla nieruchomości przypadek przejęcia.
Drugi przypadek to nieruchomość częściowo lub w całości wyremontowana. Jeżeli remonty były wykonane dobrze i w dobrej kolejności to my możemy tylko kontynuować prace by utrzymać nieruchomość w dobrym stanie technicznym i funkcjonalnym.
Gorzej jeżeli prace były wykonane w złej kolejności. Wtedy zdarza się, że żeby wykonać kolejne prace trzeba naruszyć to co było już robione. Przykład: wspólnota zrobiła remont klatki, ale nie wymieniła instalacji w ścianach. Jeżeli będzie konieczny remont instalacji to wtedy trzeba rozkuć to co już było robione i później remontować to jeszcze raz. Tak się zdarza i to dość często. Tutaj część kosztów ponosi się dwa razy z powodu złej kolejności prowadzenia remontów.
Kolejny przypadek to nieruchomośc którą ktoś już remontował, ale zrobił to w sposób nieudolny, lub użył nieodpowiednich materiałów, zaufał niewłaściwym firmom, zdał się na administratora nieudacznika. W tym przypadku mamy do czynienia z nieruchomością, w której prace remontowe trzeba powtarzać lub co jeszcze gorsze trzeba je powtarzać w szerszym zakresie z powodu powstałych szkód lub zniszczeń.
Na koniec jeszcze jedna uwaga. Budynek powinien nie tylko ładnie wyglądać. Ważne jest jego utrzymanie jeżeli chodzi o koszty eksploatacyjne, ale też utrzymanie funkcjonalne. Powinno się zwracać uwagę na to by (jeżeli to tylko możliwe) poprawiać i ulepszać budynek wraz z całym wyposażeniem i otoczeniem. Tym właśnie różni się dobry zarządca od bardzo dobrego - dobry dba o to by nieruchomość utrzymać lub przywrócić do stanu dobrego lub nawet bardzo dobrego, natomiast bardzo dobry zarządca nieustannie poszukuje ulepszeń, udogodnień dla mieszkańców, racjonalnych oszczędności, itd.
Reasumując - Dla mnie jako zarządcy zły stan budynku to wyzwanie ale też szansa na optymalne przeprowadzenie remontów. Szansa na racjonalne zaplanowanie wydatków, oraz szansa na uzyskanie najlepszych efektów.
Na początku pisałem, że ten wpis nawiązuje do poprzedniego. Niestety to nawiązanie ma negatywny wydźwięk. Bardzo często bowiem przejmujemy wspólnoty w których remonty były przeprowadzane bez planu i bez nadzoru - jak w poprzednim wpisie. Niestety nie zawsze udaje się to naprawić lub odwrócić bez ponoszenia dodatkowych kosztów,,, Niestety... Dlatego "im gorzej tym lepiej"
Dzisiaj chciałbym Wam przybliżyć temat nieuczciwych działań we wspólnocie i szerzej w branży budowlanej.Skłoniły mnie do tego sytuacje które mnie ostatnio spotkały.
Pierwsza sprawa dotyczy remontu a właściwie wymiany dachu we wspólnocie. Wspólnota zatrudniła administratora i zleciła mu przeprowadzenie remontu dachu, gdyż sama nie wiedziała jak to zrobić. Administrator nie miał wiedzy technicznej, więc wybrał wykonawcę prac (niestety nie jestem w stanie określić czym się kierował, nie zebrał ofert, nie porównał zakresu prac, nie analizował ilości i jakości materiałów), którego prawdopodobnie znał i zlecił mu całość. Dodatkowo zatrudnił też inspektora nadzoru który miał pilnować wykonawcę i nadzorować całość prac by były wykonane dobrze i zgodnie z przepisami. Inspektora administrator też znał. Inspektor wykonywał już dla administratora inne prace. Inspektor był też powiązany z wykonawcą. Czyli cała trójka się znała. Zawsze powtarzam że to nic złego, pod warunkiem że prace są realizowane terminowo i rzetelnie. Niestety nie w tym przypadku.
Efekt: źle dobrana dachówka która po kilku latach niszczeje i osadza się na niej mech, zbyt duży rozstaw łat przez co dachówka za mało na siebie nachodzą i woda podcieka pod spód, membrana dziurawa i niedokładnie rozłożona i woda cieknąca po krokwiach i łatach, zniszczone i nieszczelne wyłazy dachowe, wybrakowane ławy kominiarskie, nieszczelności przy obróbkach blacharskich i kominach, oraz wiele wiele więcej. A wszystko po to by zaoszczędzić trochę czasu i pieniędzy. Dodam, że pieniędzy które Wspólnota i tak już wydała i myślała że ma dach zrobiony na lata.
Drugi temat obejmuje piwnice - wykonaie instalacji grzewczych, wodnych, elektrycznych i technicznych w piwnicach. Kilka dni temu zaproszono mnie do jednej ze wspólnot na konsultacje. Wchodzę do piwnic i pierwsze zdziwienie - rury CO przebiegają przez środek korytarzy w ten sposób, że nie sposób przejść bez znacznego schylania (a miejsca pod sufitem sporo, ale dla wygody ktoś zrobił tak jak było wygodniej). Obok rury z wody w podobnym wykonaniu. O izolacji nikt nawet nie słyszał. Woda skrapla się na zimnych rurach i kapie na posadzkę. ELektryk też się nie popisał - instalacja na oko ma jakieś 5-10lat, a stan jest opłakany. Uchwyty popękane lub wyłamane, wyłączniki nie dokręcone lub wiszące na przysłowiowym gwoździu, rurek chyba brakło, bo część instalacji w rurkach, a część bez rurek, do tego puszki łączeniowe bez pokryw. O sposobie prowadzenia tras kablowych już nie wspomnę. Na deser instalacje telefoniczne i światłowodowe. Tutaj widać, że wykonawca bardzo się śpieszył i nie dbał ani o estetykę, ani o komfort serwisowania czy użytkowania, ani o to by instalacja nie przeszkadzała mieszkańcom.
Całość wyglądała naprawdę tragicznie, a guza nabić sobie na głowie było naprawdę nietrudno. Ja rozumiem, że "to tylko" piwnice i "tu nie musi być pięknie" jak to stwierdził jeden z obecnych tam Panów, ale jakieś minimum profesjonalizmu i estetyki jest konieczne. Ja kilka razy zachaczyłem o rury czy zawory, ale nie wyobrażam sobie serwisanta, który w tym bałaganie musi odnaleźć usterkę i szybko ją usunąć. Podejrzewam, że mała awaria wody bardzo łatwo może zalać instalacje i wtedy bez światła po kostki w wodzie w pozycji mocno pochylonej szukaj usterki...
A wystarczyło w obu przypadkach przyłożyć się do swojej pracy i wykonać ją fachowo i w miarę estetycznie. Nic więcej.
Ponad rok nie dodawałem wpisów na tym blogu. Część z Was już się upominała o nowe tematy i o coroczne AMA. Niestety w tym roku mieliśmy sporo pracy i trochę zaniedbałem bloga. Czasu na Wasze pytania też nie było. Jednak sporo pytań i tak wpłynęło. Serdecznie za nie dziękuję. Wkrótce na wszystkie odpowiem. Część z Was dostała indywidualne odpowiedzi ze względu na charakter i tematykę pytań. Reszta wkrótce przeczyta swoje pytania i odpowiedzi na nie. Jeszcze raz wszystkim dziękuję.
Drugi temat to nasze statystyki. Z miesiąca na miesiąc mamy więcej czytelników i coraz więcej osób do nas zagląda. Cieszy mnie to niezmiernie. Jest to wyraźny sygnał, że to co zaczęłem tutaj robić ma sens i jest dla Was przydatne. Cieszy także pozytywny odzew jaki od Was dostajemy. Otrzymujemy wiadomości z różnych stron Polski że nasze informacje się przydają albo że wreszcie ktoś pokazuje prawdę. Za to też dziękuję
Trzeci temat to praca. Mieliśmy jej sporo, ale dzięki temu mieliśmy też sporo tematów które musieliśmy "przerobić" i dzięki którym pojawiły się nowe tematy na tego bloga. Tutaj to życie i codzienna praca we Wspólnotach pokazują, że pomimo sporego doświadczenia zawsze pojawi się coś co nas zaskoczy. Ale to już temat na kolejne wpisy :)
Do usłyszenia wkrótce
Cieszy nas taka opinia. Nie uważam się za idealnego zarządcę, ale przyznam, że dążymy do perfekcji w naszym zawodzie. Z pewnością dużym atutem w naszej pracy jest to, że każdy z nas robi to co lubi i to w czym czuje się dobrze. Już kiedyś pisałem o tym, żeby robić w życiu to co się lubi robić. Pisałem też chyba o administratorach którzy nie potrafią nawet czytać planów - jak więc taki zarządca może dobrze poprowadzić Wspólnotę skoro nie ma podstaw? Słaby zarządca nie robi nic lub prawie nic. Przeciętny zarządca na ślepo odtwarza to co było poprzednio. Dobry zarządca analizuje i poprawia na lepsze i bardziej funkcjonalne. Najlepszy zarządca poszukuje nowych rozwiązań i szuka oszczędności bez pogorszenia jakości.
22. Co powinno zawierać pełnomocnictwo do reprezentowania na zebraniu?
Krótko mówiąc - kto upoważnia (wraz z podpisem), kogo upoważnia (tak byśmy mogli zidentyfikować daną osobę więc np. nr dowodu osobistego lub pesel) i do czego upoważnia. Pełnomocnictwo może być udzielone na jedno zebranie, do dokonania określonej czynności, lub niejako "na stałe" - czyli do odwołania. Można upoważnić określoną osobę do zastępowania nas na całym zebraniu, lub np. tylko do zagłosowania w konkretnych uchwałach. Możemy także jasno określić jak ta osoba ma zagłosować (za lub przeciw).
23. Jak się zaczęła nasza 'przygoda' z administrowaniem nieruchomościami?
Odpowiedź na to pytanie jest powiedziałbym banalna.
Wprowadziliśmy się do nowego mieszkania które było fatalnie zarządzane przez jedną z opolskich firm. Po kilku miesiącach ciągłych problemów i niewyjaśnionych działań postanowiliśmy zmienić zarządcę. Niestety nie było w czym wybierać, więc postanowiłem zająć się naszą Wspólnotą sam. Były to czasy kiedy obowiązywały licencje zarządcy, zatem musiałem skończyć określone studia, a do tego czasu działałem "pod opieką" licencjonowanego zarządcy. Tak w skrócie zaczęła się przygoda która trwa do dnia dzisiejszego...
Dziękuję za wszystkie pytania. To już wszystkie odpowiedzi na te krótkie pytania w tym roku. Kilka pytań było bardzo obszernych, więc pojawią się oddzielne wpisy by na nie odpowiedzieć. Zapraszam już wkrótce
Kolejne pytanie bardzo ogólne. Jakość usług świadczonych na rzecz Wspólnot zależy w dużym stopniu od nadzoru nad wykonawcą. Wiele firm bardzo 'lubi' wykonywać usługi dla WM ponieważ uważają, że są to szybko i łatwo zarobione pieniądze. Jeżeli administrator nie nadzoruje lub słabo kontroluje wykonawcę to tak jest w rzeczywistości. Mogę do tego dodać moje spostrzeżenie, że ogólnie jakość świadczonych usług bardzo spada w ostatnich latach. Brakuje rzetelnych wykonawców którzy wykonują powierzone prace sumiennie i terminowo. Jeżeli autorowi chodziło o coś innego to proszę o rozwinięcie w komentarzach...
17. Czy mógłbym opisać temat zarobków zarządcy od drugiej strony? (pytanie od jednego z administratorów)
Pozwolicie że temat ten opiszę w osobnym wpisie, ponieważ jest on dość obszerny, a wolałbym opisać go rzetelnie i w związku z tym nie będzie krótko...
18. Co mogę zrobić na klatce? Sąsiad zrobił sobie sam daszek nad swoim oknem - czy może?
Części wspólne należą do wspólnoty czyli do wszystkich. Nie oznacza to jednak, że każdy może na nich robić co zechce. Powiem nawet więcej - żeby cokolwiek na nich zrobić trzeba uzyskać zgodę Wspólnoty. Nawet jeżeli np. chcemy wymienić przewody zasilające do naszego mieszkania, ale musimy poprowadzić je klatką schodową, to musimy uzyskać zgodę Wspólnoty. Bez zgody Wspólnoty niestety nie możemy prowadzić prac na częściach wspólnych. Nie możemy również zajmować części wspólnych poprzez stawianie np. szafek, nie możemy odgradzać części wspólnych nawet jeżeli tylko my z nich korzystamy (np. korytarz prowadzący tylko do naszego mieszkania), itp. Każdy z właścicieli ma prawo korzystać z całej powierzchni części wspólnych. Elewacja też jest częścią wspólną. Zamocowanie daszka czy suszarki na pranie też wymaga zgody Wspólnoty. Mogą też być wymagane inne pozwolenia, ale to już inny temat...
19. Co mnie wkurza?
Mnóstwo rzeczy. Brakłoby miejsca na tym blogu by wszystko opisać :) Może kiedyś poruszę kilka tematów...
20. Jak wybrać wykonawcę robót?
Jeżeli mamy w czym wybierać to już dobra wiadomość. Jeżeli mamy wykonawcę, który oferuje usługi w dobrej cenie to już druga dobra wiadomość. Jeżeli swoją robotę wykonuje dobrze to już prawie pełny sukces.
Niestety w życiu nie jest tak fajnie i łatwo. Polecam wykonawcę dobrze sprawdzić - popytać co i gdzie wcześniej robił? Ja zawsze rozmawiam z wykonawcą. Podczas takiej rozmowy jestem w stanie wyłapać czy zna się na swojej robocie, czy zwraca uwagę na szczegóły, co brał pod uwagę podczas wyceny (czy uwzględnił wszystko na czym nam zależy), wiem jakich używa materiałów, etc. Bardzo przydatna jest też wizja lokalna z takim wykonawcą - możemy wtedy zweryfikować czy to co wyceniał pokrywa się z rzeczywistością. Temat robi się obszerny więc chyba rozszerzę go w osobnym wpisie...
Polecam znaleźć dobrego i polecanego zarządcę i poprosić go o pomoc w zmianie. Nie tylko pomoże zmienić zarządcę, ale też przygotuje odpowiednie uchwały, powie co trzeba sprawdzić, sprawdzi i dopilnuje by były dochowane odpowiednie terminy, etc. Tak będzie najszybciej i najpewniej.
12. Jak szybko działamy?
Pytanie bardzo ogólne, ale postaram się odpowiedzieć. Ostatnia awaria jaka wystąpiła w jednej wspólnocie została usunięta po około 20minutach od zgłoszenia. Mieliśmy dewastację mienia w jednej wspólnocie (grafitti na drzwiach) i gdy policja przyszła wypytać mieszkańców co się stało to wszyscy stwierdzili że nikt nic nie widział. Dobrze że mieliśmy zdjęcia bo okazało się że usunęłiśmy grafitti zanim ktokolwiek z mieszkańców wogóle zauważył bazgroły na drzwiach :) (dodam tylko, że sąsiednie wspólnoty mają te bazgroły na drzwiach do dzisiaj, pomazane były prawie wszystkie drzwi na całej ulicy, a zdarzenie miało miejsce chyba rok temu). Mieliśmy też ostatnio wyciek w kanalizacji w sąsiedniej wspólnocie (wspólna piwnica), my zadziałaliśmy jeszcze tego samego dnia, ale awaria była w piwnicy sąsiadów zarządzanych przez innego zarządcę i jeszcze przez trzy dni musieliśmy "męczyć" sąsiadów by w końcu ktoś zareagował. To tylko trzy przykłady
13. Czy można zmienić spółdzielnię mieszkaniową?
Jeżeli masz mieszkanie spółdzielcze to nie. Spółdzielnia jest właścicielem tego lokalu. Jeżeli masz mieszkanie własnościowe (wykupione) to można zmienić zarządcę. Jest to trochę utrudnione, ponieważ Spółdzielnia Mieszkaniowa zarządza lokalami na zasadzie zarządu powierzonego i zmiana takiego zarządu wymaga zaprotokołowania zebrania i głosowania przez notariusza i wpisania nowego zarządcy do księgi wieczystej. Można zatem zmienić zarządcę, ale nie jest to łatwe i warto poprosić kogoś o pomoc.
14. Czy koledzy mają mi za złe że piszę tego bloga i ujawniam tajemice?
Spotkałem się z propozycjami czy może lepiej powiedzieć sugestiami by nie opisywać pewnych tematów i nie edukować mieszkańców. Ci którzy mnie dobrze znają nie mają mi za złe tematów jakie poruszam. Kilka osób prosiło bym kilka tematów poruszył, a kilka opisał z innej strony (co też chętnie w odpowiednim czasie zrobię), ale najczęściej otrzymuję pozytywny odzew na mojego bloga. Cieszy mnie to niezmiernie. Przyznam się też przy okazji, że 2 lub 3 miesiące temu miałem telefon od Pana, który specjalnie do nas zadzwonił by podziękować za bloga, gdyż pokazał go sąsiadom i dzięki informacjom jakie tutaj znaleźli uwolnili się w końcu od zarządcy - tyrana (od jego stronniczych decyzji). Prosił by nie podawać imienia do wiadomości gdyż sam udziela się na jakimś lokalnym forum. Szanuję to, ale zapewne będzie wiedział że to o niego chodzi i zapewne to przeczyta, więc go serdecznie pozdrawiam.
15. Co robię, że rośliny jakie są na naszych nieruchomościach są takie zadbane?
Odpowiem zdaniem jakie często powtarzała moja mama jak byłem mały: "Jak dbasz tak masz". O wszystko trzeba odpowiednio zadbać. Nawet rośliny bez odpowiedniej opieki (nawożenie, podlewanie, przycinanie) nie będą rosły tak jak byśmy tego oczekiwali. Zawsze staram się uzmysławiać mieszkańcom Wspólnot, że jeżeli chcą mieć ładne i zadbane otoczenie to muszą coś dać od siebie - albo poświęcić chwilę czasu by samemu o to zadbać, lub zlecić komu dbanie o to na bieżąco. Jeżeli ktoś oczekuje, że wystarczy posadzić kilka krzewów i posiać trawę, a później myśli że to samo będzie rosło i nie dba o te krzewy i tą trawę to na efekty nie trzeba długo czekać
Pytanie zbyt skomplikowane by dopowiedzieć na nie jednym zdaniem. Zmiana zarządcy wiąże się z odwołaniem poprzedniego (jeżeli sam nie wypowiedział umowy lub jeżeli nie zostało zawarte rozwiązanie za porozumieniem stron) i powołaniem nowego zarządcy. O ile prawo określa że pod pewnymi warunkami zarząd może sam powołać nowego zarządcę, o tyle w kwestii odwołania starego powinno się upoważnić zarząd do odwołania zarządcy lub podjąć uchwałę o odwołaniu zarządcy.
7. Kto może być wybrany do zarządu?
Dowolna osoba fizyczna. Nie musi to być nawet mieszkaniec danej Wspólnoty. Tyle formalnie. Gdybym miał coś doradzić to polecałbym wybierać osoby które po pierwsze "są na miejscu" (ciężko coś załatwić gdy zarząd pracuje na stałe za granicą i pojawia się w kraju dwa razy w roku), a po drugie nie boją się zaangażować w sprawy Wspólnoty. Dobry zarządca bardzo odciąża zarząd, ale znam przypadki, że wybrany administartor potrafi przez lata nic nie robić bo spycha robotę i odpowiedzialność na zarząd, a jak ktoś chce go rozliczyć to tłumaczy się tym, że "nie dostałem jeszcze od zarządu ....". Poza tym do zarządu trzeba mieć zaufanie. Już chyba na blogu pisałem co może złego we wspólnocie narobić zarząd który działa z pobudek prywatnych.
8. Ile osób może być w zarządzie i jak je wybierać?
Minimum 1. Zarząd wybiera się stosowną uchwałą. Skład zarządu można w dowolnej chwili zmieniać. Mianowicie w każdej chwili (również odpowiednią uchwałą) można dowolnych członków zarządu (lub cały zarząd) odwołać, zawiesić, lub powołać nowych. Skład zarządu można ograniczyć (minimum jedna osoba musi pozostać) lub poszerzyć. Wszystko zależy od woli Wspólnoty. Jeżeli ktoś z zarządu nie może pełnić swojej funkcji (lub już nie chce) to może również złożyć rezygnację.
9. Mamy swojego wykonawcę na prace ociepleniowe. Jest to nasz sąsiad którego wszyscy znamy i który jest dobrym fachowcem. Administrator nie chce go zatrudnić do ocieplenia naszego budynku. Co możemy zrobić?
Zmieńcie administratora. Krok ostateczny, ale jeżeli Wasz administrator Was nie słucha to po co z nim pracować? Rolą zarządcy czy administratora jest odpowiednie prowadzenie Waszej nieruchomości. Jeżeli chodzi o ocieplenia, to powinien on zebrać oferty firm wykonawczych, wybrać odpowiednie technologie samego procesu ocieplenia, sprawdzić czy stosowane są produkty zgodne z zamówieniem i posiadające odpowiednie certyfikaty, zweryfikować wysokość wynagrodzenia za realizowane prace, kontrolować postęp prac, etc. Sama decyzja o wyborze konkretnej firmy zapada we wspólnocie. Dobry zarządca podpowie którą ofertę warto wybrać i dlaczego (nie zawsze cena jest najważniejszym wyznacznikiem), przedstawi kilka ofert, sprawdzi referencje firm, podpowie jaka powinna być kolejność prac, itd. Ostateczne zdanie zawsze należy do Wspólnoty. Jeżeli właściciele chcą sąsiada bo go lubią to mogą go wybrać. Zarządca może wytłumaczyć że ma lepsze oferty, może tańsze, może na lepszych materiałach, może z dłuższą gwarancją, może z szerszym zakresem prac. Decyzję jednak zawsze powinna podjąć Wspólnota w formie odpowiedniej uchwały. Już kiedyś o tym pisałem na blogu. Poleca lekturę wcześniejszych wpisów.
10. Mamy przed blokiem niewielki trawnik który do nas należy. Administrator zatrudnia firmę do koszenia, a my mamy sąsiada, który za niewielkie pieniądze zgodził się kosić regularnie ten trawnik. Czy może to robić zamiast tej firmy? Wyjdzie nam taniej i mamy sąsiada na miejscu
Tak. Wspólnota może zdecydować kogo chce zatrudnić np. do koszenia trawnika, czy też do sprzątania klatek. Zarzadca jeżeli jest to określone w zakresie jego działań powinien dbać o czystość i porządek na terenie należącym do Wspólnoty i może samodzielnie wybierać firmy którym będzie zlecał wykonanie odpowiednich usług. Jeżeli jednak jest taka wola Wspólnoty to może te prace powierzyć członkom wspólnoty lub nawet mieszkańcom nie będącym właścicielami. Wspólnota może zlecać te prace do wykonania sąsiadowi za określone wynagrodzenie, może też sama zakupić np. kosiarkę i paliwo+olej do kosiarki, a wtedy wynagrodzenie za samo koszenie może być jeszcze niższe. W tym zakresie nie ma żadnych przeciwwskazań. Ja osobiście bardzo popieram takie inicjatywy, gdyż najczęściej mieszkańcy którzy sami dbają o swoje otoczenie robią o taniej i przede wszystkim z większą dbałością i troską
Ostatnio dostałem reprymendę od jednej osoby za to że mam mało nowych wpisów na blogu więc szybko biorę się za nadrabianie zaległości. Wiem, że cierpliwie czekaliście na odpowiedzi na swoje pytania, ja miałem sporo pracy i niewiele wolnego czasu więc trochę temat zaniedbałem, ale już wracam i odpowiadam. Zatem do rzeczy.
1. Czy sam prowadzę bloga? Czy to ja piszę te teksty?
Tak. Sam piszę bloga. Nikomu tego nie zlecałem i nie mam zamiaru zlecać. Wolę napisać kilka tekstów mniej, ale są one opisywane z moich doświadczeń i prezentują mój punkt widzenia. Jestem czasami szczery do bólu i może za bardzo dokładnie opisuję pewne wydarzenia ale taki już jestem. Mam jedynie nadzieję że Wam jako czytelnikom moja forma pisania odpowiada. Mam też nadzieję że przynajmniej część czytelników skorzysta z moich rad i uwag.
2. Zmieniamy administratora naszej wspólnoty, a ja mam nadpłatę za mieszkanie. Co mam teraz zrobić?
Nic. Jeżeli Wspólnota zmieni administratora, to nowy administrator przejmie od swojego poprzednika całą dokumentację, wszelkie rozliczenia, konto bankowe, itd. Jeżeli ktoś ma nadpłatę to dalej będzie miał nadpłatę u nowego administratora. Zmiana zarządcy / administratora nie wpływa na rozliczenia pomiędzy Wspólnotą a mieszkańcami. W najbliższym rozliczeniu u nowego zarządcy ta nadpłata będzie odpowiednio rozliczona (powinna być :))
3. Co będzie z opłatami po zmianie zarządcy?
Pytanie bardzo ogólne. Zakładam że chodzi o opłaty indywidualne mieszkańców. Na te opłaty składa się kilka czynników. Jeżeli chodzi o wynagrodzenie nowego zarządcy to będzie takie jakie zostanie określone w umowie. Może ulec zmianie, więc proszę o to dopytać przed zmianą. Jeżeli chodzi o opłaty tzw. eksploatacyjne to zależą one od tego co zrobi nowy zarządca i co będzie mógł zrobić. Ja zawsze na początku sprawdzam całą dokumentację i jeżeli jest taka możliwość szukam wydatków zbędnych które można ograniczyć lub na stałe wyeliminować. Czasami nie ma co obcinać i wtedy opłaty zostają na tym samym poziomie. Wszystko zależy od podejścia nowego zarządcy. Tak samo jest z opłatami na fundusz remontowy. Co ważne: ja jako zarządca proponuję pewne rozwiązania, ale to Wspólnota podejmuje decyzję o zwiększeniu lub zmniejszeniu opłat. Unikajcie zarządców którzy sami decydują o WASZYCH opłatach. Nie mogą i nie powinni tego robić (niestety znam wiele przypadków że tak robią).
4. Co z kontem bankowym po zmianie zarządcy?
Najczęściej konto bankowe jest założone dla Wspólnoty i przechodzi ono wraz ze zmianą zarządcy pod "opiekę" nowej osoby. Zatem najczęściej nic dla Was jako właścicieli czy mieszkańców się nie zmienia. My (ja) jako nowy zarządca analizujemy sytuację Wspólnoty, w tym także opłaty za prowadzenie konta i prowizje banku i jeżeli jest taka możliwość staramy się oferować usługi banków które mają niższe opłaty lub wręcz brak opłat. Wtedy zmieniamy konto, ale każdy właściciel jest o tym informowany odpowiednio wcześniej więc nie następuje to w dniu zmiany zarządcy czyli jak to się mówi "z dnia na dzień". Taka zmiana nie wiąże się z żadnymi stratami, a często potrafi przynieść spore oszczędności dla Wspólnoty
5. Mieszkam obok urzędu i miasto dla swoich pracowników wydzieliło specjalne parkingi. My tego nie mamy. Dlaczego?
Dobre pytanie. Niestety miasto czy gmina bardzo często faworyzuje swoich urzędników tworząc im miejsca parkingowe obok urzędów, teatrów, muzeów i innych instytucji. Jednocześnie to samo miasto lub gmina odmawia mieszkańcom wydzielenia w tym samym regionie miejsc parkingowych tylko dla mieszkańców uzasadniając to wieloma czynnikami. Spotykałem się z tym w swojej pracy już wielokrotnie i niestety jest to walka z wiatrakami. Nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie. Trzeba by zapytać włodarzy miasta lub gminy dlaczego tak postępują. Dlaczego dyskryminują mieszkańców, a jednocześnie faworyzują swoich pracowników?
Dziękuję Wam za te dwa wspólne lata i za dobre słowa jakie przysyłaliście do nas w różnych formach, a nawet dzieliliście się nimi na spotkaniach ze mną. Było sporo osób w tym czasie z którymi miałem przyjemność rozmawiać np. podczas przejmowania nowych wspólnot, a które przyznały się, że ten blog pomógł im zrozumieć pewne tematy i zagadnienia.
Pochwalę się również (a czemuż by nie) że liczba gości odwiedzających naszą stronę w ciągu ubiegłego roku wzrosła prawie o 500% co nas niezmiernie cieszy i daje nam siłę do dalszej pracy.
Jeszcze raz w imieniu swoim i całego zespołu dziękuję i zapraszam do komentowania, zadawania pytań i śledzenia naszego bloga.
O tym, że spóldzielnie z wieloma rzeczami sobie nie radzą już pisałem. O tym, że ich wydatki są najczęsciej za wysokie i nieracjonalne również już informowałem. Dzisiaj podam konkretny przykład konkretnej wspólnoty która przeszła do nas dwa lata temu spod "opieki" dużej spółdzielni mieszkaniowej (nazwy z grzeczności nie podam). Ale przejdźmy do konkretów. Po przejęciu wspólnoty i przeanalizowaniu jej wydatków uznaliśmy, że niektóre z nich można znacząco obniżyć, a niektóre wyzerować bez żadnej straty dla właścicieli mieszkań i wszystkich mieszkańców. Po prostu spółdzielnia niektóre koszta mocno zawyżała, lub nawet tworzyła nieracjonalne (fikcyjne?) pozycje i przyjmowała za nie opłaty. Jak bowiem można nazwać opłaty za utrzymanie osiedlowej instalacji kanalizacyjnej w sytuacji kiedy są one własnością gminy i zarządza i opiekuje się nimi zakład komunalny??
Poniżej wklejam tabelę z zestawieniem opłat za rok wcześniejszy w spóldzielni i za pierwszy rok zarządzania pod naszymi "skrzydłami".

Zwróćcie proszę uwagę na pierwszą pozycję w tej tabelce. Dotyczy ona ogrzewania całego bloku, a konkretnie kosztów obsługi kotłowni w całym sezonie. Blok posiada swoją kotłownię w której znajduje się kocioł na ekogroszek i w ten sposób ogrzewany jest cały budynek. W kalkulacji kosztów obsługi kotłowni spóldzielnia zawierała takie pozycje jak:
1. "Opał" - my zakupiliśmy opał bardzo dobrej klasy wraz z dostawą za cenę niższą o prawie 30% niż spółdzielnia,
2. "Płaca palacza z narzutami" - tutaj również obniżyliśmy koszty dzięki zatrudnieniu palacza na część etetu i dzięki optymalizacji jego pracy i wyposażeniu go w odpowiednie narzędzia usprawniające pracę (koszt tych narzędzi jest ujęty w naszym rozliczeniu),
3. "Koszty obsługi kotłowni 10% kosztów ogólnych" - te koszty zostały przez nas zlikwidowane w całości, my nie pobieramy żadnych opłat za 'obsługę kotłowni',
4. "Amortyzacja" - te opłaty również zlikwidowaliśmy, gdyż nikt nie wiedział co miałoby być amortyzowane
Pozostałe koszty jak energia elektryczna, ubezpieczenie, obowiązkowe przeglądy, opłata środowiskowa, woda, itp. zostały na podobnym poziomie. Tym samym udało nam się zejść ze stawki 6,55zł/m2 miesięcznie do 3,49zł/m2 miesięcznie. Daje nam to oszczędność na poziomie blisko 50% !!!
W tym roku planujemy przeprowadzić termomodernizację i sfinansować ją z zaoszczędzonych w ten sposób pieniędzy. Mieszkańcy postanowili pozostawić opłaty za ogrzewanie na niezmienionym poziomie, a nadwyżkę z oszczędności po przejsciu pod naszą opiekę odkładają na specjalny fundusz, z którego planujemy finansować remonty. Szacujemy, że koszty ogrzewania po modernizacji spadną do poziomu około 2-2,5zł/m2 miesięcznie, czyli każdy mieszkaniec zaoszczędzi na tym około 3000zł rocznie, dzięki czemu cała inwestycja zwróci się w ciągu maksymalnie 4 lat. Po tych 4 latach opłaty za ogrzewanie zostaną obniżone, lub wspólnota będzie mogła przeznaczyć zaoszczędzone pieniądze na kolejne inwestycje, a jest ich sporo po wielu latach zaniedbań spółdzielni. Ale wszystko jest na dobrej drodze i wierzę, że za kilka lat uda nam się całą Wspólnotę wyprowadzić "na prostą" i wtedy będzie można docelowo obniżyć całość opłat łącznie z funduszem remontowym...
"Nie żyję Z TEGO co robię, ja żyję TYM co robię" takie słowa usłyszałem ostatnio w jednym z wywiadów. Słowa te bardzo mi się spodobały, ponieważ bardzo dobrze charakteryzują to co robię i w jaki sposób traktuję swoją pracę. Oczywiście praca musi być związana z wynagrodzeniem, gdyż nikt z nas nie żyje samym powietrzem. Ważne jednak jest, by lubić a nawet kochać swoją pracę. Wtedy jest ona o wiele przyjemniesza, a co ważniejsze bardziej efektywna i przynosi lepsze rezultaty. Jeżeli kochamy to co robimy, wtedy nie liczymy każdej minuty spędzonej w pracy
Na przekór ostatnim słowom dokonałem pewnej analizy. Przez ostatni rok wybrałem trzy wspólnoty i dla każdej zapisywałem czas spędzony nad pracami dla tej wspólnoty. Nie mówię tutaj o codziennych obowiązkach takich jak rozliczenia księgowe, wypełnianie deklaracji, przygotowywanie i prowadzenie inwestycji, pilnowanie odpowiednich przeglądów, czy też obsługa zebrań. Mówię o czynnościach, jakie zapewne nikt inny - żaden zarządca czy administrator nie wykonuje dla swojej wspólnoty. A już z pewnością nie robi tego bezpłatnie.
Wybrałem zatem trzy rózne wspólnoty: jedna średniej wielkości niedawno przejęta z mnóstwem spraw do naprawienia i wyprostowania, druga duża, powiedziałbym standardowa w dobrym stanie technicznym na pierwszy rzut oka nie wymagająca specjalnej troski, oraz trzecia mała 4 lokalowa prowadzona przez nas trzeci rok, która wychodzi już na prostą.
Czas zatem na podsumowania. W ciągu ostatnich 12 miesięcy pierwszej wspólnocie poświęcałem miesięcznie średnio 24 godziny. Tak jak pisałem wcześniej nie liczę standardowej obsługi nieruchomości. Druga nieruchomość była mniej "wymagająca" i potrzebowała jedynie około 6 godzin w miesiącu. Trzeci budynek jest najmnieszy, ale mimo tego potrzebuje sporej uwagi z naszej strony - około 15 godzin miesięcznie. Pewnie nie powiem nic odkrywczego, ale moje wnioski są następujące: wielkość budynku nie ma większego znaczenia jeżeli chodzi o czasochłonność pracy nad nim, najważniejszy jest stan techniczny i oczekiwania mieszkańców. Ważne jest również co chcemy osiągnąć i do jakiego stanu technicznego i funkcjonalnego doprowadzić nieruchomość. Jedne wspólnoty są "zadowolone" jeżeli dach nie przecieka i tynk nie spada na głowę, inne oczekują czegoś więcej...
Wpis jest o zarobkach, więc nawiążmy do tematu. We wcześniejszych częściach bloga o zarobkach zarządców wyliczałem ile czasu możemy poświęcić dla wspólnoty by było to dla nas opłacalne. Próbowałem również pokazać jak przeciętną wspólnotę potraktuje administrator który każdej z nich może przeznaczyć średnio kilka godzin miesięcznie. Jeżeli naszą pracę potraktujemy tylko jako pracę i chcemy żyć Z TEGO, to nie oczekujmy spektakularnych efektów. Nie oczekujmy, że administrator który liczy każdą poświęconą wspólnocie minutę będzie się starał by zrobić coś więcej niż tylko to, co jest wymagane przepisami. Ważne jest to kogo wybierzemy jako zarządcę. Starajcie się zatem wybierać TYCH KTÓRZY ŻYJĄ TYM CO ROBIĄ!
Dla wszystkich mam w tym zakresie jedną radę: poszukajcie zarządcy do którego chcielibyście przejść i któremu planujecie powierzyć te odpowiedzialne zadanie, a następnie poproście go o pomoc. Jeżeli zarządca jest dobry i zna swój fach to z pewnością Wam pomoże w prawidłowym przeprowadzeniu całej procedury zmiany. Już samo przygotowanie odpowiednich uchwał może pomóc uniknąć pewnych problemów i uprości późniejsze procedury. Dodatkowo wsparcie profesjonalnej firmy może bardzo pomóc jeżeli chcecie odejść od administratora, który traktuje Waszą wspólnotę jak swoją własność i (co się niestety często zdarza) utrudnia odejście Wszpólnoty, a wręcz robi wszystko (nawet rzeczy niezgodne z prawem) by tylko zatrzymać Wspólnotę.
Piszę o tym w tej chwili, ponieważ nasiliły się pytania i prośby trafiające do nas w tych sprawach. Mamy niestety przykre doświadczenia i wiemy jak niektórzy potrafią rzucać kłody pod nogi tym Wspólnotom które zamierzają odejść, dlatego też bardzo chętnie pomagamy tym którzy o to poproszą. Dla naszych klientów prowadzimy cały proces zmiany zarządcy, łacznie z wypowiedzeniem umowy oraz przygotowaniem odpowiednich uchwał i umów. Jedyne co wspólnota musi zrobić by przejść pod naszą "opiekę" to podpisać się pod uchwałą jaką przygotujemy i udostępnić nam dane niezbędne do spisania umowy. I tyle....
Niestety niezdrowe podejście zarządu do swoich praw ale też obowiązków potrafi niejednokrotnie wprowadzić Wspólnotę w tarapaty. Już kiedyś o tym wspominałem, ale temat jest ważny więc przybliżę go ponownie.
Zacznę od początku - czym jest zarząd? To jedna lub kilka osób które są wybrane przez właścicieli do reprezentowania całej wspólnoty. O formach zarządu napiszę innym razem, tutaj skupię się na roli zarządu - powinien on dbać o interesy Wspólnoty i reprezentować je na zewnątrz wobec różnych instytucji czy organów administracji. Jeżeli wspólnota wybiera zarządcę, to sporą część obowiązków zarządu przejmuje zarządca. Taka jego rola. Zarząd powinien jednak ściśle współpracować z zarządcą dla dobra ogółu. I tak najczęściej jest. Dla mnie osobiście jest dobrze jeżeli zarząd przynajmniej nie próbuje przeszkadzać. Jeżeli nie ma czasu lub ochoty, to nie musi nam pomagać (większym nakładem wysiłku, ale zawsze damy sobie radę), ważne żeby nie przeszkadzał. Dlaczego o tym wspominam? Bo zdarzają się zarządy wspólnot, które w sposób jawny lub zakamuflowany działają na niekorzyść ogółu właścicieli. Przykłady? Proszę bardzo:
1. Znam Panią z zarządu, która traktuje wspólnotę jak swój prywatny folwark i robi w niej co chce. Wykorzystuje fakt, że właścicielami są głównie osoby starsze i tak kieruje wspólnotą, żeby osiągać prywatne korzyści gdzie tylko jest to możliwe - a to zleci znajomej firmie jakieś prace za cenę mocno wygórowaną, a to dla szwagra odstąpi coś co jest własnością wspólnoty, a to zleci prace których nikt poza nią nie akceptuje i na które nie ma uchwały właścicieli, itp. A co ważne każdego który się jej sprzeciwia dyskredytuje i obmawia nie tylko wśród sąsiadów, ale również w urzędach i wśród dalszych znajomych...
2. Drugi przykład zarządu który działa na szkodę właścicieli to pewien Pan, który próbuje wszystko sprawdzać i kontrolować. W kontroli pracy zarządcy czy administratora nie ma nic złego (wręcz przeciwnie), ale wyjaśnianie co kwartał tego samego rozliczenia sprzed 3 lat "bo widzi Pan mnie się tu nie zgadza" zabiera naprawdę sporo czasu. Jeżeli takich kontroli mamy więcej i do tego dochodzą pytania "dlaczego Pan X płaci za mieszkanie o 17zł mniej niż ja a ma taki sam metraż?"(bo zużywa mniej wody?), albo "dlaczego w tym roku nie mam nadpłaty, a w zeszłym miałem 50zł nadpłaty chociaż teraz mieszka ze mną syn?"(bo zamieszkał syn?) to nagle okazuje się, że obsługa tylko samych zapytań tego Pana zajmuje nam miesięcznie sporo czasu. A to nic nie zmienia, bo za miesiąc pojawiają się te same pytania i te same odpowiedzi. A my marnujemy czas, który moglibyśmy przeznaczyć na rozwój wspólnoty czy poszukanie nowych rozwiązań dla mieszkańców...
3. Żądanie korzyści "bo ja jestem z zarządu" - ten temat pominę. Wspólnota może dla zarządu wyznaczyć jakieś wynagrodzenie jeżeli jest to uzasadnione, ale żądanie np. zwolnienia z czynszu to już chyba nieco za dużo? A znam firmę która w ten sposób nagradza swoich popleczników w zarządach bo wie, że taki zarząd nigdy nie będzie chciał zmienić administratora. A płacą za to wszyscy mieszkańcy...
4. Pani, która zupełnie nie ma pojęcia o kwestiach technicznych i robi remonty według własnego uznania, np: "zrobimy instalację elektryczną bo siostra też niedawno robiła" - w przypadku gdy instalacja gazowa zaczyna wykazywać nieszczelność, lub "a teraz wymienimy domofon" - w sytuacji kiedy domofon był wymieniany 4 lata wcześniej, to tylko jej dwa ostatnie pomysły...
To tylko kilka ostatnich przypadków z jakimi miałem doczynienia w ostatnim czasie :)
Dzisiaj nie będę niczego komentował. Przygotowałem krótką tabelkę. Zapoznajcie się z nią i sami oceńcie. Ja dodam tylko tyle, że my po przejęciu dokumentacji kupiliśmy segregatory, które musieliśmy wymienić ze względu na zły stan techniczny starych lub ich brak i przechowywanie dokumentacji "luzem". Te segregatory posłużą wspólnocie zapewne wiele lat, więc ich koszt powinien być rozłożony na minimum 10lat, ale tak już zostawiłem.

I jak wrażenia? We wcześniejszych wpisach o zarobkach administrtorów poruszałem m.in. kwestie "lipnych" napraw i zbędnych inwestycji, teraz dodajcie sobie te wydatki, kiedyś postaram się jeszcze opisać inne przekręty i nagle okaże się, że zarządca potrafi na jednej wspólnocie zarabiać 2 razy tyle (lub nawet więcej) ile wynosi jego wynagrodzenie w umowie. I jak tu uczciwy zarządca może z kimś takim konkurować cenowo?? Miałem przypadki, że wspólnota odrzucała moją ofertę bo proponowałem 1grosz więcej niż poprzedni zarządca, ale nie zauważali, że ten poprzedni zarabiał na ich niewiedzy i 'dorabiał sobie' nieuczciwymi praktykami. Nie jest to dla mnie komfortowe podejście, ale jak widać na przykładzie innych zarządców i administratorów - skuteczne.
W takim razie ja ogłaszam promocję:
Poprowadzę każdą wspólnotę za 1zł/miesiąc za cały budynek, ale będę pobierał dodatkowe wynagrodzenie za każdą czynność jaką ja lub ktoś z mojego zespołu będzie musiał wykonać dla danej wspólnoty. Kto chętny???
Jeszcze raz odniosę się do przykładu, a właściwie porównania dwóch inwestycji wspomnianych w poprzednim wpisie.
Inwestycja 1.
Inwestor - miasto opole
Osoba odpowiedzialna za całą inwestycję - jakiś urzędnik :)
Inwestycja - rewitalizacja placu Jana Pawła II w Opolu
Wielkość / powierzchnia placu - blisko 100arów, czyli około 10000m2
Koszt całkowity gminy Opole - około 6 000 000zł
Zakres prac - uporządkowanie terenu, wykonanie nowych chodników i placu z płyt granitowych, wykonanie ścieżek z grysu, montaż elementów edukacyjnych, wykonanie nowych nasadzeń roślin, założenie nowych trawników, montaż systemu nawodnieniowego (zraszacze i linie kroplujące), ściółkowanie gleby korą sosnową, zainstalowanie i uruchomienie fontanny, dostawa i montaż ławek, etc.
Roczne utrzymanie (prąd, woda do podlewania i do fontanny, uzupełnianie kory, serwisowanie fontanny, etc) - xxx koszt nieznany
Przeliczeniowy koszt wykonania 1m2 - około 600zł
Inwestycja 2.
Inwestor - miasto opole wraz z firmą LCN - Zarządcą przyległego budynku
Osoba odpowiedzialna za całą inwestycję - Zarządca z firmy LCN
Inwestycja - rewitalizacja podwórka przy kamienicy w Opolu, ul. A.Kośnego
Wielkość / powierzchnia podwórka - około 4,7ara, czyli około 470m2
Koszt całkowity gminy Opole - około 30 000zł
Zakres prac - uporządkowanie terenu, wykonanie nowych chodników z płyt granitowych, wykonanie ścieżek z łupka granitowego, wykonanie nowych nasadzeń roślin, założenie nowych trawników, montaż systemu nawodnieniowego (zraszacze i linie kroplujące), ściółkowanie gleby korą sosnową, zainstalowanie i uruchomienie kaskady, dostawa i montaż ławek, etc.
Roczne utrzymanie (prąd, woda do podlewania i do fontanny, uzupełnianie kory, serwisowanie kaskady, etc) - 0zł
Przeliczeniowy koszt wykonania 1m2 - około 64zł
Jak widać z tego przykładu ceny przetargowe są około 10x wyższe od cen rynkowych tych samych lub podobnych usług. Powiem więcej - im większy zakres prac, tym ceny powinny być niższe ze względu chociażby na możliwość negocjowania stawek u dostawców, oraz możliwość zorganizowania tańszego transportu (przykładowo transport granitu z kopalni dla zestawu 24tonowego jest niższy w przeliczeniu na tonę niż transport tylko jednej palety/jednej tony). Zakres prac w obu inwestycjach jest podobny, jakość użytych materiałów również, proporcje terenów zielonych do chodników również zbliżone, ilość miejsc do siedzenia (ławek) powiedzmy że zbliżona, wielkość fontanny i kaskady również proporcjonalna. Co do utrzymania - w poprzednim poście zamieściłem zdjęcia obrazujące utrzymanie roślin i ilość kory ściółkującej po około roku w każdej inwestycji. Obie inwestycje są położone w odległości około 200m od siebie i obie były realizowane niemalże w tym samym czasie.
Nasuwa się więc pytanie: dlaczego zarządca potrafi odnowić podwórko blisko 10x taniej niż urzędnik? Dlaczego podwórko którym zarządza dobry zarządca (w tym przypadku firma LCN Zarządzanie Nieruchomościami) jest lepiej utrzymane? Dlaczego koszt utrzymania takiego podwórka może być dużo niższy lub wręcz zerowy dla miasta?
Zostawię Was z tymi pytaniami. Być może to Wy udzielicie lepszych odpowiedzi w komentarzach - do czego zapraszam :)
Sprawa dotyczy zagospodarowania terenów zielonych a dokładniej mówiąc ściółkowania ziemi pomiędzy roślinami ozdobnymi. Dwa lata temu dla jednej ze wspólnot wykonywałem projekt zagospodarowania terenu zielonego, który uwzględniał dokonanie nasadzeń roślinami zimozielonymi (iglakami) i ściółkowania gleby pomiędzy nasadzeniami korą sosnową. Kora sosnowa oprócz doskonałych właściwości materiału sciółkującego (zatrzymanie wilgoci, mniejszy wzrost chwastów, estetyczny wygląd, lepsza struktura gleby i jej pojemność wodna) ma jeszcze jeden plus w przypadku ściółkowania przy roślinach "kwasolubnych" do jakich należą iglaki - doskonale zakwasza glebę i utrzymuje niskie pH gleby. Nie trzeba więc stosować materiałów i nawozów zakwaszających. Bardzo często nie tylko ja w swoich projektach i realizacjach, ale również ogrodnicy czy architekci krajobrazu używają tego materiału. Podczas wykonywania wspomnianego projektu również chciałem skorzystać z tego materiału. Teren na którym miały być prowadzone prace remontowe należał do gminy opole, więc projekt musiał być zatwierdzony przez urzędnika. Nie będę tutaj podawał nazwy urzędu, ani tym bardziej nazwiska - jest to bez znaczenia dla tej sprawy, gdyż z podobną postawą spotykałem się już wielokrotnie w różnych instytucjach. Urzędnik przejrzał projekt i zaprosił mnie do siebie na 'poprawki'. Jedna z poprawek dotyczyła wymiany ściółki z kory na grys kamienny, gdyż jak stwierdził urzędnik "korę rozwieje wiatr i już po roku nie będzie po niej śladu". Trudno mi się zgodzić z tym stwierdzeniem, gdyż projektowana była ściółka o grubości około 8cm. Zdarza się, że ptaki rozgrzebują korę w poszukiwaniu robaków, ale o wywianiu kory przez wiatr jeszcze nie słyszałem. Oczywiście na życzenie urzędnika zmieniliśmy projekt, zastosowaliśmy grys granitowy w kolorze szarym, który bardzo ładnie komponuje się z zielenią krzewów. Temat zamknięty.
Po kilku miesiącach spacerując ulicami miasta dotarłem na świeżo odnowiony plac Jana Pawła II w Opolu tuż obok teatru i zrozumiałem dlaczego urzędnik obawiał się, że "wiatr rozwieje korę". Otóż na wspomnianym placu są duże połacie obsadzone roślinami ozdobnymi, wokół których było przewidziane ściółkowanie korą sosnową. Jednak jak to ma miejsce w przypadkach różnych przetargów - urzędnik nie dopilnował i zamiast kilku centymetrów tej kory wykonawca wysypał tylko cieńką warstwę ściółki, która została przez deszcz i wiatr mocno przerzedzona i po tych kilku miesiącach wyglądała marnie. W kolejnym sezonie ta sama firma wykonawcza dosypała kilkanaście worków kory (akurat tamtędy przechodziłem i wszystko widziałem na własne oczy), ale co to jest kilkanaście worków na powierzchnię kilku arów?
Na koniec jako dowód dwa zdjęcia.
Pierwsze przedstawia fragment podwórka jakie my wykonywaliśmy i utrzymujemy

Drugie zdjęcie przedstawia fragment odnowionego placu JPII

Dla uzupełnienia - oba zdjęcia wykonane w tym samym czasie, oba 'place' były odnawiane również w podobnym okresie, w obu projektant przewidywał podobną grubość warstwy ściółki.
O tych dwóch przykładach rewitalizacji napiszę chyba w kolejnym wpisie, bo temat może być dla Was bardzo interesujący :0
Pierwszy wpis w tym roku, ale sprawa już Wam znana. Dzisiaj chciałbym powrócić do sprawy sądowej jaka miał finał 30 grudnia ubiegłego roku. Dla niewtajemniczonych przypomnę tylko, że dla naszych wspólnot zrobiliśmy podwórko w ramach konkursu "odmień swoje podwórko" którego organizatorem było miasto Opole. Po zakończeniu prac Miejski Zarząd Lokali Komunalnych, który miał w imieniu inwestora (czyli gminy Opole) przeprowadzić cały proces związany z realizacją zadań konkursowych, odmówił odbioru wykonanych przez nas prac i zlecił wykonanie zastępcze części prac (chodnika) z powodu rzekomych wad i usterek. Tyle w skrócie.
Kilka dni temu Sąd Rejonowy w Opolu uznał nasz pozew za słuszny w całości i w swoim wyroku nakazał zapłatę pełnego wynagrodzenia zgodnego z podpisaną umową wraz z należnymi odsetkami ustawowymi, oraz nakazał stronie przegranej (czyli gminie Opole) pokrycie kosztów sądowych i kosztów zastępstwa procesowego.
Wiadomość dla nas wspaniała. W swoim uzasadnieniu Sędzia odniósł się do naszych żądań, potwierdził że były one w pełni zasadne, stwierdził również, że strona pozwana nie miała żadnych przesłanek ku temu by powoływać wykonawcę zastępczego, a dodatkowo nie dochowała terminów jakie sama wyznaczała. Nie jest to nasza pierwsza wygrana sprawa sądowa, jednak w tym przypadku mam nieco mieszane uczucia.
Wygraliśmy sprawę, więc otrzymamy należne wynagrodzenie wraz z odpowiednimi odsetkami. Martwi mnie jednak inna sprawa, na którą zwrócił uwagę również Sędzia: kto za to zapłaci? Dokonałem podliczenia kosztów całej sprawy jakie będzie musiała ponieść lub jakie już poniosła gmina Opole z tytułu przegranej sprawy. Koszty sądowe i odsetki to jedno. Do tego dochodzi niepotrzebnie zlecone wykonanie zastępcze (o tych dodatkowych kosztach nie będę się tutaj wypowiadał - może kiedyś będzie okazja to omówię to osobno), gmina wynajęła również kancelarię prawną w celu obrony swoich racji, materiał jaki pozyskano z rozbiórki wykonanego przez nas chodnika oddano firmie która wykonywała chodnik zastępczy (przypomnę że były to płytki granitowe które kosztują około 200zł/m2), zlecono również prowadzenie nadzoru nad pracami nowej firmy, oraz przygotowanie dokumentacji procesowej. Jak podliczyłem całość tych zbędnych prac kosztowała nas = podatników około 50 000zł. I liczę to bardzo ostrożnie wg stawek rynkowych. My wykonywaliśmy prace rewitalizacyjne podwórka za kwotę 49 999zł, więc można przyjąć, że w opolu moglibyśmy mieć kolejne odnowione podwórko, lub kilkaset metrów nowego chodnika lub ścieżki rowerowej gdyby ktoś z urzędników przemyślał swoje decyzje i wydawał publiczne pieniądze racjonalnie...
Drugi powód moich zmartwień to fakt, że jest to już kolejna sprawa sądowa jaką wygraliśmy, a w której stroną przegraną jest gmina opole. I nic! Zero refleksji urzędników! Zero postępowań dyscyplinarnych wobec osób które zaniedbały swoje obowiązki, lub które doprowadziły do przegranej sprawy (celowo, przez zaniedbanie, złośliwie - nie wnikam)! A my mieszkańcy Opola i osoby płacące tutaj swoje podatki płacimy za to wszystko. Płacimy za przegrane przez miasto sprawy. Płacimy za odszkodowania. Płacimy za złe decyzje urzędników. Płacimy pensje dla tych nierzetelnych i niekompetentnych urzędników!!!
Najbardziej martwi mnie fakt, że nie widać jakichkolwiek zmian w tym temacie...
Na zakończenie tej krótkiej serii chciałbym omówić rolę zarządcy. Moim zdaniem jest ona tutaj bardzo ważna jeżeli nawet nie najważniejsza. Dlaczego? Odpowiedź jest oczywista. To zarządca planuje sposób zarządzania nieruchomością. To on tworzy plany: te krótkoterminowe na najbliższe miesiące i te długoterminowe na najbliższe lata. To on powinien przewidywać (oczywiście z analizy pełnej dokumentacji wspólnoty) i planować wszelkie remonty i inwestycje. Dobry zarządca podpowie wspólnocie co trzeba zrobić, kiedy to zrobić, jak to zrobić, w jakiej kolejności, itd. Oczywiście cała wspólnota decyduje, czy plan nakreślony przez zarządcę jest właściwy i odpowiada wymaganiom właścicieli oraz potrzebom budynku. Wspólnota udziela zarządcy absolutorium. Ale to dobry zarządca potrafi dobrać do danej inwestycji odpowiednich ludzi, sprawdza słuszność założeń, kontroluje każdy etap prac i odbiera całość.
Powiem więcej z mojego doświadczenia:
- zdarzało mi się zmieniać wykonawcę gdyż miałem uzasadnione podejrzenia, że nie wykona on swojej pracy dobrze (z perspektywy czasu powiem, że były to bardzo dobre decyzje),
- miałem przypadki podczas realizacji prac na wysokościach, w których usłyszałem "jest Pan pierwszym zarządcą który wszedł do nas na rusztowanie i ogląda wszystko tak dokładnie",
- byłem (jestem) proszony przez znajomych zarządców by "rzucić okiem" na dany projekt lub robotę firmy wykonawczej, bo coś znajomym nie pasowało
- kilka osób (głownie mieszkańców, ale był też przypadek inspektora nadzoru) na koniec prac powiedziało mi "na początku nie wierzyłem że to się tak uda zrobić..."
- miałem też przypadki, że firmy rezygnowały z realizacji remontów, gdyż "za bardzo się czepiałem", czyli za bardzo pilnowałem interesów wspólnoty,
- o przypadkach gdy słyszałem, że "nikt tak nie robi" już kiedyś pisałem i dotyczyły prac które robiliśmy by przy okazji remontów ulepszyć życie mieszkańców, ale były one nie w smak urzędnikom czy np. inspektorowi nadzoru.
Na koniec jedna uwaga. W pytaniach jakie do nas trafiają kilka razy pytaliście się o pewne konkretne rozwiązania i pojawiały się prośby o podsunięcie gotowych rozwiązań. Prowadzę tego bloga i bardzo chętnie dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniem, ale pewne koncepcje i realizacje zostawiamy dla siebie (a właściwie dla naszych wspólnot które prowadzimy). Nie mogę zdradzić wszystkich naszych tajemnic. Muszę coś zachować dla siebie żeby nasze wspólnoty były lepsze od innych i czuły się wyróżnione. Wiem że tego bloga czytają również firmy konkurencyjne (pozdrawiam) i nie mogę im zdradzać wszystkiego. Proszę uszanujcie to i nie proście więcej o zdradzanie naszych wszystkich sekretów :D
Warto mieć dobrego kierownika budowy. Warto zatrudnić w tym celu kogoś dobrego i sprawdzonego, najlepiej z polecenia. Moim zdaniem nie warto zatrudniać kierownika, który na stałe jest zatrudniony przez zarządcę. Dobry kierownik jest rozchwytywany i nie opłaca mu się pracować na etacie u zarządcy nieruchomości. Chyba, że dany zarządca prowadzi co miesiąc kilkanaście - kilkadziesiąt dużych inwestycji. Jednak nawet to nie gwarantuje wysokiej jakości usług i niezależności od interesów zarządcy / administratora. W swojej pracy spotykałem już kierowników budowy i inspektorów nadzoru, dla których od dobra 'interesu inwestora' ważniejszy był spokój i stała pensja która spływała niezależnie od sposobu załatwienia konkretnych problemów.
Najlepiej będzie jeżeli zatrudnimy kierownika czy inspektora z polecenia i sami będziemy kontrolowali jego prace. W rzeczywistości jest to niezwykle trudne i dlatego wspólnota ma najczęściej wybranego zarządcę lub administratora, do którego powinna mieć zaufanie i na którego powinna scedować obowiązek wyboru i nadzorowania kierownika budowy czy inspektora nadzoru (np. inwestorskiego).
Pisałem o sytuacjach, w których prawo nakazuje powołanie kierownika budowy, ale są jeszcze przypadki, kiedy udział takiej osoby w procesie budowlanym lub remontowym nie jest konieczny, a jednocześnie sam proces nie należy do najłatwiejszych i zawiera elementy których nie jesteśmy sami w stanie ocenić. Co wtedy robić?
W takich sytuacjach warto powołać inspektora nadzoru. Może on nawet nadzorować działania kierownika budowy (jeżeli np. takiego kierownika wybierał wykonawca). Moim zdaniem warto powoływać nadzór. Oczywiście do prostych czynności jak wymiana zamka nie ma to sensu, ale już np. przy wymianie instalacji ma to jak najbardziej sens. Ma to jeszcze większy sens, jeżeli nasz administrator nie ma odpowiedniej wiedzy technicznej. Jak ktoś kto ma skończoną szkołę np. z administracji i nigdy nie miał doczynienia z procesami budowlanymi może określić czy instalacja jest wykonywana prawidłowo i czy nie dochodzi do zaniedbań np. podczas prac podlegających zakryciu?
Opisywałem już przypadek, kiedy przejęliśmy w zarząd nieruchomość, która miała niedawno zakończone wykonanie docieplenie elewacji. Budynek z zewnątrz wygląda bardzo fajnie (wiadomo - nowy kolorowy tynk, jeszcze nawet nie zakurzony, ładnie dobrane kolory), ale już sama analiza dokumentów jakiej dokonaliśmy po przejęciu ujawniła błędy których dopuścił się wykonawca. Na zebraniu z mieszkańcami potwierdzili oni nasze obawy, jedna z mieszkanek przesłała zdjęcia, które wykonała podczas prowadzenia prac dociepleniowych, a które również potwierdziły karygodne błędy niestety bardzo trudne do naprawienia w chwili obecnej i co gorsza bardzo kosztowne dla wspólnoty. Gdyby wspólnota zdecydowała się na zatrudnienie dobrego inspektora nadzoru, to z pewnością uniknęłaby tych kosztownych błędów, a być może jeszcze by zyskała na innych rzeczach.
Temat projektów, nadzoru, prowadzenia inwestycji, pilnowania wykonawców, prawidłowego prowadzenia procesów remontowych jest bardzo skomplikowany. Dla laika to są "tylko" remonty. Jeżeli zagłębiamy się w temat, to dociera do nas, że jest to bardziej skomplikowane i powiązane niż na początku sądziliśmy. Dlatego też warto mieć dobrego i godnego zaufania zarządcę, który wyręczy nas w tej kwestii, a jednocześnie podpowie lub sam wykona ruchy które przyniosą całej wspólnocie wymierne korzyści i przyczynią się do porawy komfortu naszego życia i poprawią funkcjonalność naszych budynków
Dobry zarządca z odpowiednią wiedzą techniczną najczęściej nie potrzebuje kierownika budowy, gdyż z wieloma inwestycjami i remontami poradzi sobie sam. Co jednak zrobić jeżeli mamy zarządcę lub administratora który nie ma takiej wiedzy? Kto powinien powołać kierownika budowy? Kto powinien nadzorować jego pracę? Jak ją weryfikować? Dlaczego jego praca jest taka ważna? Czy prawo może narzucić nam konieczność zatrudnienia kierownika budowy? Gdzie szukać dobrych fachowców?
Pytań wiele, ale odpowiedzi mało :)
Prawo określa pewne przypadki, dotyczące budowy lub remontu czy modernizacji budynku jego otoczenia i instalacji, w których musimy zatrudnić odpowiednią osobę z uprawnieniami do funkcji kierownika budowy. Takiego kierownika powołuje inwestor, czyli w naszym przypadku wspólnota mieszkaniowa lub właściciele konkretnej nieruchomości w której prowadzona będzie inwestycja. Idealnym rozwiązaniem jest zatrudnienie do tej funkcji mieszkańca który ma stosowne uprawnienia i zachce poprowadzić całą inwestycję. Jednak nie w każdej wspólnocie mieszka osoba z uprawnieniami. I co wtedy? Radzę poszukać dobrego kierownika z polecenia. I to z polecenia osób które korzystały z takich usług. Temat nie jest łatwy, ale nikt nie mówił że będzie łatwo szybko i przyjemnie :)
Mogę powiedzieć, że sam 'siedzę' w tym temacie od wielu lat i prowadziłem już tyle inwestycji, że udało mi się dobrać grupę ludzi którym bez obaw mogę zlecić konkretne zadanie i którzy spełnią swoją rolę w 100%. Niestety zła informacja jest taka, że ci Fachowcy są zasypani robotą i bardzo często nie przyjmują zleceń od osób postronnych. Dodam jeszcze, że dzwonią do mnie znajomi zarządcy, od których często słyszę "Jarek daj namiary na dobrego kierownika, cena nie gra roli, ale musi być kosa". Dlaczego kosa? Bardzo pożądani są kierownicy, którzy są fachowcami w swojej dziedzinie i jednocześnie nie przepuszczą żadnej fuszerki. Potrafią dostrzec nawet najmniejsze uchybienia i nie spoczną póki te błedy nie zostaną usunięte. Z tego właśnie powodu kierownik powinien być powoływany niezależnie od projektanta i wykonawcy. Jeżeli kierownik nie zna się prywatnie z projektantem i wykonawcą, to mamy większe prawdopodobieństwo, że nie będzie przymykał oka na różne błędy i niedociągnięcia. Z tego też powodu niektórzy inwestorzy są w stanie zapłacić większe wynagrodzenie dla kierownika. To się po prostu opłaci. Albo mamy słabego kierownika za niską stawkę i problemy ze źle wykonaną robotą. Albo mamy kierownika 'kosę', który najczęściej ceni wyżej swoją pracę ale jest drobiazgowy i dociekliwy i dzięki temu potrafi wymóc od projektanta i wykonawcy dobre wykonanie zleconych prac i to beż żadnych dodatkowych wynagrodzeń, a często kończy się to jeszcze karami dla wykonawcy za przekroczenie terminów lub za konieczność poprawiania przez firmy zewnętrzne....
CDN
Jak takie zachowania przekładają się na wspólnoty? Po czym rozpoznać też dobrego zarządcę? Sprawa jest bardzo prosta: dobry zarządca nie daje projektantowi pełnej swobody w działaniu i w pełni kontroluje postępy projektu. Tutaj niestety wymagane jest minimum wiedzy z danej dziedziny, ale przekłada się to na znaczne oszczędności dla wspólnot. Jednocześnie zarządca potrafi znaleźć te punkty w projekcie w których projektant poszedł "na skróty" i potrafi dopilnować by cały projekt był zrobiony fachowo i rzetelnie. Dla członków wspólnoty te sprawy to bardzo często 'czarna magia' i bardzo często słyszę od mieszkańców lub urzędników "projekt to projekt", ale wierzcie mi lub nie można zapłacić projektantowi za projekt i mieć tylko papierek który umożliwia inwestycję ale nic do niej nie wnosi, a można też (i to za takie same pieniądze) mieć projekt, który nie tylko umożliwi rozpoczęcie inwestycji, ale jednocześcnie wskaże słabe punkty, podpowie wykonawcy jak podejść do pewnych zagadnień, na co inwestor powinien zwrócić szczególną uwagę, a co warto przeanalizować jeszcze przed rozpoczęciem prac. Prawidłowy projekt to projekt, który idzie o krok dalej i przewiduje różne warianty lub wprowadza elementy nieobowiązkowe w dniu dzisiejszym, ale wskazane ze względu na zmieniające się przepisy, normy i oczekiwania użytkowników.
Bardzo często projekty są robione na szybko i 'po łepkach' jak to się mówi w branży. Na końcu projektant dopisuje więc swoją regułkę "inwestycję przeprowadzić zgodnie z obowiązującymi przepisami i zgodnie ze sztuką budowlaną..." i tym samym zwala całą odpowiedzialność na wykonawcę. Także odpowiedzialność za swoje błędy. Dla wspólnot takie projekty nie są dobre jeszcze ze względu na ich ogólnikowość. Jeżeli wyślemy zapytania ofertowe do kilku wykonawców na podstawie projektu, to bardzo często otrzymujemy różne oferty na różny zakres prac i za różne kwoty. Bez analizy tych ofert nie jesteśmy w stanie wybrać tej najkorzystniejszej, gdyż nie są one jednolite i spójne.
Dlatego też bardzo ważne jest umiejętne zlecanie wykonania projektu i jego nadzorowanie przez inwestora (w przypadku wspólnoty przez administratora lub zarządcę). Dla mnie jako zarządcy jeden dobry i zaufany projektant z którym już pracowałem i z którym doskonale się rozumiemy zawodowo jest wart więcej niż całe biuro projektowe...
Inwestycja 1. Wymiana starego oświetlenia ulicznego na nowe. Fajna sprawa, sam polecam ze względu na duże oszczędności nowoczesnych opraw oświetleniowych (led), ale uczulam na kilka spraw, które są lekceważone i narażają inwestora na zbędne koszty. W ostatnich trzech miesiącach obserwowałem taką wymianę z uwagi na fakt, że codziennie przejeżdzałem w pobliżu inwestycji kilkukrotnie. Po postawieniu kilku nowych lamp (latarni) zaciekawiło mnie ich duże zagęszczenie. Sprawa wydała się mi na tyle ciekawa, że pewnego dnia poświęciłem chwilę i zatrzymałem się by porozmawiać z ekipą która kładła nowe kable i montowała nowe lampy. Okazało się, że "majstrem" całej ekipy był facet, z którym kilka lat temu robiliśmy wspólnie jeden duży projekt, więc miałem okazję by porozmawiać o prowadzonej przez nich inwestycji, a nawet dostałem skan projektu do wglądu, za co jeszcze raz dziękuję ;). Wieczorem usiadłem przy kompie i odpaliłem program do doboru oświetlenia. Miałem wszelkie dane opraw, więc w dwie godzinki udało mi się dobrać ilość i rozmieszczenie poszczególnych latarni. I co się okazało? Otóż z moich wyliczeń (a właściwie z wyliczeń odpowiedniego programu) wynikało, że lamp montowanych jest o około 20% za dużo. Czy to źle? Czy tak nie może być? Nie - to nie jest błąd, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę koszt każdej latarni, to inwestor tylko na nich mógł zaoszczędzić około 50 000zł. Dlaczego zatem projektant przewidział te 20% opraw więcej? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale mogę Wam powiedzieć jak bardzo często wygląda proces projektowania w tym przypadku oświetlenia ulicznego:
- projektant otrzymuje zlecenie od inwestora, jeżeli inwestor jest publiczny to najczęściej w tym celu organizuje się przetarg,
- po otrzymaniu zlecenia projektant zgłasza się z wytycznymi i planami do konktretnego producenta oświetlenia,
- producent najczęściej ma swoich projektantów i swoje programy do doboru opraw/źródeł oświetlenia i ich ilości, więc to projektanci producenta dokonują wszelkich obliczeń i dobierają konkretne rozwiązania,
- projektant który otrzymał zlecenie od inwestora nie musi nic liczyć sam, otrzymuje od producenta gotowy projekt który wystarczy tylko podpisać i przekazać inwestorowi,
- projektant nie dość że nic nie płaci za takie "wsparcie" producenta,
- co więcej - w przypadku kiedy konkretne lampy zostaną zakupione na daną inwestycję projektant otrzymuje od producenta umówioną wcześniej prowizję (średnio od kilku do kilkunastu procent wartości sprzedaży)
Tak to wygląda w skrócie. Teraz wiecie dlaczego ani projektantowi ani producentowi nie zależy na prawidłowym i rzetelnym doborze opraw czy latarni. Im więcej się ich sprzeda, tym więcej pieniędzy zarówno w kieszeni projektanta jak i producenta.
Opisałem tutaj proces projektowania oświetlenia, ale w innych branżach i dziedzinach panują podobne "zwyczaje". W dawnych czasach kiedy zajmowałem się projektami elektrycznymi i uczestniczyłem jako wystawca w targach branżowych miałem okazję poznać cały ten mechanizm.
CDN
Dzisiaj chciałbym omówić temat usuwania skutków awarii a nie ich przyczyn. Przejmując wspólnoty i analizując ich stan techniczny bardzo często spotykam się z tym, że poprzedni administratorzy skupiali się tylko na usuwaniu skutków awarii i z tego powodu awarie prędzej lub później powracały i wymagały ponownej interwencjii i ponownych wydatków. Jeżeli chodzi o zwykły samozamykacz, regulację elektrozaczepu, lub cykliczne odpowietrzanie grzejników to są to raczej niskie kwoty i większość z Was zapewne nie zwraca na to uwagi. Nie pochwalam postępowania administratorów którzy unikają rozwiązania problemu. Czy to jest ich niewiedza i nieumiejętność rozwiązania problemu? Czy może jednak potrzeba tworzenia ciągłych zleceń dla zaprzyjaźnionych firm (lub często firm - córek)? Nie będę tego oceniał.
W tym wpisie chciałbym się skupić na 'grubszych' sprawach. Ręce mi opadają, jak przejmuję wspólnotę i z dokumentów wynika, że pani administrator zleciła ocieplenie ściany, która była popękana i zgodnie z opinią biegłego wymagała odpowiednich napraw i spojenia. Ale problem został zakryty, więc przynajmniej na jakiś czas jest spokój. Albo mam wspólnotę w której dochodzi do wydostawania się spalin z kotła do mieszkania sąsiada. I co robi pani administrator. Zleca inwentaryzację wszystkich nawet nieczynnych kominów i wstawienie drzwiczek rewizyjnych na strychach, ale nie zauważa potrzeby uszczelnienia wkładów kominowych i przepustów. Inwentaryzacja zrobiona, drzwiczki wstawione, a dym dalej utrudnia życie sąsiadom i zagraża ich życiu. Po co zatem pani wzywała kominiarza? Tylko po to, żeby pokazać że działa w tej kwestii? Ale efektów brak, a sezon grzewczy się zaczął... Inny przykład: Wspólnota to stara wspaniała kamienica, trochę zaniedbana, ale do uratowania. Podstawowy problem to nieszczelny dach i wilgoć w piwnicach. Pan zarządca zleca wstawienie osuszaczy, ale nie myśli nawet o izolacji ścian. Rynny nieszczelne, odpływy nieczynne, woda płynie po ścianach, woda stoi przy samym budynku i wnika w ściany, osuszacze pracują pełną mocą i nie nadążają z osuszaniem ścian. Co zatem robi pan zarządca? Wstawia kolejne osuszacze. Rachunki za prąd rosną, ale wilgoć ze ścian piwnicy powoli znika. Przynajmniej do czasu kolejnych opadów deszczu...
Inna wspólnota i inny przykład: wspólnota jest regularnie podtapiana (zalewane są piwnice). Administrator za każdym razem wzywa odpowiednią ekipę, która usuwa brudną wodę i osusza piwniece. Przez kilkanaści lat nikt nawet nie zainteresował się jaka jest przyczyna podtopień. A ta była banalna - zamulona studzienka burzowa na podwórku, która przy większych opadach powodowała przelewanie się wody sczelinami do piwnic. Wystarczyło oczyścić i udrożnić studzienkę i do zalań nie doszlo już od 4 lat. Koszt udrożnienia był nawet niższy niż koszt jednego sprzątania po zalaniu...
Chciałbym Was uwrażliwić na takie działania. Nie oceniam ich. Może wynikają z niewiedzy, może z chęci zysku, a może z powodu głupoty? Dlatego ważne jest żeby przy wyborze zarządcy kierować się jego wiedzą i doświadczeniem, A wybór należy do Was :)
Ciepłomierze są urządzeniami pomiarowymi pozwalającymi na pomiar strumienia objętości (ilości) nośnika ciepła oraz jego temperatury. Jest to urządzenie które montujemy w każdym lokalu w przypadku odrębnej sieci rurociągów dołączonych do grzejników. Taka instalacja ma najczęściej miejsce w budynkach nowych, lub w budynkach w których instalacja grzewcza jest wykonywana 'na nowo', np. przy okazji wymiany kotłów indywidualnych na jeden kocioł wspólny (nowa kotłownia). Ciepłomierze jak każde urządzenie pomiarowe podlega legalizacji. Ich zaletą jest dość dokładne określenie ilości ciepła dostarczonego do poszczególnych lokali, wadą montaż tylko na indywidualnych instalacjach
Podzielniki (a właściwie podzielniki kosztów) jak sama nazwa wskazuje nie mierzą ilości ciepła dla danego grzejnika, tylko umożliwiają obliczenie (w pewnym przybliżeniu) jaki poszczególne grzejniki mają udział w stosunku do ilości ciepła dostarczonego do całego budynku. Nie wskazują zatem ciepła, a umożliwiają wyliczenie proporcji w bilansie całego budynku zgodnie z przypisanym algorytmem rozliczeń. Podzielniki montujemy na grzejnikach niezależnie od sposobu wykonania wewnętrznych instalacji. Nie podlegają one legalizacji. Zaletą podzielników jest stosunkowo niski koszt i możliwość montażu w każdej instalacji, wadą małą dokładność i zależność od wielu czynników, które powinny być uwzględnione w rozliczeniu (typ i wielkość grzejnika, usytuowanie budynku i lokalu, zabudowa grzejnika, itd).
Mam nadzieję, że to Wam trochę przybliży różnice pomiędzy ciepłomierzami a podzielnikami. Zagłębiając się w temat dochodzimy do wniosku, że różnic jest jeszcze więcej. Zależą one od typu zastosowanych rozwiązań (analogowe-cyfrowe, stacjonarne-zdalne, z regulacją-bez regulacji, etc), kształtu, wielkości i ustawienia budynku, usytuowania w tym budynku poszczególnych lokali, przebiegu wewnętrznych instalacji i wielu, wielu innych czynników. Z tego też powodu nie można porównywać rozliczeń opartych na poszczególnych systemach i otrzymywanych w poszczególnych wspólnotach. Zdarza się tak bardzo często, że właściciele mieszkań otrzymując rozliczenie za ciepło mają uwagi, ponieważ "w moim drugim mieszkaniu gdzie mieszka syn/córka otrzymaliśmy rozliczenie i za ciepło płacimy mniej/więcej niż tutaj". Jednak najczęściej nikt nie otrafi odpowiedzieć na szereg pytań i podać dane o których wspominałem wcześniej, a które trzeba szczegółowo poznać by móc porównać zużycie ciepła w takich lokalach. Podam tutaj ulubiony przykład mojego znajomego: czy każdy samochód pali tyle samo? Oczywiście że nie. Zależy to od wielkości auta, pojemności silnika, stylu jazdy kierowcy, trybu jazdy (miasto/trasa), ilości przewożonych osób, bagażu, a nawet takich cech jak dobrane opony czy rodzaj paliwa
Czy takie wspólne instalacje są w interesie każdej wspólnoty? Czy warto łączyć instalacje wspólnot, czy tego unikać i je wręcz rozdzielać? Co jest bardziej opłacalne?
Aby udzielić rzetelnej odpowiedzi na te i podobne pytania należałoby sprawdzić do czego te instalacje służą, jaki jest ich stan techniczny, jakie są możliwości 'współpracy', oraz jakie są oczekiwania i preferencje właścicieli.
Przykład 1.
Jedna duża wspólnota powstała z połączenie 4 klatek, jeden wspólny zarządca który zna stan techniczny całości i sprawnie nadzoruje całość, wymagania mieszkańców są podobne, mieszkania w każdej klatce są w podobnym stanie technicznym i funkcjonalnym. Mieszkańcy wszystkich klatek łączą siły i pod czujnym okiem zarządcy wymieniają stare piece węglowe w mieszkaniach na jeden piec gazowy, który został zainstalowany w wydzielonym pomieszczeniu kotłowni. Dodatkowo zainstalowano opomiarowanie zużycia ciepła w poszczegółnych lokalach - każdy grzeje kiedy i ile chce, a płaci tylko za zużyte u siebie ciepło. Dzięki pozyskanym dotacjom koszt całej inwestycji szybko się zwraca, inwestycja wspólna kosztowała mniej niż wymiana pieca w każdym mieszkaniu z osobna, a zgranie i zrozumienie pomiędzy sąsiadami ułatwia rozliczenia i wpływa na zmniejszenie rachunków za ciepło. Do tego dochodzi wyższy komfort (nie trzeba zamawiać i składować węgla, oraz nosić i dokładać do pieca) i więcej miejsca w mieszkaniach i piwnicach. Także koszty przeglądów pieca i serwisowania całości rozkładają się na więcej lokali przez co dla każdego właściciela są niższe. Zatem mamy same zalety z połączenia klatek i wykonania wspólnej instalacji grzewczej i gazowej.
Przykład 2.
Dwie wspólnoty w sąsiednich klatkach, ale połączone instalacjami (woda, kanalizacja, ciepła woda, ogrzewanie). Zarządzane przez różnych zarządców którzy odmiennie podchodzą do swojej pracy - jeden dba o Wspólnoty, drugiemu jest wszystko jedno co jak wygląda i działa - byle mieszkańcy nie męczyli. Jedna wspólnota ocieplona, wymienione instalacje w mieszkaniach i piony, w planach wymiana przyłączy (to już instalacje wspólne, więc tu zaczynają się problemy), natomiast druga wspólnota ma wszystkie instalacje w stanie sprzed około 30-40lat. Pierwsza ma nieco wyższe składki na fundusz remontowy bo spłaca jeszcze kredyt za ocieplenie, druga takich zobowiązań nie ma, ale duża część funduszu jest pochłaniana przez ciągłe awarie i usterki. I teraz przejdźmy do wspólnych instalacji. Pierwsza wspólnota chce je wymieniać na nowe (rury wodne zaczynają przeciekać, kanalizacja często się zapycha i jest nieszczelna, wymiennik ciepła stary i mało efektywny), ale druga nie widzi takiej potrzeby ("po co ruszać skoro jeszcze działa"). W tym przypadku wspólna wymiana całości byłaby również najbardziej opłacalna dla wszystkich, ale pod warunkiem rzetelnego podejścia do tematu i późniejszego skrupulatnego rozliczenia. Tutaj nasze plany działań na najbliższe lata przewidują rozdzielenie instalacji w tych budynkach. Wiąże się to z wyższymi kosztami wykonania samych instalacji i przyłączy, ale w perspektywie czasu wspólnota którą zarządzamy będzie na tym korzystała. Jak? Już odpowiadam. Po pierwsze wykonując nowe instalacje można wykonać je z rur o mniejszych średnicach, więc i koszty będą niższe i mniej zajętego miejsca w piwnicach. Po drugie wspólnota wymieni tylko przyłącza do swojego budynku, reszta pozostanie bez zmian. Po trzecie zużycie mediów (woda, scieki) będzie rozliczane wg liczników zamontowanych w danej wspólnocie, a nie wg jakiegoś przyjętego przez wodociągi współczynnika (co też ważne wodomierze w naszej wspolnocie są lepszej klasy/bardziej dokładne i są regularnie spisywane i wymieniane), Na koniec najlepsze - ciepło pochodzi z sieci ciepłowniczej i każdy budynek ma z osobna wyliczone zapotrzebowanie na moc zamówioną (różne budynki, różne powierzchnie, inna liczba mieszkańców i najważniejsze jeden ocieplony a drugi nie), ale zużycie ciepła jest rozliczane wg współczynników i powierzchni użytkowej. Po rozdzieleniu tych instalacji i zamontowaniu oddzielnych liczników zużycie ciepła będzie rozliczane wg rzeczywistego zużycia. Przykładowo teraz mieszkańcy nieocieplonego budynku zgłaszają potrzebę włączenia ogrzewania już we wrześniu, natomiast ci w ocieplonym nie odkręcają zaworów aż do listopada. A płacą proporcjonalnie za cały okres. W tym przypadku pomimo dodatkowych kosztów przy rozdzieleniu instalacji korzyści będą znaczne i szybko pokryją poniesione koszty. Do tego dojdzie komfort użytkowania i świadomość, że każdy płaci za siebie a nie za sąsiada...
W jednej ze wspólnot którymi zarządzamy jest pewna pani, która jest bardzo 'aktywna' i stara się by wszystko było realizowane w tej wspólnocie zgodnie z jej oczekiwaniami. Te oczekiwania są czasami bardzo dziwne i niekorzystne dla ogółu właścicieli, ale podam tylko ostatni przykład działań tej Pani.
Na ostatnim zebraniu Wspólnoty został określony plan działań na najbliższe lata. Wspólnota ma kilka zapalnowanych koniecznych remontów, ale środków na koncie za mało. Jednym z zaplanowanych remontów jest wymiana instalacji elektrycznej w częściach wspólnych (wlz'y, instalacja oświetleniowa na klatce i w piwnicach, itp). Ponieważ środków na koncie brakuje na zabraniu zapadła decyzja, że w tym roku robimy projekt wymiany instalacji, a w przyszłym roku gdy uzbieramy wystarczającą ilość środków na koncie przystąpimy do wymiany całęj instalacji. Pani z zarządu również głosowała za takim rozwiązaniem, decyzja zapadła jednogłośnie. Jednak kilka tygodni temu Pani ta zmieniła zdanie i sama wybrała firmę do modernizacji instalacji elektrycznej (na marginesie dodam, że wybrała firmę która pracowała u jej siostry i szwagra), zebrała podpisy mieszkańców pod uchwałą i podpisała z tą firmą umowę. Po wszystkim poinformowała mnie jako zarządcę o takim stanie rzeczy i dostarczyła do naszego biura uchwałę i umowę. Po przejrzeniu zapisów tej umowy okazało się, że była ona niekorzystna dla Wspólnoty z wielu względów:
- po pierwsze kwota za modernizację instalacji była bardzo wysoka i niewspółmierna do zakresu planowanych prac,
- umowa przewidywała odsetki za każdy dzień opóźnienia płatności (a przypomnę, że wspólnota nie ma wymaganych środków na koncie i Pani z zarządu była informowana na bieżąco o stanie środków na funduszu remontowym),
- umowa w żaden sposób nie określała zakresu prac, z jej zapisów i dołączonego kosztorysu nie wynikało co zostanie wymienione, jakie materiały będą użyte, itp (przykładowo wpisano tylko wymianę lamp z czujnikami zamontowane około 2 lata temu na inne, ale nie określono jakie, z jakimi żródłami, jakimi czujnikami, jakiego typu, jakiego producenta, itd),
- nie określono nawet jakie zabezpieczenia będą zastosowane, jakie obudowy/tablice zamontowane, gdzie będą posadowione, jakie przewody wymienione, nie wystąpiono nawet do ZE o wydanie warunków technicznych (czyli cały zakres prac zależałby od uznania wykonawcy)
- nigdzie nie zapisano gdzie zaczyna się i gdzie kończy zakres prac (czy przyłącze będzie wymieniane? czy wyłącznik pożarowy wstawiony? jeżeli tak to gdzie? czy tablice licznikowe pozostaną bez zmian, czy będą wymienione na nowe? co z przyłączami do poszczególnych mieszkań? czy instalacja będzie prowadzona w bruzdach, czy może w rurkach na tynku?)
- błędy merytoryczne i brak ujęcia innych prac niezbędnych do wykonania niejako 'przy okazji' modernizacji instalacji elektrycznej pominę żeby nie rozpisywać się nadmiernie
- w kosztorysie ujęty był i wykonawca zobowiązywał się do wykonania zaledwie jednego!!! pomiaru kontrolnego (a co z pomiarami rezystancji izolacji? co z pomiarami zadziałania zabezpieczeń? co z pomiarem rezystancji uziemienia? o protokole pomiarów już nie wspominam)
- umowa nie określała w jaki sposób zostaną wykończone ściany i stropy, czy bruzdy zostaną uzupełnione i otynkowane, gdzie będą przebiegały trasy kablowe, kto będzie sprzątał podczas prac i na kim spoczywa obowiązek utylizacji odpadów, etc
- umowa nie przewidywała nawet powołania inspektora nadzoru inwestorskiego, który dbałby o interesy Wspólnoty
Oczywiście po otrzymaniu uchwały i tak sporządzonej umowy jako zarządca nie mogę odmówić jej wykonania, ale poinformowałem Panią z zarządu o szeregu braków, niejasności i niekorzystnych zapisów umowy. Dzięki naszej interwencji wspomniana Pani zdążyła rozwiązać umowę i Wspólnota nie poniosła niepotrzebnych strat z tego tytułu. Coś mi jednak podpowiada, że to nie ostatnie takie działanie tej Pani....
Wspólnota wymieniała na klatce schodowej lampy na nowe. Przy okazji postanowiła zastosować nowoczesne rozwiązania lamp ledowych z czujnikami ruchu, a jednocześnie zdecydowała się na lampy posiadające moduł awaryjny, który podtrzymuje świecenie takiej lampy po zaniku zasilania (brak zasilania, pożar i odcięcie prądu, etc). Przepisy określają kiedy takie rozwiązanie musi być stosowane, określa też jakie rozwiązania są dedykowane do takich celów. Tutaj takie przepisy nie narzucają niezbędnych rozwiązań, ale Wspólnota dla własnego bezpieczeństwa i być może wygody zdecydowała się na takie rozwiązanie. Uchwała w tej sprawie została podjęta, lampy zostały wymienione, ale ... brakuje w nich wspomnianych modułów awaryjnych. Zauważył to jeden z mieszkańców który jest elektrykiem i napisał w tej sprawie pismo do administratora. Po pewnym czasie dostał odpowiedź, że przepisy nie nakazują montażu takich modułów i administrator zrezygnował z ich zastosowania. Zostałem zatem poproszony o wyjaśnienie, czy administrator bez zgody Wspólnoty może samodzielnie zmienić przedmiot zamówienia i zastosować inne oprawy niż te wskazane w uchwale. NIE. Nie może. Rolą administratora jest wytłumaczyć członkom wspólnoty przed podpisaniem uchwały i wyborem wykonawcy, że takie rozwiązanie nie jest konieczne i że można zastosować tańsze rozwiązania. Jeżeli pomimo takich tłumaczeń Wspólnota podejmie inną decyzję i zdecyduje się na inne rozwiązanie (nawet wydawałoby się niekorzystne dla Wspólnoty), to uchwała taka podlega wykonaniu. Oczywiście członkowie Wspólnoty mogą ją zaskarżyć, zaskarżenie takie nie wstrzymuje jednak jej wykonania (chyba że sąd podejmie taką decyzję). Takiego zaskarżenia nie może złożyć administrator, nawet jeżeli w jego opinii decyzja Wspólnoty jest niekorzystna. Przypomina mi się podobna sytuacja z jednej z moich wspólnot, zatem poświęcę jej kolejny wpis, ale wróćmy do tematu.
Takie "samowolne" zmiany przedmiotu zamówienia lub wykonawcy robót nie są często przypadkowe. Moja wieloletnia praktyka potwierdza fakt, że weilu administratorów podsuwa Wspólnotom do podpisania uchwały o zleceniu nawet tych poważnych prac remontowych bez określenia konkretnego wykonawcy lub nawet kwoty przedmiotu zamówienia. Później po podpisaniu uchwały samodzielnie wybierają wykonawcę lub zmieniają zakres prac, obniżają wymagania techniczne lub zmniejszają wymagania jakościowe. Dlaczego? Najczęściej chodzi tutaj o pieniądze. Jeżeli administrator ma znajomą firmę która wykonuje określone zadania, to bardzo często taki admin dostaje określoną "działkę" za alecenie danej firmie robót. Ta działka pochodzi właśnie z nadwyżki z zaniżonych jakościowo materiałów lub zmniejszonego zakresu prac. W opisywanym przypadku wykonawca zamontował oprawy oświetleniowe bez modułów awaryjnych, a cena pozostała bez zmian...
Dla jasności dodam tylko, że nie zawsze takie obniżanie jakości prac jest związane z łapówkami. Czasami administartor czy zarządca nie mają stosownej wiedzy z danego zakresu prac remontowych i firmy bardzo chętnie to wykorzystują wmawiając że "tak nie można" lub "tak trzeba".
Na koniec jeszcze jedna uwaga. Sam bardzo chętnie współpracuję z niektórymi firmami już od wielu lat. Nie oznacza to jednak, że na każdej ich pracy zarabiam. Po prostu mam do nich zaufanie i wiem, że wykonują swoją pracę rzetelnie, dokładnie i w dobrych cenach. Oni za to znają nas i wiedzą, że zawsze sprawdzamy czy wsystko jest zrobione prawidłowo i zgodnie z zamówieniem i wiedzą, że żadna 'fuszerka' u nas nie przejdzie. Jeżeli taka współpraca jest uczciwa i korzystna dla Wspólnoty to nie ma powodów by jej nie kontynuować...
Kilka lat temu jeden z lokatorów lokalu komunalnego postanowił wymienić piec z otwartą komorą spalania na nowoczesny dwufunkcyjny piec z zamkniętą komorą spalania. Do tego musiał wykonać m.in. specjalny nawiew do kotła, który zapewniałby odpowiednie powietrze potrzebne do procesu spalania. Sprytny lokator postanowił wykonać taki nawiew z klatki (bo blisko, bo powietrze ciepłe, bo wygodniej i taniej). Jak pomyślał tak zrobił. I wszystko skończyłoby się dla tego lokatora dobrze, gdyby nie fakt, że niedługo po zamontowaniu pieca Wspólnota postanowiła zrobić generalny remont klatki - gładzie, malowanie ścian, wymiana okien na plastikowe, wymiana wszystkich drzwi na nowe i szczelne, itp.). W związku z remontem lokator dostał od zarządcy wezwanie do usunięcia czerpni i wykonanie jej zgodnie z obowiązującymi przepisami. Uchylał się od tego przez długi czas, a Wspólnota nie mogła czekać z remontem więc przedmiotowa czarpnia została zamurowana podczas remontu ścian klatki schodowej ... i tutaj objawiła się piekielność lokatora. Podjął on wszekie próby i powiadomił wszelkie możliwe instytucje by tylko Wspólnota na własny koszt wykonała mu taką czerpnię. Sprawę badał nawet Nadzór Budowlany (powiadomiony żeby było ciekawiej przez tego lokatora), który ostatecznie po 2 lub 3 latach wydał decyzję zgodną z naszymi wytycznymi i potwierdził, że stanowisko zarządcy było słuszne i zgodne z przepisami. Historia miała pozytywne zakończenie zarówno dla Wspólnoty jak i dla nas jako zarządcy, ale powód dla którego ją przytaczam jest bardzo prozaiczny i dla mnie osobiście bardzo 'zabawny'. Otóż dla poparcia swojej racji lokator który zmieniał piec dostarczył do Nadzoru Budowlanego "ekspertyzę", w której pewien "ekspert" stwierdził, że sporna czerpnia powietrza może być wykonana z pomieszczenia klatki schodowej bo przecież jak zapisał ten pseudo ekspert "wspólnota może na okres grzewczy ściągać na stałe skrzydło okienne na klatce schodowej by zapewnić dopływ powietrza do klatki niezbędny do zaciągania powietrza przez kocioł"
Tak. Ten 'fachofiec' polecił by Wspólnota demontowała na zimę całe skrzydło okna by na klatce nie zabrakło powietrza do pieca. Nieważne, że okna są nowe. Nieważne, że zamotowano je po to by na klatce było cieplej. Nieważne, że piec był zamontowany nielegalnie bez żadnego projektu i bez żadnej zgody. Nieważne, że przepisy zabraniają takich praktyk. Ważne, że klient który płacił za opinie otrzymał ją taką jakiej oczekiwał.
Celowo pomijam niezgodność tej opinii z obowiązującymi przepisami np. Prawa Budowlanego, chciałem tylko pokazać z jakimi "ekspertami" przychodzi nam czasem pracować i jakie kuriozalne rozwiązania proponują oni w swoich "ekspertyzach".
Pierwsza sytuacja dotyczy wspólnoty którą zarządzamy od roku. Z analizy dokumentacji i z rozmów z mieszkańcami wynikało, że od kilku lat borykali się oni z problemem szczurów w piwnicach. Kto je widział ten wie, że zobaczenie szczura we własnej piwnicy zwłaszcza słabo oświetlonej i 'z zaskoczenia' nie należy do fajnych. Dodatkowo szczurze odchody ani nie wyglądają, ani tym bardziej nie pachną przyjemnie. Poprzedni 'zarzadca' zgromadził w tym zakresie sporą dokumentację. Były to głównie skargi mieszkańców i prośby o pozbycie się tych gryzoni. Jedyne działanie administratora ograniczyło się jednak do wymiany korespondencji ("bo przecież cały czas monitorują sprawę") i do opłacania kolejnych mało skutecznych jak widać deratyzacji. Czas więc działać. Po pierwszej rozmowie z mieszkańcami przeprowadziliśmy wizję lokalną i stwierdziliśmy, że w ścianach piwnicznych są duże ubytki zwłaszcza wokół instalacji technicznych, które powstały prawdopodobnie podczas przeprowadzanych kilka lat wcześniej prac modernizacyjnych tych instalacji. Administarator pozwolił zakończyć te prace i odebrał je prawdopodobnie nie sprawdzając ich stanu i zaawansowania na miejscu i stąd te ubytki/niedociągnięcia. Dodatkowo podejrzewaliśmy, że w ścianach tych może znajdować się gniazdo szczurów, co sugerowało punktowe nagromadzenie odchodów szczurzych i ich regularne powstawanie po uprzątnięciu. Decyzja była zatem szybka - likwidujemy skutecznie wszystkie szczeliny i ubytki w ścianach piwnicy oraz przeprowadzamy deratyzację kontrolną. Już po kilku dniach okazało się, że nasze założenia były słuszne a działania odniosły zamierzony skutek. Szczury nie miały już jak dostać się do piwnic i Wspólnota pozbyła się ich na stałe. Skończyły się też nieprzyjemne zapachy z powodu ich odchodów. Wczoraj byłem tam na kontroli i stwierdziłem, że pomimo upływu kilku miesięcy szczury nie wróciły. Zatem jak widać działamy bardzo skutecznie - w kilka dni pozbyliśmy się problemu z którym poprzedni administrator walczył (głównie na papierze) kilka lat. A wszystko przez zaniedbania przy modernizacji instalacji technicznych...
Kolejny problem jaki ostatnio rozwiązywaliśmy dotyczył bardzo nieprzyjemnego 'zapachu' jaki dało się wyczuwać na jednej z klatek schodowych. Ten fetor pojawiał się okresowo i ze skarg pisanych do poprzedniego administratora wynikało, że potrafił utrzymywać się od kilku dni do około dwóch tygodni. Rozwiązania jakie proponował poprzedni administrator to otwieranie okien i częstsze wietrzenie klatki. Przez ponad 4 lata nikt nie potrafił albo nie chciał rozwiązać tego problemu. W tym przypadku również przeprowadziliśmy wizję lokalną i po kilkunastu minutach (!!!) znaleźliśmy przyczynę. Firma wymieniająca piony kanalizacyjne podczas wymiany starych żeliwnych rur na nowe rury PCV nie zastosowała odpowiedniego kielicha z uszczelnieniem podczas łączenia w piwnicach nowych pionów ze starymi rurami w posadzce piwnicy. Z tego powodu miejsce połączenia było nieszczelne i dodatkowo jedna z rur pękła i się wyszczerbiła (prawdopodobnie podczas montażu niepasujących elementów). Przy intensywnym użytkowaniu lub podczas chwilowego 'przytykania' odpływu dochodziło do podnoszenia się poziomu nieczystości w rurach i delikatnego sączenia nieczystości. Te ściekały szczeliną pomiędzy rurą a ścianą i zbierały się w dziurze po wymienionej instalacji i tam powoli odparowywały uwalniając fetor. Po odparowaniu znów był spokój do czasu następnego 'wycieku'. Dlaczego firma zrobiła taką fuszerkę? Dlaczego administrator tego nie zauważył i odebrał prace? Dlaczego nie wykonano wymiany wszystkich pionów i przyłączy, tylko zdecydowano się na łączenie nowych rur ze starą instalacją? Dlaczego też nikt wcześniej nie sprawdził skąd bierze się fetor? Na te pytania nie jestem w stanie odpowiedzieć...
Jakiś czas temu udałem się do sądu, by uczestniczyć w sprawie, w której stroną pozwaną jest MZLK* w Opolu, czyli organ reprezentujący swoich lokatorów, którzy otrzymali od Miasta Opole lokale komunalne do zamieszkania, mieszczące się w budynkach wspólnot mieszkaniowych. Kierownictwo wspomnianej instytucji było niewzruszone co do wcześniejszego polubownego załatwienia sprawy, więc przed pierwszą rozprawą próbowaliśmy jeszcze z naszym pełnomocnikiem prowadzić negocjacje, jednak i tutaj strona pozwana odmówiła prowadzenia jakichkolwiek negocjacji. Doszło zatem do pierwszej rozprawy, na której Sędzia spytał czy miała miejsce próba polubownego załatwienia sprawy i zgodnie z prawdą usłyszał, że MZLK (czyli de facto przedstawiciele Miasta Opola) nie chcą prowadzić żadnych negocjacji. Gdy sędzia to usłyszał, wygłosił bardzo wymowną i dosadną "mowę" (żeby nie powiedzieć "opiep...."), w której stwierdził m.in. "ile jeszcze spraw musi Miasto przegrać, żeby urzędnicy zaczęli normalnie rozmawiać z ludźmi?", ponadto sędzia zauważył "w ostatniej sprawie jaką prowadziłem Miasto musiało zapłacić przedsiębiorcy 500 tyś. zł odszkodowania. I kto te odszkodowanie zapłacił? Prezydent Miasta? Urzędnicy? Nie! My wszyscy w naszych podatkach...". Na koniec jeszcze sędzia dodał, że "już ponad 50 podobnych spraw Miasto przegrało i nadal nikt się niczego nie nauczył...":-(. W kontekście tej ostatniej wypowiedzi sędziego przypomniałem sobie, że kilka spraw z MZLK my również już dla naszych wspólnot wygraliśmy i niestety jak widać na tym się nie skończyło :-(. Szkoda tylko, że wszelkie koszty takich spraw ponosi nie tyle Miasto Opole, ale My wszyscy w swoich podatkach, natomiast urzędnicy, którzy dopuszczają się uchybień i nie dopełniają swoich obowiązków lub wykonują je wybiórczo, nie ponoszą z tego tytułu żadnej odpowiedzialności ani finansowej ani żadnej innej. Co więcej, czasami nawet dostają nagrody za swoje działania. Tak chyba nie powinno być...?
Na koniec nadmienię tylko, że jeśli któraś z prowadzonych spraw sądowych się zakończy, nie omieszkam jej wtedy opisać w szerszym zakresie i podać zakończenie.
*MZLK (Miejski Zarząd Lokali Komunalnych)
W ubiegłym tygodniu spotkała mnie bardzo przyjemna niespodzianka. Pewna wspólnota poprosiła o "ofertę" na zarządzanie ich nieruchomością. Zawsze staram się podchodzić do wspólnot indywidualnie, więc jak zawsze poprosiłem o spotkanie, by obejrzeć budynek, zapoznać się z jego stanem technicznym, a przy okazji porozmawiać z mieszkańcami. Pani z zarządu poświęciła mi swój czas, więc porozmawialiśmy o ich problemach, a na koniec zorganizowała spotkanie z sąsiadami. Jeden z mieszkańców, który przyszedł na to spotkanie, przyniósł ze sobą wydrukowane fragmenty strony internetowej i bloga prowadzonego przez jednego z zarządców ;-) z terenu Opola i zaproponował, żeby zmienić zarządcę na tego Pana :-D. Wspomniana osoba zaczęła rozdawać sąsiadom wydrukowane teksty, a ja już z daleka zauważyłem nasze logo. Pani (jak sama stwierdziła) spędziła pół nocy na czytaniu naszego bloga i chciała namawiać sąsiadów do zmiany obecnego zarządcy na firmę ... LCN :-D. W ten sposób zostaliśmy docenieni zarówno przez zarząd, który wybrał naszą firmę spośród innych ofert, ale docenili nas również inni właściciele niezależnie od działań zarządu!!!
Takie chwile są bardzo przyjemne, kiedy ktoś nie znając nas, ocenia naszą pracę po efektach lub po opisach naszych działań lub nawet po samym podejściu do ludzi i ich problemów :-).
Wczoraj miałem podobną przyjemność usłyszeć kilka komplementów na temat naszej pracy. Zostałem poproszony o zajęcie się wspólnotą, której to zarządca wypowiedział umowę, bo "za bardzo" interesowała się swoimi sprawami. Podjechałem osobiście obejrzeć obiekt i porozmawiać na miejscu. Pani z zarządu sama przyznała, że byliśmy kolejną firmą, do której się dodzwoniła, ale pierwszą, z którą chciała nawiązać współpracę zaledwie po krótkiej, kilkuminutowej rozmowie telefonicznej.
Proszę mi wierzyć - kilka miłych słów, a uśmiech pojawił się na mojej twarzy na długi czas i pomimo natłoku pracy i zmęczenia nabrałem sił by wykonywać swoją pracę z jeszcze większym zaangażowaniem.
Naprawdę i szczerze dziękuję!!!
Tak to wygląda z punktu widzenia mieszkańca. Z punktu widzenia zarządcy jest nieco inaczej. Wizyta kontrolera w mieszkaniu to nie tylko odczyt wskazań wodomierza. Powinien on skontrolować również poprawność działania wodomierza, sprawdzić jego porawny montaż, skontrolować stan techniczny (nie tylko samego wodomierza, ale również instalacji - zwłaszcza tej przed wodomierzem), wizualnie ocenić stan całości, sprawdzić czy następowała ingerencja w instalację i poprawność wskazań urządzenia, itp.
Jak często ma miejsce odczyt wskazań wodomierzy zależy od wspólnoty i zarządcy. Powinno to następować minimum raz w roku, najlepiej na końcu roku kiedy następuje rozliczenie z dostawcą wody. Można jeszcze wykonywać odczyty w połowie roku, ale nie jest to konieczne.
Dlaczego fizyczny odczyt przez kontrolera jest tak ważny? Dlaczego nie można polegać tylko na odczytach zdalnych, na prognozach (w oparciu o poprzednie lata), lub na odczytach podawanych przez mieszkańców (właścicieli, najemców)? Podam prosty przykład z jednej ze wspólnot którą zarządzamy od ubiegłego roku:
- w jednym z mieszkań zarządca nie dokonywał odczytów od trzech lat, okazało się, że prognozy jakie sugerował są baaardzo przesadzone i mieszkańcy mają nadpłatę za wodę w wysokości kilku tysięcy złotych (a pozostali niedopłaty),
- inne mieszkanie miało stare wodomierze, których legalizacja minęła 5-6 lat temu i nie wiadomo czy działają poprawnie,
- w kolejnym mieszkaniu wodomierz był uszkodzony i raz kręcił się do produ, a innym razem do tyłu,
- kolejne mieszkanie miało zatrzymany jeden z wodomierzy i dlatego od roku wskazanie w tym pomieszczeniu było zerowe.
To przykład z jednej wspólnoty, w której administrator zlekceważył potrzebę kontrolowania instalacji podczas osobistych odczytów przez kontrolera. Niestety nie wiem kto i w jaki sposób podawał stany poszczególnych liczników, ale z pewnością nie wszystkie były odczytywane przez kontrolera.
Na koniec dodam tylko, że w naszych wspólnotach jak tylko mogę i czas na to pozwala, to staram się odczytywać wodomierze osobiście. Po pierwsze mam na bieżąco wgląd w stan instalacji, a po drugie mam okazję by chociaż przez chwilę porozmawiać z mieszkańcami i poznać ich bolączki i potrzeby związane z nieruchomościa. Czasami jest to jedyna okazja by porozmawiać o wspólnocie z właścicielami, którzy nie uczestniczą w zebraniach...
Mogliście pomyśleć, że mamy wakacje, ponieważ nie ma nowych wpisów na naszym blogu. Pracujemy jednak przez cały czas niezależnie od warunków. Nie możemy sobie pozwolić by pozostawić nasze nieruchomości bez opieki i nadzoru. Pracujemy jak zawsze i mogę śmiało powiedzieć, że pracujemy więcej. Więcej z powodu sposobu w jaki funkcjonują urzędy i instytucje. Przykładowo dzisiaj spędziłem blisko godzinę przed drzwiami banku bo musiałem dla jednej wspólnoty załątwić pilną sprawę i nie dało się tego zrobić w bankowości internetowej czy telefonicznie. Przed drzwiami spędziłem godzinę (chociaż byłem pierwszy w kolejce), a całą sprawę załatwiłem w około 5 minut. Podobnie załatwia się inne sprawy. Najbliższą nam placówkę pocztową zamknęli do odwołania, jesteśmy zmuszeni jeździć na czynne placówki i to czynne w skróconych godzinach i stać w kolejkach. Tutaj nadanie zwykłego poleconego zabiera nam minimum pół godziny, gdzie wcześniej byuło to max 5 minut i to piechotą.
Nie chciałbym tutaj narzekać, ponieważ rozumiem i szanuję wprowadzone obostrzenia. Wiem też, że dotykają one wszystkich w mniejszym lub większym stopniu. Opiszę wam jednak sytuację w jednym z opolskich urzędów.
W kwietniu dostałem maila z urzędu. Nie jest ważne od kogo i w jakiej sprawie, więc nie zagłębiajmy się w szczegóły. Ważne dla sprawy jest to, że poproszono nas żeby dać odpowiedź i wyjaśnić sprawę w 7dni. Jak tylko możemy to spełniamy takie prośby, więc w wyznaczonym terminie poszła odpowiedź wraz z obszernymi wyjaśnieniami, rysunkami, szczegółami technicznymi, itd. Mniej więcej w tym samym czasie jedna ze wspólnot którą zarządzamy zgłosiła jedną sprawę do rozwiązania. Sprawa dla mnie błacha i gdyby to zależało tylko odemnie byłaby rozwiązana jeszcze tego samego dnia. Ale niestety tak się nie stało. Najpierw była seria telefonów i wymiana maili z jednym z opolskich urzędów, później okazało się że w papierach tego urzędu są braki dotyczące tej wspólnoty (dodam tylko, że my prowadzimy ją od kilku miesięcy) i potrzebna jest zgoda drugiego urzędu (tego który nas prosił o wyjaśnienie sprawy w 7 dni). Oczywiście urząd zamknięty dla petentów, urna na pisma stoi przy samych drzwiach, więc wysłaliśmy odpowiednie pismo mailem i jeszcze wrzuciliśmy oryginał do urny, żeby nikt nie przeoczył bo sprawa pilna. W piśmie i mailu też zaznaczyliśmy, że sprawa pila bo wstrzymuje dalsze postępowanie w ważnej dla mieszkańców sprawie i ..... cisza. Minął już ponad tydzień i nadal nie mamy odpowiedzi. Dodam, że sprawa jest błaha i wymaga tylko formalnego pisma z pieczątką urzędu i nie trzeba się w nic zagłębiać.
Jako ciekawostkę podam fakt, że w tym samym urzędzie w marcu załatwialiśmy inne sprawy dotyczące uchwał wspólnoty i ich załatwienie trwałoby ponad miesiąc. Piszę "trwałoby", ponieważ po tygodniu oczekiwania, po ponagleniach i codziennych telefonach uruchomiliśmy alternatywną procedurę i udało się temat zakończyć w 2 dni. Poinformowaliśmy nawet o tym urząd, a ten po 3 tygodniach poprosił o rozszerzenie tematu (przypomnę, że sprawa już została załatwiona i zamknięta), a po kolejnych 2 tygodniach dostaliśmy ich częściową decyzję. W części tematów nadal nie zajęli stanowiska!
Na koniec dodam tylko, że nie oczekiwaliśmy biernie na ich decyzje. Dzwoniliśmy, mailowaliśmy, prosiliśmy, ponaglaliśmy, ale po kolejnym usłyszanym w słuchawce "nie wiem kiedy pani kierownik to podpisze" zaczęliśmy działać by minąć tą biurokrację i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Niestety urzędy są zamknięte, więc nie można pójść i osobiście poprosić o decyzję czy podpis...
Piszę o tym wszystkim z jednego powodu: dzwonią do mnie mieszkańcy naszych wspólnot i dopytują "czy sprawa ... już została załatwiona? Na czym stoimy?". Ja też wolałbym już dokończyć te tematy i zamknąć sprawy, ale musimy czekać na decyzję urzędu. Jeżeli jest droga omijająca tą biurokrację, to z pewnością ją znajdziemy i wykorzystamy, ale niestety nie zawsze można to wyminąć...
WYTRWAŁOŚCI życzę Wam i sobie.
- cieszy mnie fakt, że w czasie narodowej kwarantanny gdy zamknięto zakłady kosmetyczne i fryzjerskie wszyscy politycy, posłowie, ministrowie a nawet premier przestrzegają tego zakazu i strzygą się w domach. Zazdroszczę tylko, że ich żony, córki, synowie, mamy, babcie, itd mają taki talent do strzyżenia i odpowiedni sprzęt. Mnie niestety żona nie ma nawet czym ostrzyc...
- cieszy mnie fakt, że poseł, który jest znany z bycia prezesem jest tak samo traktowany jak każdy obywatel. Cieszy mnie, że nie wychodzi niepotrzebnie z domu np. na cmentarz bo wtedy dostałby mandat jak większość z nas, jak babcia która przed świętami poszła odwiedzić grób zmarłego męża...
- cieszy mnie fakt, że politycy nie organizują spotkań i przestrzegają obostrzeń które sami wprowadzili. Cieszy mnie, że nie chodzą grupami pod pomniki i na cmentarze, cieszy mnie, że zachowyją odstęp od siebie, cieszy mnie że noszą maski i rękawiczki ochronne, tym samym pokazują nam - szarym obywatelom jak należy się zachowywać i są dla nas wzorem...
- cieszy mnie fakt, że policja jest już od dawna wysyłana na ulice by nas chronić i dbać o nasze dobro. Chodzą cierpliwie po tych ulicach, pouczają, edukują, tłumaczą. Doceniam fakt, że mandaty wystawiają jedynie w uzasadnionych przypadkach i to po wyczerpaniu innych form (upomnienie, pouczenie), np. ludziom którzy chodzą samotnie po cmentarzach lub lesie. Przecież w tych miejscach jest najniebezpieczniej, a już szczególnie gdy jesteśmy tam sami...
- cieszy mnie fakt, że w czasach epidemii rządzący naszym wspaniałym krajem nie wprowadzają stanu nadzwyczajnego, a jedynie środki zapobiegawcze jakie stosuje się tylko w sytuacjach nadzwyczajnych, przecież niechcący mogliby zrobić komuś przykrość wprowadzając stan nadzwyczajny...
- cieszy mnie fakt, że partia rządząca nie poddaje się naciskom i za wszelką cenę dąży do przeprowadzenia wyborów prezydenckich. Kto normalny przejmowałby się epidemią i stanem nadzwyczajnym którego przecież nie wprowadzono? Liczę tylko na to, że pójdą za ciosem i więcej spraw będzie można załatwić korespondencyjnie - wybory, matura, egzamin 8-klasistów, egzamin na prawo jazdy, egzamin zawodowy, itd. Przecież do tej pory żyliśmy w średniowieczu...
- cieszy mnie fakt, że zamiast dotować np. służbę zdrowia politycy przyznają ogromne dotacje mediom. Dzięki temu nie mamy może dobrze wyposażonych szpitali, ale możemy codziennie dowiadywać się o ogromnych sukcesach naszego rządu w walce z epidemią, możemy oglądać wielogodzinne relacje z pola walki, oraz poznać prawdziwe powody wyjazdu pana prezesa na cmentarz...
Drodzy politycy, ludzie wpływowi i rządzący naszym krajem. Chwała wam za to wszystko. Bez tego nie wiedziałbym co mam myśleć o was i o zaistniałej sytuacji. Nie wiedziałbym ile dobrego dla Nas robicie. Nie wiedziałbym jak wam na Nas zależy. I najważniejsze - NIE MIELIBYŚMY WZORU DO NAŚLADOWANIA. Dziękujemy wam...
Zasadniczo nie jestem zwolennikiem wszelkich regulacji "odgórnych" i sterowania centralnego. Uważam, że ludzie najlepiej o siebie zadbają sami. Nie trzeba im w tym pomagać, a tym bardziej wyręczać. Co więcej - wszelkie programy pomocowe najczęściej osłabiają naturalne instynkty i rozleniwiają beneficjentów. A to jest bardzo niedobre zjawisko. Ostatnio pisałem o pomocy w obliczu pandemii koronawirusa. Wg. mnie pomoc powinna polegać na maksymalnym odciążeniu ludzi czy firm, trzeba ludziom dawać wędkę a nie rybę. Jeżeli chodzi o politykę, to obciążenia podatkowe w naszym kraju są bardzo duże. Jeżeli do tego dodamy inne ograniczenia nakładane przez państwo, czy chociażby utrudnienia w postaci rosnącej z miesiąca na miesiąc biurokracji i papierologii, to otrzymujemy obraz frontu wojny pomiędzy przedsiębiorcami a państwem. Państwo nie pomaga, tylko przeszkadza i próbuje wydusić pprzedsiębiorcę jak cytrynę. Czy zatem uważam, że nie powinniśmy płacić podatków? Nie! Powinniśmy je płacić, ale w dużo mniejszej skali, a sama polityka podatkowa powinna zostać ograniczona do niezbędnego minimum. Najpierw politycy tworzą zagmatwane i niejasne przepisy podatkowe, później tworzą do nich wyjątki i wyjątki od wyjątków (tak, by wybrane firmy czy sektory miały lepiej), a na końcu interpretuję te przepisy jak chcą i nie zawsze tak samo. Nie wiem czy wiecie, ale jeżeli przedsiębiorca A wystąpi do US o interpretację przepisów podatkowych, to przedsiębiorca B nie może bazować na tej interpretacji, tylko musi wystąpić o swoją. I w ten sposób dwie firmy prowadzące identyczną działalność bardzo często dostają dwie róne interpretacje...
Uważam, że polityka podatkowa powinna być prosta, przejrzysta, jasna dla każdego, a każda niejasność interpretowana i publikowana publicznie - i taka interpretacja powinna obowiązywać wszystkich bez wyjątku.
Tutaj zaczepiłem o kolejny wątek - RÓWNOŚĆ. Każdy z nas powinien być traktowany przez prawo na równi z innymi. Sędzia który pilnuje naruszania prawa i wydaje wyroki nie może stać ponad prawem. W przypadku złamania jakiegokolwiek prawa wg. mnie powinien być traktowany surowiej niż przeciętny obywatel, gdyż przeciętny człowiek może nie wiedzieć że łamie prawo bo go nie zna, a sędzia ma taką wiedzę i powinien być w tej kwestii autorytetem.
W dziedzinie moralności takimi autorytetami powinni być etyk, ksiądz, przywódca duchowy, rabin - niezależnie od wyznawanej wiary i sposobu życia. Taka osoba powinna być dla pozostałych ludzi wzorem do naśladowania i dlatego mamy prawo więcej od niej wymagać i surowiej ją postrzegać poprzez pryzmat głoszonych prawd.
Polityk, który stanowi dla nas prawo również powinien być traktowany na równi z innymi ludźmi, a karany powinien być surowiej. Niedopuszczalne jest rozdzielanie np. wysokości kwoty wolnej od podatku polityka i reszty populacji. Niedopuszczalne jest przyznawanie immunitetu politykom by mogli łamać prawo i np. jeździć samochodem pod wpływem alkoholu. Niedopuszczalne jest tworzenie przywilejów dla polityków w postaci darmowych lotów samolotami, kupywanie im drogich limuzyn, zapewnianie im ochrony, itd. Jak polityk ma poznać jak wyglądają nasze drogi, skoro do domu lata darmowym samolotem (i to często z całą rodziną)? Jak może wiedzieć jak żyje przeciętny obywatel za 2000zł, skoro sam zarabia kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt razy więcej i jeszcze otrzymuje bezpłatnie samochód wraz z kierowcą i paliwem, dostaje telefon wraz z opłaconym abonamentem, itp.? Jak mamy wierzyć komuś, kto organizuje nam publiczną służbę zdrowia, ale sam leczy się w specjalistycznych szpitalach niedostępnych dla przeciętnego obywatela? Jak ufać komuś, kto powinien dbać o narodowy interes, a tak naprawdę prowadzi działania na rzecz innych państw i obcego kapitału? Jak brać za wzór kogoś, kto dla własnego zysku wyprzedaje nasz majątek?
Historia ludzkości lubi się powtarzać. Ciekawy jestem, co będzie punktem zapalnym i otworzy oczy społeczeństwu. Bardzo często w naszej historii takimi punktami zapalnymi były tragedie obejmujące miliony ludzi. Czy covid-19 będzie takim punktem zapalnym???
Obserwując to, co się dzieje wokół nas, obserwując zachowania polityków w czasach kryzysu, obserwując osoby decyzyjne w tych ciężkich czasach pandemii, odnoszę wrażenie, że niewiele z tych osób rozumie swoją rolę w tym całym zamieszaniu. Mam odczucie, że osoby te nie znają swoich zadań, nie wiedzą do czego zostali przez naród / podatników wybrani, nie mają właściwej wiedzy i kompetencji do wykonywania swoich działań.
Zapytacie: co to ma wspólnego z zarządcą? Otóż bardzo dużo! Prezydent, premier, poszczególni ministrowie, nasi prezydenci, burmistrzowie, radni i wszystkie osoby na decyzyjnych stanowiskach są zarządcami, którzy zarządzają naszym majątkiem. I to na dużo większą skalę niż zwykły zarządca nieruchomości. Od ich decyzji zależy majątek wielu tysięcy a nawet milionów ludzi, a nawet ich zdrowie czy życie...
Zawsze staram się trzymać z daleka od polityki, na wybory jak tylko mogę to chodzę, ale nie chciałbym tutaj stawać po stronie konkretnych partii czy polityków. Jestem tylko mocno zaniepokojony tym, co się dzieje obecnie w naszym kraju (i na świecie) z powodu zaniedbań (lub głupoty) ludzi, od których zależy nasze zdrowie i życie. Nie mam na nic wpływu i mogę tylko obserwować to, co się dzieje, ale czasami nie wytrzymuję. Ile osób musi umrzeć, żeby politycy się wreszcie opamiętali? Ile ludzi musi zostać bez pracy, żeby wreszcie wprowadzono ułatwienia dla przedsiębiorców? Ile firm jeszcze musi zbić majątek na nieszczęściu innych, żeby wreszcie wprowadzono odpowiednie regulacje? Co musi się stać, żeby świat docenił właściwych ludzi???
Pamiętam, jak kilka tygodni temu jeszcze przed stwierdzeniem pierwszych zarażeń koronawirusem w Polsce rozmawiałem z bliskimi i stwierdziłem, że konieczne jest zamknięcie granic i to bardzo rygorystyczne, gdyż w taki sposób najłatwiej jest ograniczyć rozprzestrzenianie tego "zła". Teraz mamy epidemię, a dopiero od piątku będą bardziej rygorystyczne kontrole na granicach i kwarantanna nawet dla pracowników, którzy do tej pory mogli jeździć gdzie chcieli. Z drugiej strony - po co zamykamy granice i wstrzymujemy loty samolotów, skoro samoloty są wysyłane po dziesiątki tysięcy "podróżnych" rozsianych po całym świecie. Ściągamy ich do kraju i nawet nie kontrolujemy co później robią, z kim się spotykają...
Firmy stoją na krawędzi bankructwa, nikt nie wie ile jeszcze potrwają utrudnienia, ale z pewnością jest to dopiero początek. A co robią urzędnicy? Nic. Przynajmniej nic pożytecznego. Nie mogę zanieść dokumentów do podpisania osobiście, bo "stan wyjątkowy", z wysłaniem pocztą są problemy bo część placówek zamknięta, a te otwarte są czynne krócej, wysyłam zatem maila, po tygodniu ponawiam bo temat jest pilny, w międzyczasie dzwonię i jak mi się udaje dodzwonić, to jestem zbywany "bo pani dyrektor nie ma w pracy". Czyli urząd może zwlekać, ale ja mam terminy z których muszę się wywiązać!. Nigdy nie byłem zwolennikiem specjalnego pomagania komukolwiek (mówię tutaj o firmach i programach typu 500+, przynajmniej nie w obowiązującej formie), ale urzędy i "państwo" powinny mniej przeszkadzać - wtedy nie będzie potrzeby komukolwiek pomagać. Zamiast dawać wybranym 500+ zmniejszcie ich obciążenia podatkowe i podnieście kwotę wolną od podatku...
Zaczynam narzekać, więc będę kończył ten wpis.
Dużo zdrowia życzę wszystkim
I uważajcie na siebie - wy sami najlepiej możecie o siebie zadbać!!!
22. W naszej wspólnocie chcą założyć kotłownię gazową dla wszystkich. Czy to się opłaci?
Trudne pytanie do wytłumaczenia bez zapoznania się z szeregiem czynników: jaki budynek, ile mieszkań, jakie ogrzewanie wchodzi w grę oprócz gazowego, jak ogrzewana jest ciepła woda, czy budynek jest ocieplony, jaki będzie sposób rozliczenia ogrzewania. Do każdej takiej inwestycji trzeba podejść indywidualnie i tylko wtedy można określić opłacalność inwestycji.
23. Gdzie działamy?
Jeżeli chodzi o typ nieruchomości to budynki mieszkalne, najlepiej stare kamienice, ale to już niekoniecznie - prowadzimy też nowe budynki, Jeżeli chodzi o zasięg, to działamy w województwie opolskim (chociaż mieliśmy też propozycje z poznania i wrocławia), w szczególności miasta i okolice: Strzelce Opolskie, Ozimek, Opole, Dobrzeń Wielki, Niemodlin, Prószków, Tułowice, Łambinowice i okolice.
24. Od kiedy działamy?
Licencję zawodową zarządcy nieruchomości posiadam od 3 kwietnia 2012r. Wcześniej kilka lat działałem pod "nadzorem" osoby posiadającej takową licencję, która była obowiązkowa, aż do czasu deregulacji tego zawodu. Zatem na rynku zarządców jesteśmy już ponad dziesięć lat. Wcześniej prowadziłem dla naszych klientów inwestycje, zajmowałem się integracją i koordynacją w branży budowlanej, więc doświadczenie w branży mam dużo dłuższe.
25. Jaki program dla zarządców jest najlepszy?
Nie ma tutaj jednoznacznej odpowiedzi. Jeżeli chodzi o programy wspomagające rozliczanie, to każda księgowa ma swój typ. Jeżeli chodzi o programy typu CAD, to również wszystko zależy od naszych preferencji. Ważna jest też ilość i wielkość wspólnot, bo to przekłada się na koszt odpowiedniego oprogramowania, a także na koszty abonamentu. Tutaj naprawdę jest ciężko podać konkretne programy - każdy z nich ma swoje zalety i wady. Musimy dopasować go do swoich potrzeb i swojego stylu pracy. Nie ma jednego programu idealnego.
26. Reprezentant gminy na ostatnim zebraniu zarzucił nam brak kosztorysu na ocieplenie i odmówił podpisania uchwały. Czy jest ona ważna?
Jeżeli większość właścicieli liczona udziałami była "za" to jak najbardziej jest ona ważna. Gmina ma swoje wymogi i często żąda kosztorysów by mieć papier (w branży nazywamy to dosadniej :) ), ale przepisy tego nie nakazują. Jeżeli zarządca ma rozeznanie w temacie remontu i potrafi zebrać oferty bez wykonywania kosztorysu i jednocześnie potrafi jednoznacznie określić zakres prac i wymagania wspólnoty, oraz rodzaj materiałów na jakich ma być wykonane zlecenie, to nie ma konieczności wykonywania kosztorysów. Brak podpisu jednego z właścicicieli nawet jeżeli był obecny na zebraniu nie wstrzymuje jej wykonania. Jeżeli jest to właściciel większościowy, to proszę poczytać o opcji głosowania '1 właściciel - 1 głos'.
27. Czy miałem nieprzyjemności ze względu na istnienie tego bloga?
Jeżeli pytanie dotyczy braku przychylności innych zarządców ze względu na opisywanie schematów ich działań, lub obnażanie nieprawidłowych działań, to mogę odpowiedzieć, że negatywne głosy do mnie docierają, ale nie miałem z tego powodu większych nieprzyjemności. Ze strony urzędników też otrzymałem kilka 'uwag', czasem nawet większych 'problemów', ale są raczej one wynikiem prowadzonych przez nas działań, a nie samą obecnością niniejszego bloga. Pochwalę się tutaj, że miałem sporo pozytywnych głosów od czytelników, którzy po lekturze moich wpisów potrafili inaczej spojrzeć na swoją wspólnotę i na działania prowadzone wewnątrz.
Dziękuję za Wasze pytania. Pojawiło się jeszcze kilka pytań, ale są one bardziej opisowe i wymagają dłuższych odpowiedzi, zatem poświęcę im osobne wpisy. Kilka z pytań które już padły również wymagają rozszerzenia, więc też będą podstawą do kolejnych tematów.
Wszystko zależy od ustaleń pomiędzy wspólnotą a zarządcą, oraz wymagań wspólnoty. Z technicznego punktu widzenia podczas odczytów wodomierzy osoba odczytująca powinna także skontrolować stan instalacji - rur, złączy, zaworów, wodomierza, plomb zabezpieczających, zgodności numeru wodomierza, itd. Zatem należy udostępnić lokal do dokonania takich czynności. Zwyczajowo ustala się we wspólnotach, że stany wodomierzy można podać do rozliczeń także telefonicznie, SMS'em lub mailowo, zwłaszcza jeżeli wodomierze odczytywane są częściej niż raz do roku. Jeżeli wodomierze mają moduł komunikacyjny i mogą być odczytane zdalnie, to kontroler ma prawo wejść do lokalu by dokonać czynności kontrolnych.
Osobista forma nie jest wymagana. Nie zmienia to jednak faktu, że zarządcę należy poinformować o sprzedaży mieszkania. Zmiana właściciela wiąże się z rozliczeniem lokalu, zmianą ilości osób zamieszkałych w lokalu, rozliczeniami z dostawcami mediów i liczników, itd.
18. Za co tak naprawdę płacimy administratorowi?
Polecam przejrzeć umowę z administratorem - tam powinien być określony zakres jego obowiązków i przypisane do tego wynagrodzenie. Nie ma jednej uniwersalnej umowy, zatem zakres obowiązków poszczególnych administratorów może się różnić. Jak już kiedyś pisałem zakres obowiązków administratora i zarządcy różni się jeszcze bardziej. Oprócz umowy polecam jeszcze przejrzeć dokumentację wspólnoty - można się z niej dowiedzieć co robi nasz administrator, komu zleca określone usługi, czy bierze dodatkowe wynagrodzenie np. za "przygotowanie dokumentacji", itd.
19. Chcę zmienić zasilanie mieszkania na 3fazowe. Czy muszę mieć pozwolenie sąsiadów?
Zmiana instalacji zasilającej wiąże się z pracami na częściach wspólnych, zatem przed przystąpieniem do prac należy uzyskać zgodę wspólnoty. W wielu przypadkach prac na częściach wspólnych należy się wykazać prawem do lokalu, zatem taka zgoda wspólnoty jest niezbędna. Taką zgodę należy uzyskać w każdym przypadku prac na częściach wspólnych - kominach, instalacji gazowej, instalacjach wod-kan, elektrycznych, teletechnicznych, klatkach, piwnicach, dachu, itd.
20. Czy możemy sami prowadzić swoją wspólnotę? Czy musimy zatrudnić administratora?
Wspólnota wybiera zarząd, który może prowadzić sprawy wspólnoty samodzielnie. Zarząd może być jedno lub wieloosobowy, zatem jeżeli wspólnota jest "zgrana" to spokojnie może sama prowadzić swoje sprawy. Jeżeli do zarządu wybrana zostanie osoba, która umie prowadzić księgowość i rozliczenia to nie ma nawet potrzeby zatrudniania księgowej. Oczywiście przy wyborze takiej formy prowadzenia wspólnoty można wspomagać się osobami czy firmami z zewnątrz i zlecać im określone czynności - wykonanie kosztorysu, przeprowadzenie kontroli, napisanie wniosku, dokonanie rozliczenia, etc.. Osobnym zagadnieniem jest pytanie czy polecam takie prowadzenie nieruchomości? Ale nie takie było pytanie czytelnika...
21. Nie byłam na zebraniu, a nikt nie poinformował mnie o podjętej uchwale. Czy istnieje taki obowiązek?
Jeżeli uchwała została podjęta na zebraniu, to nie ma konieczności informowania wszystkich właścicieli o tym. Nie zmienia to faktu, że każdy właściciel może poprosić zarządcę o poinformowanie go jakie uchwały zostały podjęte, czy jakie były decyzje wspólnoty. Jeżeli jednak uchwała nie zapadła na zebraniu i część głosów była zbierana w trybie indywidualnego zbierania podpisów, to wtedy należy poinformować wszystkich właścicieli (także tych, którzy głosowali na zebraniu) o podjętych uchwałach.
10. Czy zarządcy nadal muszą posiadać licencje? Czy tacy zarządcy są lepsi?
Od kilku lat rynek zarządców objęła deregulacja i obecnie licencje nie są już wydawane. Istnieją stowarzyszenia, które wydają dla swoich członków różnego rodzaju licencje i certyfikaty, ale są to dokumenty wewnętrzne i nie są one jednolite. Aby otrzymać taki certyfikat wystarczy opłacić składkę członkowską i mamy ważny dokument do następnej opłaty. Obecnie nie ma potrzeby posiadania jakiejkolwiek licencji, nie ma potrzeby doszkalania się, nie trzeba posiadać stosownego wykształcenia. Trudno jest jednoznacznie określić kto jest lepszym zarządcą. Znam przypadki administratorów z wieloletnim doświadczeniem i licencją, którym nie powierzyłbym własnego mieszkania, ale znam też takich bez doświadczenia i licencji, a za to z ogromną pasją, którzy prowadzą swoje nieruchomości w sposób bardzo dobry i ze świetnymi wynikami. Nie ma tutaj reguł
11. Czy na wszystkich urzędników jestem taki cięty?
Przeglądając moje wpisy można sobie wyrobić przekonanie, że jestem cięty na urzędników. Prawda jest taka, że te sytuacje które opisuję są ciekawsze i mogą przekazać szerszą wiedzę w moich wpisach - taką skoncentrowaną. Większość osób z którymi mam styczność w pracy zawodowej to normalni ludzie, z normalnym podejściem do petenta, z którymi zawsze można porozmawiać i jeżeli jest taka potrzeba to ustalić wspólne stanowisko. Oczywiście zdarzają się wyjątki i to o tych wyjątkach piszę. Nie będę przecież zanudzał Was opowieściami jak to byłem w urzędzie i składałem rozliczenie...
12. Nasz administrator na zebraniach zbiera podpisy pod uchwałą o wykonaniu prac, ale bez podania konkretnej firmy, ceny. Czy to normalne?
Jeżeli jest to uchwała o ustaleniu planu gospodarczego czy wyborze konkretnych prac do wykonania w najbliższym czasie to tak. Później jednak powinno nastąpić ustalenie szczegółowego zakresu prac, ewentualnie wykonanie kosztorysu inwestorskiego, zebranie ofert, ustalenie cen, wybór najkorzystniejszej dla wspólnoty oferty (nie zawsze jest to oferta najtańsza), oraz podpisanie umowy. Wspólnota powinna w formie uchwały zaakceptować konkretną ofertę i konkretny zakres prac, oraz konkretną cenę. Jeżeli wydatki są niewielkie i dotyczą np. usunięcia małej usterki to zarządca może dokonać wyboru wykonawcy bez informowania wspólnoty, ale to powinno wynikać z umowy o zarządzanie. Jeżeli administrator zbiera podpisy pod uchwałą bez przedstawienia wspólnocie kontrofert i porównania cen, to jest to nadużycie. Jeżeli później zleca prace bez porozumienia ze wspólnotą i wspólnota nie zna treści umowy i nie akceptowała ceny to tak nie powinno być
13. Czym się różni zarząd własny od powierzonego?
Zarząd własny, a właściwie właścicielski, to zarząd wybierany w dużych wspólnotach, najczęściej spośród właścicieli (ale niekoniecznie, warunek - może to być tylko osoba fizyczna). W ten sposób wspólnota samodzielnie wykonuje zarządzanie nieruchomością wspólną. Wybrany zarząd właścicielski może wynająć zarządcę, administratora lub księgową do prowadzenia spraw wspólnoty. W przypadku zarządu powierzonego, jak sama nazwa wskazuje, powierza się go osobie fizycznej lub prawnej w formie aktu notarialnego na podstawie art.18 ustawy o własności lokali. W tym przypadku powierzenie i odwołanie zarządu odbywa się w formie aktu notarialnego, zatem tutaj jakakolwiek zmiana jest trudniejsza. Temat zasługuje na szersze omówienie, więc jeszcze do niego wrócimy.
14. Czy mógłbym podać więcej przykładów niegospodarności w Opolu?
Mógłbym. I to sporo. Tylko po co? Jeżeli będę poruszał konkretny temat i będzie okazja przytoczyć jakiś przykład, to to zrobię, ale szkoda naszych nerwów na roztrząsanie takich tematów. Zakładając bloga chciałem, by był on kopalnią wiedzy i konkretnych przykładów, a nie tylko miejscem narzekania. Chcecie przykładów niegospodarności - rozejrzyjcie się dookoła, zainteresujcie się tym, co dzieje się najbliżej Was. I to nie tylko w Opolu. Sporo tego jest...
15. Czy można oddzielić część korytarza z której tylko ja korzystam?
Nie. Części wspólne muszą być dostępne dla wszystkich. Nawet jeżeli z korytarza korzysta jeden właściciel (przykładowo mieszka jako jedyny na ostatnim piętrze lub na końcu korytarza), to nie można pozbawić pozostałych właścicieli dostępu do tego korytarza. Z tego samego powodu nie można wykorzystywać części wspólnych do prywatnych celów. Nie można traktować korytarza lub piwnić jako prywatnych przechowywalni, nie można ustawiać tam szafek i przechowywać w nich prywatnych rzeczy (chyba, że właściciele zgadzają się na takie zagospodarowanie części wspólnych), nie można zamykać wnęk - nawet jeżeli nikt ich nie używa.
5. Co zrobić jeżeli udziały we wspólnocie nie są równe 100%?
Jeżeli w pytaniu chodzi o to jak liczyć udziały czy ważność głosowania, to liczymy normalnie dodając udziały poszczególnych właścicieli. Jeżeli zagłosują wszyscy i otrzymamy, że przykładowo za uchwałą głosowało 15 właścicieli posiadających 102,4% udziałów, to tyle wpisujemy na karcie go głosowania.
Jeżeli w pytaniu chodziło o specjalny sposób głosowania, to jest taka możliwość - opiszę to w odpowiedzi na kolejne pytanie
6. Kiedy można głosować na zasadzie: 1 właściciel - 1 głos?
W przypadku gdy większość udziałów należy do jednego właściciela albo gdy suma udziałów w nieruchomości wspólnej nie jest równa 1 (lub 100% - jak kto woli), wtedy właściciele którzy posiadają minimum 20% udziałów w nieruchomości mogą wyjść z żądaniem, że w danej sprawie przyjmujemy zasadę głosowania '1 właściciel - 1 głos'. Jest to istotne ułatwienie dla wspólnot, w których poprzedni właściciel nieruchomości (gmina, deweloper, etc) posiada większość udziałów i blokuje przyjęcie niektórych rozwiązań, np. nie zgadza się na wybór nowego zarządcy, czy nowego zarządu.
7. Nasza kamienica ma wspólne instalacje z sąsiednią klatką, ale za awarie płacimy tylko my. Jak to zmienić?
Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jeżeli różne wspólnoty mają wspólne instalacje (przyłącza wod-kan, gazowe, przyłącza elektryczne, teletechniczne, a czasem nawet wspólne instalacje w częściach wspólnych, czy nawet wspólne ogrzewanie lub kotłownie) to najlepiej będzie jeżeli będą ze sobą ściśle wspólpracowały w danych tematach. Optymalnym rozwiązaniem będzie zatrudnienie jednego zarządcy dla wszystkich powiązanych wspólnot. Wtedy jeden zarządca ma dostęp do pełnej dokumentacji, do stanów finansowych poszczególnych wspólnot, czy wręcz do stanów wodomierzy w każdym lokalu, dzięki czemu może podejmować odpowiednie działania i planować je z odpowiednim wyprzedzeniem. Mam niestety niemiłe doświadczenia w tym zakresie i wiem, że często zarządcy nie chcą współpracować ze sobą i nie można ich do tego przekonać żadnymi racjonalnymi tłumaczeniami. A cierpią na tym budynki i wspólnoty. Innym rozwiązaniem, które zdarzało mi się realizować było rozdzielenie instalacji. Jeżeli technicznie i ekonomicznie jest to uzasadnione, to czasami jest to jedyne możliwe do zrealizowania działanie. Dobre pytanie i niedługo postaram się opisać ten temat szerzej.
8. Najbardziej kuriozalne sytuacje w pracy zarządcy?
Nie wiem jak to ułożyć. Co jest najbardziej kuriozalne? Co jest najgłupsze? Co jest najdziwniejsze? Takich sytuacji w swojej pracy zawodowej miałem sporo. Nie tylko w pracy zarządcy, ale ogólnie w całym życiu zawodowym. Kuriozalne było wysiewanie trawy w grudniu na śnieg tylko po to, żeby pani z komisji przetargowej mogła wpisać że trawę wysiano. Kuriozalne było wysłuchiwanie pani administrator, która chciała wykonać na koszt wspólnoty inwentaryzację kominiarską, chociaż mogła wykonać całkowicie bezpłatną inwentaryzację całościową. Ta sama pani administrator tłumaczyła to pilną potrzebą i bezpieczeństwem mieszkańców, a jednocześnie przez kilkanaście lat swojej działalności nie zrobiła w tym zakresie nic. Kuriozalne było obserwować, jak urzędnicy rozbierają wykonany dopiero chodnik pod zarzutem, że jest wysoki i nie spełnia wymagań, a następnie w tym samym miejscu wykonują dokładnie taki sam o takiej samej wysokości, tylko droższy ale z tańszych i mniej trwałych materiałów (i te droższe materiały oddają za darmo wykonawcy). Kuriozalne były tłumaczenia wykonawcy, który wmawiał inwestorowi, że on robi dobrze bo robi drogo, a inni którzy robią taniej robią źle. Kuriozalna jest współpraca z urzędami które w żaden sposób nie kontrolują swoich pracowników i wydają publiczne pieniądze na fanaberie pracowników. Kuriozalne są sytuacje w których urzędnik odpowiedzialny za bezpieczeństwo mieszkańców udaje, że dba o to bezpieczeństwo, a tak naprawdę bez świadków i poza oficjalną drogą wymusza na innych wykonanie działań mogących spowodować nawet śmierć mieszkańców. Takich kuriozalnych sytuacji mogę wymienić dziesiątki a nawet setki. Która będzie najbardziej kuriozalna?
9. Co cechuje dobrego zarządcę? Pytam o samoocenę
Ten temat już poruszałem. Z mojej perspektywy najważniejsze są dwie rzeczy: pasja i otwarty umysł! Połączenie tych dwóch rzeczy sprawia, że ciągle się rozwijamy, poszukujemy nowych dobranych / dopasowanych rozwiązań, szukamy przyczyn, a nie tylko usuwamy skutki, staramy się dotrzeć do sedna sprawy, nie zadowalamy się tym co robią "wszyscy", do każdej inwestycji, czy do każdego budynku podchodzimy indywidualnie, nie zależy nam na szybkim zamknięciu "tematu", tylko na skutecznym zamknięciu, itd. W tym zawodzie trzeba mieć szerokie perspektywy i nie ograniczać się do przyjętych norm. Trzeba poszukiwać nowych norm. Postaram się kiedyś rozszerzyć ten temat i podać ciekawe przykłady, które mi się nasuwają.
1. W gazecie .... był artykuł o zarządcach i ranking zarządców polecanych przez redakcję. Czy te rankingi są miarodajne i kto ocenia zarządców?
Kilkanaście lat temu gdy nie zajmowałem się jeszcze zarządzaniem nieruchomościami a prowadziłem działalność w innej branży miałem okazję poznać schematy działań różnych wydawnictw. Powtarzają się one niezależnie od właściciela wydawnictwa czy branży w jakiej wychodzi dane czasopismo, gazeta, czy portal internetowy. Wydawnictwa czy portale oferują firmom przykładowo 2 strony artykułu (oficjalnie jest to niezależny artykuł nie "sponsorowany") "za darmo", pod warunkiem, że w tej samej gazecie wykupimy pół stronicową reklamę. Im więcej reklam wykupimy, albo im więcej razy powtórzymy reklamę, albo jeżeli wykupimy reklamę na okładce to ilość stron "darmowego i niezależnego" artykułu dostaniemy. Oczywiście tekst i zdjęcia do artykułu też musimy opracować sami, Gazeta o którą pytał czytelnik również nie jest wydawnictwem niezależnym i należy do jednego stowarzyszenia zarządców nieruchomości. Takie stowarzyszenie zrzesza zarządców na zasadzie - opłać roczną składkę i będziesz naszym członkiem i możesz powiedzieć że należysz do stowarzyszenia xxx. Sprawdziłem ranking o który pytał czytelnik i na pierwszym miejscu była wymieniona firma prezesa stowarzyszenia, na drugim miejscu jego wieloletniego "pomocnika" (w branży nazywanego prawą ręką prezesa), a na trzecim miejscu znalazła się firma, która w danym wydaniu tej gazety wykupiła reklamę na dwie strony. Nigdzie nie znalazłem informacji kto wybierał te firmy, kto i na jakich zasadach zgłaszał kandydatów, jakie były kryteria wyboru? Sami oceńcie rzetelność rankingów w takich pismach.
2. Czy przyjmujemy do zarządzania zadłużone wspólnoty?
Oczywiście. Jeżeli wspólnota jest zadłużona wobec dostawców lub ma kredyt w banku, to przejmniemy taką wspólnotę, przeanalizujemy sytuację finansową i poszukamy możliwości zmniejszenia zadłużenia, przeanalizujemy sytuację kredytową i oferty innych banków. Zdarzało się nam, że zmienialiśmy bank i warunki kredytowe, gdyż zaciągnięte kredyty miały bardzo niekorzystne warunki. Jeżeli zadłużony jest właściciel wobec wspólnoty również podejmujemy odpowiednie działania zmierzające do spłaty zadłużenia, oczywiście wraz z ustawowymi odsetkami.
3. Jakie miałem nietypowe nieruchomości w zarządzie?
Każda nieruchomość jest dla nas inna i nietypowa. Spotkałem się raz z nietypową propozycją zarządzania nieruchomością aż w Poznaniu. Propozycja nietypowa, bo odległość spora, a Pani która szukała zarządcy dla swojej kamienicy nie mogła znaleźć odpowiedniego zarządcy i dotarła swoimi ścieżkami aż do nas. Ciężko jest wskazać konkretną nietypową nieruchomość. Jedne są dla nas interesujące ze względu na strategiczne położenie, inne ze względu na ciekawych ludzi tam mieszkających, inne ze względu na niewykorzystany potencjał, jeszcze inne ze względu na zawiła sytuację lub niewyjaśniony stan prawny. itd. Może czytelnika usatysfakcjonuje odpowiedź, że proponowano nam zarządzanie cmentarzem i sklepem wielkopowierzchniowym. Czy to wystarczająco nietypowe nieruchomości?
4. Dlaczego dawniej administratorzy zarabiali tak dużo?
Gdy w życie weszła ustawa o własności lokali i zaczęły powstawać wspólnoty nie było na rynku odpowiednich firm. Te które powstały najczęściej były firmami które powstawały z ludzi pracujących dla gmin i podzieliły one wszystkie nieruchomości między siebie. I tak z dnia na dzień pracownicy ZGM'ów i innych podobnych instytucji założyli własne działalności gospodarcze i zaczęli prowadzić nierzadko po kilkaset wspólnot mieszkaniowych. Nikt naprawdę nie regulował tych "przejęć" wspólnot, nikt nie regulował stawek które były określane, a właściwie narzucane nowym właścicielom, nie było konkurencji na rynku (firm było niewiele, a nieruchomości setki a nawet tysiące), wiedza właścicieli znikoma by nie powiedzieć zerowa. Te wszystkie czynniki składały się na to, że osoby zakładające firmy wykorzystywały sytuację i ustalały często niebotyczne stawki. Podam jeszcze przykład który znam osobiście - pan X wraz z małżonką pracowali w ZGM . Następnie w latach '90 małżonek założył firmę i przejął około 20-30% nieruchomości w mieście Y. Właścicielem większościowym w tych nieruchomościach była gmina, która dopiero stopniowo sprzedawała mieszkania. Małżonka pana X została kierowniczką w jednostce budżetowej odpowiedzialnej za nieruchomości z ramienia gminy (następca ZGM). I teraz pan X występował do gminy z wnioskiem o zatwierdzenie przyjętych stawek za zarządzanie i te zatwierdzenia dokonywała małżonka pana X. Głos właścicieli się nie liczył, gdyż w większości przypadków stanowili oni zdecydowaną mniejszość. Dochodziło do sytuacji kiedy na kartach do głosowania wystarczył jeden podpis - pani X jako reprezentanta gminy i uchwała przechodziła bez problemów. Paradoks, ale niestety prawdziwy.
Miałem pisać odpowiedzi na Wasze pytania, ale wczoraj poproszono mnie abym reprezentował na zebraniu wspólnoty znajomego, bo mieszkańcy nie są zadowoleni z obecnego administratora: jego działania są bardzo chaotyczne, nie potrafi przypilnować ekip przy remontach (położyli nowe dachówki, ale stare spróchniałe krokwie zostały), koszty ogrzewania są wysokie, zadłużenia właścicieli przekroczyły 55tyś, ludzie płacą za nieswoje piwnice, w budynku nie ma przeprowadzonej wymaganej inwentaryzacji, na podwórku kałuże są takie, że nie można przejść chodnikiem, i dużo, dużo więcej...
Przyznam się szczerze, że pierwszy raz uczestniczyłem w zebraniu, na którym pani administrator nawet nie przygotowała żadnych uchwał, bo jak stwierdziła obecnych jest 25% właścicieli więc i tak decyzja nie zapadnie. Nie zebrano żadnych podpisów, nie udzielono absolutorium administratorowi, nie zatwierdzono planu gospodarczego na następny rok, a pani administratorka wyszła z zebrania jeszcze przed zakończeniem - oczywiście protokołu też nie widziałem. Jak stwierdziła pani na początku "możemy sobie jedynie porozmawiać". Tylko że rozmowy przeprowadza się przed zebraniem. Na zebraniu też można dyskutować, ale te dyskusje powinny być konstruktywne, a nie tylko po to by posiedzieć i porozmawiać.
Na większość pytań właścicieli padała odpowiedź pani administrator lub jej syna, że to się nie da, że się nie opłaci, albo że wspólnota będzie musiała wydać na początek duże pieniądze...
Jednym z takich tematów był strych, a właściwie strychy. Mieszkańcy chcą sprzedać strychy. Zalet jest mnóstwo - kolejni właściciele, którzy będą się dokładać do opłat, pieniądze pozyskane ze sprzedaży, więcej środków na funduszu remontowym, niższe koszty ogrzewania całego budynku (nowi właściciele docieplą dach nad swoimi mieszkaniami), mieszkania "pod strychami" będą cieplejsze bo już nie będą ogrzewać strychu nad sobą, uporządkowane sprawy współwłasności, uregulowane sprawy piwnic, Jedną z takich zalet jest fakt, że sprzedaż takich strychów pozostaje w gestii właścicieli i najczęściej odbywa się staraniem i na koszt nowych właścicieli lub nazwijmy ich inwestorów. Zatem wspólnota nie ponosi żądnych kosztów sprzedaży strychu. Przy okazji zmiany udziałów w częściach wspólnych (powstają nowe mieszkania, zmienia się powierzchnia użytkowa całkowita, a więc zmieniają się także udziały poszczególnych właścicieli) należy dokonać zmian w księgach wieczystych. Najczęsciej wspólnoty (moim zdaniem słusznie) postanawiają, że wszelkie koszty tych zmian ponoszą inwestorzy. I przy okazji takich zmian można po przeprowadzeniu inwentaryzacji uregulować i ujednolicić wszelkie nieprawidłowości w udziałach. A w tej wspólnocie na zebraniu której byłem jest taka potrzeba, bo są rozbieżności i nieprawidłowości w udziałach poszczególnych właścicieli, w wielkości użytkowanych piwnic (za które administrator także pobiera wynagrodzenie), w naliczaniu opłat za metraż.
Wszystko wydaje się jasne, wspólnota chce sprzedać strychy, jedna z właścicielek chce kupić strych nad sobą, więc pozostaje znaleźć jeszcze kilku inwestorów i przeprowadzić procedurę sprzedaży. A co na ten temat mówi pan administrator na zebraniu? Administratorowi nie chce się nic robić, lub nie umie przeprowadzić takiej procedury (albo jedno i drugie), więc na zebraniu zniechęca właścicieli. Kilkukrotnie usłyszałem że "to będzie na początku wspólnotę dużo kosztowało". Usłyszałem też, że "ciężko będzie znaleźć zainteresowanych".
Dobry zarządca nie tylko zachęci wspólnotę do działania, ale jeszcze sam poszuka inwestorów, wybierze najkorzystniejsze oferty, przygotuje kosztorys inwestorski, przypilnuje żeby wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Ale jak się ma administratora, który nie widzi problemu w spróchniałych belkach to czego oczekiwać przy bardziej skomplikowanych inwestycjach.
Na wczorajszym zebraniu było więcej takich "kwiatków" więc jeszcze nie raz będę sięgał po przykłady zachowań czy słów które tam wczoraj padły.
Na początek podziękowania. Dla Was wszystkich. Za to, że tutaj zaglądacie. Za to, że czytacie to co dla Was przygotowaliśmy. Za to, że dzielicie się z nami swoimi uwagami i spostrzeżeniami. Za to, że proponujecie swoje tematy do poruszenia. Za to, że dostajemy od Was ciepłe słowa wsparcia i potwierdzenia, że ten rok nie był zmarnowany. Serdecznie dziękuję w imieniu swoim i całego zespołu LCN.
Miniony rok był bardzo ciekawy i obfitował w wiele interesujących wydarzeń. Nie wszystkie były miłe, ale wszystkie sprawiły, że ciągle się rozwijamy i stawiamy czoła nawet tym negatywnym zdarzeniom. Dzięki temu nie poddajemy się i jesteśmy jeszcze silniejsi. Część z towarzyszących nam sytuacji poznaliście śledząc tego bloga, część jeszcze czeka na opublikowanie - a jest o czym pisać.
Kilka tygodni temu na naszym profilu na facebook'u poprosiłem o nadsyłanie pytań które Was nurtują, a na które mógłbym odpowiedzieć i rozwiać Wasze wątpliwości. Czekam na Wasze pytania jeszce do końca dzisiejszego dnia. Później zbiorę je i odpowiem na nie tutaj na blogu. Pytania zostaną anonimowe, więc jeżeli chcecie jeszcze o coś zapytać, a boicie się, to zróbcie to wysyłając nam maila, lub wpiszcie komentarz pod tym wpisem. Już teraz dziękuję za wszystkie pytania i za Wasze opinie, które część wyraziła przy okazji zadawania pytań.
Miało być krótko, więc będę kończył.
Jeszcze raz dziękuję i zapraszam do dalszej lektury naszego bloga.
Dobry zarządca powinien nieustannie pracować nad sobą. Kilka lat temu gdy obowiązywały licencje zawodowe jednym z obowiązków zarządcy było dokształcanie - co roku musieliśmy wykazać się określoną liczbą godzin spędzoną na szkoleniach. O jakości szkoleń i szkoleniach tylko dla certyfikatów potwierdzających nie będę się rozpisywał bo szkoda na to czasu. Warto wiedzieć, że szkolenia to nie wszystko. Bardzo ważne w moim zawodzie jest nieustanne samokształcenie. Trzeba śledzić co się dzieje na rynku, trzeba wiedzieć jakie są obecnie wymagania stawiane budynkom, jakie technologie stają się codziennością, jakie wymagania mają mieszkańcy, co nowego możemy im zaoferować, itd.
Jeżeli praca jest naszą pasją to ciągle szukamy ciekawych rozwiązań, interesujemy się nowymi firmami i ich ofertą, staramy się przy okazji remontów oferować mieszkańcom możliwe usprawnienia i udogodnienia, wykorzystujemy naszą wiedzę i dostępne technologie do poprawy funkcjonalności budynków, szukamy możliwych usprawnień i oszczędności.
Piszę o tym, ponieważ niestety nie jest to oczywiste dla wszystkich. Po raz kolejny spotkałem się z "administratorem", który prowadzi nieruchomości od kilkunastu lat, a nie ma pojęcia o technologiach stosowanych w budynkach wielorodzinnych od ponad dziesięciu lat. Jak zatem wymagać od takiego administratora by podczas remontów zadbał o poprawę stanu funkcjonalnego budynku? Taki administrator potrafi tylko naprawić zepsute rzeczy 1:1 (jeden do jednego), ale nie zdaje sobie sprawy, że na te same pieniądze lub za niewiele większe można zrobić coś lepszego...
Na studiach miałem bardzo fajnego profesora, który przy okazji przekazywania nam swojej wiedzy próbował wpoić nam pewne zasady. Jedną z takich zasad była właśnie konieczność nieustannego dokształcania - twierdził on, że jeżeli się nie będziemy rozwijać zawodowo, to nie stoimy w miejscu tylko się cofamy.
Będę musiał napisać artykuł o tym jak wprawne oko dobrego zarządcy i fachowa wiedza potrafią dużo dobrego zdziałać dla dobra wspólnoty i całej nieruchomości oraz jej otoczenia, ale to już innym razem.

Na powyższym rysunku w dużym uproszczeniu przedstawiłem kilka faktów:
1. To właściciele lokali tworzą wspólnotę mieszkaniową. Bez nich nie byłoby wspólnoty.
2. Każdy właściciel jest tak samo ważny. Nie jest istotne jak się nazywa, czy jest to osoba prywatna, czy firma, czy może gmina. Każdy stoi w tym samym szeregu co pozostali - oczywiście ważne są udziały w nieruchomości wspólnej gdyż wpływa to m.in. na podział głosów, ale nie można powiedzieć że ktoś jest ważniejszy od pozostałych.
3. Gmina nie stoi ponad właścicielami prywatnymi. Jest współwłaścicielem nieruchomości na równi z pozostałymi właścicielami.
4. Instytucja która reprezentuje gminę również nie stoi ponad właścicielami prywatnymi i nie może być traktowana przez wspólnotę inaczej - o roli tej jednostki napiszę więcej w dalszej części wpisu
5. Najemca lokalu nie jest członkiem wspólnoty mieszkaniowej, nie ma zatem prawa do głosowania, nie bierze udziału w zebraniach, itd. Rodzaj zawartej umowy, oraz strona wynajmująca taki lokal nie ma tutaj znaczenia - student wynajmujący mieszkanie od osoby prywatnej jest tak samo traktowany przez prawo wobec wspólnoty jak osoba która wynajęła lokal komunalny od gminy. Bardzo częstym błędem w tej kwestii jest powoływanie się najemców lokali socjalnych czy komunalnych na fakt, że "ja przecież dostałem mieszkanie od miasta" - dla wspólnoty to nie ma znaczenia.
6. Ilość posiadanych lokali przez danego właściciela nie stawia go wyżej od tych posiadających tylko jeden lokal, wpływa to oczywiście na "siłę" głosu, ale nie na ich ważność. (W szczególnych przypadkach można także zmienić sposób głosowania, ale o tym będzie osobny wpis na blogu...)
7. Wspólnota nie ingeruje w rozliczenia i zobowiązania pomiędzy wynajmującym a najemcą. Wobec wspólnoty odpowiada właściciel, to on zgodnie z przepisami ma swoje prawa i obowiązki w stosunku do wspólnoty z których musi się wywiązywać.
8. Wspólnota mieszkaniowa jest reprezentowana przez:
- właścicieli (jeżeli jest to mała wspólnota do 3 lokali),
- zarząd jedno lub kilkuosobowy (jeżeli jest to duża wspólnota powyżej 4 lokali),
- zarząd powierzony wybrany na podstawie art. 18 ustawy o własności lokali,
- zarządcę lub administratora, którego może wybrać zarząd.
Jeżeli będziecie mieli pytania lub coś w kwestii schematu działania wspólnoty czy powiązań jest jeszcze niejasne - proszę o komentarze pod postem. Jak tylko będę mógł to postaram się temat wyjaśnić.
Dzisiaj krótki temat związany z ekologią. Ostatnio przeczytałem gdzieś, że kolejne miasto w naszym kraju zezwala na zakładanie przydomowych kompostowników. Niestety w moim mieście jest to nadal nielegalne. Żałuję, ale tak niestety jest. Zatem nasz gospodarz (prezydent miasta) zmusza nas, żebyśmy korzystali ze specjalnych pojemników i tam składali odpady bio degradowalne, ale jednocześnie zabrania wrzucać do tych pojemników skoszoną trawę. Taką trawę musimy zatem gromadzić w workach. Tutaj widzę pewną sprzeczność, gdyż po pierwsze worki nie są bio, a po drugie bardzo często przekompostowane odpady organiczne można powtórnie wykorzystać w naszym otoczeniu do nawożenia drzew, krzewów, a nawet samych trawników. Po co zatem wywozić coś co można składować i ponownie wykorzystać na miejscu? I uprzedzę uwagi części czytelników - dobrze wykonany i prowadzony kompostownik nie "śmierdzi". Sam mam taki kompostownik założony i latem rozkładam hamak w jego pobliżu (nie więcej niż 2 metry dzieli hamak od kompostownika) i nie czuję żadnego nieprzyjemnego zapachu. Trzeba tylko kupić lub wykonać taki kompostownik prawidłowo, aby nie dochodziło w nim do fermentacji beztlenowej i gnicia. Ja wykonałem swój samodzielnie co cieszy mnie jeszcze bardziej, gdyż wykonany jest z materiałów naturalnych, nie zanieczyszcza środowiska, nie trzeba go utylizować po zużyciu, a dodatkowo człowiek jest zadowolony że zrobił coś dla środowiska w swoim otoczeniu.
Mam nadzieję, że wszystkie miasta wycofają się z zakazu zakładania kompostowników, a wręcz nauczą mieszkańców jak je zakładać i prowadzić. Dobry kompostownik to mniejsze oddziaływanie na środowisko - mniejsza ilość odpadów, rzadsze wywozy kontenerów bio, mniejsza ilość miejsca na wysypiskach do składowania tych odpadów, mamy miejsce by wyrzucić jesienią opadłe liście bez potrzeby ich zbierania w workach (znowu te worki!), ale także mniejsza ilość nawozów sztucznych pod naszymi roślinkami. Kompostownik może też stanowić ozdobę w naszym przydomowym ogródku. Jeżeli macie taką możliwość, to polecam postawić takie urządzenie w pobliżu drzew - cień dobrze wpływa na przetwarzane odpady (nie dopuszcza do ich nadmiernego przesuszenia), a jednocześnie składniki organiczne jakie powstają w takiej "przetwórni" są wraz z opadami deszczu przenoszone do korzeni drzew. Takie drzewa odwdzięczą się nam lepszym wzrostem i piękniejszym wyglądem. Polecam
Ten artykuł jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniego, więc przed przeczytaniem zapraszam najpierw do lektury cz. III o zarobkach zarządcy.
[...]
Trzecią grupę dodatkowych dochodów dla administratora stanowiły nieduże "prace naprawcze" zlecane swoim pracownikom lub zlecane dla firm-córek. Były to: systematyczna naprawa i regulacja drzwi wejściowych, naprawa i regulacja domofonu, odśnieżanie dachu (nawet w ubiegłym sezonie, w którym nie pamiętam ani jednego przypadku żeby zachodziła taka konieczność, a administrator zlecił takie odśnieżanie aż sześciokrotnie), regulacja zaworów podpionowych CO (aż osiem razy w jednym sezonie grzewczym?!), przegląd instalacji anteny zbiorczej (tylko 4 razy w roku :D), obsługa osuszacza w piwnicach, (swoją drogą bardzo złe posunięcie – zamontowano osuszacz powietrza, ale nie zadbano o prawidłową izolację przeciwwilgociową ścian!!), naprawa bramy wjazdowej na podwórko, itp. W sumie na te prace konserwatorskie i remontowe wspólnota wydała około 4200zł, rok wcześniej 'tylko' 3600zł, a jeszcze wcześniej niewiele ponad 3000zł. Tutaj uznałbym te koszty za stałe, gdyż jak widać kwota co roku rośnie o około 20% i poza tym można uznać że jest stała. Część z Was pewnie stanie w obronie administratora, że wykonywał czynności remontowe, dba zatem o budynek, itd. W tym wpisie nie będę tego rozszerzał – kiedyś już chyba pisałem o pracach wykonywanych tylko po to by zarobić na wspólnocie, jeżeli jeszcze tego nie poruszałem to z pewnością opiszę to w kolejnych artykułach. Tutaj tylko powiem krótko, że ja wolałbym te 3-4 tysiące co roku przeznaczyć na jeden konkretny cel (wymiana anteny zbiorczej, wymiana drzwi lub samozamykacza, etc) niż co roku łatać dziury nawet jeżeli te remonty byłyby prawdziwe a nie wymyślone...
Jeżeli podsumujemy całość, to może się okazać, że nieuczciwi administratorzy czy zarządcy zamiast stawki z umowy na poziomie 0,5-0,6zł/m2 mają w rzeczywistości stawkę na poziomie 1,5-2zł/m2. Tylko mieszkańcy nie zdają sobie z tego sprawy. Niestety...
Na koniec jeszcze odpowiedź na dwa pytania:
Czy wszyscy zarządcy tak robią?
Na szczęście nie. Z dokumentacji przejętych przez nas wspólnot wynika, że około 90% administratorów tak działa, ale oprócz wspomnianych 10% jest jeszcze zapewne grupa dobrych zarządców. Jeżeli jakaś wspólnota jest dobrze i uczciwie prowadzona to nie zmienia zarządcy, więc nie mam okazji do porównania ich dokumentacji
Do której grupy należy LCN?
Osobiście jestem w nieco komfortowej sytuacji ponieważ oprócz zarządzania nieruchomościami mam jeszcze inne źródła dochodu i dzięki temu „nie muszę" koniecznie z każdej wspólnoty wyciskać ten przysłowiowy ostatni grosz. Jestem człowiekiem wielu pasji i praca w wielu dziedzinach sprawia mi niemałą frajdę, dlatego też pozwalam sobie nawet na prowadzenie tych wspólnot, które dla wielu innych zarządców byłyby nieopłacalne. Zapewne się ze mną zgodzicie, że odpowiednia i uczciwa praca musi być poparta odpowiednim i uczciwym wynagrodzeniem, ale ja spoglądam na swoje zadowolenie finansowe jako na całokształt, a nie poprzez pryzmat każdej wspólnoty z osobna. Mogę zatem z czystym sumieniem stwierdzić, że my pobieramy jasno określone wynagrodzenie za jasno określone prowadzenie nieruchomości, a koszty jakie pokrywają wspólnoty są kosztami rzeczywistymi i nie są one w sztuczny sposób zawyżane. Nie zlecamy również 'wirtualnych' napraw na koszt wspólnot. Nasi mieszkańcy zapewne potwierdzą te słowa (mam nadzieję że tak jest :) ).
Temat wynagrodzenia zarządcy bardzo Was zainteresował, więc dodam kolejny wpis w tym temacie - z pewnością nie ostatni.
Inflacja rośnie co jest bardzo widoczne w ostatnim czasie. Wzrost kosztów utrzymania wpływa na naszą pracę i sprawia, że albo podniesiemy obowiązujące stawki, albo będziemy więcej pracowali (jeżeli można jeszcze więcej - patrz cz. I), albo będziemy się mniej starali i poświęcali każdej wspólnocie mniej czasu, albo poszukamy innych źródeł dochodu. I na tym ostatnim właśnie chcę się skupić w tym wpisie.
Jeżeli zajmujemy się zarządzaniem lub administrowaniem nieruchomościami, to z prostych wyliczeń wynika, że powinniśmy zarabiać około 2-4zł/m2 by móc utrzymać firmę i pracowników, oraz żyć z normalną pensją. Oczywiście stawki mogą zaczynać się poniżej 1zł/m2 jeżeli są to wielkopowierzchniowe bloki takie jakie najczęściej należą do Spółdzielni Mieszkaniowych. O sposobie obliczania stawki i czynnikach na nią wpływających opowiem jednak innym razem. Co zrobić zatem jeżeli mamy podpisane umowy na administrowanie za 0,5zł/m2 w małej wspólnocie powiedzmy 300-400m2? Co zrobić jeżeli koszt obsługi księgowej jest porównywalny z "dochodami" jakie generuje nam dana wspólnota? Gdzie można zarobić?
Odpowiedzi na te pytania są bardzo proste - bardzo często administratorzy i zarządcy szukają innych żródeł dochodu w swoich wspólnotach. Najlepiej stałych źródeł dochodu. Mogą to być niewielkie ale ważne żeby były stałe źródła które oprócz umówionego wynagrodzenia przyniosą nam comiesięczne zyski. O tym jakie to są źródła i jaka jest kwota "zarobiona" z tego tytułu wytłumaczę Wam na podstawie wspólnoty jaką przejąłem w ubiegłym roku od jednego z największych zarządców w Opolu.
Otóż firma ta znalazła sobie kilka dodatkowych żródeł stałego miesięcznego dochodu:
- co miesiąc była wystawiana refaktura za "usługi pocztowe" na stałe kwoty - moją uwagę zwróciła ilość tej korespondencji (chyba, że administrator co miesiąc wysyłał wszystkim mieszkańcom i dostawcom po kilka pism),
- oprócz tego co miesiąć wystawiana była nieduża faktura na "dostarczenie zawiadomień"
- co kwartał była wystawiana faktura za "drukowanie książeczek opłat" również na stałą kwotę - mieszkańcu na zebraniu nie potwierdzili jednak żeby te książeczki otrzymywali, a jedynie dwóch mieszkańców z takich książeczek korzysta,
- co roku administrator wystawiał fakturę na niemałą kwotę za "archiwizowanie dokumentacji" - okej dokumenty trzeba co jakiś czas zarchiwizować, ale żeby żądać za to dodatkowego wynagrodzenia?
- dwa razy w roku firma przeprowadzała deratyzację w bydynku - tylko po co przeprowadzać ją w budynku w którym nie ma żadnych gryzoni, piwnice mają szczelne okna lub większość jest bez okien, a drzwi uniemożliwiają dostęp do piwnic szczurom i innym gryzoniom?
- dwa razy w roku firma wystawiała fakturę za "odczyty wodomierzy" ze stawką za każdy wodomierz osobno (nawet jak w lokalu były 4 wodomierze) - rozumiem, że wodomierze trzeba odczytywać, ale po co wynajęliśmy administratora skoro za wszystko trzeba dopłacać?
- co miesiąc wystawiana była faktura za "obsługę podatku śmieciowego" - pozostaje się cieszyć że jeszcze nie wystawiają dodatkowych faktur za "obsługę mieszkańców" lub "obsługę dostawców mediów" czy wręcz "obsługę dokumentacji" - może już wkrótce tak będzie
Tych stałych kosztów w ciągu roku uzbierało się ponad 800zł. Rok wcześniej było to około 650zł, jeszcze wcześniej niecałe 600zł. Czyli kwota ta była naliczana co roku i systematycznie rosła. A teraz to przeliczmy: 800zł/12 miesięcy/480m2 (powierzchnia budynku) = 0,139zł/m2 - o tyle wyższe było rzeczywiste wynagrodzenie administratora, czyli zamiast umówionych 0,52zł/m2 które wynikało z umowy mieszkańcy w rzeczywitości płacili 0,66zł/m2.
Ale to jeszcze nie koniec. Wspomniałem tutaj tylko o kosztach stałych. Do tego należy wspomnieć o kosztach dodatkowych dopisywanych do uchwał i umów z wykonawcami - wcześniej już pisałem o podobnych praktykach na przykładzie innej wspólnoty ale tego samego zarządcy - były to prowizje za przygotowanie dokumentacji, prowizje za prowadzenie inwestycji, prowizje za pełnienia nadzoru inwestorskiego (o jego jakości nie będę się rozpisywał - zapraszam do wcześniejszych wpisów chociażby na przykładzie jednego z dachów), prowizje za wyszukanie wykonawcy. Te koszty nie były stałe i pojawiały się tylko "przy okazji" inwestycji, ale za to kwoty były dużo większe - od kilkuset złotych do nawet kilku tysięcy przy większych remontach. Tutaj niestety nie sposób przeliczyć tego na stałą stawkę miesięczną.
Jak zwykle za dużo się rozpisałem, więc podzielę ten wpis na dwa oddzielne...
CDN...

Jak widać 20 lat temu wystarczyło prowadzić 3-4 wspólnoty średniej wielkości i można było zarobić wynagrodzenie minimalne. Uwzględniając koszty dodatkowe około 30 wspólnot średniej wielkości wystarczyło by utrzymać biuro i 3-4 pracowników. Dzisiaj by utrzymać biuro, opłacić własną działalność i utrzymać księgową 30 wspólnot to niestety skromne minimum. Bardzo skromne jeżeli chcemy się utrzymać tylko z zarządzania nieruchomościami. Przez ostatnie 20 lat sporo się zmieniło na rynku nieruchomości: biurokracja dotycząca zarządzania nieruchomościami niestety rozrasta się, coraz rzadziej można kupić program księgowy do prowadzenia wspólnot jednorazowo i na stałe (dożywotnio) - firmy chcą sprzedać program a dodatkowo żądają opłacania abonamentu, bardzo dużo zmienia się w przepisach, a każda zmiana jest oczywiście płatna, coraz częściej do kontaktów z urzędami konieczny jest kwalifikowany podpis elektroniczny który wykupuje się na określony okres, a bez którego nic nie załatwimy w urzędach (nawet osobista wizyta nic tu nie pomoże - musimy mieć podpis i już!)... Tych przykładów utrudniania życia przedsiębiorcom jest dużo więcej. Zarządca czy administrator nie są tutaj wyjątkami.
Dobry zarządca oczywiście poradzi sobie z tymi rosnącymi wymaganiami urzędów i naszego Państwa, ale w sposób bezpośredni wpływa to na nasze wydatki (odpowiednie programy), nasz czas (więcej pracy), a jak widać w tabeli zarobki nie są oszałamiające i nie wzrosły tak jakbyśmy mogli oczekiwać. Gdybyśmy chcieli utrzymać poziom zarobków sprzed 20 lat, to stawki za zarządzanie powinny oscylować w okolicach 1,5-2zł/m2. Oczywiście stawki są zawsze uzależnione od wielu czynników - stanu technicznego budynku, jego powierzchni, wymagań mieszkańców, położenia budynku, i wielu innych czynników o których postaram się napisać kiedyś więcej.
Kilka lat temu w grupie zarządców rozmawialiśmy o satysfakcjonujących wynagrodzeniach i większością głosów doszliśmy do wniosku, że stawki za zarządzanie nieruchomościami powinny oscylować w granicach 3zł/m2. Wtedy zarządca mógłby wykonywać swoją pracę spokojnie i profesjonalnie i mógłby poświęcić każdej wspólnocie odpowiednio dużo czasu by wyprowadzić ją do bardzo dobrego stanu i następnie prowadzić ją w takim stanie i dbać o poprawianie komfortu użytkowania. Tylko wtedy każdy zarządca miałby odpowiednio dużo czasu by bez pośpiechu porozmawiać z mieszkańcami, odwiedzić każdy obiekt, przejrzeć na bieżąco co się w nim dzieje, etc. Dzisiaj ta stawka zapewne wzrosłaby do 3,5 lub nawet 4zł/m2. Jak zatem mają się owe 4zł do obowiązujących powiedzmy 0,6zł?? Jak są konstruowane umowy o administrowanie by zarabiać a nie dokładać do interesu? Na czym naprawdę zarabiają nieuczciwi administratorzy? O tym już wkrótce :)
Zapraszam do lektury i komentowania
Dzisiaj rozpoczynam cykl kilku wpisów o finansach i zarobkach administratorów i zarządców. Na początek krótkie i bardzo uproszczone wyliczenia, które mają za zadanie przybliżyć Wam finanse zarządców. Powtórzę - są to uproszczone wyliczenia a nie dokładne rozliczenie...
Przyjmijmy, że zarządca zatrudnia pracownika, któremu wypłaca miesięczne wynagrodzenie w wysokości pensji minimalnej, czyli 2600zł brutto. Pracownik dostanie z tego "na rękę" około 1900zł, natomiast taki pracownik kosztuje pracodawcę około 3100zł. Czyli tyle minimalnie musi zarobić pracownik by zarobić na swoje utrzymanie w firmie. Są to wyliczenia uproszczone i nie uwzględniają czynników chorobowych, urlopów, dodatków do pensji, wyposażenia stanowiska pracy, kosztów utrzymania takiego pracownika (telefon, samochód, biurko i laptop do pracy, odpowiedni program, itd). Spróbujemy wyliczyć po prostu ile taki pracownik musi "przerobić" mówiąc brzydko żeby zarobić tylko na siebie.
Jeżeli taki pracownik kosztuje pracodawcę 3100zł, to przy założeniu że pracuje 160godzin w miesiącu jego stawka godzinowa wynosi około 20zł. (3100/160=20) Mam nadzieję że jest to do tej pory proste i zrozumiałe. Przejdźmy zatem dalej.
Pracownik taki zajmuje się wspólnotami mieszkaniowymi. Dla łatwiejszych wyliczeń przyjmiemy, że średnia wielkość nieruchomości jaką się zajmuje to 500m2, a średnia stawka za zarządzanie to 0,6zł/m2 (500*0,6=300). Rachunek jest zatem prosty: na jednej nieruchomości zarabiamy 300zł (podatku nie odprowadzamy, więc upraszcza nam to liczenie).
Dla jeszcze większego uproszczenia zakładamy, że taki pracownik zajmuje się nieruchomością od A do Z, czyli on sam prowadzi księgowość i rozliczenia, obsługuje program księgowy, wypełnia deklaracje, rozlicza i opłaca dostawców, kontroluje stan techniczny nieruchomości, w razie potrzeby wyszukuje wykonawców do prac remontowych, rozsyła zapytania i zbiera oferty, prowadzi negocjacje z wykonawcami, przygotowuje uchwały, prowadzi zebrania, itd. ...
Jeżeli na jednej nieruchomości zarabiamy 300zł, to musimy mieć minimum 11 średnich wspólnot po 500m2 i w każdej stawkę 0,6zł/m2 by zarobić na takiego pracownika. Przypominam tylko, że są to wyliczenia uproszczone i nie uwzględniają wielu czynników takich jak urlop, chorobowe, czy chociażby koszt telefonu. Jeżeli uwzględnimy te wszystkie czynniki, a do tego przyjmiemy mniej korzystne stawki, to może się okazać, że taki pracownik obsługuje 20 nieruchomości i nadal nie przynosi żadnych korzyści dla pracodawcy.
Spróbuję teraz przedstawić to z innej strony - jezeli na jednej nieruchomości przy powyższych założeniach zarabiamy 300zł, a stawka godzinowa pracownika wynosi 20zł/h, to taki pracownik może poświęcić jednej wspólnocie nie więcej niż 15godzin w miesiącu, czyli w przybliżeniu 2 dni robocze po 8 godzin. I to musi wystarczyć na obsługę księgową, rozliczenia, przygotowanie ofert i uchwał, skontrolowanie stanu technicznego i bieżących potrzeb, usunięcie ewentualnych awarii i przypilnowanie firm wykonawczych, obsługę poczty i wypełnienie oraz przypilnowanie dokumentacji budynku.
Wszystkie wyliczenia są uproszczone i przedstawiają pewien schemat. Omówiłem sytuację zatrudnionego pracownika, ponieważ sytuacja kiedy przedsiębiorca sam zarabia na swoje utrzymanie jest jeszcze mniej korzystna ze względu na podatki, ZUS'y, składki zdrowotne, itd.
Oczywiście w obu przypadkach powinny dojść jeszcze koszty takie jak: utrzymanie biura, zakup i abonament na odpowiednie programy niezbędne do prowadzenia wspólnot, opłaty za telefony, internet, utrzymanie samochodu i koszt paliwa, inwestowanie w rozwój (szkolenia zawodowe), koszt ubezpieczenia OC zarządcy, laptop i drukarka wraz z materiałami eksploatacyjnymi, oraz wiele, wiele innych kosztów które dla uproszczenia pominąłem. Gdybym je uwzględnił, a także dodał chociażby tygodniowy urlop lub chorobowe raz w roku to bardzo szybko okazałoby się, ża na jedną wspólnotę możemy poświęcić zaledwie kilka godzin w miesiącu. Jeżeli chcemy zarabiać więcej niż pensja minimalna to tych godzin jest jeszcze mniej...
Nie będę tego komentował w żaden sposób (chociaż nie ukrywam że mnie bardzo korci:) ). Chciałem Wam tylko przedstawić zarobki zarządców, a Wy już sami ocenicie czy te pieniądze są warte wysiłku jaki jest wkładany w prawidłowe prowadzenie Waszych nieruchomości.
Na koniec podkreślę, że celem tego wpisu nie jest narzekanie, a jedynie już dawno obiecane przedstawienie finansów zarządcy z jego punktu widzenia. Jest to pierwszy artykuł który otwiera pewną serię o zarobkach i wynagrodzeniach... Zapraszam do lektury i komentowania
1. Przy zawieraniu kredytu administrator do uchwały dodawał zapis o dodatkowym wynagrodzeniu za przygotowanie dokumentacji - 500zł;
2. Przy podejmowaniu uchwał o jakichkolwiek pracach remontowych w podpisywanych przez właścicieli uchwałach był zapis o sporządzeniu przez administratora kosztorysu inwestorskiego - 10zł za każdą pozycję w kosztorysie, nie mniej niż 200zł za całość;
3. W tych samych uchwałach był również zapis o wynagrodzeniu administratora za prowadzenie nadzoru inwestorskiego - 3% wartości zadania;
4. W ciągu zaledwie ostatniego roku wspólnota wykonywała 11 remontów czy może właściwiej można to nazwać interwencji w sprawie zapowietrzonych grzejników. Dopiero po ostaniej ktoś się zorientował, że wystarczy zamontować odpowiednie odpowietrzniki automatyczne i sprawa rozwiązała się szybko. Koszty tych "interwencji" były nieduże około 80-157zł za każdą, ale do tego dochodziły koszty spuszczenia wody i jej uzupełnienie przez dostawcę ciepła około 135zł każda taka "akcja" - łącznie zbędne wydane 2812zł plus koszt zamontowanych na końcu aytomatycznych odpowietrzników (ale tego nie liczę bo to akurat był koszt uzasadniony i potrzebny)
5. Siedem razy w ciągu ostatniego roku w drzwiach wejściowych regulowany był samozamykacz. Po przejęciu wspólnoty przez nas okazało się, że ktoś źle dobrał samozamykacz do wagi i wymiarów skrzydła drzwi i konieczna była jego wymiana, a ciągłe regulacje nie mogły się udać. Łączny koszt tych nietrafionych "regulacji" - 620zł
6. Wspólnota wymieniała w ubiegłym roku pokrycie dachowe (dachówki), niestety pomimo prowizji za nadzór nikt nie dopilnował, żeby przy okazji wymienić kilka zniszczonych przez korniki krokwi, przez co teraz trzeba wydać kolejne pieniądze na wymianę krokwi i wzmocnienie dachu. Wcześniej wspólnota poniosłaby koszt kilku nowych krokwii i byłoby po sprawie, teraz te koszty będą dużo większe - z pewnością około 2000-2500zł zamiast około 600-800zł. Poprzedni administrator nie widzi problemu, ponieważ jak mówi "zawsze można podać kierownika budowy do sądu i domagać się zwrotu poniesionych kosztów" ale oczywiście staraniem i na koszt wspólnoty... Pytanie retoryczne - po co zatem nadzór inwestorski z ramienia administratora, skoro nie dopilnował on tego, a skasował wspólnotę na ponad 4tyś zł (3% wartości inwestycji)?
7. Wspólnota kilka lat temu ociepliła bydynek, ale do dnia zmiany zarządcy nie wystąpiła o zmniejszenie mocy zamówionej u dostawcy ciepła. Nikt nawet nie poinformował że istnieje taka możliwość i mieszkańcy niepotrzebnie opłacali zawyżone rachunki za ogrzewanie - rocznie około 4000 - 5000zł.
Są to przykłady z ostatnio przejętej wspólnoty i z ostatniego okresu. Jak widać ta konkretnie wspólnota w ciągu ostatniego roku wydała niepotrzebnie około 14 tysięcy złotych, do tego w poprzednich latach wydała kolejne tysiące na niepotrzebne remonty lub niedopatrzenia administratora. W niewielkim i ograniczonym budżecie wspólnoty są to niemałe środki, które możnaby przeznaczyć na inne konieczne remonty...

Na początek krótkie wyjaśnienie - jest to wykres, który przedstawia średnie oszczędności wyrażone w procentach jakie uzyskały zarządzane przez nas wspólnoty na przeprowadzonych dotychczas pracach remontowych i modernizacyjnych. Średnie ponieważ poszczególne oszczędności zależą od wielu czynników i nie można ich porównywać bezpośrednio, a przedstawione w procentach, gdyż tylko w ten sposób można rzeczowo mówić o porównaniu kosztów. Przejdźmy zatem do krótkich wyjaśnień.
- Pełny okrąg na wykresie wynosi 100%, czyli tyle ile powinna za daną usługę zapłacić wspólnota, która nie jest zarządzana przez nas i która wybiera najtańszą usługę dostępną na rynku. Dla uproszczenia nie zagłębiam się tutaj w jakość usług - porównuję tylko koszt. Przykładowo: wspólnota chce wykonać malowanie klatki, zbiera zatem oferty kilku firm wykonawczych, wysyła zapytania do znajomych firm, ogłasza się w różnych portalach i otrzymuje kilka lub kilkanaście ofert. Z tych ofert wybiera najtańszą i to jest właśnie poniesiony koszt czyli nasze 100%
- Kolorem zielonym na wykresie zaznaczone są "Oszczędności w wyborze wykonawcy". Oznacza to tyle, że wspólnoty którymi zarządzamy zaoszczędziły średnio 17,57% tylko dlatego, że daną usługę remontową wykonywała nasza ekipa i dzięki temu mogliśmy zaoferować niższą stawkę. Nie wykonujemy usług dla wspólnot zewnętrznych którymi nie zarządzamy, więc niższa cena jest dla nich nieosiągalna. Przykład: w jednej ze wspólnot które prowadzimy wykonywaliśmy wymianę okien i drzwi w częściach wspólnych. Jest to zabytkowa kamienica w strefie konserwatorskiej, drzwi były drewniane ale już mocno zniszczone i nie nadające się do renowacji, okna w jeszcze gorszym stanie. Zebraliśmy 16 ofert na wymianę drzwi (dwie pary - przód i tył budynku), oraz 18 ofert na wymianę okien. Dodatkowe 3 oferty zebrał zarząd wszpólnoty z zaprzyjażnionych firm. Najtańsza oferta na drzwi opiewała na 12230zł, natomiast na okna była to kwota 6720zł. Nasza ekipa wymieniła te drzwi za kwotę 9640zł (czyli za około 79% najniższej oferty), natomiast okna za 5750zł (czyli około 85% najniższej oferty). Zarówno okna jak i drzwi były najwyższej jakości, niższa cena nie była więc odzwierciedleniem niższej jakości, wręcz przeciwnie - drzwi wykonała nam zaprzyjaźniona firma i wykonała dodatkowe rzeźbienia na drzwiach frontowych by bardziej pasowały do historycznego charakteru kamienicy
- Kolorem żółtym opisane są "Dodatkowe korzyści", czyli wszystko co zyskała wspólnota, a nie planowała zyskać rozważając remont. Przykład: wspólnota planowała wykonać wymianę całej instalacji elektrycznej w częściach wspólnych wraz z wymianą WLZ'ów, oraz przy okazji położyć nowe okablowanie pod domofon. Z zebranych ofert (ponad 10 firm zgłosiło się do realizacji działania) najniższą kwotę za całość prac zaoferował wujek jednej z mieszkanek - było to 15400zł. Nasza ekipa wykonała całość prac za 15000zł, zatem oszczędności były niewielkie, ale wykonała też prace dodatkowe - przeniosła wszystkie liczniki na klatkę, do każdego mieszkania wykonała nowe 3-fazowe zasilanie gdyby ktoś chciał w przyszłości założyć "siłę" w mieszkaniu (do po niecałym roku przydało się dla jednego z mieszkańców), pochowała wszystkie instalacje na klatce schodowej (światłowód, kable telefoniczne), założyła czujniki ruchu na klatce schodowej, przygotowała okablowanie pod lampy zewnętrzne by w przyszłości nie kuć ścian ponownie, itp. Koszt samych materiałów które użyto do dodatkowych prac to 3420zł (nie licząc dodatkowych kosztów robocizny), zatem dodatkowe korzyści w tym przypadku wyniosły minimum 22,8%
- Czerwonym kolorem na wykresie zaznaczone są "Pozyskane dofinansowania, inwestorzy". Pod tym pojęciem kryją się wszystkie inwestycje jakie udało nam się zrealizować we wspólnotach lub na terenach przyległych, a które zostały w całośći lub w znacznej części pokryte ze środków obcych. Przykład: kilka miesięcy temu przy dwóch naszych wspólnotach zagospodarowaliśmy podwórko, zrobiliśmy nowe chodniki, wymieniliśmy ogrodzenie, założyliśmy skalniaki, zasialiśmy trawę i obsadziliśmy wszystko nową roślinnością, zamontowaliśmy ławki, kosz na śmieci i stojaki rowerowe. Udało nam się pozyskać na to finansowanie ze środków gminy w ramach konkursu "Odmień swoje podwórko", w związku z czym koszt wszystkich prac w wysokości 49999zł pokryła gmina, wspólnoty pokryły jedynie koszt projektu i kosztorysu w wysokości 972zł każda. Każda wspólnota pokryła zatem zaledwie 1,9% kosztów całkowitych, a w zamian mają ładne podwórko z zadbaną zielenią i pięknymi trawnikami.
- Kolorem niebieskim na wykresie są zaznaczone "Rzeczywiste poniesione koszty", czyli taka część kosztów remontów jaka została pokryta z funduszu remontowego po odliczeniu wszystkich oszczędności. Są to oczywiście wartości średnie i nie można ich oczekiwać w każdym przypadku, ale wskazują na znaczne oszczędności jakie może przynieść dobry zarządca który odpowiednio prowadzi swoje wspólnoty. U nas średnio wspólnoty oszczędzają ponad 35%...
Okazuje się że wbrew temu co ja sam sądziłem najbardziej ekologiczne są osoby starsze. To one najczęściej i najlepiej segregują odpady, najbardziej dbają o otoczenie, najmniej śmiecą w miejscach publicznych, itd, itp.
Osoby młode bardzo często poruszają temat ekologii, bardzo dużo czytają o tym zagadnieniu, często publikują posty o tej tematyce, ale najczęściej na tym kończą się ich "działania". W podsumowaniu wspomnianych badań było jedno krótkie zdanie, które bardzo trafnie zbilansowało wyniki: "Osoby młode bardzo chętnie promują działania proekologiczne poprzez udostępnianie postów i linków do takich działań, ale już same niechętnie angażują się w codzienne, mozolne i skuteczne segregowanie śmieci". Wiem, że żyjemy w świecie pędzącym ciągle szybciej i młodzi ludzie chcą coraz więcej, coraz szybciej i bez zbytniego zaangażowania, ale czy wtedy wystarczy zalajkować odpowiedniego posta by móc o sobie mówić, że jest się EKO? Oczywiście są to tylko badania i nie można ich utożsamiać z każdym, ale bardzo wyraźnie pokazują one tendencje...
Czytałem ostatnio bardzo fajny artykuł o samochodach elektrycznych. Okazuje się, że samochody te nie są jeszcze tak bardzo przyjazne środowisku jak to się nam z każdej strony wmawia. Rzeczywiście nie trują one w miejscu użytkowania tak bardzo jak te spalinowe, ale na naszej planecie większość energii pochodzi z elektrowni spalinowych, więc "trucie" odbywa się w innym miejscu. Dopóki nie ujarzmimy w znacznym stopniu energii słońca, wiatru czy wody to nie może być mowy o ekologicznych samochodach. Do tego dochodzi problem akumulatorów, ich użytkowania oraz późniejszego recyklingu. Okazuje się że w całym procesie produkcji, użytkowania i końcowego recyklingu samochody spalinowe są mniej "energożerne" niż samochody elektryczne - czyli tym samym bardziej przyjazne dla środowiska. Z pewnościa kiedyś to się zmieni, ale taki jest fakt na chwilę obecną.
Trzeci i ostatni temat jaki chciałem poruszyć to kolejne badania jakie przeprowadziła kilka lat temu jedna z polskich uczelni. Celem badań było porównanie sprzętów poszczególnych klas energetycznych (C, B, A, A+++, itd) i koszt potrzebnej energii do wytworzenia takiego sprzętu, jego użytkowania przez cały okres przydatności i końcowej utylizacji. My jako konsumenci sprawdzamy tylko ile sprzęt zużyje energii np. przez rok i na tej podstawie dokonujemy zakupu. Tutaj uczelnia poszła o krok dalej i zbadała całościowy wpływ pełnego okresu "życia" takiego sprzętu i jego wpływ na środowisko naturalne. Wyniki były bardzo podobne do tych odnośnie samochodów. Okazało się, że sprzęty wysokiej klasy energetycznej A+++ czy jeszcze wyższej w okresie użytkowania pobierają mniej energii czyli są bardziej przyjazne dla naszego portfela (chociaż w chwili zakupu są droższe), ale w całościowym ujęciu do ich produkcji i utylizacji potrzeba włożyć dużo więcej materiałów i energii co powoduje, że stają się one mniej ekologiczne niż sprzęty klasy A lub nawet B.
Jeżeli prowadzimy jakieś działania proekologiczne upewnijmy się zatem czy naprawdę jesteśmy bardziej EKO, czy może tylko nam się tak wydaje. Polubienie czy udostępnienie posta "zielonej organizacji" uspokoi nasze sumienie i sprawi że poczujemy się fajniej, ale czy nie lepiej podnieść spotkany na spacerze śmieć i wrzucić go do odpowiedniego pojemnika, lub kupować produkty bez zbędnych plastikowych opakowań, lub do własnych toreb wielokrotnego użytku???

Na przedstawionym w uproszczeniu rysunku widać jasno kto i na jakiej podstawie podejmuje decyzje w poszczególnych wspólnotach. Warto jeszcze wspomnieć, że sposób zarządzania i tryb podejmowania decyzji to te korzystniejsze zmiany jakie wiążą się z nowelizacją ustawy. Ustawodawca nakłada jednak tym samym szereg obowiązków na duże wspólnoty, do których należą m.in.
- obowiązek określenia oraz prowadzenia pozaksięgowej ewidencji kosztów zarządu nieruchomością wspólną oraz zaliczek uiszczanych na pokrycie tych kosztów, a także rozliczeń z innych tytułów na rzecz nieruchomości wspólnej,
- obowiązek ustalenia rocznego planu gospodarczego zarządu nieruchomością wspólną,
- obowiązek ustalenia wysokości zaliczek na poczet kosztów zarządu nieruchomością wspólną,
- obowiązek dokonywania rozliczeń przez rachunek bankowy,
- obowiązek zwoływania zebranie ogółu właścicieli lokali co najmniej raz w roku.
Pomimo trudności jakie płyną z przejścia wielu małych wspólnot do grona "dużych" uważam, że korzyści płynące z tego tytułu zwłaszcza we wspólnotach w których nie udawało się dojść do porozumienia będą spore. Mówię oczywiście o korzyściach dla budynków i dla ogółu wspólnoty. Interesy poszczególnych właścicieli nie są zawsze zbieżne i tutaj zapewne pojawią się osoby poszkodowane. Warto zatem przypomnieć, że ustawa o własności lokali daje możliwość zaskarżania podejmowanych uchwał - należy tego dokonać w terminie 6 tygodni od daty zebrania (jeżeli uchwała została podjęta na zebraniu), lub od dnia zawiadomienia o podjętej uchwale (jeżeli uchwała była zbierana w trybie indywidualnego zbierania głosów). Przypominam również, że samo zaskarżenie uchwały nie wstrzymuje jej wykonania. Takiego wstrzymania może dokonać sąd. Życzę jednak wszystkim, aby do takich zaskarżeń nie dochodziło, gdyż jak mówi staropolskie przysłowie "Zgoda buduje, a niezgoda rujnuje"...
Nowy rok przywitał wszystkich zarządców i wszystkie wspólnoty nowym prawem i zmienioną ustawą o własności lokali. Według mnie najistotniejszą zmianą jaką ustawodawca wprowadził jest zmiana podziału na wspólnoty małe i duże. Do tej pory wspólnoty które miały maksymalnie 7 wydzielonych lokali były zaliczane do tzw. "małych" wspólnot i działały w oparciu o kodeks cywilny. Od 1 stycznia 2020r. do małych wspólnot zalicza się tylko te, które mają tych lokali nie więcej niż 3. Oznacza to, że te wspólnoty, w których lokali jest od 4 do 7 od nowego roku stały się wspólnotami "dużymi" i obecnie działają w oparciu o ustawę o własności lokali.
Jakie są tego konsekwencje? Przede wszystkim, jeśli właściciele nie uzgodnią innego sposobu zarządu nieruchomością wspólną, to będą zobowiązani do wyboru zarządu (jednoosobowego lub kilkuosobowego). Członkiem zarządu może być wyłącznie osoba fizyczna wybrana spośród właścicieli lokali lub spoza ich grona. Zmieni się również sposób podejmowania decyzji we wspólnocie. Decyzje w przedmiocie czynności zwykłego zarządu będzie podejmował samodzielnie zarząd lub wybrany zarządca.
Do podjęcia przez zarząd czynności przekraczającej zakres zwykłego zarządu potrzebna będzie uchwała właścicieli lokali wyrażająca zgodę na dokonanie tej czynności oraz udzielająca zarządowi pełnomocnictwa do zawierania umów stanowiących czynności przekraczające zakres zwykłego zarządu w formie prawem przewidzianej.
Są to duże ułatwienia w funkcjonowaniu tych wspólnot, gdyż dotychczasowy sposób ich funkcjonowania i konieczność stosowania zapisów kodeksu cywilnego niejednokrotnie paraliżowała ich działalność. Ale żeby nie było tak pięknie są też mniej przyjemne konsekwencje nowelizacji ustawy, a są nimi nowe obowiązki takich wspólnot.
Zarząd albo zarządca będzie obowiązany prowadzić ewidencję pozaksięgową kosztów zarządu nieruchomością wspólną oraz zaliczek uiszczanych na pokrycie tych kosztów, a także rozliczeń z innych tytułów na rzecz nieruchomości wspólnej. Ponadto zarząd albo zarządca będzie obowiązany dokonywać rozliczeń przez rachunek bankowy, składać właścicielom lokali roczne sprawozdanie ze swojej działalności, zwoływać zebranie ogółu właścicieli lokali co najmniej raz w roku, nie później niż w pierwszym kwartale każdego roku. Dodatkowo wspólnota będzie musiała uchwalić roczny plan gospodarczy zarządu nieruchomością wspólną i opłat na pokrycie kosztów zarządu...

Przy okazji poruszę kilka spraw które mogą sprawić, że nam będzie się żyło przyjemniej, a zwierzakom łatwiej :) Jako zarządca staram się prowadzić działania pro-ekologiczne, które czynią nasze otoczenie bardziej przychylnym dla różnych żywych żyjątek które nas otaczają, a które mają pozytywny wpływ na nasze codzienne życie (jak chociałby Jerzyki o których już pisałem), ale jednocześnie mają bezpośredni wpływ na nasze samopoczucie (jak sadzenie nowych drzew i krzewów, czy tworzenie miejsc do wypoczynku dla mieszkańców). Każdy mieszkaniec może takie działania prowadzić również we własnym zakresie lub w porozumieniu z całą wspólnotą. Wystarczy rozejrzeć się w naszym otoczeniu i dostrzec te potrzeby jakie możemy my zaspokoić. Czasami jest to najprostsze powieszenie karmnika lub kawałka słoniny dla sikorek na drzewie przed domem, latem wystarczy wystawić jakieś poidełko i dolewać do niego czystą wodę dla ptaków. Możemy również zakupić lub wykonać tzw. hotel dla owadów. Te większe można ustawić przed naszymi domami, ale są też mniejsze wersje, które bez problemu zmieszczą się na naszych balkonach a nawet parapetach naszych okien. Jeżeli przed domem mamy jakiś skwerek zielony, albo może użytkujemy jakąś działkę to możemy zadbać o miejsce zimowania dla mniejszych zwierząt jak np. jeże - wystarczy przed zimą zrobić kopiec z opadłych liści. Często są to działania bardzo proste i tanie, a efekty są dla nas korzystne i przyjemne. Przyjemnie jest bowiem podglądać wróble podczas porannej kąpieli w poidełku jakie im wystawimy, miło zimą obserwować sikorkę, która systematycznie do nas wraca i posila się na kawałku słoninki jaką im wywiesimy, warto również obserwować pszczoły samotnice, które znoszą do domków jakie im przygotujemy pyłek z kwiatów. Takie obserwacje mogą być miłe dla naszego oka i mogą radować nasze serca, ale dla dzieci będzie to jeszcze większa frajda i z pewnością same będą chciały dosypać ziaren o karmnika, lub dolać wody dla ptaszków.
Działania pro-eko to także nasze codzienne segregowanie odpadów, dbanie o zieleń w naszym najbliższym otoczeniu, podlewanie kwiatków czy krzewów pod domem w upalne dni, zimą zaprzestanie używania soli do odśnieżania chodników lub korzystanie z soli ekologicznej, która nie wpływa negatywnie na roślinność, zwiększenie powierzchni biologicznie czynnej przy naszych kamienicach, zmniejszanie ilości betonu i asfaltu tam gdzie jest to możliwe na korzyść materiałów ekologicznych i mających pozytywny wpływ na środowisko, wymiana pieców lub nawet zmiana sposobu palenia w piecach starego typu (w piecach powinno się palić "od góry" a nie "od dołu"), oraz rezygnacja z paliw niedopuszczalnych jak plastik czy guma.
Zachęcam wszystkich do tego, by rozejrzeli się w swoim otoczeniu i postarali się dostrzec te zmiany w swoim życiu które mogą wprowadzić aby nam wszystkim żyło się lepiej. Dbajmy o środowisko i o nasze zdrowie
Na marginesie dodam, że inspektorem został starszy pan, który nie potrafił odróżnić rodzaju materiału czy rodzaju powłoki w danym materiale, ale uważał się za wielkiego fachowca, bo "40 lat robię w tym" - i pomimo nieznajomości nowych technologii miał uprawnienia do pełnienia funkcji inspektora. Kto miał do czynienia z instytucjami wydającymi takie uprawnienia wie zapewne, że w dzisiejszych czasach nie jest prosto zdobyć takie uprawnienia, ale dawniej wystarczyło kilka lat pracy w zawodzie i można było otrzymać "papier" niejako 'z urzędu', a w chwili obecnej nie trzeba się doszkalać - wystarczy jedynie regularnie opłacać składki na instytucję wydającą certyfikaty.
Ale wracajmy do tematu. Z naszej strony ustanowiliśmy kierownika budowy oczywiście z odpowiednimi uprawnieniami, który również miał czuwać nad prawidłowym przebiegiem zlecenia.
Początki współpracy z inspektorem wydawały się jak najbardziej poprawne. Stwierdziliśmy pewne błędy w projekcie, ale wspólnie ustaliliśmy jak je ominąć i poprawnie wykonać inwestycję. W trakcie naszych prac kilkukrotnie na miejscu był sam dyrektor placówki z radcą prawnym i przedstawicielem pionu remontowego i byli oni na bieżąco informowani o postępie prac, zgłaszali swoje uwagi, my reagowaliśmy na te uwagi, zgłaszaliśmy odstępstwa od projektu, oni je akceptowali. Można powiedzieć wzorowa współpraca. Ale do czasu (jak zawsze :))
Pewnego dnia inspektor zażądał łapówki, ponieważ jak stwierdził "jemu już nie opłaca się przyjeżdżać na tą budowę". Oczywiście żądanie nie było bezpośrednie i nie padło w obecności świadków. Ponieważ odmówiłem po kilku dniach rozpoczęły się problemy (a inwestycja dobiegała już prawie do końca). Inspektor zaczął przekonywać dyrektora i pion remontowy, że nasze prace są wykonywane źle, użyte materiały są niepoprawne, estetyka jest nieprawidłowa, etc, etc.
Oczywiście odbyły się spotkania z dyrektorem placówki, z działem remontowym nawet z projektantem. Ja coraz częściej zamiast kończyć zlecenie spędzałem czas na naradach i na pisaniu odpowiedzi na pisma inwestora. Doszło do tego, że otrzymałem nakaz wykonania prac w bardzo krótkim czasie (pomimo tego, że termin w umowie był jasno określony i nie został przekroczony) i na innych materiałach niż to było określone w projekcie. Nie mając wyjścia zgodziłem się na takie rozwiązanie, co było chyba zaskoczeniem dla inspektora, który namówił inwestora do zerwania umowy. Szczegóły tutaj nie są istotne, w chwili obecnej analizuje je sąd i mam nadzieję, że już niebawem zapadnie kolejne sprzyjające nam rozstrzygnięcie.
Morał z tej bardzo skróconej historii jest taki, że w przypadkach gdy w grę wchodzą większe zlecenia inspektor niejednokrotnie przestaje pełnić funkcję do jakiej został powołany, a zaczyna pilnować jedynie swoich interesów. Proszę zatem nie ufać bezgranicznie kierownikowi budowy czy inspektorowi nadzoru nawet gdy to Wy go opłacacie.
Znam przypadek, kiedy administrator wziął do realizacji remontu firmę pana A, a na inspektora powołał pana B, który jest bratem pana A. Czy taki inspektor (którego opłaca wspólnota mieszkaniowa) będzie rzetelnie chronił interes wspólnoty? Czy będzie bezstronny wobec brata? Moje doświadczenie mówi jasno żę TAK NIE JEST!
A jakie Wy macie doświadczenia? Jestem bardzo ciekawy...
Pierwsza sytuacja miała miejsce wiele lat temu kiedy jeszcze nie zajmowałem się zarządzaniem. Wykonywaliśmy instalacje i automatykę dla prywatnego inwestora. Problem polegał na tym, że "wygryzliśmy" instalatora który zawsze pracował z ekipami obecnymi na tej budowie, tzn. istniała niepisana zasada (o której dowiedziałem się dopiero po fakcie) pomiędzy firmami - budowlaną, elektryczną, hydrauliczną, inspektorem nadzoru, wykonawcą przyłączy, brukarzami, itd - że wszystkie duże zlecenia biorą razem i jeżeli ktoś wejdzie na miejsce jednej z ekip, to reszta robi wszystko co może by wyrzucić tą firmę i żeby wróciła "ich" ekipa. Na początku o tym nie wiedzieliśmy, więc uczciwie i ciężko pracowaliśmy po kilkanaście godzin na dobę by wyrobić się z terminami. Od samego początku pojawiały się sygnały od inwestora, któremu donoszono, że robimy "chyba źle", że "tak tanio to nie może być dobrze", że jak to powiedział kierownik budowlańców "ja się na tym nie znam ale to chyba jest źle", itd, itp. Nie wiedziałem o co chodzi dopóki nie porozmawiałem z hydraulikiem który został 'wyrzucony' z tej budowy na samym początku z powodu jakiegoś błahego powodu. Opowiedział mi on jakie są powiązania pomiędzy firmami, powiedział kto z kim trzyma, kto jakie ma korzyści i zrozumiałem dlaczego inwestor niby przypadkiem był "życzliwie informowany" o naszych rzekomych błędach. Ponieważ byliśmy jedną z nielicznych ekip w rejonie południowej polski która była w stanie wykonać pewne techniczne projekty które w tym budynku miały być zrealizowane pozostaliśmy na budowie, ale do czasu...
Jak już kończyliśmy instalacje na budowie pojawił się rzekomy "kierownik budowy" wynajęty przez naszą konkurencję i zaczął w dni wolne i w nocy kiedy nas nie było na budowie sprawdzać efekty naszej pracy. Pewnego dnia pojawił się z obstawą konkurencyjnej firmy i inspektora nadzoru na budowie, pojawił się również inwestor i zaczęła się nagonka na naszą firmę. Nie będę opisywał szczegółów bo to jest nieistotne, a wpis zrobiłby się za długi - oczywiście gdy poprosiłem o protokół z tego spotkania każdy zaczął się wymigiwać i unikać brania odpowiedzialności za zarzuty, ale niepewność u inwestora została zasiana i przyniosła oczekiwany skutek.
Tak jak pisałem oficjalnie nikt nie postawił nam żadnego zarzutu i technicznie nie stwierdzono żadnej nieprawidłowości. Inwestor jednak bardzo często słyszał podszeptywania od kierowników innych ekip aż im uwierzył. Oczywiście na każdym etapie byłem gotowy na merytoryczną i opartą na dokumentach konfrontację, ale nikt nie chciał o takiej słyszeć, a inwestor współpracował z tymi ekipami już od wielu lat więc im w końcu uwierzył. Byliśmy zmuszeni do przekazania budowy dla firmy którą wygryzliśmy...
Ale to nie koniec!
Najlepsze w tej historii jest to, że jak już wspomniałem jako jedna z niewielu firm potrafiliśmy wykonać pewne techniczne wymagania inwestora - przeprosił on nas za powstałą sytuację, oczywiście uregulował rachunek i ... poprosił żebyśmy zajęli się dostawą elementów automatyki i ich implementacją w obiekcie wraz z wykonaniem rozdzielnic i zabezpieczeń. Czyli instalację wykonała 'stara' ekipa, a my po nich wyposażaliśmy budynek w osprzęt i go uruchamialiśmy. Tego nie spodziewał się ani szef starej ekipy, ani inspektor, ani inne ekipy. Był to ewenement, ponieważ do końca mogłem śledzić przekręty wykonywane przez wszystkie ekipy, robiłem pomiary teletechniczne dla instalacji wykonywanych przez 'starą' ekipę i protokoły z nieprawidłowościami dostarczałem dla inwestora, do dzisiaj mam fotki z "kwiatkami" jakie tam zrobili i starali się ukryć przed inwestorem. Jako ciekawostkę podam fakt, że do końca inwestycji ani razu nie widziałem na budowie szefa konkurencji który robił podchody by mnie wyrzucić. Albo przyjeżdżał na budowę wieczorami jak ja już wyjechałem, albo przysyłał majstra - nawet telefonów odemnie nie odbierał. Czy to ze wstydu?? Oceńcie sami...
Zarządca wykonując swoją pracę powinien kierować się dobrem nieruchomości i korzyściami właścicieli. Czasami te dwa 'podmioty' mają różne cele niekoniecznie zbieżne, ale jeszcze częściej zdarza się, że sami właściciele mają odmienne podejście do wielu tematów i ciężko jest wypracować jakiś wspólny, zdrowy cel. Rolą zarządcy jest przekonywać mieszkańców do takich działań, które przysłużą się i budynkowi i mieszkańcom, a także tych, które bardzo często muszą być wykonywane z powodów technicznych. Jeżeli już na terenie wspólnoty są wykonywane prace to powinny być wykonywane w sposób prawidłowy, rzetelny i z zachowaniem odpowiednich procesów technologicznych. To zarządca powinien posiadać odpowiednią wiedzę techniczną i przypilnować ekipy remontowe by wykonały swoją pracę profesjonalnie i odpowiedzialnie. Jak już niejednokrotnie pisałem spora część nie ma takiej wiedzy i nie wspomaga się odpowiednimi fachowcami w tym zakresie.
Jeżeli ktokolwiek z właścicieli ma zastrzeżenia odnośnie wykonywanych we wspólnocie prac to w pierwszej kolejności powinien zgłosić to firmie wykonawczej i zarządcy. Zarządca w takim przypadku powinien zweryfikować uwagi mieszkańców i jeżeli zajdzie taka potrzeba 'zmusić' wykonawcę do poprawienia swoich błędów. Jeżeli to nie pomaga zarządca ma środki by nawet zmienić wykonawcę lub potrącić część wynagrodzenia na poczet potrzebnych do wykonania poprawek. Zastrzeżenia jakie miała Pani Marta to m.in. brak gruntowania ścian przy malowaniu czy wykonywaniu gładzi. W tym przypadku prace powinny zostać przerwane a zaniedbanie powinno zostać usunięte. Gruntowanie ścian jest istotne ponieważ wzmacnia podłoże i wyrównuje jego chłonność, ma zatem wpływ na estetykę wykończenia ściany ale przede wszystkim wpływa na trwałość i wytrzymałość zastosowanych wykończeń powierzchni. Jeżeli zarządca nie reaguje to proponowałbym sprawdzić umowę podpisaną z wykonawcą i kosztorys prac. W kosztorysie powinna być zawarta informacja jaka jest przyjęta technologia wykonania prac, jakie materiały zostaną użyte, jaki jest zakres prac. Jeżeli mamy pewność, że prace są wykonywane nieprawidłowo (może jednak firma wykonuje prace zgodnie z kosztorysem, a zarządca podpisał niekorzystną dla wspólnoty umowę) to należy się zwrócić do zarządcy najlepiej w formie pisemnej z zaznaczeniem niezgodności i nieprawidłowości. Jeżeli zarządca nie dopilnuje 'poprawek' lub co gorsza nie udostępni dokumentacji do wglądu i sprawdzenia jej poprawności to działa tym samym na szkodę wspólnoty. W takim przypadku polecałbym wezwać firmę wykonawczą do natychmiastowego przerwania prac w związku ze stwiedzonymi nieprawidłowościami, a z zarządcy proponowałbym wypowiedzieć umowę w trybie natychmiastowym w związku z niewypełnianiem swoich obowiązków i działaniem na szkodę wspólnoty. Oczywiście stroną wypowiedzenia powinien być zarząd i najlepiej jeżeli wcześniej zbierze podpisy właścicieli pod uchwałą o odwołaniu zarządcy.
W mojej karierze w zawodzie zarządcy zdarzały się sytuacje w których zarząd współpracował z zarządcą (mając z tego wymierne korzyści w postaci niższych opłat lub przychylnego traktowania) i wtedy skuteczne okazywało się podjęcie dwóch uchwał - o zmianie zarządcy i o powołaniu nowego zarządu.
Niestety przypadek Pani Marty nie jest odosobniony - sam znam przypadki, w których zarządca traktuje wspólnotę jak swój folwark do zarabiania pieniędzy i np. regularnie zleca swoim firmom "naprawę" drzwi, a koszty tych napraw już wielokrotnie przekroczyły koszt nowych drzwi. Jeżeli do tego dodamy fakt, że mieszkańcy twierdzą, że do tych drzwi nikt nawet nie przychodzi to już mamy pewność jaki jest cel tych zleceń.
Przy prawidłowej i pełnej umowie zarządca podejmuje i wykonuje czynności mające na celu zapewnienie racjonalnej gospodarki prowadzonej nieruchomości. Taki zarządca powinien prowadzić całą nieruchomość i dokumentację - oczywiście w porozumieniu z właścicielami i za ich zgodą, ale jak już to pisałem powinien to robić czynnie i aktywnie. Natomiast podmiot świadczący usługi z zakresu administrowania realizuje na rzecz wspólnoty tylko wycinek czynności objętych zarządzaniem, a ponadto decyzje dotyczące nieruchomości wspólnej podejmuje w tym przypadku zarząd. Zakres działań zaarządcy jest zatem o wiele szerszy od administratora.
Gdybym miał podać jakiś przykład porównałbym tutaj wspólnotę do okrętu, a zarzadcę do kapitana takiego statku. Jest on odpowiedzialny za cały statek, za prawidłowy kurs, za dbanie o porządek na staku, o odpowiednie zatowarowanie, odpowiada za załogę, a załoga ma jasno określone zadania. Kapitan musi jednocześnie słuchać swoich pasażerów i dopłynąć do portu do jakiego kierują się pasażerowie, ale drogę wybiera kapitan by bezpiecznie ominąć rafy i mielizny, oraz odpowiednio przygotować paliwo na całą podróż. Administratora porównałbym do autopilota - gdy trasa jest długa i żmudna możemu go włączyć żeby nie stać godzinami przy sterze, ale jeżeli coś się dzieje lub trzeba coś zrobić to już musimy się o to troszczyć sami. Autopilot nie interesuje się tym co się dzieje na pokładzie, nie widzi gór lodowych na horyzoncie, nie rozumie potrzeb pasażerów - jest to tylko lepiej lub gorzej napisany program który niezależnie od tego co się dzieje dąży do wyznaczonych celów, ale już sam nie zadba by te cele osiągnąć - nie zatankuje za nas paliwa, nie umyje pokładu, nie naprawi zniszczeń po burzy, to nie on kieruje załogą...
Pierwszy 'zarzut' jaki dostałem: "pan chyba nie lubi urzędników". Nic bardziej mylnego. Z reguły jestem człowiekiem pozytywnie nastawionym do życia i do ludzi. Nie obchodzi mnie kto gdzie pracuje. Obchodzi mnie za to jakim jest człowiekiem jeżeli w jakiś sposób mamy ze sobą współpracować. W swoim życiu zawodowym miałem doczynienia z wieloma urzędnikami na różnych stopniach - od szeregoych pracowników poprzez kierownictwo różnych działów aż po burmistrzów, prezydentów i szefów wielkich spółek. Podkreślę tutaj jedną rzecz żeby była jasność - z bardzo wieloma osobami z jakimi miałem styczność niezależnie od tego czy przyszedłem tylko po jakieś zaświadczenie, czy też współpracowaliśmy długoterminowo. współpracowało się naprawdę dobrze i tak jak to powinno mieć miejsce w XXI wieku w cywilizowanym kraju. Bardzo często życzliwość i otwartość pomaga w załatwieniu nawet tych bardzo trudnych i skomplikowanych spraw. Niestety jak to zauważyła Pani Teresa często urzędnik podchodzi do tematu "nie bo nie - i co mi zrobisz". Osobiście uważam, że powinniśmy w życiu robić to co sprawia nam przyjemność i daje satysfakcję. Wtedy nie ma poczucia, że coś musimy, albo że mamy czegoś dość. Niestety często odnoszę wrażenie, że wiele osób wykonuje swoją prace z przymusu (nie tylko urzędnicy, ale pracownicy w sektorze prywatnym, a nawet właściciele firm). To bardzo komplikuje życie im samym i osobom z którymi mają doczynienia, a nawet nie zdają sobie z tego sprawy. A szkoda...
Jedno z pytań jakie pojawiło się w mailach to "dlaczego jestem taki cięty na tych urzędników?"
Może to wygląda jak zaciętość, ale najzwyczajniej w świecie uważam, że wszystko co robimy prywatnie i zawodowo powinno być robione z zachowaniem należytej staranności. Od urzędników wymagam nieco więcej w tym temacie ponieważ wydają oni publiczne (czytaj nasze) pieniądze i z naszych pieniędzy są utrzymywani. Tego tematu nie będę zgłębiał bo nie skończyłoby się na kilku wpisach :). Powiem tylko, że bardzo nie lubię kiedy wydaje się niemałe publiczne pieniądze na coś co można zrobić taniej i lepiej przy zaangażowaniu urzędników a nie przy ich lekceważącym podejściu. Podam prosty przykład - kiedyś zrobiłem inwestycję za około 30tyś zł na rzecz miasta, wartość kosztorysowa tej inwestycji przekraczała 70tyś i takie też były oferty w ogłoszonym przetargu. Czy zrobiłem to zatem gorzej? Nie, ale wymagało to odemnie i od urzędników bardzo dużego zaangażowania i przychylności. Bardzo często urzędnik w takich sytuacjach mówi "proszę poprawić kosztorys na 30tyś, żebym nie miał problemu z oferentami". A tracimy my wszyscy...
Na zakończenie jeszcze jedno pytanie jakie zadała Pani Teresa "co zmieniłbym w pracy urzędników gdybym miał takie kompetencje?" Zmieniłbym ich organizację pracy - wprowadził odpowiedzialność za swoje decyzje (w tej chwili mogą wydawać decyzje jakie chcą i nawet po wydaniu wyroku przez sąd nie ponoszą odpowiedzialności za często świadome łamanie przepisów), zorganizował lepszą i bardziej zintegrowaną kontrolę, wprowadził konieczność wykazania się doświadczeniem np. w sektorze prywatnym (tak by mogli przed podjęciem pracy poznać skutki swoich błędnych decyzji) oraz wprowadził systemy motywacyjne za realne i wymierne korzyści wynikające z ich pracy. Może wtedy byłoby więcej urzędników którym się chce i którym zależy na tym co robią, a nie tylko wychodzą z założenia 'czy się stoi czy się leży ...zł się należy'
Cały odzew po ostatnim wpisie jest taki że w dzisiejszych czasach nie warto uczciwie pracować.Jak powinno być i jakie są tego korzyści już opisałem, teraz podam kilka argumentów często poruszanych a przemawiających za tym żeby do pracy podchodzić lekko i przyjemnie. Po pierwsze każdy z moich rozmówców podkreślał, że uczciwa praca wymaga większych nakładów materiałów i naszego czasu, czyli krótko mówiąc kosztuje nas więcej. Bardzo często dochodzą do tego dodatkowe trudności w postaci niezrozumienia ze strony inwestora czy urzędników którzy takie prace powinni nadzorować i rozliczać. Jak już kiedyś pisałem urzędnicy (najczęściej) lubią kiedy praca jest wykonana "tak jak zawsze" i nie muszą się zastanawiać dlaczego jest inaczej i czy rzeczywiście teraz jest lepiej? Jeżeli do tego dodamy kolejne dokumenty do wypełnienia (czyli znowy dodatkowy czas), oraz kolejne tłumaczenie wszystkim dlaczego robimy tak a nie inaczej (ponownie nasz czas) to mamy gotową odpowiedź czy to się nam opłaca. Jeżeli kierujemy się sumiennością i starannością to będziemy mieli satysfakcję z kolejnej dobrze wykonanej pracy.
Spójrzmy na to teraz ze strony finansowej. Ceny za usługi wachają się w pewnych granicach. Jeżeli chcemy coś zrobić dobrze to musimy najczęściej zmieścić się w widełkach cenowych - inaczej albo sami dołożymy do naszej pracy (czytaj zarobimy mniej), albo będziemy wnioskowali o dodatkowe wynagrodzenie. Czy inwestor zrozumie pobudki które nami kierują i zgodzi się na dodatkowe wynagrodzenie to już inny temat. Żyjemy w czasach, kiedy koszty życia rosną w sposób bardzo widoczny, koszty pracy i pracownika również rosną, zatem rosną ceny usług. Odpowiedzcie sobie sami czym kierujecie się przy wyborze wykonawcy.
Na koniec opiszę jeszcze jak to wygląda przy przetargach i zamówieniach publicznych. Wykonawca przed przystąpieniem do przetargu sprawdza dokumentację i wszystko co może tylko sprawdzić by zweryfikować czy np. projekt jest zrobiony poprawnie i zawiera cały proces technologiczny, a co za tym idzie czy wszystkie nakłady są uwzględnione w kosztorysie. Niestety w życiu wychodzą różne sytuacje których pomimo szczerych chęci nie byliśmy w stanie przewidzieć przy składaniu oferty - i teraz pojawiają się pytania: czy zgłaszać to zamawiającemu? a co jeżeli odpowie że jego to nie obchodzi? czy może schować to i udawać że tego nie widzieliśmy? co zrobić jeżeli zamawiający nie reaguje na nasze uwagi? co w tej sytuacji nam się opłaci?. Z doświadczenia i obserwacji wiem, że większość firm nie robi nic, a nawet ukrywa stwierdzenie jakichkolwiek odstępstw od projektu. Wychodzą z założenia że najbardziej im się opłaci wykonanie swojej pracy na którą mają umowę, a później niech się inni martwią. I dlatego mamy sytuacje w których wykonuje się nową drogę, a po tygodniu ją rozkopuje i wymienia lub modernizuje instalacje.
Ostatnio zaczepił mnie jeden z mieszkańców budynku przy którym wykonywano remont drogi i powiedział bardzo trafne słowa: "Ich (czytaj zamawiającego i wykonawcę) powinno się rozstrzelać za zdradę ojczyzny". Czym był tak wzburzony ten starszy Pan? Otóż z okien mógł obserwować jak jedna firma robi podbudowę pod drogę, po zakończeniu prac przychodzi druga firma i rozkopuje wszystko od nowa by wykonać nowe przyłącza wody do budynków, ale nie wymienia magistrali, po tym przychodzi kolejna firma i wymienia wyrywkowo instalacje, po położeniu asfaltu wchodzi ponownie firma od wody bo mają problemy z magistaralą, po naprawieniu awarii i ponownym położeniu asfaltu kolejna firma rozkopuje drogę i modernizuje kanalizację, itd. itd. W sumie asfalt był rozkopywany siedem razy, a pod nim i tak zostały stare magistrale, przyłącza i instalacje które może podziałają jeszcze kilka lat, a może za kilka tygodni trzeba będzie je wymieniać...
Każdy z was zapewne zna takie sytuacje z własnego otoczenia, ale teraz wiecie dlaczego wykonawca kieruje się własnym interesem i dlaczego nie opłaca się mu cokolwiek zmieniać w tej materii. W dzisiejszych czasach nie opłaca się dobrze i uczciwie pracować. Nie opłaca się starać, nie opłaca się robić czegoś sumiennie. Przez takie zachowanie na ludzi którzy podchodzą do tematu inaczej (tak jak ja :)) patrzy się w dzisiejszych zasach podejrzliwie - "przecież nikt tak nie robi". Zainteresowanych odsyłam do starych wpisów na tym blogu w których opisywałem swoje doświadczenia w tym temacie
Czy opłaca się uczciwie i rzetelnie podchodzić do wykonywanej pracy? Czy profesjonalizm i szeroka wiedza może przeszkadzać w wykonywaniu swoich zadań? Czy lepsza firma osiągnie większy sukces?
Pytania wydają się banalne, ale w dzisiejszej rzeczywistości już takie nie są. Żeby mówić o uczciwym podejściu do pracy i efektach tej pracy należałoby temat rozdzielić na dwie części - tą dotyczącą rzeczywistych efektów i korzyści, oraz tą dotyczącą "pojawiających się problemów" podczas i po zakończeniu inwestycji. Dlaczego taki podział? Postaram się to wyjaśnić.
Oczywistym jest, że z technicznego punktu widzenia prace powinny być zawsze wykonywane starannie, zgodnie z technologią i z zachowaniem najwyższej uwagi. Tylko wtedy efekty tych prac są najlepsze i utrzymują się przez długi czas. Z punktu widzenia inwestora czy zarządcy który dba o interesy inwestora powinno być dokładnie tak samo. Piszę 'powinno być' bo niestety nie zawsze tak jest, a dokładniej mówiąc jest tak coraz rzadziej. Nie będę poruszał powodów tego "spadku jakości usług", temat opiera się na opłacalności, więc na tym się skupię.
W mojej pracy zawodowej zawsze starałem się wykonywać powierzone prace na najwyższym poziomie i wielokrotnie robiliśmy więcej niż od nas oczekiwano. Zawsze wychodziłem z założenia, że lepiej położyć jedną rurkę więcej i z niej nie skorzystać, niż położyć tyle rurek ile trzeba w danej chwili a o przyszłość i ewentualny rozwój się nie martwić. Zawsze starałem się przewidzieć kolejne etapy i kolejne potrzeby danego budynku, zatem prawie zawsze wykonywaliśmy jakieś prace dodatkowe by w razie potrzeby mieć jakąś rezerwę na te nieprzewidziane sytuacje. Nie zawsze za te dodatkowe prace byliśmy wynagradzani, ale jeżeli już zaszła potrzeba skorzystania z rezerw to klient był bardzo zadowolony i wdzięczny, że te rezerwy przewidzieliśmy. Takie podejście do zleconych usług i nasze nastawienie do pracy skutkuje tym, że wielu klientów do nas wracało lub polecało nas innym. Ja sam zaś nigdy nie miałem obaw czy to co zrobiliśmy "wytrzyma", lub czy nie będę gdzies musiał robić poprawek. Dzięki temu śpię spokojnie :) Nasi klienci również mogą spokojnie spać :D Korzyści są obopólne.
Czy zatem opłaca się takie podejście do tematu? Niestety nie zawsze. Często jest tak, że bardzo ciężko jest przekonać klienta do dodatkowych prac. Ktoś kto nie jest 'w temacie' nie widzi potrzeby położenia dodatkowych rur czy wykonania dodatkowych prac i bardzo często za te prace nie chce dopłacać. Wspólnoty również jest ciężko przekonać do prac wykraczających poza zwykłe remonty. Patrzenie wielu właścicieli jest krótkowzroczne i tutaj duża rola zarządcy który musi te patrzenia poszerzyć. Niestety nie każdy zarządca ma odpowiednią wiedzę i nie każdemu się chce :(
Jest jeszcze druga strona pytania czy to się opłaca - tą stroną są zazwyczaj urzędnicy i instytucje publiczne. Ich interesy powinny być zbieżne z interesami właścicieli, ale bardzo często osoby pracujące w takich instytucjach podchodzą do tematu jako "oni" a nie "my". Nie traktują dobra wspólnego jako własnego, więc nie zależy im na jakości tylko na 'spokoju'. Kiedyś rozmawiałem z urzędnikiem który zmienił zawód i przeszedł do sektora prywatnego, bo nie mógł już znieść tego traktowania interesantów jako wrogów. Jak sam powiedział wszyscy wokół są zadowoleni gdy "mogą siedzieć i pić kawę", a gdy pojawia sie taki zarządca jak ja - to już nie jest tak miło, bo trzeba "chodzić na zebrania, interesować się tym co się dzieje we wspólnocie bo coś w końcu się dzieje i co chwilę ktoś przychodzi i czegoś od nas chce". Niestety takie podejście urzędnika bardzo często przekłada się na cały proces inwestycyjny i wszelkie prace remontowe. Jak już pisałem we wpisie o przetargach urzędnicy chcą by prace były zrobione bezproblemowo i z jak najmniejszym zaangażowaniem urzędnika. Jeżeli muszą podjąć jakieś dodatkowe decyzje lub wydać dodatkowe zlecenie to robią to niechętnie. Zaczyna się tzw. 'spychologia' i odsuwanie problemów. Najchętniej żeby inni podjęli decyzję za nich, a jak pojawią się problemy to ci 'inni' będą winni. Temat bardzo rozległy a moje doświadczenia w tej materii są niestety bardzo niemiłe (niestety na niekorzyść urzędników), każdy kto chce zrobić coś więcej niż robi się standardowo (nawet za te same pieniądze), lub myśli przyszłościowo jest nieprzychylnie traktowany, gdyż w ten sposób zmusza się urzędnika do dodatkowej pracy za którą nikt mu nie da premii... Niestety taka jest gorzka prawda i moje doświadczenia. Piszę o tym trochę rozgoryczony, ponieważ większość ludzi docenia dobrze wykonane prace i szanuje później efekty tych prac, a urzędnicy bardzo często sprawdzają tylko cyferki i dla nich uczciwość czy rzetelność nie mają najmniejszego znaczenia. Niestety my jako podatnicy ponosimy później koszty tych złych decyzji urzędników - mam tutaj świetny przykład z inwestycji jaką kiedyś robiłem, ale jest to długa opowieść i może kiedyś ją opiszę.
Jako zarządca nie spotkałem się z łapówkami bezpośrednio, więc mogę powiedzieć tylko to co słyszałem od znajomych zarządców i od znajomych wykonawców. A słyszałem co nieco. Są zarządcy, którzy domagają się 'procentu' za zlecenie pracy. Przykładow jedna z pań która zarządza w opolu 'bierze' 10% wartości inwestycji - wykonawca w zamian za to dostaje zlecenie i obietnicę, że dostanie wypłatę nawet jeśli obniży jakość lub będzie miał poślizg z terminem. Inny administrator wszystkie prace zleca tylko jednej firmie (co samo w sobie nie jest złym rozwiązaniem jeżeli wykonawca jest dobry, a ceny uczciwe), ale w zamian wykonawca po każdej inwestycji wykonuje określone prace na rzecz administratora - raz ocieplał garaż, innym razem wykonał ogrodzenie koło domu zarządcy, jeszcze innym razem wstawił nową bramę wjazdową, etc. Z kolei jeden z wykonawców z którym rozmawiałem jasno powiedział, że zarządca zażądał od niego by po zakończeniu prac (chodziło tutaj o ocieplenie budynku) dostarczył 'odpady' po inwestycji na jedną z działek - niby nic złego, tylko jasno określił ile tych 'odpadów' ma być, a konkretniej mówiąc dostarczył wykonawcy listę z materiałami jakie ma dostarczyć na prywatną budowę (bo czy odpadem może być np. określona ilość tynku o określonym kolorze i granulacji?).
O takich przypadkach słyszałem jako zarządca. Nie twierdzę że każdy zarządca bierze łapówki, ale z pewnością takie sytuacje się zdarzają.
A teraz o tym jak wygląda sytuacja z drugiej strony - opowiem wam o moich doświadczeniach jako wykonawcy. Jak już kiedyś wspominałem zanim zająłem się zarządzaniem prowadziłem firmę która działała w branży budowlanej. Była to doskonała okazja by poznać budynki od strony technicznej, ale też by poznać mechanizmy rządzące tym światem. Moje doświadczenia są takie, że dopóki inwestycja jest warta kilka lub kilkanaście tysięcy, to nikt nikomu nie przeszkadza i o łapówkach się nie słyszy. Jeżeli firma się rozrasta i bierze coraz większe zlecenia, to pewne jest że prędzej czy później ktoś zażąda od nas dodatkowego "wynagrodzenia". Od mojej firmy zażądano tego wynagrodzenia dwukrotnie, dwukrotnie tym żądającym był kierownik budowy / inspektor nadzoru i pochwalę się, że dwukrotnie odmówiłem. Dla mnie jest to powód do dumy, gdyż zachowałem swoje wartości w jakich byłem wychowany i nie poddałem się. Niestety finansowo straciłem, gdyż w obu przypadkach straciłem zlecenia i to zlecenia za ponad 100tyś zł, ale są jeszcze ludzie dla których honor i uczciwość są ważniejsze od pieniędzy. Przynajmniej mam taką nadzieję że nie jestem tym ostatnim...
Na koniec dodam, że to właśnie łapówki były jednym z powodów dla których odszedłem od wykonastwa i skupiłem się na zarządzaniu nieruchomościami. Nie jedynym, ale jednym z tych ważniejszych.
Przetarg na realizację jednego z podwórek w ramach konkursu 'Odmień swoje podwórko' który organizuje i nazdoruje z upoważnienia prezydenta Miejski Zarząd Lokali Komunalnych w Opolu wygrała firma M.- nazwijmy ją na potrzeby tego wpisu MATERIAŁ. Byłem bardzo zdziwiony, bo miasto na wykonanie podwórka przeznaczyło 65tyś., a wg moich wyliczeń przy profesjonalnym i prawidłowym wykonaniu podwórka same materiały powinny kosztować nie mniej niż 62tyś, ale może ktoś jest w stanie zrobić takie podwórko za 3tyś więc - do dzieła.
Po pierwszych dniach byłem przekonany, że firma zrobi wszystko jak należy - podejście dobre, czas pracy również, zaangażowanie pracowników bez uwag. Pozostaje czekać. Pierwszych podejrzeń nabrałem po wjechaniu koparki na teren budowy. Zgodnie z projektem pod chodnikami miała być 24cm podbudowa, a obrzeża kostki miały być wykonane z krawężników betonowych. Podbudowa była, ale bardzo cieńka, a krawężników nie ma do dzisiaj. Pomyślałem, że może coś nowego wymyślili i krawężniki wstawią po położeniu kostki. Niestety nic takiego się nie stało. Druga lampka zapaliła mi się jak zobaczyłem jaką i ile ziemi przywieźli do rozplantowania. Zgodnie z kosztorysem miało być 50ton humusu, czyli 2 zestawy ciężarówka plus naczepa po 25ton każdy. Na miejscu pojawiła się mała wywrotka i tylko około 10ton ziemi i to takiej z jakiegoś wykopu. Później było już tylko gorzej. Nie będę opisywał błędów technologicznych, czy nieprawidłowości, podam tylko fakty i niezgodności z projektem i kosztorysem
- podbudowa za słaba,
- brak krawężników i obrzeży,
- za cieńka warstwa ziemi,
- roślin miało być ponad 450, a jest niecałe 200,
- palisady miało być 86szt, a jest 48szt,
- wokół roślin miała być włóknina pod korą, razem ponad 200m2, a jej nie ma
- w kosztorysie przewidziano ponad 900mb linii kroplującej co 30cm, a jest około 200mb,
- z 9 zraszaczy zaprojektowanych zamontowano tylko 3, system podlewania też okrojono z kilku sekcji,
- zamiast trawnika z rolki wykonano trawnik z siewu,
- na murku miał być mural z elementami kwiatowymi i miejsce do malowania dla dzieci (farba tablicowa) - nie ma nic z tego,
- miała być lampa solarna led, a jest tylko pusty słup pod tą lampę,
- prace miały być wykonane na około 450-500m2, a wykonano je na około 350-400m2, więc ograniczono budowę o ponad 20%
Czy tak zatem miało to wyglądać? Czy kosztorys i projekt dopuszczał zmiany i ograniczenia w ilości? Otóż nie!!! Po zakończeniu postępowania przetargowego zadzwoniłem do Pani z MZLK by dowiedzieć się jak wygląda sprawa i dowiedziałem się, że "owszem złożono kilka ofert powyżej zakładanych 65tyś, ale jeden oferent zmieścił się w budżecie". Jeżeli wg. moich wyliczeń przy uczciwym wykonaniu prac materiały miały kosztować 62tyś. to po wprowadzeniu zmian jakie opisałem ich wartość spadła do około 35-40tyś. Tym samym z 3tyś które zostawały na robociznę zostało nam - a właściwie firmie MATERIAŁ około 25-30tyś. zł.
I na koniec najlepsze - pomimo tych braków i uchybień widocznych gołym okiem terem został przez MZLK odebrany. Nawet nie zauważyli, że na słupie brakuje lampy za 3000zł.
PS.
Firma MATERIAŁ to ta sama firma co robiła w sąsiedniej wspólnocie elewację która popękała i odbarwiła się już po kilku miesiacach. Pozdrawiam pana Łukasza (właściciela firmy) z którym rozmawiałem osobiście i który obiecał założyć brakujące zraszacze i oczywiście obietnicy nie dotrzymał...
Temat bardzo obszerny, więc skupię się na własnym podwórku czyli Opolu i na instytucji z którą miałem najwięcej styczności przy przetargach (nie tylko tych które wygrywałem), czyli MZLK.
Jesteście ciekawi jak wygląda przygotowanie dokumentacji do przetargu przez tą instytucję? Ano wcale nie wygląda. Nikt nie weryfikuje poprawności dokumentacji, nikt jej nie sprawdza pod względem zgodności z normami, nikt nawet nie czyta w całości dokumentacji. Urzędnicy skupiają się tyko na kwotach. Dla nich musi się zgadzać tylko bilans.Ktoś oferuje lepsze materiały i lepszą technologię ale jest o 100zł droższy - odpada. Ktoś w tej samej cenie chce zrobić to co w projekcie i jeszcze dodatkowe rzeczy i to bezpłatnie, ale prosi o przedłużenie terminu o 2 tygodnie - odpada, Ktoś uczciwie informuje w ofercie, że termin wykonania (4 tygodnie) jest za krótki bo sam proces technologiczny trwa dłużej i skrócenie tego procesu osłabi jakość - odpada
To może chociaż przy odbiorach ktoś sprawdza poprawność wykonania i użyte technologie by to co jest robione za nasze pieniądze służyło nam przez lata? Tutaj też was zmartwię. Nikt z urzędników nie weryfikuje procesu technologicznego, nie sprawdza czy zachowane zostały odpowiednie terminy i normy, nie kontroluje porawności kolejności prac.
Co zatem sprawdzają? Liczbę kwiatków, czy posiano trawę (nieważne że mamy grudzień i trawa na wiosnę i tak nie wzejdzie bo wymarznie), czy ławka jest dobrze przykręcona, i czy liczba stojaków rowerowych się zgadza. To i tylko to potrafi sprawdzić urzędnik opłacany z naszych podatków. A co z resztą? A kogo to obchodzi???
Przykład: Niedawno zakończyliśmy prace przy dwóch naszych wspólnotach związane z zagospodarowaniem podwórka. Urzędnicy zażądali dokonania zmian niezgodnych z dokumentacją i umową, a co istotniejsze mających wpływ na trwałość zastosowanych rozwiązań - po wprowadzeniu tych zmian to co wykonaliśmy i z czego mieszkańcy są bardzo zadowoleni ulegnie zniszczeniu w dość krótkim czasie. I co usłyszałem od urzędnika: 'to już nie mój problem, ja odpowiadam tylko za odbiory. Później to niech się inni martwią'
W kolejnym wpisie podam przykład realizacji podwórka z pieniędzy publicznych, które zostało odebrane przez MZLK a które jest niezgodne z zamówieniem i dokumentacją przetargową - już teraz zapraszam do lektury.
Jako wykonawca z wieloletnim stażem i doświadczeniem dodam tylko, że my zawsze przykładamy się do swojej pracy i zawsze wykonujemy ją sumiennie i starannie. Potwierdzają to osoby które nam zaufały i zleciły realizację swoich zadań, oraz mieszkańcy wspólnot którzy mieli okazję obserwować nas przy pracy. Czy to się opłaca - opiszę w kolejnych wpisach na blogu :)
PS.
Dwa dni temu odebrałem telefon od klienta, u którego kilka a nawet kilkanaście lat temu robiliśmy już kilka prac i który wie że wycofaliśmy się z wykonywania usług na rzecz osób trzecich (obecnie wykonujemy usługi TYLKO dla wspólnot którymi zarządzamy), ale chciał nas namówić na wykonanie jednego zlecenia i jest gotowy poczekać by tylko wpisać go do naszego kalendarza. O cenie nawet nie rozmawialiśmy... To chyba najlepsza reklama dla naszych usług!
Jak już pisałem sąsiednia wspólnota miała problemy z kanalizacją i po miesiącu borykania się z tym problemem i po wydaniu minimum 2tyś. zapadła decyzja o wymianie instalacji. Ale żeby nie było tak pięknie...
Pojawiła się ekipa, a właściwie zbieranina kilku ekip i zaczęli prace. Ale jak pracować gdy się nie ma podstawowych narzędzi? Już na początku przybiegł do mnie jeden chłopak czy mógłbym im pożyczyć łopatę? Ok - ja chwilowo nie potrzebuję, więc nie ma sprawy. Dla mnie trochę dziwne, że ekipa która ma wykopać starą instalację nie ma tak podstawowego narzędzia, ale może nie planowali kopać :) Przeżyłem nie jedną budowę, więc wiem, że takie rzeczy się czasem zdarzają. Po godzinie chłopak oddaje bez słowa łopatę i szybko ucieka - myślałem że tak śpieszno mu do pracy. Po jakimś czasie biorę łopatę do ręki i okazuje się że jest złamana! Ekipa połamała pożyczoną łopatę i nie powiedzieli nawet słowa. Nie chodzi tutaj o łopatę, ale o ten brak wytłumaczenia. Jak zwróciłem im uwagę, to się przyznali i stwierdzili, że "jak szef przyjedzie to naprawi" - czekam już dwa tygodnie!!!
Nie piszę tego żeby się wyżalić, ale po to, żeby zrozumieć sposób działania takich ekip. Jeżeli uszkodzili łopatę za powiedzmy 50zł i nawet się nie przyznali, to czy przyznają się gdy podczas swoich prac uszkodzą jakąś instalację lub element w budynku? Czy zgłoszą to by można było odpowiednio zareagować? Baaardzo w to wątpię.
Kolejne wątpliwości pojawiły się gdy byłem świadkiem rozmowy szefa ze znajomym - wystarczająco blisko pracowałem, nie podsłuchiwałem i wolałbym tej rozmowy nie słyszeć. Rozmawiali oni jak naciągnąć klienta na większą robotę "bo na tym się naprawdę zarabia". Czyli nieważne co trzeba zrobić - wmówmy klientowy że trzeba zrobić wszystko. Ja po usłyszeniu takiej rozmowy zwolniłbym taką ekipę.
Dla mnie ważna jest ekologia i staram się na to zwracać uwagę, a dla ekipy remontowej to nie jest problem.
Mamy dużo gruzu, więc co robimy? Wysypisko? Po co? "Wywieźcie go pod most tam gdzie szef jeździ na ryby"
Z auta cieknie (nie kapie tylko cieknie) olej. Mieszkańcy zwracają uwagę więc naprawiamy? Po co? Lepiej skrzyczeć mieszkańców że to nie ich sprawa i dalej jeździć i zostawiać plamy na drodze, chodniku, podjeździe
Zalewamy betonem rury w posadzce i zostało nam trochę betonu, oraz to co zostało po umyciu betoniarki i narzędzi. Zabrać to? Utylizować? Po co? Można przecież rozrobić wodą i wlać do studzienki burzowej
Nosiliśmy zaprawę z podwórka do piwnicy i zostawiliśmy bałagan na drodze i chodniku. Sprzątać? Po co? Przecież w końcu deszcz to kiedyś zmyje
I na koniec istotna technicznie rzecz - jeżeli wspólnota zdecydowała się na wymianę instalacji która była zniszczona i powodowała zatory, to należy wymienić całą instalację w tym przypadku począwszy od studzienki zbiorczej aż do studzieńki końcowej - wylotowej. Ale firma przekonała zarządcę że nie ma takiej potrzeby i wymienili tylko rury w piwnicach, czyli tam gdzie łatwo mogli odkuć stare rury. Tam gdzie instalacja przechodzi przez ściany lub fundamenty, albo są schody lub gruba warstwa betonu instalacja pozostała bez zmian. Czy tak powinno być? Zdecydowanie nie, ale zarządca odebrał wykonane prace, a wspólnota myśli, że ma całą instalację nową - do czasu aż zatory zaczną się robić w tych starych rurach. Ale przecież wtedy można wezwać ekipę do czyszczenia, lub ekipę z kamerą... Wspólnota przecież zapłaci...
Jako, że w sąsiednich wspólnotach prowadziliśmy prace byłem niemal codziennie obecny na miejscu i mogłem obserwować dalszy rozwój sytuacji. Po kilkunastu dniach na miejscu z planami instalacji pojawił się nowy zarządca wybrany przez tą wspólnotę (jak widać sama nie mogła sobie poradzić z problemem). Pan najpierw chodził z planami przez około 15 minut i próbował rozszyfrować gdzie co jest, po tym czasie podszedł do mnie, przedstawił się i zaczęliśmy rozmawiać o problemach tej wspólnoty. Na początek próbował zepchnąć problemy swojej wspólnoty na nasze prace które tam prowadziliśmy (oczywiście gdyby miał jakiekolwiek pojęcie o instalacjach wiedziałby że te zarzuty są absurdalne), później próbowałem mu wytłumaczyć z czego wynikają jego problemy, a na końcu musiałem pokazać mu jak przebiega jego instalacja! Tak! Pan chodził przez 15 minut z planami i mapą, ale dopóki nie pokazałem mu gdzie zaczyna się i jak przebiega instalacja jego wspólnoty nie potrafił się w tych planach odnaleźć! Nie potrafił nawet zlokalizować na mapie studzienki która znajduje się pół metra od drzwi! - tutaj tylko wspomnę o tym, żebyście dobrze wybierali zarządców, ale o tym już pisałem :)
Jak już pokazałem zarządcy co i jak zadowolony biegał dalej, ale chyba tylko udawał że coś sprawdza, bo nie otworzył nawet studzienki czy rewizji żeby sprawdzić z jakiego materiału i w jakim stanie są instalacje...
Znowu minęło kilka dni i na podwórku pojawił się znowu specjalistyczny samochód do przepychania kanalizacji. Jak twierdził zarządca z którym rozmawiałem tym razem zrobili czyszczenie prewencyjne "bo może ostatnim razem czyszczenie nie było dokładne" - jak dla mnie naciągane tłumaczenie, bo przecież za każde czyszczenie i przepychanie rur wspólnota płaci i prace powinny być wykonane rzetelnie i profesjonalnie. Ale przecież to nie zarządca płaci, tylko wspólnota więc co szkodzi zamówić taką usługę...
Obserwuję dalej...
Po kilku dniach na podwórku pojawia się inny samochód techniczny z kamerą. Sprawdzają w jakim stanie są rury i co powoduje zatory. Sąsiadka z okna mówi, że w miedzyczasie były jeszcze kolejne czyszczenia - podobno ten samochód to już szóste !!! podejście do tej instalacji. Ja nie płacę za to więc to nie powinna być moja sprawa, ale szkoda, że nieświadoma wspólnota zapłaci za te występki niekompetentnego zarządcy.
Po wizycie kamery zapada decyzja "instalacja jest stara, w złym stanie i wymaga wymiany". Szkoda tylko, że dla mnie ustalenie przyczyn awarii i dalszego postępowania zajęło około godziny i nie kosztowało nic, a wspólnota straciła na to około miesiąca i poniosła zbędne koszty. Jakie? Policzmy: WIK wysyła samochód do udrożniania za około 300zł/h. Jeżeli tych wizyt było 5 to mamy już około 1500zł. Do tego kamera która kosztuje około 500zł/h. Szacuję, że godzina powinna wystarczyć, więc mamy już razem 2000zł. No i oczywiście roboty które trzeba wykonać by wymienić rury - ja szacowałem je na 2-3 tysiące. Czyli według moich ostrożnych wyliczeń wspólnota jest "w plecy" około 2000zł i kilka razy musiała sprzątać nieczystości w piwnicach i wietrzyć piwnice. Dla mnie to niepotrzebne koszty, ale przecież zarządca mógł się "wykazać" że dużo robi...
PS. Właśnie się dowiedziałem, że wspólnota za wymianę przyłączy w piwnicach zapłaciła około 12tyś!!!, co wraz z niepotrzebnymi czyszczeniami daje niebagatelną kwotę 14tyś zł. Gdyby wspólnotą zarządzała nasz firma - zapłaciłaby za całość około 3tyś zł, czyli na koncie pozostałoby ponad 10tyś. Oceńcie sami kompetencje i podejście do tematu "konkurencyjnego" zarządcy...
Za kilka dni wrzucę do naszej galerii zdjęcia podwórka jakie realizowaliśmy począwszy od projektu a skończywszy na realizacji. Efekt ostateczny będzie dopiero latem, jak trawa urośnie a rośliny się rozrosną, ale już widać ogromne zmiany, więc jest się czym pochwalić.
O zmianach będą też kolejne wpisy. U jednych zachodzą ogromne zmiany, inni tych zmian się boją ich unikają, jeszcze inni je odkładają - ale o tym w następnych wpisach.
Zapraszam do śledzenia bloga i jak zawsze czekam na opinie, komentarze i propozycje tematów.
Po przesłuchaniu rozmowy/wywiadu jaką przeprowadziłą pewna pani uznająca się za eksperta w sprawie nieruchomości z inną panią która przedstawiła się jako zarządca ponad 100 wspólnot nasunęły mi się pewne pytania i obawy. O jednej z nich pisałem w ostatnim poście, ale powstały też inne, z którymi podzieliłem się z panią prowadzącą swoją stronę o nieruchomościach w komentarzu. Bardzo szybko jednak mój KOMENTARZ ZOSTAŁ USUNIĘTY ...
Co takiego było w tym komentarzu? Na szczęście zachowałem jego kopię i mogę się z wami podzielić tymi strasznymi uwagami.
Pierwsza uwaga dotyczyła przekonania pani z którą był wywiad, że ona jako administrator powołany przez dewelopera dba tylko i wyłącznie o dobro mieszkańców, a nie o interesy dewelopera. Oto co napisałem w komentarzu: "Administrator wybrany przez dewelopera ma NAJCZĘŚCIEJ inne cele niż dbanie o dobro właścicieli. Doświadczenia moje i moich znajomych zarządców są takie, że w mieszkaniach nowych jest NAJWIĘCEJ usterek i dużo więcej awarii niż w starych kamienicach. Celem administratora jest więc dbanie o portfel dewelopera a nie o dobro budynku czy interes właścicieli. Być może Pani doświadczenia są odmienne, ale w moim regionie i w regionach gdzie mam znajomych zarządców niestety spółki powołane przez dewelopera realizują inne cele niż można by od nich wymagać."
Kolejna uwaga dotyczyła uwagi pani administratorki, że małe firmy zarządzające wspólnotami są złe, bo nie udostępniają dokumentów, nie udzielają informacji, itp. Moja odpowiedź na te zarzuty w komentarzu: "Padła też sugestia, że małe firmy mogą nie udostępniać dokumentacji. Moje doświadczenie jest takie, że te największe firmy na rynku (przynajmniej w moim regionie) ignorują klientów i to właśnie oni nie udostępniają dokumentacji, straszą (np. sądami, policją, wezwaniami do zapłaty zawyżonych rachunków) ludzi którzy chcą od nich odejść, wykonują prace bez akceptacji zarządu, etc. Małe kilkuosobowe firmy (czy wręcz jednoosobowe bo takie też znam) najczęściej działają najprężniej i z największym zaangażowaniem. Bardzo często to właśnie kamienice zarządzane przez tych małych zarządców wyróżniają się pozytywnie na tle innych wspólnot." Dodam tutaj dla pełnego obrazu sytuacji, że ja uważam się za małego zarządcę i takim chcę pozostać. Jak już wspominałem we wpisie o moim mentorze - chcę zachować umiar i równowagę pomiędzy ilością prowadzonych wspólnot a jakością obsługi.
W moim komentzrzu były też wpisy świadczące o tym, że z pewnymi stwierdzeniami które padły w trakcie rozmowy całkowicie się zgadzam - oto przykład: "Wielką bolączką o czym już Panie tutaj wspominały jest małe czy wręcz bardzo małe zaangażowanie właścicieli w sprawy wspólnoty. Też nad tym ubolewam, że ludzie nie interesują się sprawami budynku o który powinni dbać." Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłem tym stwierdzeniem :)
Kolejny komentarz dotyczył sprawy którą już opisałem w poprzednim poście. Tutaj tylko zacytuję swój komentarz: "Jestem zarządcą "starej daty" czyli jeszcze wywodzę się z czasów kiedy zarządca musiał posiadać licencję zarządcy (którą trzymam w szufladzie do dziś ) i miałem wspaniałego człowieka za mentora który nauczył mnie wielu rzeczy w tym zawodzie. Jedną z rzeczy którą próbował mi przekazać jest umiar. Nie trudno się nie zgodzić z jego stwierdzeniem, że dobry zarządca będzie sprawnie zarządzał do pewnego poziomu wspólnot. On uważał że dobry zarządca może mieć nie więcej niż 30 wspólnot po 10-20 lokali każda, lub odpowiednio mniej jeżeli są to bloki po 50 czy 100 lokali. Niech każdy sobie odpowie sam, czy chce by jego administrator miał 300 takich klientów jak on (czyli jak Pani ładnie powiedziała 300 potencjalnych telefonów), czy może 30 000 klientów - z takim samym zaangażowaniem i jakością obsługi?"
I ostatnia uwaga, która dotyczyła nazewnictwa, które pani administrator używała zamiennie i nie zauwazyła różnicy pomiędzy tymi określeniami. Oto co napisałem: "Na koniec mam też propozycję do Pani M......... - jeżeli będzie taka możliwość proszę poruszyć w przyszłości temat "Administrator czy Zarządca". Nawet w tym odcinku używały Panie tego pojęcia zamiennie co moim zdaniem (moich znajomych zarządców i mojego mentora również) jest niesprawiedliwością i wprowadzaniem ludzi w błąd. Tematu nie będę tutaj rozwijał - jeżeli kogoś to interesuje zapraszam na swojego bloga na którym o tym mówię".
Wyszło długo, więc nie będę już dodatkowo komentował powyższego. Jeżeli Wy macie swoje komentarze, to bardzo proszę o wpisywanie swoich uwag i spostrzeżeń. Na tym blogu nie ma cenzury myśli i chętnie poznam nawet te niepochlebne opinie...
W czasach gdy stawiałem swoje pierwsze kroki na rynku zarządzania nieruchomościami miałem wspaniałego człowieka z Wrocławia za nauczyciela i mentora. Nauczył mnie wielu praktycznych i przydatnych teraz rzeczy, ale też starał się wpoić pewne zasady. Jedną z tych zasad jest UMIAR. Zawsze powtarzał, że żeby być dobrym zarządcą powinniśmy prowadzić nie więcej niż około 30 wspólnot po około 10-20 lokali każda, czyli łącznie nie więcej niż około 600 lokali / właścicieli. Tylko wtedy nasza praca może być na najwyższym poziomie, obsługa najefektywniejsza, a zadowolenie klientów (i nasze) najwyższe. Teraz po latach zgadzam się z jego stwierdzeniem w 100%. Uważam że nie można porównywać zarządcy który opiekuje się 20 kamienicami i zarządcy który ma tych kamienic 100. Powiem inaczej - można ich porównywać a nawet trzeba, ale efekty ich prac nie będą takie same. Niech każdy z Was odpowie sobie sam na pytanie czy chciałby by "opiekował" się nim zarządca który ma tylko 100-200 takich osób jak on pod swoimi skrzydłami, czy może chcecie by prowadził Was ktoś kto ma takich osób 10 000?
Wspominałem już w jednym z wpisów o tym, że duże firmy zatrudniają kilku ludzi do obsługi swoich wspólnot, ale najczęściej nie są to zarządcy tylko ludzie którzy zostali posadzeni za biurkiem i mają wykonywać określone czynności... Dzisiaj wysłuchując rozmowy o której już wspominałem pani administrator zaznaczyłą, że jeżeli zgłaszasz u niej awarię np. spaloną żarówkę w czwartek to musisz czekać do następnej środy bo tylko w środy chodzi pan technik i wymienia żarówki. Czy tylko ja poczułem tutaj dyskomfort? Rozumiem, że pani mając 100 lub więcej wspólnot (i to może większych niż 20 lokali każda) musi jakoś sobie i swojemu technikowi zorganzować pracę, ale jak dla mnie nie może tego robić kosztem mieszkańców. Wiem, że jeden technik nie jest w stanie obejść 100 klatek schodowych, 100 piwnic, 100 strychów i innych pomieszczeń dziennie, ale dlatego powinno mieć się UMIAR którego uczył mnie mój mentor...
Jeżeli umowa spisana jest na "zarządzanie" a nie o "administrowanie" to możemy oczekiwać, że taka firma włoży więcej pracy i wysiłku w prowadzenie naszej nieruchomości. Niestety nikt nie kontroluje tego rynku i ostatecznie to na całej wspólnocie, a w szczególności na zarządzie, spoczywa obowiązek wymagania od zarządcy by lepiej pracował na korzyść wspólnoty. Jeżeli trafimy na leniwego zarządcę lub takiego nastawionego na zysk a nie na pracę nad nieruchomościami to niestety niewiele zdziałamy. Znam przypadki, w których cała wspólnota angażuje się w sprawy nieruchomości, działa bardzo aktywnie, ale z powodu braku wiedzy niewiele im się udaje osiągnąć. Zarządca w tej wspólnocie jest delikatnie mówiąć bardzo zachowawczy czy wręcz wycofany i nie pomaga swoim mieszkańcom a czasami wręcz swoim "lenistwem" bardzo przeszkadza wspólnocie. Wspólnota na tym traci, bo dużo organizuje prac na swoim terenie, ale zarządca zleca je niewłaściwym podmiotom i cały zapał wspólnoty 'idzie w gwizdek', gdyż prace są wykonywane niewłaściwie, często trzeba je powtarzać, koszty się dublują, etc...
Moim zdaniem nastawienie zarządcy jest najważniejsze w jego całej pracy, gdyż tylko pozytywny i nastawiony na sukces zarządca może dobrze prowadzić wspólnotę i poszukiwać dla niej szeroko rozumianych korzyści - finansowych, funkcjonalnych, estetycznych, itd. To nastawienie musi być oczywiście podparte wiedzą i umiejętnościami by mogło przynieść odpowiednie rezultaty.
Inną rzeczą na jaką warto zwrócić uwagę przy wyborze zarządcy jest jego nastawienie do pracy wynikające z osobowości. Jeżeli kogoś interesuje temat polecam poczytać o czterech podstawowych osobowościach.
Często zdarza się, że zarządca wybierany jest z powodu "ładnego wysławiania się" - jest to osobowość sangwinika, który lubi i umie opowiadać i lubi mieć grono słuchaczy, ale nie lubi już pracować nad konkretnymi tematami, gdyż szybko się nudzi. Ze względu na zdolność zdobywania sobie słuchaczy jest on bardzo chętnie wybierany na zarządcę i swoją "gadką" przekonuje też niezadowolonych którzy chcą od niego odejść. Mało działa i jeżeli już coś robi to dla zwiększenia swojej atencji.
Inną osobowością jest choleryk, który lubi działać i to działać bardzo szybko. Jest równie chętnie wybierany na zarządcę, gdyż wydaje się nam, że to właśnie on szybko wyprowadzi naszą wspólnotę na prostą i zrobi w niej porządek. Niestety taki zarządca nie lubi planować i nie zastanawia się jakie będą długofalowe skutki jego decyzji, a także szybko się nudzi. On działa tu i teraz, a jeżeli coś mu nie wychodzi, albo poprosimy o zrobienie czegoś co nie jest po jego myśli to szybko się denerwuje i nawet wpada w furię. Taki zarządca jak coś zleca to oczekuje że będzie to zrobione szybko, niekoniecznie dobrze i trwale.
Pozostałe dwie osobowości może opiszę innym razem - tutaj chciałem tylko pokazać, że z zarządcą będziemy współpracować przez lata i dla nas jako wspólnoty liczy się to co osiągniemy w wyniku tej współpracy, a nie tylko to jak nam się rozmawia z daną osobą, czy jak szybko działa. Oczywiście są sprawy (np. awarie) które powinny być usuwane szybko, ale jeżeli wspólnotę prowadzi zarządca o osobowości melancholika to najczęściej do takich awarii nie dochodzi, gdyż potrafi on myśleć długoterminowo i wyeliminować ryzyko awarii...
Na koniec jeszcze krótko o sekretach zarządcy. Pytacie mnie w mailach o moje "sztuczki" i "sposoby prowadzenia" wspólnot. Bardzo chętnie dzielę się z Wami swoją wiedzą, ale pozwólcie że pewne "tajemnice" zostawię dla siebie. Wynika to z dwóch powodów: po pierwsze nie chciałbym zdradzić wszystkiego co wiem i w ten sposób ułatwic pracę konkurencji :) (chciałbym też pozytywnie zaskoczyć nowe wspólnoty które do nas przychodzą), a po drugie do każdej nieruchomości podchodzę bardzo indywidualnie i czasami dopiero po przejęciu konkretnej nieruchomości rodzą się pomysły na ulepszenia i ciekawe rozwiązania w tym właśnie budynku. Planuję wpis w którym podzielę się z Wami częscią moich pomysłów już zrealizowanych i świetnie się sprawdzających i proszę uszanujcie to, że nie zdradzę ich wszystkich.
Zarządca jest najbardziej 'AKTYWNY', czyli wykonuje zadania związane z zarządzaniem nieruchomością nie tylko te wymagane prawem, ale również samodzielnie stara się wprowadzać innowacje, proponuje mieszkańcom ciekawe rozwiązania funkcjonalne, szuka oszczędności, stara się dbać o otoczenie budynku którym zarządza, pozyskuje inwestorów, itd. Pomimo nazwy która jest bardzo popularna i bardzo często nadużywana w nazwach własnych firm większość zarządców nie powinna tej nazwy używać gdyż nie są zarządcami. Warto również sprawdzić umowy zawarte z zarządcami, gdyż najczęściej są to umowy o administrowanie nieruchomościami. Dla laika jest to jedno i to samo pojęcie, ale od strony prawnej już tak nie jest. Sporo firm wykorzystuje fakt mylenia pojęć i celowo wprowadza właścicieli w błąd. Spotkałem się też z przypadkami, kiedy nawet osoba prowadząca firmę zajmującą się "zarządzaniem" nie wiedziała że istnieje różnica pomiędzy zarządcą a administratorem. Po deregulacji naszego zawodu takich osób jest niestety jeszcze więcej. Nie uważam samej deregulacji za złe rozwiązanie, ale bardzo dużo wspólnot straciło zarówno na uwolnieniu tego zawodu jak i na mylnym zastępowaniu słowa zarządca/administrator.
Administrator jest w mojej definicji osobą 'BIERNĄ'. Samodzielnie nie wykonuje żadnych czynności, spełnia tylko polecenia właścicieli (i to tylko wybrane), nie angażuje się w wykonywane czynności, nie szuka dodatkowych rozwiązań mogących przynieść właścicielom korzyści (finansowe, funkcjonalne, estetyczne) - jednym słowem jest wycofany i nie robi nic czego nie musi. A umowa jest często skonstruowana tak, że musi naprawdę niewiele. Bardzo niesprawiedliwe jest to, że najczęściej (99,9% przypadków) stawki za zarządzanie i za administrowanie są takie same. Jest to również krzywdzące dla uczciwych zarządców, gdyż słyszy się narzekania że zarządca bierze pieniądze a nic nie robi - a tak naprawdę zatrudniony jest administrator. Niestety niewiele osób zdaje sobie sprawę, że to dwie różne osoby i dwa odmienne sposoby prowadzenia nieruchomości. O wynagrodzeniu planuję osobny wpis więc osoby zainteresowane proszę o cierpliwość.
Księgowa jest jeszcze prostszą wersją administratora i jej zadaniem jest ROZLICZANIE wspólnoty. Jest to idealne rozwiązanie dla wspólnoty mieszkaniowej która samodzielnie prowadzi swoje sprawy np. poprzez członka zarządu. Niestety nasze prawo ma coraz większe wymagania wobec podatników, w tym wobec WM i samodzielne prowadzenie księgowości nawet w małej wspólnocie jest coraz bardziej utrudnione lub czasami wręcz niemożliwe lub nieopłacalne.
Jak zatem wybrać odpowiedniego zarządcę? Na początek polecam zastanowić się czego oczekujemy, jakie są nasze wymagania, co jesteśmy w stanie zrobić sami a co będzie należało do zadań firmy lub osoby z zewnątrz. Później warto porozmawiać z zarządcami/adminstratorami którzy zarządzają zadbanymi budynkami, lub których polecają nasi sąsiedzi i znajomi. Po takich rozmowach powinniśmy już mieć jakieś własne zdanie i wtedy polecam poświęcić trochę czasu na przeanalizowanie umowy, może nawet skonsultowanie jej z kimś.
Ja osobiście polecam dobrych Zarządców, gdyż wtedy uniknie się płacenia "administratorom" za coś czego nie wykonują lub na czym się nie znają. Jeżeli Twoja wspólnota nie potrzebuje zarządcy zatrudnij Administratora, ale oczekuj niższej stawki gdyż pracy będzie miał spooooro mniej od zarządcy. Jeżeli sami potraficie zająć się sprawami wspólnoty i macie na to czas to zatrudnijcie tylko Księgową która Was dobrze i terminowo rozliczy.
Teraz pomyślałem jeszcze o najczęstszych błędach popełnianych przez Administratorów i Wspólnoty prowadzone samodzielnie, ale przeznaczę na to osobny wpis bo temat może być dla wielu osób interesujący.
Nie będę tłumaczył osób odpowiedzialnych za ten stan rzeczy, opowiem tylko o pewnym doświadczeniu jakie przeprowadziłem w ostatnich dniach. Na początek pewna ilustracja pokazująca jak zieleń w naszych miastach wpływa na temperaturę:

Obrazek nie jest mojego autorstwa i nie chodzi o dokładność wskazanych temperatur, ale o bezapelacyjny pozytywny wpływ drzew na nasze otoczenie. Drzewa obniżają temperaturę, dają błogi cień w upalne dni, oczyszczają powietrze, nawilżają powietrze, dają schronienie ptakom i mają jeszcze sporo innyc zalet o których zapominamy. Są to powody dla których my dbamy o to by przy budynkach którymi zarządzamy nie wycinać drzew a jeżeli to tylko możliwe prowadzimy nowe nasadzenia.
Ale przejdźmy do sedna dzisiejszego tematu.
W ciągu kilku ostatnich dni przeprowadziłem mały eksperyment. Na rowerze mam zamontowani licznik z małym komputerkiem, który wskazuje m.in. temperaturę otoczenia. W ostatnich dniach codziennie o podobnej porze (godzina 18-20) jeździłem tym rowerem po wykonanych w naszym mieście placach - Jana Pawła II, Małym Rynku, ulicy Krakowskiej i Rynku, oraz oddanym niedawno do użytku placu Kopernika. Najpierw jechałem w okolice terenów zielonych, gdzie jest sporo zieleni, trawy i drzew (okolice Bolko, tereny wiejskie pod miastem, parki) tam spędzałem około godziny mierząc średnią temperaturę wskazywaną przez komputer, następnie wracałem do centrum miasta co zajmowało mi średnio około pół godziny i kolejną godzinę spędzałem 'kręcąc kółka' po ww placach. Pomimo tego, że zbliżał się wieczór i temperatura z godziny na godzinę spadała okazało się, że temperatura na tych placach pomimo późniejszej pory jest wyższa od temperatury wśród terenów zielonych o 1,2 - 2 stopnie. Działo się tak przy temperaturach zewnętrznych z przedziału 20-28 stopni. Podejrzewam, że przy temperaturach rzędu 35 stopni ta różnica będzie jeszcze większa.
DLACZEGO ZATEM W NASZYCH MIASTACH WYCINA SIĘ DRZEWA I BETONUJE WSZELKIE PLACE I SKWERY???
Pierwszy przykład - jerzyki w miastach. Są to bardzo pożyteczne ptaki, które usuwają z naszego otoczenia naprawdę spore ilości owadów, np. komarów których chyba nikt nie lubi. Dzięki temu możemy sobie pozwolić na otworzenie okna w letnie upalne dni bez obawy że do naszego mieszkania nalecą te kąsające owady. Niestety naturalne miejsca gniazdowania tych wędrownych ptaków są niszczone lub zakrywane przy okazji ocieplania budynków. Niewielu zarządców dba o to by przy pracach termomodernizacyjnych zachować miejsca lęgowe tych ptaków, lub po zakończeniu prac zamontować estetyczne budki. W trakcie prac ociepleniowych nawet w miejscach gdzie wcześniej nie było gniazd można wykonać budki, które w ciągu kilku lat zostaną zasiedlone przez te pożyteczne ptaki. Jeżeli zależy nam na estetyce to można wykonać gniazda "ukryte", czyli schowane w ociepleniu, które w żaden sposób nie wpłyną na estetykę budynku. Warto dodać, że Jerzyki są ptakami bardzo czystymi i nie zanieczyszczają elewacji i okolic gniazda. Do galerii na naszej stronie postaram się wrzucić w najbliższym czasie fotki gniazd jakie wykonaliśmy przy ocieplaniu naszych kamienic.
Działanie pro eko które może zrobić każdy z nas to tzw. 'hotele dla owadów'. Są to różnej wielkości budki wypełnione różnymi materiałami, w których zamieszkają bardzo pożyteczne owady. Należą do nich np. Biedronki lub Skorki które zjadają mszyce, lub Pszczoły samotnice, Murarki i Trzmiele które zapylają kwiaty. Wbrew obiegowej opinii właśnie te dziko żyjące owady zapylają więcej kwiatów niż pszczoły hodowlane. Jeżeli mieszkacie w pobliżu parków lub drzew to z pewnością docenicie obecność tych pożytecznych owadów. W związku z tym, że troszkę majsterkuję to jestem właśnie w trakcie wykonywania takich hoteli i jak skończę to z pewnością pochwalę się nimi w naszej galerii. :)
Kolejną rzeczą którą możesz zrobić już sam lub kupić za nieduże pieniądze i postawić w swoim otoczeniu są proste poidełka dla ptaków i karmniki. Pozwalają one przetrwać ptakom w okresie zimowym i w czasie letnich suszy. W miastach ptaki raczej radzą sobie bez nich, ale ich postawienie w naszym otoczeniu przyciągnie ptaki w nasze okolice i będziemy mogli obserwować ich zwyczaje i zachowania. Dzieci też mają frajdę obserwując jak ptaki zażywają kąpieli lub gromadzą się w karmniku. Z poidełek oprócz ptaków korzystają też owady, więc będziemy mieli okazję pokazać dzieciom z bliska jak wyglądają poszczególne gatunki.
Działania ekologiczne będące obowiązkiem każdego zarządcy to dbanie o tereny zielone w naszym otoczeniu, sadzenie drzew, zakładanie skwerów, itd. Jest to bardzo ważne szczególnie teraz kiedy w wielu miastach wycina się sporo drzew a place i skwery zielone zamienia się na blace betonowe. Temat ten zasługuje na osobny wpis i taki już wkrótce się u nas pojawi.
Działań proekologicznych jakie może prowadzić zarządca lub nawet każdy z nas jest oczywiście więcej i gorąco zachęcam każdego by chociaż w minimalnym stopniu przyłożyć swoją cegiełkę do poprawy naszego otoczenia i naszego komfortu życia...
Po pierwsze - w ciągu pierwszych dwóch miesięcy działania naszej nowej strony odwiedziło ją prawie 500 osób. Czy to dużo? Dla mnie tak. Nigdzie się nie reklamowaliśmy a jednak aż tyle osób tutaj zajrzało. Nie jestem blogerem modowym czy kulinarnym więc nie mam tysięcy wizyt miesięcznie, ale tego nigdy nie oczekiwałem. Wierzę, że osoby które do mnie zaglądają znajdą to czego szukały Dziękuję wszystkim za odwiedziny :)
Drugi temat - kolejne podwórko dla naszej wspólnoty będzie zrealizowane w ramach konkursu 'Odmień swoje podwórko'. Komisja doceniła nasz projekt i jeszcze w tym roku odnowimy i upiększymy kolejne tereny przylegające do budynków którymi zarządzamy. Jednocześnie zwiększymy powierzchnie "zielone" czyli wzrośnie liczba roślin w naszym otoczeniu. Jest to kolejna nagroda przyznana dla naszych projektów co cieszy nas niezmiernie i daje nam mocny sygnał, że nasza praca jest doceniana nie tylko przez mieszkańców, ale również instytucje państwowe. Dziękuję :)
Po pierwszych rozmowach z zarządcami w przypadku gdy szukacie kogoś nowego jest bardzo trudno określić jego nastawienie do swojej pracy i do nowych wspólnot. Bardzo często pierwsze wrażenie może też być mylne - czasem na korzyść, a czasem na niekorzyść. Sam miałem przypadek, kiedy Pani z zarządu z jednej wspólnot 'odpuściła' temat współpracy z nami jak mniemam z powodu mojej odmowy wykorzystania samochodu prywatnego do jej celów, które nie były tożsame z celami wspólnoty. Nie zmienia to faktu, że jeżeli już podejmę współpracę z jakąś WM to bardzo często poświęcam swój czas, prywatne narzędzia (np. wspomniany wcześniej samochód), oraz całą wiedzę na pełne i prawidłowe prowadzenie danej wspólnoty. Być może w tym przypadku pierwsze wrażenie z rozmowy ze mną nie przekonało tej Pani o naszym podejściu do zarządzanych budynków, a być może szukała tylko darmowego przewoźnika - nie mnie to oceniać. Czy to, że ta jedna Pani nie zdecydowała się na współpracę z nami określa nas jako złych zarządców? Mam nadzieję, że tak nie jest i pochlebne opinie od mieszkańców naszych wspólnot też raczej na to wskazują. Ale to doświadczenie uzmysłowiło mi, że każdy szuka u zarządcy czegoś innego...
Aby dopełnić obraz zarządców należy wspomnieć o jeszcze jednej ważnej kwestii - kto tak naprawdę prowadzi waszą wspólnotę. W dużych firmach najczęściej przy szukaniu zarządcy będziecie rozmawiali z szefem / właścicielem firmy, który być może zrobi na Was bardzo dobre wrażenie, ale później okaże się, że szef nie prowadzi żadnej wspólnoty bo "ma od tego ludzi". Samo w sobie nie jest to oczywiście negatywne, ale dopiero po podpisaniu umowy okaże się kto tak naprawdę Was będzie prowadził i czy jest to ktoś z dobrym podejściem i zaangażowaniem... Mam pewną znajomą, która narzeka, ze co roku na zebraniach mają nowego zarządcę (pracownika), który najczęściej "nie jest w temacie, bo dopiero przejął tą wspólnotę od poprzednika". Czy taka sytuacja jest dobra dla wspólnoty? Zdecydowanie nie. Wspomnę tutaj jeszcze jeden przypadek mojego znajomego, który jest świetnym pośrednikiem w obrocie nieruchomościami. Po uwolnieniu zawodu zarządcy postanowił rozszerzyć swoją działalność i prowadzi również zarządzanie nieruchomościami. Sam w tym temacie nie ma 'zielonego pojęcia' o doświadczeniu już nie wspominając, więc zatrudnia chłopaka, który prowadzi te wspólnoty. Jak wspomniałem jest świetnym pośrednikiem i umie zjednywać sobie ludzi, więc kilka wspólnot podpisało z nim umowę i mu zaufało. Czy to że jest dobrym pośrednikiem przekłada się na dobre zarządzanie? Niestety nie. Czy to, że zatrudnia wykształconego ale niedoświadczonego zarządcę poprawia ten fakt? Również nie. Dlaczego zatem te wspólnoty mu zaufały i podpisały z nim umowę? Bo umie przekonać ludzi...
Jak zatem wybrać dobrego zarządcę i nie wpaść w te pułapki?
Rozmawiajcie z zarządcą. Jeżeli firma przydziela do wspólnot pracowników, to rozmawiajcie z osobą przydzieloną. Pytajcie jaka jest rotacja w firmie i jak często zmieniać się będzie ten zarządca. Starajcie się zorientować kto decyduje o wspólnotach (znam pewną firmę, która zatrudnia dobrych zarządców, ale szef nimi rządzi, a wszyscy boją się szefa - jeżeli pracownik chce zaproponować coś dla dobra wspólnoty, to szef ocenia czy jemu się to opłaci i dopiero wtedy akceptuje rozwiązania...).
I na koniec najważniejsze - rozmawiajcie z właścicielami tych dobrze prowadzonych wspólnot. To oni tak naprawdę powiedzą Wam jak się układa współpraca z zarządcą, czy są zadowoleni, czy ich zarządca jest zaangażowany w sprawy wspólnoty czy wykonuje działania tylko te wymagane przepisami. To naprawdę ważne by trafić na zarządcę oddanego swojej pracy...
Ja prowadzę swoje wspólnoty osobiście i doskonale znam ich stan techniczny nawet bez corocznych przeglądów, znam mieszkańców i wiem co ich boli i co chcieliby poprawić, angażuję się w tematy mogące przynieść zysk wspólnocie lub poprawić otoczenie w jakim mieszkają, etc. Dla mnie zarządzanie nieruchomościami to pasja i przyjemność. I takich zarządców z pasją Wam życzę :)
Oba podwórka były odnawiane w tym samym czasie, wielkość terenu w obu przypadkach porównywalna, jednym zarządzamy my, drugim jedna z opolskich spółdzielni mieszkaniowych. I teraz przedstawię aktualne zdjęcia tych podwórek, a Wy sami zgadnijcie którym zarządzamy My...
Podwórko odnowione za 65tysięcy zł:


Podwórko zrealizowane za 35tysięcy zł:


Gwoli wyjaśnienia - jeżeli mówimy o wspólnotach w rozumieniu ustawy to 'małą wspólnotą' nazywamy wspólnoty do 7 lokali. Takie wspólnoty mają największą wadę w postaci sposobu głosowania - tutaj aby jakaś decyzja została podjęta wszyscy właściciele muszą zagłosować 'ZA'. Nie będę się na tym skupiał w tym wpisie bo nie o to chodziło czytelnikowi.
Moim zdaniem w większości przypadków najlepsze są wspólnoty złożone z lokali położonych w tej samej klatce. To rozwiązanie ma dużą zaletę w postaci zbieżnych interesów wszystkich mieszkańców. Jeżeli w klatce jest mniej niż 8 lokali wtedy warto pomyśleć o połączeniu się z sąsiednią klatką by stworzyć 'dużą wspólnotę' w rozumieniu ustawy. Ze względów praktycznych warto żeby wszystkimi wspólnotami w całym bloku zarządzał jeden zarządca - wtedy unikniemy sytuacji, że np. jedna klatka ociepli swoją część i pomaluje na kolor zielony, a w następnym roku ociepli się druga klatka i pomaluje się na czerwono i jeszcze użyje innego tynku o innej strukturze. Jeden zarządca powinien być gwarantem spójności prowadzonych prac i ich celowości, a osobne wspólnoty będą zabezpieczeniem, że każda klatka dba o swoje dobro i podejmuje decyzje najlepsze dla siebie. Oczywiście przedstawiam tutaj zagadnienie w dużym skrócie, jeżeli chcecie żeby temat rozwinąć to proszę o komentarze.
Czytelnika przy zadawaniu tytułowego pytania nurtowało jedno zagadnienie. Stwierdził, że "duży może więcej", zatem pieniądze w dużej spółdzielni mieszkaniowej powinny być wydawane bardziej racjonalnie niż w małych wspólnotach. Teoretycznie tak powinno być. Jednak praktyka z którą spotykamy się na codzień jest odmienna. Po pierwsze spółdzielnia ma większe wydatki niż dobrze zorganizowany zarządca. Po drugie ogłoszenie przetargu nie jest gwarancją uzyskania najniższej ceny jak to się powszechnie uważa. Jako osoba która zna zagadnienie przetargów z różnych stron (organizowałem przetargi, pomagałem przy pisaniu SIWZ, przystępowałem do przetargów jako wykonawca, niektóre nawet wygrałem, wykonałem i rozliczałem) mogę stanowczo stwierdzić, że ta forma wyboru wykonawcy ma sporo zalet i najczęściej nie jest najtańsza. Wspomnę tutaj o pewnej Spółdzielni Mieszkaniowej, która wymieniała instalacje elektryczne w częściach wspólnych w jednym małym bloku (3 piętra, 4 klatki). Zapłaciła za to około 200tyś złotych, a można to było zrobić za kilkanaście tysięcy i to bez przetargu. O jakości prac nie będę dyskutował, powiem tylko, że ja bym tych prac nie odebrał. Po trzecie uważam, że dobry zarządca powinien 'znać' budynki którymi zarządza, a ja osobiście nie znam ani jednego prezesa spółdzielni który by znał swoje bloki.
Tak jak już wspomniałem temat jest bardzo obszerny i jeżeli będą pytania to chętnie na nie odpowiem
Kilka miesięcy temu trafiła do mnie wspólnota, którą prowadziła pewna pani i ta wspólnota też była zastraszana przed odejściem. Szczególna niechęć, czy nawet objawy agresji skupiły się na właścicielce, która miała już dość postępowania zarządcy, jej agresji i uporu i namówiła sąsiadów do zmiany Gdy chciałem odebrać dokumentację od zarządcy potwierdziły się słowa właścicieli o delikatnie mówiąć niemiłym traktowaniu i poniżaniu wszystkich. Po wielu perypetiach udało się jednak odebrać dokumentację i zakończyć współpracę z tą panią. Nie było to miłe, ale wszystko zakończyło się dobrze. I teraz pytania moich czytelników: czy tak powinno być? czy to normalne? kto tutaj jest "górą"? itd...
Nie powinno tak być. To bardzo nieprofesjonalne podejście do traconych klientów, ale nie powinno się w ten sposób reagować. Podejrzewam, że oprócz agresji ta pani nie miała żadnych argumentów by przekonać wspólnotę do pozostania 'przy sobie' i zastraszaniem próbowała zatrzymać wspólnotę. Moja praktyka pokazuje, że często (niestety ale tak jest) takie zachowanie jest praktykowane i równie często jest ono skuteczne. Sam znam kilka wspólnot, które próbowały uciec od tej pani, ale po zastraszeniu i doznaniu osobistej agresji "odpuściły" i nie zmieniły zarządcy. Znam też inną firmę, która słabo zarządza swoimi zasobami, a w chwili kiedy jakaś wspólnota chce od nich odejść to podważają poprawność i prawomocność podjętych uchwał, nie wydają jakiejkolwiek dokumentacji (nawet właścicielom), unikają rozmowy - szczególnie szef, który jest osobą decyzyjną, a pracownicy nic sami nie chcą robić bo po prostu boją się szefa.
Co zatem robić kiedy ktoś chce zmienić zarządcę, a ten robi wszystko by zniechęcić do zmiany? Poszukać nowego zarządcy i poprosić go o pomoc. To jest pierwszy krok który może pomóc właścicielom i może ich odciążyć. Cały proces zmiany zarządcy może poprowadzić nowy zarządca. Oczywiście odpowiednie uchwały musi podjąć wspólnota i głosu właścicieli nic ani nikt nie zastąpi, ale tak jak powiedziałem dobry zarządca dużo pomoże i wielu sprawach wręcz wyręczy całą wspólnotę i zarząd.
Teraz kilka słów o zarządzie. Jeżeli chcecie zmienić zarządcę a zarząd nic nie robi to zmieńcie również zarząd. Znam kilka przypadków, kiedy zarząd jest delikatnie mówiąc faworyzowany przez administratora i pomimo niezadowolenia mieszkańców nie robi nic, bo sam nie widzi potrzeby zmian. Nie wiem czy zauważa to faworyzowanie, czy może tkwi w błogiej nieświadomości i taki stan mu pasuje. Nie chciałbym tutaj nikogo oskarżać, ale jeżeli chcecie coś zmienić w swoich wspólnotach powinniście porozmawiać między sobą o tym. Porozmawiajcie też z zarządem. Dopiero jeżeli takie rozmowy nic nie przyniosą dobrego, to weźcie sprawy w swoje ręce i działajcie. Działajcie!
Powiem Wam jak to wygląda u mnie.
Najczęściej trafia do mnie ktoś kto chciałby coś zmienić w swojej wspólnocie. Ja informuję taką osobę jak działam i czego się może spodziewać u mnie. Jeżeli decydujemy się na współpracę, to pomagam podjąć odpowiednie uchwały, przygotowuję odpowiednie druki, mogę nawet pomóc zbierać podpisy lub organizuję zebranie. Jeżeli ktoś z sąsiadów chciałby wcześniej porozmawiać to proponuję spotkanie na terenie wspólnoty by porozmawiać o konkretnych bolączkach lub zapraszam do siebie na rozmowę przy kawie. Gdy już mamy podjęte odpowiednie uchwały to działam ja - informuję poprzedniego zarządce o zmianach i o terminach przekazania, przejmuję dokumentację i mienie wspólnoty, przeglądam je i analizuję, sprawdzam wydatki i potrzeby, proponuję konkretne działania.
Temat jest bardzo szeroki dlatego jeżeli będziecie chcieli to jeszcze do niego wrócę.
Na koniec chciałby przekazać jedną myśl: Nie bójcie się! Nie bójcie się zmian!
Strona powstała 6 tygodni temu, blog ma zaledwie kilka wpisów a już jak widzę cieszy się dużym zainteresowaniem odwiedzających. Cieszy mnie to niezmiernie, gdyż wynika z tego, że jest zapotrzebowanie na tematykę jaką poruszam. Dziękuję za wszystkie wiadomości jakie od Was dostałem, za dobre słowa pod moim adresem i za propozycje tematów do poruszenia na stronie. Postaram się w miarę wolnego czasu odpowiadać na wasze pytania na blogu, żeby inni też wiedzieli o czym rozmawiamy (oczywiście gwarantuję pełną anonimowość). Tematy o które prosicie też są fajne, więc prędzej lub później z pewnością je poruszę. Poza tym mam jeszcze kilka spraw które ostatnio 'wyszły' i o nich też chciałbym napisać kilka słów.
Tematy więc mamy, pozostaje znaleźć chwilę wolnego czasu i .......... do dzieła!
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników mojego bloga

Po prawej stronie w zielonym segregatorze dokumentacja remontowa wspólnoty którą zarządzamy od 2018r., Wspólnota ma zrobione tylko to co już kiedyś wymieniałem omawiając temat wiedzy technicznej zarządców, czyli klatkę i elewację. Balkony zostały wzceśniej zrobione bo dosłownie spadały ludziom na głowę, a reszta nawet nie ruszona. Czy nie wymaga zatem remontu? Wręcz przeciwnie - instalacje należałoby wymienić na już, ale wspólnota spłaca kredyt i nie może sobie na to pozwolić. Poza tym szkoda niszczyć wyremontowaną niedawno klatkę schodową...
Po lewej stronie w niebieskim segregatorze dokumentacja wspólnoty zarządzanej przez nas od 2009r. O ilości remontów nie będę dyskutował, jak widać część mieszkańców wymieniła wewnętrzne instalacje gazowe przy okazji wymiany pieców gazowych, ale to nas nie interesuje w tej chwili. Chciałbym zwrócić waszą uwagę na kolejność prac - najpierw to co ukryte w ścianach, później klatka, elewacja, a na końcu podwórko. W tej konkretnie wspólnocie brakuje jeszcze remontu elewacji frontowej, ale konserwator nie wyraża na to zgody (pomimo tego, że chcemy docieplić elewację i odtworzyć wszelką sztukaterię i ozdoby tej zabytkowej kamienicy), zgadza się tylko na pomalowanie elewacji...
I na koniec jeszcze jedna informacja - obie wspólnoty mają zaciągnięty kredyt który będą jeszcze spłacać przez kilka lat. Po tym okresie wspólnota z niebieskiego segregatora będzie mogła znacznie obniżyć składki na fundusz remontowy. Natomiast wspólnota z zielonego segregatora po spłacie kredytu musi jeszcze przeprowadzić wymianę instalacji, ponownie po tym wyremontować klatkę schodową, zrobić generalny remont dachu, wymienić przyłącza i zrobić porządek na podwórku. Czyli zajmie im to minimum kilka lat, lub znów zaciągną kredyt na kolejne lata...
Protokoły z zebrań stanowią część dokumentacji każdej wspólnoty która jest zbierana przez wiele lat. Jest to istne archiwum tego co działo się w każdej wspólnocie, jakie decyzje podejmowali właściciele i co ich "bolało" w poszczególnych latach. Porządkując dokumentację i sortując dokumentację jednej z nowo przejętych wspólnot zauważyłem, że u poprzednich zarządców frekwencja na zebraniach była bardzo niska. Najczęściej na zebrania nie przychodził nikt, lub tylko 1-2 osoby. Gdybym policzył średnią, to zapewne oscylowałaby wokół 1 osoby na każde zebranie. Nawet zebrania w bardzo istotnych sprawach nie przynosiły rozwiązań ze względu na niską frekwencję. W "moich" wspólnotach frekwencja na zebraniach jest na poziomie około 80%, może nawet więcej. Wiem, że nie każdy może być obecny na zebraniu i nikogo za to nie winię. Wiem też, że ciężko jest dopasować czas zebrania do wszystkich - tutaj niestety nie ma rozwiązań idealnych. Staram się organizować zebrania w porach późno popołudniowych, kiedy większość mieszkańców jest już "po pracy" i mogą poświęcić chwilę na zadbanie o sprawy wspólnoty.
Ale przejdźmy do sedna tematu - dlaczego frekwencja na zebraniach tak wzrasta po zmianie zarządcy? Mam kilka wspólnot które były już zarządzane przez kilku zarządców i to nie jest tak, że przy każdej zmianie zarządcy liczba osób na zebraniach wzrasta, więc sam fakt zmiany nie jest przyczyną. Czy zainteresowanie zebraniem opiera się na 'uroku' mojej osoby? Bardzo chciałbym tak myśleć, ale niestety to też nie jest powód. :) Kilka miesięcy temu na jednym ze spotkań z mieszkańcami przejętej w ubiegłym roku wspólnoty jedna z właścicielek gdzieś na koniec zebrania tuż przed wyjściem rzuciła stwierdzenie, że "teraz to aż przyjemnie przyjść na zebranie i nie trzeba bać się tak jak u ...." (tutaj padło nazwisko poprzedniego zarządcy). Czy to strach jest powodem niskiej lub wręcz zerowej frekwencji? Nie każdy zarządca jest taki sam i nie każdy krzyczy (o tym też muszę kiedyś jeszcze napisać na blogu), więc z pewnością są jeszcze inne powody. Co zatem powoduje, że na zebraniach jakie organizuję jest tak dużo osób? (z czego się niezmiernie cieszę, gdyż jest to najlepsza okazja by porozmawiać z ludźmi zebranymi razem, by poznać co im przeszkadza, co chcieliby zmienić, itd)
Wcześniej nie zwróciłem na to uwagi i nie zastanawiałem się nad tym specjalnie, a temat wydaje się ciekawy i intrygujący. Będę bardzo wdzięczny za informacje pozostawione w komentarzu lub te wysłane mailem.
Zawitała wiosna, a z nią kolejne obowiązki zarządcy jak zadbanie o sprawdzenie budynków po zimie, czy przegląd i zadbanie o tereny zielone przylegające do budynków. Podczas wiosennych porządków na jednym takim skwerze zauważyłem (a mieszkańcy to z przykrością potwierdzili), że mieszkańcy sąsiedniej wspólnoty którą zarządza ktoś inny sabotują moje działania, "brudzą", niszczą rośliny i elementy które tam zainstalowałem. Dodam tylko, że odnowiliśmy podwórko wspólnoty którą zarządzamy, a przy okazji tylko częściowo odnowiliśmy podwórka sąsiednich wspólnot. I TU TKWI CAŁY PROBLEM :)
Przed remontem podwórka zorganizowałem zebranie by porozmawiać z "sąsiadami" i przekonać ich do wspólnego działania. Z jednej strony przyszły 2 lub 3 osoby, z drugiej (tej sabotującej działania) nie przyszedł nikt. Trudno. Wyremontowaliśmy podwórko, na koniec znowu zorganizowałem spotkanie (myślałem, że jak "sąsiedzi" zobaczą jak działam a nie tylko mówię to będą bardziej chętni do współpracy - o jak bardzo się myliłem). Na zebranie przyszły znowu z jednej strony 3 osoby, a z drugiej aż dwie, ale bardzo "aktywne" w słowach i obrażaniu.
Usłyszałem od nich, że:
- źle zrobiłem podwórko,
- POWINIENEM ZACZĄĆ OD ICH PODWÓRKA,
- tak się nie robi,
- chcę od nich wyciągnąć pieniądze,
- nie mamy o czym rozmawiać dopóki im też nie odnowię podwórka,itd.
Od tego czasu "sąsiedzi" stali się troszeczkę złośliwi - parkują auta na nowej ścieżce dla pieszych, wyrzucają śmieci (łącznie ze słoikami) przez okno prosto na chodnik, wyprowadzają pieski na odnowione podwórko i roślinki usychają, butelki po piwie rozbijają na trawnikach po których biegają latem małe dzieci, etc, etc. O papierosach porozrzucanych wszędzie już nie będę się rozpisywał, bo to temat na osobny wpis.
Oczywiście podjęliśmy stosowne działania by temu przeciwdziałać, ale nie o to chodzi.
Czy nie lepiej dla wszystkich byłoby współdziałać a nie sabotować działania innych? Czy tylko ja uważam, że działając razem w większej grupie moglibyśmy więcej osiągnąć? Czy naprawdę sąsiad który ma lepsze i bardziej zadbane podwórko musi być z automatu traktowany jak wróg? Czy zamiast niszczyć rośliny które umilają i upiększają nam życie nie lepiej zadbać o nie - może czasem je podlać?
PS. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że wspólnota na remont podwórka nie musiała by przeznaczać żadnych pieniędzy. Podwórko zrobiliśmy w ramach konkursu 'Odmień swoje podwórko' i dodatkowo pozyskaliśmy jeszcze sponsora... :)
PS. II W naszej galerii wkrótce dodam zdjęcia z tego podwórka - jak wyglądało przed modernizacją i jak wygląda teraz. Zapraszam do obejrzenia i porównania
Kilka lat temu w jednej wspólnocie wymieniliśmy instalację elektryczną (tzw. WLZ'ty) na nową i przy okazji przenieśliśmy wszystkie liczniki na parter do jednej rozdzielni. Przy okazji zlikwidowaliśmy wszystkie skrzyneczki, rurki, trasy operatorów kablowych, przepusty, itd - jednym słowem zrobiliśmy porządek na klatce (oczywiście instalacje wykonaliśmy od nowa tylko tym razem w lepszym standardzie i ukryte w ścianach). Po kilku miesiącach okazało się, że jeden z najemców lokalu komunalnego zamiast bezpieczników używa drutów do tzw 'podwatowania bezpieczników', czyli jednym słowem pobiera z sieci większą moc niż ma to w umowie z zakładem energetycznym. Sprawa bardzo niebezpieczna, gdyż takie 'podwatowanie' grozi uszkodzeniem instalacji a nawet pożarem. Całe szczęscie, że podczas modernizacji instalacji wykonaliśmy okablowanie uwzględniające możliwość zwiększenia mocy a nawet podpisanie umowy na dostawę energii trójfazowej bez żadnych dodatkowych prac na terenie wspólnoty (wystarczy tylko podpisać nową umowę i zapłacić za zwiększenie mocy). W związku z zagrożeniem sprawę zgłosiliśmy do odpowiednich służb, bezpieczniki wymieniliśmy na właściwe, a ponieważ we wspólnocie zainstalowany był monitoring bardzo łatwo ustaliliśmy winnego całego zamieszania.
Po całym zdarzeniu wspólnota na wniosek policji i zakładu energetycznego zamknęła rozdzielnie na klucz i upoważniła tylko zarząd i zarządcę do otwierania tych rozdzielni. Za takim rozwiązaniem głosowali wszyscy właściciele obecni na zebraniu włącznie z przedstawicielem Miejskiego Zarządu Lokali Komunalnych. Jak wspominałem sprawa miała miejsce kilka lat temu i od tego czasu nastąpiła cisza i spokój. Lokator próbował jeszcze kilkukrotnie włamywać się do rozdzielni, ale odpowiednie zamki z ryglami skutecznie mu to uniemożliwiają.
Kilka dni temu najemca próbował poróżnić zarządcę i przedstawicieli gminy (prawdopodobnie dlatego, że przegrał w sądzie sprawę o zniszczenie własności wspólnoty i teraz musi zwrócić wspólnocie pokaźną sumę za zniszczone mienie) i domagał się dostarczenia mu klucza do rozdzielni. Po grzecznej, ale stanowczej odmowie w moim biurze zawitała delegacja z MZLK i na dzień dobry usłyszałem znane i opisywane już wcześniej "pierwszy raz widzę żeby ktoś tak robił". Panowie z którymi rozmawiałem nie potrafili wskazać błędów w postępowaniu zarządcy lub wspólnoty, wyrazili również zrozumienie dla celów jakimi kierowała się wspólnota podejmując odpowiednie kroki zapobiegawcze, ale ostatecznie nie zmienili swojego zdania i uparcie domagali się przekazania klucza by go dorobić, a jak dowiedzieli się że jest to klucz systemowy i bez odpowiedniej karty kodów nie dorobią go w żadnym punkcie usługowym, to chcieli go przekazać w 'wieczne użytkowanie' dla najemcy pomimo zagrożenia jakie stwarzał on wcześniej dla całego budynku. I znowu po odmowie przekazania klucza usłyszałem, że "jestem pierwszym zarządcą który tak postępuje"...
Czyli tylko ja mam odwagę powiedzieć stanowcze NIE jeżeli w grę wchodzi własność wspólnoty i bezpieczeństwo mieszkańców? Czy naprawdę reszta zarządców dba tylko o swoją wygodę i komfort?
Będę wdzięczny za pozostawione komentarza z waszymi spostrzeżeniami w tym temacie
Ciężko mi było wyjaśnić dlaczego poprzedni zarządca rozliczał wspólnotę w niewłaściwy sposób. Jedyne wytłumaczenie jaki mi się nasuwa, to brak wiedzy zarządcy na temat tego czym jest ciepło, czym jest zamówiona moc cieplna, jak to rozdzielać i rozliczać - jednym słowem brak podstawowej wiedzy technicznej na temat budynku i jego 'otoczenia'. Gdybym miał to jakoś wytłumaczyć to zrzuciłbym to na wykształcenie zarządcy. Niewłaściwe wykształcenie. Jeżeli osoba zarządzająca nieruchomościami nie ma wykształcenia i najlepiej doświadczenia technicznego to powinna w swojej ekipie posiadać bardzo dobrego technika, który na każdym kroku powinien wspierać zarządcę.
W swoim życiu zawodowym "przerobiłem" już wiele inwestycji i wiem, że o dobrego kierownika z odpowiednim wykształceniem i doświadczeniem jest naprawdę ciężko. Ci dobrzy mają sporo ofert pracy i z pewnością nie są zainteresowani pracą u zarządcy, gdyż żaden zarządca nie może im zaoferować odpowiednich warunków finansowych. Zostają zatem osoby bez doświadczenia albo bez odpowiedniej wiedzy... A później mamy do czynienia z budynkami w których balkony remontuje się co 3 lata, elewacja pęka jeszcze przed upływem gwarancji, a tynki się odbarwiają bo były wykonane w niewłaściwych warunkach, dach przecieka pomimo ciągłych inwestycji, a w drzwiach jest niewłaściwy samozamykacz i ciągle trzaskają.
Przy wyborze zarządcy warto zatem zwrócić uwagę czy ma on odpowiednie wykształcenie i doświadczenie. Dobry zarządca nie potrzebuje zlecać ekspertom opinii na każdy temat, gdyż sam potrafi ocenić stan techniczny nieruchomiości i instalacji a jednocześnie sam wie jakie decyzje należy podjąć i oszacować koszty. Poza odpowiednim stanem budynku przekłada się to na dobrą kondycję finansową i oszczędności całej wspólnoty. Taki zarządca nie tylko utrzyma nieruchomość w stanie niepogorszonym, ale potrafi zwiększyć jej funkcjonalność i poprawić otoczenie...
Jeżeli przeprowadzilibyśmy ankietę dotyczącą potrzeb remontowych w budynku Wspólnoty, to zdecydowana większość mieszkańców opowiedziałaby się albo za remontem/malowaniem klatki schodowej, albo za remontem/ociepleniem elewacji. Każdy z nas (przynajmniej większość) chce mieszkać w ładnym budynku i przyjemnym otoczeniu. NIESTETY (za chwilę napiszę dlaczego niestety) większość zarządców realizuje te zadania jako pierwsze z listy potrzebnych prac remontowych. Zarządca powinien słuchać swoich mieszkańców więc to po części dobra wiadomość, ale powinien też mieć odpowiednią wiedzę i przekonywać właścicieli do prowadzenia remontów w odpowiedniej kolejności. Jeżeli zarządcy brak podstawowej wiedzy technicznej, to bardzo często Wspólnota ponosi podwójne koszty pewnych prac albo niszczy efekty prac poprzednich. Często pewnych potrzeb remontowych nie można z tego powodu przeprowadzić właściwie.
Jako zarządca bardzo lubię przejmować wspólnoty w bardzo złym stanie technicznym. Powodów jest kilka, ale jednym z najważniejszych jest to, że w takim budynku nikt nie prowadził jeszcze żadnych prac i w bardzo szybki sposób można wszystko skontrolować, a prace przeprowadzić w odpowiedniej kolejności - NIESTETY często podczas nieumiejętnie prowadzonych prac "zakrywa się" pewne istotne elementy wpływające na funkcjonowanie obiektu i maskuje w ten sposób wady, które należałoby naprawić a nie tylko ukryć; NIESTETY bardzo często podczas remontów powiela się błędy poprzednich wykonawców sprzed kilkunastu lub kilkudziesięciu lat - "no bo przecież tak to było od lat" - i w ten sposób marnuje okazję na naprawienie czegoś, na poprawę funkcjonalności lub po prostu na lepszą estetykę; NIESTETY nagminnie wykonuje się remonty 'estetyczne' zapominając, że wcześniej należałoby wykonać remonty 'techniczne' i później wspólnota jest zmuszona np. w wyniku awarii do przeprowadzenia remontów generalnych instalacji lub konstrukcji niszcząc to co podczas poprzedniego remontu odnowiła.
Na koniec podam jeszcze jeden argument za właściwą kolejnością prac: finanse. Jeżeli prace wykonamy z rozmysłem i w odpowiedniej kolejności, to często udaje się doprowadzić budynek ze stanu fatalnego do stanu powiedziałbym lepszego niż nowy w zaledwie 5-10 lat w zależności od wysokości składek na fundusz remontowy i to bez zbytniego obciążenia dla portfeli właścicieli. Można to zrobić też w jeden czy dwa lata, ale byłoby to bardzo uciążliwe dla właścicieli więc nie polecam tego wariantu - ale da się :). Jeżeli prace nie są skoordynowane, to często się dublują, a okres w jakim można realnie te prace przeprowadzić doprowadzając budynek do stanu poprawnego najczęściej przekracza 15lat. Obciążenie dla portfeli mieszkańców też jest z reguły wyższe z uwagi na powtarzalność pewnych prac i konieczność usuwania awarii których można by uniknąć odpowienio planując remonty...
Opomiarowanie w piwnicach tejże kamienicy postanowiliśmy wykonać z powodu jednego z mieszkańców, który w swojej piwnicy otworzył nieformalny 'warsztat'. Nie istotne co tam robił. Istotne jest natomiast to, że za prąd do oświetlenia, ogrzewania i zasilania urządzeń płacili wszyscy mieszkańcy. Dodam tylko, że grzejniki elektryczne w danej piwnicy pracowały non stop, oświetlenie też często nie było gaszone no bo przecież "ja za to nie płacę". Wszyscy niezadowoleni, ale nikt nie chciał psuć relacji sąsiedzkich i nawet nie zwracał uwagi dla sąsiada. Oczywiście na zebraniu burzliwa dyskusja i wszyscy oczekują rozwiązania problemu. Rozwiązań było kilka, ale ze względu na pewne istotne warunki o których nie będę tutaj pisał zapada decyzja żeby opomiarować zużycie energii w piwnicach indywidualnych. Wszyscy są 'za', zapada odpowiednia uchwała, inwestycja przeprowadzona, liczniki założone. I tutaj zaczynają się problemy z mieszkańcem który prowadził wspomniany 'warsztat'. Jak można się spodziewać nie jest zadowolony z tego, że teraz musi płacić za prąd. Zarządca jest teraz wrogiem numer jeden, bo przecież nikt z sąsiadów się nie skarżył (na zebrania sąsiad nie przychodził) więc to wina tego nowego zarządcy.
Na koniec dodam, że rachunki za prąd w części administracyjnej budynku spadły baaardzo mocno, więc inwestycja zwróciła się w kilka miesięcy. Po krótkim czasie warsztat w piwnicy przestał działać, a mieszkańcy do dzisiaj są bardzo zadowoleni. Tylko jeden z mieszkańców wraz z całą rodziną jakoś nie lubią tego nowego zarządcy...
Pierwszą inwestycją jaką przeprowadzałem po uzyskaniu licencji zarządcy była wymiana instalacji elektrycznej wraz z przeniesieniem liczników i wymianą wewnętrznej linii zasilającej w jednej z kamienic. Przy okazji postanowiliśmy opomiarować zużycie energii w piwnicach indywidualnych. Przy całej inwestycji i jej zakresie (przy okazji położyliśmy okablowanie pod monitoring, wykonaliśmy okablowanie pod antenę zbiorczą, położone zostały przewody teletechniczne, usunięto wszystkie korytka i skrzynki na klatce, założone zostały dodatkowe zabezpieczenie p-poż, wykonano nową instalację oświetleniową z czujnikami ruchu, wymieniliśmy całe przyłącze do budynku) podłączenie piwnic pod liczniki indywidualne to był bardzo niski koszt dodatkowy na poziomie około 200zł. Oczywiście uchwała wspólnoty, pozwolenia, projekt, etc - wszystko jak należy. Po wykonaniu prac przychodzi czas na odbiór instalacji, wizyta Inspektora na budowie i ... "tak nie może być". Moje pierwsze pytanie to oczywiście co jest źle. Pan inspektor stwierdza, że nic nie jest źle, wszystko jest zgodne z projektem, ale "tak się nie robi". Po dłuższej dyskusji okazuje się, że Inspektor "pierwszy raz widzi, żeby ktoś w taki sposób wykonał instalację". I jeszcze raz podkreślę nie było to źle zrobione, było zgodne z projektem, spełniało wszelkie normy, wykonawca zrobił to poprawnie, ale "tak nikt nie robi". I pan inspektor nie odbierze tej instalacji chyba że ją poprawimy "tak jak wszyscy robią". Zależało nam na czasie i mieliśmy pomysł jak to rozwiązać, więc poprawiliśmy instalację zgodnie z życzeniem i na drugi dzień została odebrana przez tego samego inspektora. Wspólnota i tak założyła w piwnicach liczniki tylko musiała na to jeszcze wydać dodatkowo około 1000zł. Inwestycja szybko się zwróciła, mieszkańcy są zadowoleni, problem rozwiązany - tylko po co te dodatkowe prace i dodatkowy wydatek?
Takich przykładów działania "ponad normę" które są negowane przez innych zarządców, urzędników a nawet samych mieszkańców w swojej działalności spotkałem już wiele i dzięki temu nauczyłem się już z nimi 'walczyć'.
Chciałem tylko zasygnalizować, że bycie dobrym zarządcą to nie tylko dobre chęci i wiedza czy doświadczenie zawodowe, ale bardzo często właśnie walka z nastawieniami innych. Bardzo często jak chcę zrobić coś więcej niż nakazują przepisy to słyszę "ale po co?" lub "przecież nikt tak nie robi". Niektórzy już wiedzą, że ja tak robię i już nie pytają...
Zapraszam do lektury
Jeżeli ktoś będzie miał jakieś pytania to możemy je również na tym blogu poruszyć.
...
